www.mateusz.pl/mt/dp

«TWOJE SŁOWO JEST ŚWIATŁEM NA MOJEJ ŚCIEŻCE» MEDYTACJE NA WIELKI POST 2009

Dwie twarze w jednym człowieku

II Tydzień Wielkiego Postu, Sobota, 14.03.2009

 

„A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”(Łk 15,20. 31).

Przypowieść o synu marnotrawnym, ojcu i starszym bracie jest rozwinięciem wcześniejszych obrazów o odnalezionej owcy i drachmie. Razem tworzą zwartą całość. Ponieważ Jezus zwraca się do celników i grzeszników oraz do zgorszonych faryzeuszów i uczonych w Piśmie, nie powinniśmy być zdziwieni taką kolejnością narracji. Owca zgubiła się, odłączając się od stada, podczas gdy drachma zapodziała się w domu. Dlatego w dalszej części opowieści pojawiają się dwaj różni synowie. Jeden zrywa więź z rodziną, udając się w „dalekie kraje”, a drugi wprawdzie pozostaje z ojcem, ale gubi się we własnym domu.

Bogactwo tej przypowieści jest tak nieogarnione, że za każdym razem odkrywa się w niej coś nowego, co tylko zachęca do częstych powrotów. Spróbujmy więc zastanowić się, w czym przejawia się problem obu synów. Co ich odróżnia od siebie, a co łączy?

Przy pobieżnej lekturze wydaje się, że grzech młodszego syna polega głównie na przepuszczeniu mienia ojca. Sprawa okazuje się jednak o wiele poważniejsza. Majątek tak czy owak był mu obiecany. Mógł z nim zrobić, co chciał, chociaż wypadałoby mieć wzgląd na to, że otrzymał go w darze. Problem w tym, że syn prosi o podział dóbr przedwcześnie. Według tradycji żydowskiej syn mógł odziedziczyć spadek dopiero po śmierci ojca lub, czasami, tuż przed poślubieniem kobiety. Ale o niczym takim nie słyszymy. Co więcej, nie jest jasne, czy syn nosi się z zamiarem opuszczenia domu już w chwili prośby, czy po prostu chce się ucieszyć przysługującym mu prawem, a dopiero po pewnym czasie decyduje się na podróż.

Syn de facto obszedł się ze swoim rodzicielem jak z nieboszczykiem. I to jest największa obraza, jaka spotkała ojca, bo przecież prędzej, czy później syn i tak mógłby pójść w świat. Jego śmiały krok objawił, że ojciec właściwie już się nie liczy. Jakby stał się martwy. Najwyższy czas, aby się usamodzielnić. Ważna jest kasa. Możemy sobie uzmysłowić, co to znaczy, jeśli bliska nam osoba nie wiadomo z jakich powodów, nagle zaczyna patrzeć nas jak na bankomat. Zresztą takie historie zdarzają się między ludźmi do dzisiaj. Jeśli znika miłość, osoba zostaje zredukowana do rzeczy lub posiadacza dóbr. Chyba nie ma większego bólu, co mogłem zauważyć wśród starszych osób w domu opieki społecznej, niż bycie potraktowanym przez własne dzieci jak – chwilowo użyteczny – przedmiot. Uzyskanie niezależności zakłada unieważnienie ojca i wzięcie go w nawias. Kto z nas myśli o Bogu w chwili grzechu? Kto stawia sobie Go przed oczy? Raczej „zawieszamy” Boga w istnieniu, tak jakby Go nie było, by pójść własną drogą.

Mimo braku szacunku ze strony syna i przykrego roszczenia, ojciec nie komentuje jego posunięcia, ani nie okazuje wzburzenia, czy rozczarowania. Dokonuje podziału majątku. Ewangelia używa w tym miejscu słowa bios, które przede wszystkim oznacza „życie”. Ojciec daje siebie obu synom. Jednakże z dalszego toku przypowieści wynika, że ojciec zatrzymał „najlepszą szatę, pierścień i sandały”, jakby przeczuwał rychły powrót swojego dziecka.

Jakie atrakcje zastąpiły „nudnego” ojca? Syn „roztrwonił majątek, żyjąc rozrzutnie”. W tym zdaniu pojawia się greckie słowo asotia – „marnotrawstwo”, które w Nowym Testamencie występuje jeszcze 2 razy. W Ef 5,18 chodzi o upijanie się winem, kończące się rozwiązłością, a w Tt 1,6 o samą rozpustę. Starszy syn miał rację. Braciszek wszystko przepił, zabawiając się z prostytutkami. Pijaństwo i wyuzdany seks pozwala chociaż na chwilę „wyjść z siebie”, doświadczyć czegoś innego, opuścić ten smętny świat, zapomnieć o wszystkim i o sobie. Jednak pieniądze się skończyły i zaczął się głód. Idylla zamieniła się w koszmar. Dopiero nad świńskim korytem syn „dochodzi do siebie”, odzyskuje świadomość i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co się stało. Ożywa i postanawia wrócić do ojca.

Wpływ grzechu podobny jest do alkoholowego upojenia. Niby się żyje, a jednak ociera się o nierzeczywistość i śmierć. Alkoholik praktycznie nie istnieje dla siebie, a tym bardziej dla innych. Nie jest w stanie właściwie funkcjonować w pracy i społeczeństwie. Tak jak niepodobna powrócić do normalności bez porzucenia butelki raz na zawsze, tak też niemożliwe jest pełne życie bez zerwania z grzechem i okazją do niego.

Starszy syn pozostaje w domu. Pracuje na roli. Na wieść o powrocie brata i zgotowanym mu przyjęciu, wpada w gniew. Pod wpływem tego wydarzenia ujawnia się w nim coś, co być może ukrywał przez lata, udając „grzeczne” dziecko. Chodzi o jego specyficzną relację względem ojca. Warto zauważyć, że w sposobie zwracania się obu synów do ojca pojawia się bardzo ważny szczegół, odróżniający ich od siebie. Otóż, młodszy syn zarówno przed opuszczeniem domu jak i po „odrodzeniu się” mówi do swego rodzica „Ojcze!” (w sumie 3 razy). Natomiast starszy syn, pomimo tego, że uważał się za lepszą latorośl, ani razu nie używa tego słowa. Zachowuje się arogancko, zaczynając swoją kwestię od „słuchaj”, co pominięto w polskim tłumaczeniu. Ojciec staje się „ty”, a brat jest tylko „synem owego ty”. Ponadto według oryginalnego tekstu zamiast „szlachetniejszego” wyznania pierworodnego syna: „Oto tyle lat ci służę”, powinno być raczej: „Oto tyle lat jestem twoim niewolnikiem” (lub sługą). Jakkolwiek by było, niewolnik, czy sługa to nie syn. W końcu ma za złe, że „ojciec nic mu nie dał”, nie wynagrodził go za ciężką pracę. Podobnie jak w przypadku młodszego brata to nie ojciec jest ważny, lecz jego mienie. Starszy syn wydusił z siebie coś, o czym myślał od dawna.

To jest klucz do zrozumienia postawy starszego syna. Haruje przez lata, czując się we własnym domu jak niewolnik. Ojciec, pan, żąda bezwględnego posłuszeństwa. Oficer wydaje rozkazy i polecenia. Nic dziwnego, że w chwili konfrontacji z ojcem starszy syn nie wchodzi do domu. Ojca nie uważa za ojca, brata za brata, a siebie za syna. Dlatego zachowuje dystans i czuje się obco. Wylane pretensje i wyrzuty w gruncie rzeczy przypominają bunt wobec pana, który poczyna sobie ze służbą, jak mu się podoba. Ileż można znieść, w końcu trzeba się postawić. Nie wiemy, czy starszy syn ostatecznie zdecydował się na uczestnictwo w uczcie. Przypowieść urywa się w tym momencie, pozostawiając odpowiedź słuchaczowi.

Druga część opowieści odsłania jednak kolejny korzeń ludzkiego grzechu: fałszywe wyobrażenie o Bogu i sobie, które w ogóle nie odzwierciedla rzeczywistości. Relacja do ojca naznaczona jest lękiem. Trzeba być posłusznym, aby się nie narazić. Trudno bowiem przewidzieć jak zareaguje, jeśli coś nie wyjdzie. Jeśli Bóg jest kimś, kto trzyma nas na postronku, dyktuje warunki i nie przejmuje się za bardzo naszymi potrzebami, jakżeż można Go pokochać? Takiego Boga można tylko odrzucić, nawet jeśli zewnętrznie zachowuje się pozory i wszelką poprawność. Siebie też trudno pokochać, gdyż wewnątrz stale odzywa się głos: „Jesteś niewolnikiem „. Starszy syn nie potrafi się cieszyć, bo uważa, że na wszystko trzeba zapracować. Nie rozumie darmowej łaskawości ojca.

Obaj synowie nie rozpoznali dobroci ojca, chociaż z nim mieszkali. Patrzą na Niego przez pryzmat majątku i przysługujących im praw. Są pełni roszczeń i obaw. Czy ojciec (a może i matka, o której tutaj nie ma mowy) poniósł wychowawczą porażkę? Jak to możliwe, aby synowie, mając tak wyrozumiałego i kochającego ojca, traktowali go jak prawie umarłego lub nieczułego despotę?

Jak wobec tego reaguje ojciec? Przede wszystkim wychodzi do obu synów na drogę i na dziedziniec. Nie kieruje się bólem, niezrozumieniem i odrzuceniem. Cały czas pragnie ich szczęścia. Nie jest mu obojętne, co przeżywają jego synowie. Do pierwszego z nich wybiega z radością i wzruszeniem. Całuje go i przytula do siebie. Nie pozwala mu wypowiedzieć do końca przygotowanej przemowy. Nie oczekuje zadośćuczynienia. Nie nakłada pokuty. Niczego nie wypomina. Nie obraża się. Cieszy się. Akceptuje bez zastrzeżeń.

Podobnie zachowuje się w stosunku do starszego dziecka. Nie strofuje go w stylu: „Słuchaj no! „ lub „Jak ty się do mnie odzywasz!”, lecz zwraca się do niego z delikatnością: „Moje dziecko, wszystko moje jest twoje”. Chociaż syn przestaje zwracać się do rodzica „Ojcze”, tenże podtrzymuje wzajemną relację między nimi. Tłumaczy mu ze spokojem: „Twoja część to reszta mojego majątku (życia). Niczego ci nie skąpię. Możesz korzystać z czego tylko chcesz. Nie musisz mi tego wydzierać. Nie potrzeba mi twego potu na czole, abym dał ci to, czego potrzebujesz”. Nie obejmuje syna, bo prawdopodobnie jest na to jeszcze za wcześnie. Trudno przytulić się do pana, który wydaje rozkazy. Ojciec daje mu również do zrozumienia, że młodszy syn jest nadal jego bratem. Starszy syn musi odświeżyć sobie znaczenie słów „ojciec”, „syn”, „brat” i nauczyć się je wypowiadać. Wtedy poczuje się rzeczywistym członkiem rodziny, a nie wasalem pana i rywalem swego brata.

W każdym z nas mieszka celnik i faryzeusz. Są okresy w naszym życiu, kiedy jesteśmy owcą błąkającą się po bezdrożach, a innym razem drachmą, która wpada pod szafę, by ukryć się przed innymi. Czasem zachowujemy się jak młodszy syn, ale nieobcy jest nam również wewnętrzny bunt „posłusznego” niewolnika. I tak się to w nas wszystko kotłuje. Jedno jest pewne: Bóg przyjmuje nas zawsze. Czeka. Jeśli trzeba, wyjaśnia, przebacza i cieszy się, że jesteśmy. Bo istnieje miłość absolutna, bezinteresowna, bezwarunkowa. I chociaż bardzo pragniemy takiej miłości, jakże trudno nam w nią uwierzyć!

Dariusz Piórkowski SJ

Email do autora: darpiorko@mateusz.pl. Inne teksty: www.mateusz.pl/mt/dp

 

Dariusz Piórkowski, jezuita, studiuje obecnie filozofię w Boston College w USA.

 

Środa Popielcowa, 25.02.2009 – Nie bądź aktorem, lecz sobą
Czwartek po Popielcu, 26.02.2009 – Po co wierzyć?
Piątek po Popielcu, 27.02.2009 – Chcesz dobrze pościć? Naucz się świętować
Sobota po Popielcu, 28.02.2009 – Wirus „doskonałości”
I Niedziela Wielkiego Postu, 1.03.2009 – Gdyby nie te dzikie zwierzęta
I Tydzień Wielkiego Postu, Poniedziałek, 2.03.2009 – Na Sądzie nie będzie wymówki
I Tydzień Wielkiego Postu, Wtorek, 3.03.2009 – Warto czekać, aby żyć
I Tydzień Wielkiego Postu, Środa, 4.03.2009 – Znak upartego proroka
I Tydzień Wielkiego Postu, Czwartek, 5.03.2009 – Tajemnica niewysłuchanych modlitw
I Tydzień Wielkiego Postu, Piątek 6.03.2009 – Jak zdobyć bilet do nieba?
I Tydzień Wielkiego Postu, Sobota 7.03.2009 – Jesteśmy chodzącymi lustrami
II Tydzień Wielkiego Postu, Niedziela, 8.03.2009 – Ojciec wiary niełatwej
II Tydzień Wielkiego Postu, Poniedziałek, 9.03.2009 – Usta szeroko zamknięte
II Tydzień Wielkiego Postu, Wtorek, 10.03.2009 – Wahnięcia moralnej wagi
II Tydzień Wielkiego Postu, Środa, 11.03.2009 – Garncarz lepi bez znużenia
II Tydzień Wielkiego Postu, Czwartek, 12.03.2009 – Transplantacja pewna jak w banku
II Tydzień Wielkiego Postu, Piątek, 13.03.2009 – Te poplątane ludzkie relacje
II Tydzień Wielkiego Postu, Sobota, 14.03.2009 – Dwie twarze w jednym człowieku
III Tydzień Wielkiego Postu, Niedziela, 15.03.2009 – Świątynia Ciała przetrwa
III Tydzień Wielkiego Postu, Poniedziałek, 16.03.2009 – Uwierz w prostotę Boga
III Tydzień Wielkiego Postu, Wtorek, 17.03.2009 – Co z tym długiem?
III Tydzień Wielkiego Postu, Środa, 18.03.2009 – Żonglerka mądrością
Uroczystość św. Józefa, męża Maryi, 19.03.2009 – Zaginął, a odnalazł się. Trzeciego dnia
III Tydzień Wielkiego Postu, Piątek, 20.03.2009 – Na pustyni znajdziesz drogę
III Tydzień Wielkiego Postu, Sobota, 21.03.2009 – W zwierciadle modlitwy
IV Niedziela Wielkiego Postu, 22.03.2009 – Umarli, a jednak żywi
IV Tydzień Wielkiego Postu, Poniedziałek, 23.03.2009 – Wszystko zostanie ocalone
IV Tydzień Wielkiego Postu, Wtorek, 24.03.2009 – Symfonie życia
Zwiastowanie Pańskie, Środa, 25.03.2009 – Co nas łączy z Bogiem?
IV Tydzień Wielkiego Postu, Czwartek, 26.03.2009 – Na “duchowym” targowisku
IV Tydzień Wielkiego Postu, Piątek, 27.03.2009 – Czy wiem, czego pragnę?
IV Tydzień Wielkiego Postu, Sobota, 28.03.2009 – Biblijny lider to nie Herkules
V Niedziela Wielkiego Postu, 29.03.2009 – Wypuścić siebie z rąk
V Tydzień Wielkiego Postu, Poniedziałek, 30.03.2009 – Wszyscy mają szansę
V Tydzień Wielkiego Postu, Wtorek, 31.03.2009 – Węże na zamówienie
V Tydzień Wielkiego Postu, Środa, 1.04.2009 – W niekończącej się szkole Jezusa
V Tydzień Wielkiego Postu, Czwartek, 2.04.2009 – Niewygodna cząstka Dobrej Nowiny
V Tydzień Wielkiego Postu, Piątek, 3.04.2009 – Nie-zwykłość zwyczajności
V Tydzień Wielkiego Postu, Sobota, 4.04.2009 – Zjednoczeni, by iść w świat
Niedziela Palmowa, 5.04.2009 – Słuchając tego, co niewypowiedziane
Wielki Poniedziałek, 6.04.2009 – Zapach miłości mierzi egoistę
Wielki Wtorek, 7.04.2009 – Wszyscy byliśmy w Wieczerniku
Wielka Środa, 8.04.2009 – Kamień, o który się potykamy

 

 

© 1996–2009 www.mateusz.pl