Niedziela

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiejsze czytania

(Wj 20, 1-17)
W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa: "Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia, tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, w błahych rzeczach, bo nie pozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto wzywa Jego Imienia w błahych rzeczach. Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszystkie swoje zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem Pana, Boga twego. Nie będziesz przeto w dniu tym wykonywał żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani przybysz, który przebywa w twoich bramach. W sześć dni bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, siódmego zaś dnia odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty. Czcij twego ojca i twoją matkę, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje. Nie będziesz zabijał. Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł. Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. Nie będziesz pożądał domu twojego bliźniego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego".

(Ps 19 (18), 8-9. 10-11)
REFREN:Słowa Twe, Panie, dają życie wieczne

Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę,
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce,
jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.

Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki,
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.
Cenniejsze nad złoto, nad złoto najczystsze,
słodsze od miodu płynącego z plastra.

(1 Kor 1, 22-25)
Bracia: Gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.

(J 3, 16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(J 2, 13-25)
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: "Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!" Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: "Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie". W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: "Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?" Jezus dał im taką odpowiedź: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo". Powiedzieli do Niego Żydzi: "Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?" On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Jezus w świątyni jerozolimskiej chce przebywać w tym, co należy do Ojca. Ale to święte miejsce stało się placem targowym, pełnym małych, gorączkowo prowadzonych interesów. Bóg dla wielu stał się dodatkiem do życia, czasem bardzo wygodnym dla pomnażania doraźnych zysków. Jeśli świętość przestanie być święta, jeśli Dekalog straci znaczenie człowiek zagubi poczucie nadprzyrodzonego celu swego życia, przylgnie do ziemi i utraci swoją godność. Potrzebujemy oczyszczenia świątyni naszego serca; potrzebujemy Chrystusa, który jest mocą mądrością Bożą.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 77

Do góry

 

Ks. Edward Staniek

Handel w świątyni

Czytanie Ewangelii św. Jana jest trudne z tej racji, że prawie zawsze autor w jednym tekście prowadzi czytelnika równocześnie na dwu poziomach. Jeden jest historyczny, przedstawia wydarzenia z życia Jezusa, przytacza Jego przemówienia, relacjonuje prowadzone przez Niego dyskusje. Drugi poziom jest zarezerwowany dla ukazania podstawowych prawd wiary. Całość jednak jest tak pomyślana, że kto nie odczyta dokładnie wydarzenia o charakterze historycznym, nie potrafi dostrzec bogactwa ukrytego na poziomie drugim.

Scena wypędzenia kupców ze świątyni jest pod tym względem tekstem klasycznym. Jan nawiązuje do historycznego wydarzenia. Jezus, który ustawicznie oczyszczał autentyczne życie religijne z wszelkich wypaczeń, tym razem, w sposób wyjątkowo ostry, piętnuje zbezczeszczenie świątyni przez wprowadzenie w jej mury handlu.

Pod pozorem troski o ułatwienie praktyk religijnych, w obrębie murów świątyni ustawiono stragany, oferując kupującym zwierzęta ofiarne. Pokusa łączenia religii z biznesem jest stara jak świat, i nie łatwo ją odrzucić. Już w pierwszych pokoleniach chrześcijan pojawia się jako groźne niebezpieczeństwo, skoro autor „Didache” przestrzega: „Strzeżcie się ludzi, którzy chcą robić interes na Chrystusie”.

Problem nie jest łatwy do rozstrzygnięcia. Tam, gdzie trzeba wznosić świątynię, musi brzęczeć pieniądz, bo świątynia budowana dla Boga powstaje jednak z materiałów zakupionych w świecie, a na to trzeba pieniędzy. Potrzeba ich również do utrzymania już wybudowanej — remonty, malowanie, wyposażenie, sprzątanie, światło itp. W sumie w grę wchodzą miliony, a te muszą przepływać przez ręce ludzi odpowiedzialnych za budowę czy utrzymanie świątyni. Ponieważ zaś z doświadczenia wiadomo, że ręce ludzkie są lepkie i pieniądz łatwo przykleja się do nich, o nadużycia nietrudno. Jeszcze łatwiej o posądzenie, jako że wielu sądzi według siebie i nie wierzy, że inni mogą być uczciwsi od nich.

Ostra reakcja Jezusa ma na uwadze wytyczenie jasnej granicy między świątynią, domem modlitwy, a światem, gdzie jest miejsce na handel. Chrystus broni świętości świątyni, domu swego Ojca. Taki jest historyczny sens przedstawionego przez Jana wydarzenia. W drugim znaczeniu, głębszym, chodzi o spojrzenie oczami wiary na ciało Jezusa. Ono jest nową świątynią. W nim mieszka Bóg. Ponieważ napięcie między świątynią jerozolimską a Jezusem wzrastało, Ten zapowiada zburzenie świątyni swego ciała i odbudowanie jej w ciągu trzech dni.

Przez zestawienie siebie ze świątynią Jezus pragnie ukazać Żydom coś z tajemnicy swej świętości. Natomiast Apostołom pragnie przez to pomóc w przejściu od kultu świątynnego do wiary w Jego zmartwychwstanie. Ośrodkiem ich życia nie będzie już świątynia jerozolimska, lecz zmartwychwstały Mistrz. To w Nim rozpoznają obecnego Boga.

Warto zaznaczyć, że i ta najcenniejsza świątynia świata została przez Judasza przehandlowana za marne trzydzieści srebrników. Judasz jest pierwszym uczniem Chrystusa, który chciał zrobić interes na Mistrzu. Jaki to był interes, ujawniło się w ciągu kilku dni, a los Judasza stał się przestrogą dla wszystkich, którzy usiłują zbić pieniądze na Ewangelii. Dużo się mówi o następcach świętych Apostołów, rzadko natomiast o następcach tego jednego, nieświętego, Judasza. A i on ma swoich następców prawie w każdym pokoleniu. Dźwięk monety jest dla nich mocniejszy od przestrogi zawartej w dramacie syna z Kariot.

Kto patrzy na świątynię przez pieniądze, nie potrafi dostrzec jej prawdziwego skarbu. Często zło wykorzystuje szelest liczonych w kościele pieniędzy dla zniszczenia tego, co najświętsze, najcenniejsze, boskie. I dziś trzeba zabiegać o zachowanie w Kościele granicy między tym, co święte, a tym, co świata. I dziś trzeba w Chrystusie odkryć tę najpiękniejszą świątynię, w której to, co ludzkie, łączy się w hymnie uwielbienia z tym, co boskie. W świątyni Ciała zmartwychwstałego Chrystusa już nie dźwięczą pieniądze, ich miejsce zajmuje łaska i wdzięczność. Szczęśliwy, kto potrafi przejść na ten poziom życia religijnego. Jego już pieniądze świątyni nie zgorszą.

Ks. Edward Staniek

 

Prawo i wolność

Niewielu ludzi rozumie, że szacunek dla prawa jest gwarancją ich wolności. Najczęściej w prawie widzą zagrożenie dla swej wolności, jej ograniczenie. Ubóstwienie wolności jest równie groźne, jak ubóstwienie prawa. Jedno i drugie niszczy człowieka. Wolność bez ograniczeń jest jak samochód w biegu, w którym zawiódł układ sterowniczy. Kierowca jest zdany na łaskę losu. Nie potrafi obliczyć żadnych skutków swej jazdy, z reguły też tak uszkodzonym samochodem nie zajedzie zbyt daleko. Wypadek jest nieunikniony. Dziś odwoływanie się do wolności jest tak częste, iż staje się prawie śmieszne. W imię wolności dziecku wolno uderzyć matkę, uczniowi wolno jeść w czasie lekcji, studentowi wolno przerwać na kilka lat studia, małżonkowi wolno zdradzić żonę, a więźniowi wolno domagać się telewizora w celi.

Wolność to bożek naszego wieku. Nikt jednak nie chce powiedzieć głośno, że tak rozumiana wolność — czynienie tego, co mi się podoba — byłaby możliwa wyłącznie wówczas, gdyby na obszarze stu kilometrów kwadratowych żył tylko jeden człowiek. Z tą chwilą bowiem, gdy obok niego pojawi się drugi, mając takie samo pojęcie wolności, w wielu sytuacjach ich dążenia będą kolidować z sobą. Wolność jednego ograniczy wolność drugiego, a wówczas trudno już mówić o wolności. Im więcej ludzi zamieszka na jednym kilometrze kwadratowym, tym większe będzie ograniczenie wolności każdego z nich. Łatwo to można obserwować w ciasnych mieszkaniach, gdzie maleńki metraż wytycza granice świata dla kilku, czasem kilkunastu ludzi. Jakże bardzo jest ograniczona wolność każdego z nich, gdy dwadzieścia cztery godziny na dobę muszą się liczyć z domownikami i sąsiadami.

Chcąc do maksimum ocalić i wykorzystać wolność każdego, muszą określić prawa. One są nieodzowne dla normalnego funkcjonowania całej społeczności. Nie zawsze są to prawa pisane, ale one są. Im doskonalej są zachowywane, tym pełniej ludzie mogą wykorzystać swoją wolność. W pewnym momencie sami odkrywają, że umiejętność doskonalenia prawa i doskonalenia jego zachowania jest wykładnikiem ich wolności. To, że mogą dobrowolnie prawo określać i dobrowolnie je zachować, stanowi o ich wielkości.

To w tym kontekście należy dostrzec wartość dekalogu. Bóg darząc nas wolnością, a równocześnie łącząc we wspólnotę życia, jako nasz Stwórca, musiał określić prawa, by zagwarantować nam właściwe wykorzystanie wolności. Gdyby nasza wolność była mądra, to każdego dnia dziękowalibyśmy Bogu za dar Jego prawa i czynilibyśmy wysiłki, by to Jego prawo możliwie doskonale zachować. Niestety, nasza głupota ciągle widzi w prawie swoje nieszczęście, ograniczenie, przeszkodę w wykorzystniu pełni wolności. Stąd też raz po raz podejmujemy wysiłki, by prawo zlekceważyć, by go nie zachowywać. Płacimy za to wielkie ceny, ale wciąż popełniamy ten sam błąd.

Egoizm nie chce kierownicy, chce robić to, co się mu podoba, i mimo serii klęsk nie rezygnuje ze swego. Jest tak mocny, że woli ponosić klęski, niż dostosować się do prawa, bo klęska jego jest jeszcze jednym dowodem na to, że prawo stanowi przeszkodę na drodze jego rozwoju.

Konflikt wolności z prawem jest tak długo nieunikniony, jak długo wolność nie zostanie objęta w całości miłością. Prawo miłości jest bowiem najdoskonalszym prawem i w nim wolność zyskuje najdoskonalszą pełnię. Wola, która kocha, staje się odpowiedzialna za siebie, za innych i za prawo, które ułatwia sprostanie tej odpowiedzialności. Ten, kto kocha, dobrowolnie zgadza się na ograniczenie swej wolności wolą osoby kochanej. Tego ograniczenia nie traktuje jako krzywdy, lecz jako wielkie szczęście. Odkrywa bowiem, że łącząc się z drugim człowiekiem, powiększa zakres swojego świata o jego świat, a siłę swojej woli — o siłę jego woli.

W zmaganiu świata z Bogiem dwie wartości — wolność i prawo zostały sobie przeciwstawione. To wielki sukces zła. Miliony ludzi na świecie dało się zwieść tej propagandzie, wchodząc na drogę lekceważenia prawa i ubóstwiania wolności rozumianej jako samowola. Każdy mądry człowiek wie, że wolność jest jak źródło kryształowej wody, a prawo jak brzegi tego źródła i rzeki, którą wypływająca z niego woda popłynie. Te dwie wartości nie tylko nie są przeciwstawione, lecz organicznie ze sobą połączone. Nie ma wolności bez szacunku dla prawa i nie ma prawa bez szacunku dla wolności!

Ks. Edward Staniek

 

Umocnij, Panie, kroki moje Twoją mową, niech nie panuje we mnie żadna niegodziwość (Ps 119, 133)

„Niedługo po wydarzeniu Paschy”, czyli po przejściu oswobadzającym lud Izraela z Egiptu i wprowadzającym na pustynię, przez którą miał on przejść do ziemi obiecanej, Bóg zawiera z nim Przymierze i wypełnia je przez dar dekalogu. „Ja jestem Pan, twój Bóg, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli: Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20, 2-3). Miłość, jaką Bóg okazał Izraelowi przez swoje nadzwyczajne interwencje, jest fundamentem jego wierności względem swego Pana. Dekalogu nie można uważać za suche prawo moralne, nałożone autorytatywnie z nieba. Wypływa ono z miłości Boga, który uwolniwszy swój naród z niewoli egipskiej, pragnie go wyrwać z wszelkiej moralnej niewoli, grzechu i namiętności oraz związać z sobą przyjaźnią. Przyjaźń tę będzie okazywać we wszechmocnej dobroci zawsze gotowej spieszyć z pomocą, od człowieka zaś oczekuje wierności względem woli Bożej. Zresztą dekalog wyjaśnia tylko to prawo miłości — względem Boga i bliźniego — jakie na początku stworzenia Bóg wyrył w sercu człowieka, który jednak szybko je przekręcił i o nich zapomniał. Izrael nie wytrwał w wierności obiecanej na Synaju; wiele ma na swoim rachunku wykolejeń, odejść i zdrad, w ciągu wieków zaś pojawiło się mnóstwo tłumaczeń literalnych oraz formalistycznych nadbudówek, które pozbawiły dekalog jego prawdziwej i głębokiej treści.

Konieczne było, aby Jezus przyszedł odnowić dawne prawo, uzupełnić je i udoskonalić przede wszystkim pod względem miłości i znaczenia wewnętrznego. To rzuca światło na śmiały czyn Chrystusa wyrzucającego przekupniów, którzy bezczeszczą świątynie. Bogu należy służyć i uwielbiać Go z czystą intencją. Religia nie może służyć za podnóżek dla osobistych interesów oraz samolubnych i ambitnych dążności człowieka. „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska” (J 2, 16). Stosunek do Boga i do bliźniego powinien być niezwykle prawy, szczery. Może się zdarzyć, że w służbie Bożej czy w zachowywaniu jakiegoś szczegółu dekalogu zważa się więcej na stronę zewnętrzną, prawną, niż na wewnętrzną, i wówczas można się stać w mniejszej lub większej mierze bezcześcicielem świątyni, religii, prawa Bożego. Jan zauważa, że Jezus oczyścił świątynię uwalniając ją od kupców i ich towarów, kiedy zbliżała się „Pascha żydowska” (tamże 13). Kościół przed „Paschą chrześcijan” powtarza ten gest, zapraszając wiernych do oczyszczenia własnego serca, aby z niego wzniosła się do Boga cześć jak najczystsza. Lecz Jezus mówi o innej świątyni, jaśniejącej nieskończoną godnością, „o świątyni swego ciała” (tamże 21). To miał na myśli, kiedy powiedział: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (tamże 19). Słowa te zgorszyły Żydów, uczniowie zaś zrozumieli je dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu Pana. Dzięki swej tajemnicy wielkanocnej Jezus zastąpił świątynię Starego Przymierza przez swoje ciało, tę świątynię żywą i godną Trójcy. Ono to, złożone w ofierze na zbawienie świata, zastępuje i przekreśla wszystkie ofiary z „gołębi, baranków i wołów” (tamże 14-75), jakie składano w ofierze w świątyni jerozolimskiej, która zatem straciła racje bytu. Ośrodkiem Nowego Przymierza jest więc już nie świątynia z kamienia, lecz „Chrystus ukrzyżowany, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan; dla tych zaś, którzy są powołani... mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 23-24).

  • Żadna krzywda, żadne głośne oskarżenie nie potrafiło sprowadzić Cię z drogi wyznaczonej przez wolę Twoją, o Panie najmiłosierniejszy, który odnawiasz to, co zginęło i popadło w ruinę. Tak została złożona Bogu w ofierze na zbawienie światu szczególna żertwa, a Twoja śmierć, o Chryste, prawdziwy Baranku, zapowiadana w ciągu wszystkich wieków, przeniosła synów obietnicy do wolności synów Bożych. Nowe Przymierze zostało zatwierdzone, a krwią Twoją o Chryste, zostali zapisani dziedzice królestwa wiecznego. Ty, najwyższy Kapłanie, wstąpiłeś do miejsca świętego świętych i jako kapłan niepokalany, okryty śmiertelnym ciałem, wszedłeś przebłagać Boga... wówczas dokonało sit; przejście od prawa do Ewangelii, od synagogi do Kościoła, od wielu ofiar do jednej żertwy.
       „To co było stare, przeminęło, a oto nowe powstało”: przez Twoje pośrednictwo, o Chryste, i razem z Tobą wspólnota w męce i zmartwychwstaniu wiecznym jest jedna dla wszystkich, którzy wierzą w Ciebie i zostali odrodzeni w Duchu Świętym według słów Apostola: „Wy jesteście umarli, a życie wasze jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Kiedy Chrystus, życie wasze. objawi się, wówczas również wy okażecie się z Nim w chwale” (św. Leon Wielki).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 307

Do góry

Książka na dziś

Walka. Duchowość w życiu codziennym

Walka. Duchowość w życiu codziennym

HERVÉ PONSOT OP

Niektórzy pojęcie walki duchowej redukują do kuszenia Jezusa na pustyni lub podobnych doświadczeń w życiu chrześcijańskim. Innym kojarzy się ono ze starciem człowieka z Szatanem, uosobieniem zła. Tymczasem Hervé Ponsot wskazuje, że do prawdziwej konfrontacji dochodzi między miłosiernym Bogiem i grzesznym człowiekiem. Swoje rozważania na ten temat prowadzi w oparciu o teksty biblijne, pisma starochrześcijańskie i w nawiązaniu do współczesnej refleksji humanistycznej.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

5 MARCA 2018

Poniedziałek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(2 Krl 5, 1-15a)
Naaman, wódz wojska króla Aramu, miał wielkie znaczenie u swego pana i doznawał względów, ponieważ przez niego Pan spowodował ocalenie Aramejczyków. Lecz ten człowiek – dzielny wojownik – był trędowaty. Aramejczycy podczas napadu łupieskiego uprowadzili z ziemi Izraela młodą dziewczynę, którą przeznaczono do usług żonie Naamana. Ona rzekła do swojej pani: "O, gdyby pan mój udał się do proroka, który jest w Samarii! Ten by go wówczas uwolnił od trądu". Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. A król Aramu odpowiedział: "Ruszaj w drogę! A ja poślę list do króla izraelskiego". Wyruszył więc, zabierając z sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań na zmianę. I przedłożył królowi izraelskiemu list następującej treści: "Z chwilą gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu". Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: "Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną?" Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć królowi: "Czemu rozdarłeś szaty? Niech on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu". Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem, i stanął przed drzwiami domu Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: "Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!" Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: "Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga swego, poruszy ręką nad miejscem chorym i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?" Pełen gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: "Mój ojcze, gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci powiedział: Obmyj się, a będziesz czysty". Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: "Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!"

(Ps 42 (41), 2-3; Ps 43 (42), 3. 4)
REFREN:Boże mój, pragnę ujrzeć Twe oblicze

Jak łania pragnie wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże.
Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego,
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?

Ześlij światłość i wierność swoją,
niech one mnie wiodą,
niech mnie zaprowadzą na Twą górę świętą
i do Twoich przybytków.

I przystąpię do ołtarza Bożego,
do Boga, który jest moim weselem i radością.
I będę Cię chwalił przy dźwiękach lutni,
Boże, mój Boże!

(Ps 130 (129), 5. 7bc)
Pokładam nadzieję w Panu i w Jego słowie, u Pana jest bowiem łaska i obfite odkupienie.

(Łk 4, 24-30)
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: "Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman". Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Siedmiokrotne zanurzenie w rzece Jordan jest zapowiedzią sakramentu chrztu, przez który narodziliśmy się dla życia Bożego i staliśmy się dziećmi Boga. Czas Wielkiego Postu jest ponownym odkrywaniem tego daru. Właściwie całe życie chrześcijanina nie jest niczym innym niż odkrywaniem bogactwa własnego chrztu. Chrzest jest darem łaski Boga i nikomu się nie należy. Bóg jest wolny w swoim działaniu i może każdego, nawet w najbardziej nieoczekiwany sposób, doprowadzić do nawrócenia. Dlatego nikt z nas nie może przywłaszczać sobie daru życia Bożego, które jest jego udziałem, ani stawiać Bogu warunków lub ograniczeń co do tego, jak powinien lub nie powinien działać.

Ks. Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 81

Do góry

 

Megan McKenna

To trzeci tydzień Wielkiego Postu, połowa naszej podróży. Wzrasta napięcie pomiędzy Jezusem, a tymi, którzy Mu się sprzeciwiają. Sam Jezus doprowadza do konfrontacji i zadaje pytania im i nam, jakie jest nasze stanowisko i komu winniśmy podległość. W czytaniu na dzisiejszy dzień Jezus objawia się jako prorok, oddzielający dobro od zła i pokazujący, ktto jest z nim, a kto stoi w opozycji wobec przyjścia Królestwa na świat. To czas wyboru, powołania do zmiany. Albo publicznie przyznamy się do Jezusa, albo nie.

Jezus odnosi się do opowieści przekazanej w 2 Krl. W Syrii żyje pewien człowiek, Naaman, dowódca armii aramejskiej. Cieszy się ogromnym szacunkiem, ale jest trędowaty. Aramejczycy zajęli ziemie Izraelitów, a jedną z niewolnic Naamana została mała dziewczynka, Izraelitka. Mówi swojemu panu, że jeśli pójdzie do proroka w Samarii, zostanie uzdrowiony z trądu. Jego wiara jest nieodwołalna.

Zatem król Aramu wysyła Naamana z listem do króla Izraela – wraz z nim przekazuje dziesięć srebrnych talentów, sześć tysięcy sztuk złota i dziesięć odświętnych szat – prosząc go, by wyleczył Naamana z trądu.

Król Izraela otrzymuje list, dary i rozdziera szaty w rozpaczy, sądząc, że król Aramu zamierza się z nim sprzeczać. Ale Elizeusz, podążający śladami Eliasza i noszący Eliaszowy płaszcz sprawiedliwości, mówiący z mocą i posiadający moc do uzdrawiania nawet trędowatych, moc do wskrzeszania z martwych, słyszy o czynahc króla i pyta go, dlaczego rozpacza. Rozkazuje królowi, by wysłał Naamana do niego, by Naaman i obaj królowie zobaczyli, że jest prorok w Izraelu. Nie jest to tylko opowieść o uzdrowieniu jednego człowieka, ale także o mocy i wierze w królestwach rządzonych przez ludzi postawionych przez Boga – bez względu czy wiedzą o swoim powołaniu, czy też nie.

Naaman jest posłuszny i idzie do domu Elizeusza. Ów mówi mu, żeby obmył się siedem razy w Jordanie, a zostanie uzdrowiony. Naaman jest wściekły. Oczekiwał, że Elizeusz wykona jakiś osobisty gest, by go uzdrowić. Uważa, że rzeki w Damaszku byłyby równie skuteczne, co rzeki izraelskie. Odjeżdża w gniewie.

Na szczęście podążają za nim słudzy. Nazywają go swoim ojcem i kłócą się z nim, przekonują, że jeżeli prorok powiedział mu, by zrobił coś nadzwyczajengo, nie powinien się wahać, ale okazać posłuszeństwo. Mówią swojemu panu, że powinien posłuchać proroka Elizeusza. Pokazuje to niezwykłe relacje między sługami i ich panem, ponieważ Naaman okazuje posłuszeństwo po wysłuchaniu swych sług, a dzięki posłuszeństwu jego ciało staje się ponownie jak ciało małego dziecka.

Naaman i jego słudzy wracają do proroka, Naaman staje przed nim i otwarcie wyznaje swoją wiarę: „Teraz wiem, że poza Izraelem nie ma Boga na świecie”. To wyznanie wiary cudzoziemca, Syryjczyka, nie kogoś z ludu wybranego, Izraela. To opowieść o uzdrowieniu, posłuszeństwu temu, który niesie słowa Boże na swoich ustach. To zapowiedź tego, co Jezus próbuje czynić pośród swego ludu.

Na samym początku swojej Ewangelii Łukasz przedstawia Jezusa jako proroka wiedzionego Duchem Świętym, przemawiającego w synagodze i ogłaszajacego, że to On jest Namaszczonym, Posłanym, by sprowadzać obecność Boga pośród ślepych, chromych, trędowatych, więźniów i zgubionych. Ogłasza swojemu ludowi w Nazarecie, że jeśli usłyszą słowo Boga w jego ustach i uwierzą mu, stanie się ono prawdziwe w ich mieście i w ich ciałach.

Następnie przechodzi do fragmentu, który jest czytaniem na dziś. Brutalnie przypomina, że żaden z izraelskich proroków nie zyskał akceptacji w miejscu swego urodzenia. Kataloguje opowieści: historię o wdowie z Sarepty niedaleko Sydonu, która zatroszczyła się o Eliasza, historię Naamana, syryjskiego trędowatego uzdrowionego przez proroka Elizeusza. Jezus mówi im, że jest prorokiem wedle tradycji Eliasza i Elizeusza i że nie oczekuje, że uwierzą. Nie ma zamiaru czynić tego, co oni chcą – udowadniać im, kim jest, zgodnie z ich kryteriami. Jest prorokiem i prawdziwość Jego słów okaże się w inny sposób – z powodu ich braku wiary i zatwardziałości serc. Zaprawdę, są dziećmi swoich przodków, uparci i oporni w uznawaniu proroków i ich przesłania, by pokutować i odwrócić się od swoich grzechów.

Reakcja jest taka sama jak w przypadku Eliasza i Elizeusza: gniew i oburzenie. Powstają, wyrzucają Jezusa z Izraela, prowadzą na krawędź wzgórza, planując zrzucić Go z góry i zabić. Grunt został przygotowany. Izrael nadal nie chce słuchać słowa Bożego w ustach proroka, który stawia im wyzwanie, by się zmienili i podążali za wolą Boga.

To tło dla podróży do Jerozolimy w Ewangelii Łukasza. Albo słyszymy słowo Boże i podążamy za nim, wiedząc że jesteśmy częścią niewiernego pokolenia, które potrzebuje słowa proroka albo zwracamy się przeciwko prorokowi i potępiamy go za to, że nas okarża o niewierność i niewłaściwe postępowanie. Zatem dzisiaj Jezus nas zapytuje. Jako prorok nie będzie czynił cudów dla naszego zysku. Nic nam nie będzie udowadniać i nie da się ograniczyć do zabiegania o nasze względy. Jest prorokiem Bożym, który zamierza pokazać nam, kim jestesmy jako grzesznicy, którzy zatracili wiarę w Boże przymierze. Jesteśmy powołani, by wierzyć i uznawać, że Bóg uzdrawia naszych wrogów, ponieważ są oni często bardziej otwarci na Słowo Boże niż my.

Jesteśmy dziećmi Boga, naśladowcami Jezusa – prawda? W chrzcie zostaliśmy powołani do ciągłego nawracania się, praktykowania cnoty i zadośćuczynienia za nasze grzechy i naszą rolę w niewierze, jaka panuje na świecie. Prorok Jezus stoi przed nami i przypomina nam o naszym braku wiary, pragnieniu znaków i cudów, uporze w oczekiwaniu, że Bóg zadziała w naszym imieniu, by dokonać kary i weźmie odpowiedzialność za zło, które wywołaliśmy na świecie.

Lanza del Casto, zwany przez swych naśladowców Shantidas był uczniem Gandhiego i założycielem społeczności Arka. Pisał często – jak wyżej wspomniano – o potrzebie proroków, którzy będą doprowadzać do konfrontacji i nawrócenia wszystkich wierzących. „Naucz się tej surowej uprzejmości, która ma surowe słowa dla tych, którzy są pochlebcami, łagodne słowa dla tych, którzy z tobą walczą, ciepłe słowa dla znużnonych, mocne dla cierpiących, janse dla ślepców, miażdżące dla dumnych i kubeł z wodą oraz kij dla tych, którzy śpią.” (Priciples and Precepts of a Return to the Obvious). Każdy z nas potrzebuje, żeby mu “nagadać”, żeby nas zmusić do ujrzenia siebie samych w szerszym kontekście historii i wiary. Jesteśmy w ten sposób zatrzymani w pół drogi, przekonani. Albo skłonimy się i zaczniemy szukać przebaczenia, albo będziemy stać niewzruszenie w naszym grzechu i walczyć z tym, który niesie ewangelię miast poddać się Słowu Bożemu, które jest nam głoszone. To, że jestesmy dziećmi obietnicy, nie znaczy, że jestesmy dziećmi wiernymi czy też światłością dla narodów lub nadzieją dla bliźnich. Być może Bóg czyni wspaniałe rzeczy gdzie indziej – próbując sprawić, byśmy przyznali, że popełniamy błędy.

Musimy zatrzymać się w pół drogi w naszym życiu, inaczej Jezus przejdzie dokładnie przez środek naszego zgromadzenia i odjedzie od nas, tak jak to się stało w przypadku jego morderczych bliźnich z Nazaretu. Musimy stanąć wobec naszych słabości, braku wiary, naszej grzeszności – inaczej nie będziemy w stanie iść jedną drogą z Jezusem.

Penny Lernoux, reporterka i pisarka, działająca w Ameryce Północnej i Południowej, została zdiagnozowana pod kątem raka w wieku czterdziestu lat, w pół drogi z projektami i książkami, gdy jej życie poświęcone było biednym i głoszeniu prawdy. Powiedziała m.in. coś takiego:

Czuję, że wstępuję na nową ścieżkę. Nie jest to lęk odczuwany fizycznie czy lęk przed śmiercią, ponieważ mężni biedacy w Ameryce Łacińskiej nauczyli mnie teologii życia, która, dzięki solidarności i powszechnemu wysiłkowi, przekracza śmierć. Jest to raczej poczucie bezradności – ja, która zawsze chciałam być zwycięzcą pośród biedoty, sama jestem tak samo bezradna – że ja także muszę wziąć swoją żebraczą misę, że muszę się uczyć, uczę się, ostatecznej bezsilności Chrystusa. To doświadczenie oczyszcza. Tyle rzeczy wydaje się mniej ważne albo zupełnie nieważne, zwłaszcza ambicje.

W tym tygodniu wzywa się nas, abyśmy raz jeszcze ocenili swoje priorytety, cele, oczekiwania i styl życia. Kiedy słyszymy słowa proroka Jezusa, mamy opuścić swoją wygodną, dającą się kontrolować przestrzeń i iść z Jezusem do nieznanych miejsc i znajdować bliskość pośród nieznajomych, by spotkać Boga, Boga prawdziwego, nie naszą wersję tego, jakim chcielibyśmy Go widzieć. Spójrz! Przypomnij sobie! Pamiętaj! Czy zwracamy uwagę na proroków? Czy jesteśmy prorokami podróżującymi z Jezusem, prorokiem Bożym? Czy sprzeciwiamy się Słowu pośród nas?

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

ŻYĆ CHRZTEM ŚWIĘTYM

O Boże, Ty jesteś światłością i nie ma w Tobie żadnej ciemności, obym chodził w światłości, tak jak Ty sam trwasz w światłości (1 J 1,5.7)

Chrzest nie tylko posiada skuteczność negatywną, to znaczy oczyszcza człowieka z grzechu, lecz ma także najwyższą skuteczność pozytywną: kształtuje dziecko Boże. Dziećmi Bożymi są właśnie ci, którzy na nowo się narodzili „z wody i Ducha Świętego” (J 3, 5). Rozważając pełnię tego odrodzenia, św. Jan od Krzyża pisze: „Odrodzenie w Duchu Świętym w obecnym życiu na tym polega, by mieć duszę jak najbardziej podobną do Boga w czystości i być wolnym od wszelkiej zmazy niedoskonałości. Wtedy bowiem może nastąpić przeobrażenie przez uczestnictwo w zjednoczeniu, czyste, chociaż nie-esencjonalne” (Dr. II, 5, 5). Tak oto Doktor mistyczny ukazuje najwyższy szczyt, na który prowadzi pełnia łaski chrztu. Pierwsze i zasadnicze przygotowanie polega na całkowitej wewnętrznej czystości, gdyż życie Boże, w którym uczestniczymy przez łaskę, nie może wkroczyć i przemienić całkowicie człowieka, jeśli nie znajduje go zupełnie czystym. Dusza, mówi św. Jan od Krzyża, jest podobna do tafli szklanej zalanej potokiem słońca. Chociaż promień sam przez się jest świetlany, zdolny oświecić i przeniknąć szkło, nic może tego uczynić, jeśli nie znajdzie go przejrzystym, oczyszczonym z wszelkiej plamy. Owszem, „tafla szklana tym mniej będzie prześwietlona, im mniej będzie oczyszczona ze smug i plam; tym więcej zaś ją rozświetli, im będzie czystsza” (tamże 6). Bóg jest słońcem jaśniejącym nad duszami, pragnie je otoczyć, przeniknąć i przemienić w swoją światłość i miłość. Lecz może to uczynić wtedy dopiero, kiedy człowiek postanowi oczyścić się z „wszelkiej smugi i plam” grzechu. Kiedy Bóg znajdzie stworzenie wolne od wszelkiego przywiązania do zła, natychmiast napełnia je sobą i swoim życiem; to jest początek, zaród wielkiej przemiany, jakiej Pan pragnie w nim dokonać. Im więcej zatem człowiek oczyszcza się z wszelkiego grzechu, z wszelkich złych nałogów i niedoskonałości, tym bardziej staje się zdatny do tego, aby łaska Boża całkowicie go przeniknęła i przemieniła. W ten sposób chrzest dokonuje stopniowo w chrześcijaninie głębokiego odrodzenia i całkowitej przemiany, czyniąc go podobnym Bogu. Chrześcijanin żyje tym samym boskim życiem, tak jak syn podobny jest do ojca i żyje życiem, jakie przekazał mu ojciec.

  • Panie, Boże nasz... Ty stworzyłeś wodę, aby przez nią użyźniać ziemię oraz umacniać i oczyszczać nasze ciała.
    Wodę uczyniłeś również narzędziem Twojego miłosierdzia: przez nią wyprowadziłeś Twój lud z niewoli i ugasiłeś jego pragnienie na pustyni. Prorocy zapowiedzieli ją bowiem jako znak Nowego Przymierza, które miałeś zawrzeć z ludźmi. Przez wodę, która Chrystus uświęcił w Jordanie, odnowiłeś w odradzającej kąpieli naszą upadłą naturę.
    Niech ta woda przypomina nam przyjęty chrzest, abyśmy się radowali z naszymi braćmi, ochrzczonymi w czasie Paschy Pana naszego Chrystusa (Mszał Polski: Wigilia paschalna, błogosławieństwo wody).
  • O Panie Boże, miłosierny i prawdomówny, Stworzycielu i Odkupicielu mój, naznaczyłeś mnie świętą światłością Twojego oblicza, odkupiłeś mnie drogą ceną krwi Twojego Jednorodzonego, a przez chrzest odrodziłeś w nadziei życia wiecznego, przez moc Twojego Ducha. Spraw, abym skutecznie wyrzekła się szatana, próżności i jego spraw, z sercem czystym i szczerym... Spraw, abym wierzyła wytrwale wiarą prostą i żarliwą, uwieńczoną dobrymi uczynkami, i abym przylgnęła do Ciebie i w tym zjednoczeniu wytrwała niezmiennie aż do końca.
    O Panie Jezu Chryste, Najwyższy Kapłanie, Ty przywróciłeś mi życie przez swoją śmierć bezcenną; oddal ode mnie, przez skuteczność swojej obecności, mocą Ducha Świętego, wszystkie zasadzki nieprzyjaciela, potargaj we mnie wszystkie sidła grzechu, a w miłosierdziu swoim oddal ode mnie zaślepienie serca. Twoja miłość doskonała, o Chryste, niech mi dozwoli mężnie zwyciężyć każdą pokusę... Światło Twej prawdy niech mnie prowadzi i dozwoli chodzić przed Tobą w szczerości doskonałego serca.
    Dzięki Twej łasce moje postępowanie niech będzie takie, abym zasłużyła stać się świątynią Boga, mieszkaniem Ducha Świętego (św. Gertruda).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 313

Do góry

Książka na dziś

Piotr i Judasz. Dwie historie i Miłosierdzie

Piotr i Judasz. Dwie historie i Miłosierdzie

KS. KRZYSZTOF WONS SDS

Szymon Piotr i Judasz Iskariota. Sporo ich łączyło. Przede wszystkim fascynacja Mistrzem i Jego miłość. Obu Jezus umiłował do końca. Mieli jedno powołanie, ten sam wybór życiowy, wspólnotę uczniów i misję. I Piotr, i Judasz posiadali moc leczenia wszelkich chorób. Obaj doświadczyli także kryzysu powołania, rozczarowania Jezusem, buntu, odejścia od Mistrza. Ale tylko Piotr wrócił do Jezusa…

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

6 MARCA 2018

Wtorek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Dn 3, 25. 34-43)
Powstawszy, Azariasz tak się modlił, a otwarłszy usta, mówił pośród ognia: "Nie opuszczaj nas na zawsze – przez wzgląd na święte Twe imię nie zrywaj Twego przymierza. Nie odwracaj od nas swego miłosierdzia, przez wzgląd na Twego przyjaciela, Abrahama, sługę Twego, Izaaka, i Twego świętego – Izraela. Im to przyrzekłeś rozmnożyć potomstwo jak gwiazdy na niebie i jak piasek nad brzegiem morza. Panie, oto jesteśmy najmniejsi spośród wszystkich narodów. Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi z powodu naszych grzechów. Nie ma obecnie władcy, proroka ani wodza, ani całopalenia, ani ofiar, ani darów pokarmowych, ani kadzielnych. Nie ma gdzie ofiarować Tobie pierwocin i doznać Twego miłosierdzia. Niech jednak dusza strapiona i duch uniżony znajdą u Ciebie upodobanie. Jak całopalenia z baranów i cielców, i z tysięcy tłustych owiec, tak niechaj dziś będzie nasza ofiara przed Tobą i niech Ci się podoba! Ponieważ ci, co pokładają ufność w Tobie, nie mogą doznać wstydu. Teraz zaś idziemy za Tobą z całego serca, odczuwamy lęk przed Tobą i szukamy Twego oblicza. Nie zawstydzaj nas, lecz postępuj z nami według swej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia. Wybaw nas przez swe cuda i uczyń swe imię sławnym, Panie!"

(Ps 25 (24), 4-5. 6 i 7bc. 8-9)
REFREN:Pamiętaj o nas, miłosierny Panie

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.
Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń,
Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie,
na swoją miłość, która trwa od wieków.
Tylko o mnie pamiętaj w swoim miłosierdziu
ze względu na dobroć Twą, Panie.

Dobry jest Pan i łaskawy,
dlatego wskazuje drogę grzesznikom.
Pomaga pokornym czynić dobrze,
uczy ubogich dróg swoich.

(Jl 2, 13bc)
Nawróćcie się do Boga waszego, On bowiem jest łaskawy i miłosierny.

(Mt 18, 21-35)
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Bóg jest miłosierny i udziela miłosierdzia tym, którzy Go proszą. Azariasz, wrzucony wraz z towarzyszami do rozpalonego pieca przez króla Nabuchodonozora, nie zawiódł się, gdy modlił się o wybawienie z niebezpieczeństwa i prosił Boga o miłosierdzie. Boża łaska i przebaczenie nie znają granic, są większe od każdego zła, bo są nieskończone. Istnieje wszakże jedna przeszkoda, która uniemożliwia Bogu obdarzenie nas miłosierdziem: to odmowa przebaczenia bliźniemu. Kiedy więc w Modlitwie Pańskiej zwracamy się z prośbą: Odpuść nam nasze winy, konsekwentnie zobowiązujemy się do odpuszczenia win naszym winowajcom.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 87

Do góry

 

Megan McKenna

Ta część księgi Daniela to modlitwa Azariasza, później zwanego też Abed-Nego, jednego z trzech młodzieńców wrzuconych w piec ognisty, ponieważ byli wierni przykazaniom Bożym nawet na wygnaniu. Modlitwa płynie z wnętrza pieca ognistego i porusza swoją szczerością, pokorą, względami na Bożą cześć i świadomością grzeszności całej społeczności. Azariasz nie modli się tylko w swoim imieniu, ale w imieniu ludu, z ludem, jako jeden z nich. Zaczyna od błagania o wybawienie ze śmierci ze względu na Imię Boże i przymierze z Bogiem. To Boża wola zajmuje pierwsze miejsce, nawet pośród cierpienia i śmierci. Modli się także, wspominając tych, którzy byli wierni: Abrahama, Izaaka i Izraela, umiłowanych sług i świętych, którzy otrzymali obietnice, oni i ich potomkowie, którzy teraz znaleźli się w tak dramatycznych okolicznościach.

Azariasz, pełen cierpienia, przedstawia stan, do jakiego ich doprowadzono – żaden inny naród nie cierpiał tyle z powodu swoich grzechów. Łączy historię świata z szerszą wizją dobra i zła, grzechu i sprawiedliwości. To grzechy narodu, indywidualne i zbiorowe, doprowadziły go do sytuajci, w której nie ma księcia, proroka czy miejsca, gdzie można by ofiarować pierwociny. Modli się jako prorok i sługa Jahwe, wołając: „Nie zawstydzaj nas, lecz postępuj z nami według swej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia. Wybaw nas przez swe cuda i uczyń swe imię sławne, Panie!”

To modlitwa tych, którzy są otwarci na Słowo Boże w ustach proroka, także pośród prób i wielkiego trudu. W taki sposób powinien zareagować lud Nazaretu. Jesteśmy powołani, by odpowiedzieć w taki sposób, uznając, że daleko nam do posłuszeństwa, wierności, świętości. Taka modlitwa znacząco zmieniłaby naszą liturgię, osobiste oddanie i praktyki nas, chrześcijan, na całym świecie. Zadziwilibyśmy świat i wezwali wszystkich, którzy byli świadkami naszej wiary, by na nowo ocenili swoją pozycję w odniesieniu do mocy na świecie i mocy Bożej.

Abraham Joszua Heschel, zmarły w 1972 roku rabin i prorok, pisze: „Modlitwa jest bez znaczenia, jeżeli nie jest rewolucyjna, jeżeli nie podąża do tego, by zburzyć piramidy bezduszności, nienawiści, oportunizmu, fałszu. Ruch liturgiczny musi stać się ruchem rewolucyjnym, który chce obalić siły, które nieustannie dążą do zniszczenia obietnicy, nadziei, wizji.” Modlitwa Azariasza spełnia kryteria Heschela. To modlitwa, która należy do ludzi, którzy wierzą, że zgrzeszyli i wiedzą, że Bóg ma więcej miłosierdzia i jest bardziej potężny niż zło. Ta modlitwa dotyczy znajdywania znaczenia i siły w społeczności, nawet jeżeli odchodzi ona od wiary w przymierze i idzie własną drogą. Modlitwa Azariasza uczy nas, żeby modląc się wychodzić poza własne potrzeby. Heschel, w książce A Quest for God, pisze:

Zdolność do wyrażania tego, co jest ukryte w sercu, jest rzadkim darem i nie wszyscy mogą z niej korzystać.
Co do zasady, modlić się pozwala nam zdolność do połączenia naszych umysłów z wzorcem o ustalonym tekście, umiejętność otwarcia naszych serc na słowa i poddanie się ich znaczeniu. Słowa stoją przed nami jak żywe istoty, pełne duchowej siły, mocy, która często przekracza to, co może pojąć nasz umysł. Słowa są często dawcami, a my – tymi którzy przyjmują. Inspirują nasze myśli i pobudzają serca.

Kiedy wspólnie kroczymy do Jerozolimy, musimy nauczyć się modlitwy w inny sposób, wzrosnąć w modlitwie proroków, we wstawiennictwie za innych, zapominając o nas samych i nawet o naszym grzechu w obecności chwały Bożej.

Ewangelia jeszcze dobitniej podkreśla poczucie tego, jak przebywanie przed Bogiem wpływa na drogę, jaką obieramy w tym świecie. Piotr stoi przed Jezusem i pyta: „Panie, gdy brat zgrzeszył przeciwko mnie, ile razy mam mu przebaczyć? Siedem razy?” Pamiętajmy, że siedem jest liczbą wyrażającą pełnię, kompletność w żydowskiej symbolice. A Jezus odpowiada: „Nie! Nie siedem razy, ale siedemdziesiąt siedem razy!” Bóg oczekuje, że będziemy nieustannie przebaczać, bez wyjątków, bez wymówek. To nierozsądne, wymagające, niemożliwe. Jezus zatem natychmiast opowiada historię, przypowieść o tym, dlaczego jest to Jego przykazanie.

Królowanie Boga, powiada, przypomina króla, który postanawia dokonać rozrachunków ze swoimi urzędnikami. Natychmiast przyprowadzają mu jednego z nich. Ten człowiek jest mu winny ogromną sumę. Nie ma jak jej spłacić, więc on sam, jego żona i dzieci, zostają sprzedani do niewoli, by, wraz ze sprzedawanym majątkiem, spłacić jego dług.

W czasach Jezusa nie było to niczym niezwykłym. Dzisiaj jest podobnie. Statystyki mówią, że ponad osiemdziesiąt pięć procent ludzi żyjących na ulicach Stanów Zjednoczonych, jeszcze niedawno było zatrudnionych i posiadało własne domy. Większości mieszkańców Stanów Zjednoczonych grozi utrata wszystkiego, co posiadają w dwa miesiące, jeżeli stracą pracę lub poważnie zachorują.

Urzędnik bije czołem przed swoim panem i błaga o życie swoje, żony i dzieci. Błaga: „Panie, bądź cierpliwy dla mnie, a oddam ci wszystko.” Pan zaczyna go żałować (rzecz charakterystyczna dla Ewangelii) i puszcza wolno. Co jeszcze bardziej nieprawdopodobne, daruje cały jego dług! Ten człowiek jest wolny, oczyszczony. Ma szansę, by być wdzięcznym i żyć sprawiedliwie – lub raczej naśladować króla w jego uczynkach. Niestety nie docenia tego, co mu dano. Natychmiast odchodzi i spotyka się z innym sługą, który jest mu winien zaledwie ułamek sumy, którą mu darowano. Zamiast okazać hojność, jak to uczynił król, żąda natychmiastowej zapłaty. Ignoruje błagania tego człowieka, które są odbiciem jego wcześniejszych modlitw przed obliczem króla. Wsadza go do więzienia, póki ten nie spłaci odrobiny, którą jest mu winien, upokarzając go i łamiąc jego ducha. Słudzy są dogłębnie poruszeni i rozwścieczeni zachowaniem urzędnika. Idą razem do króla, mówią mu, co się stało i oskarżają współpracownika przed swoim panem.

Król działa szybko i sprawiedliwie. Sługa zostaje pochwycony, słusznie nazwany „sługą niegodziwym” (ang: „bezużytecznym nikczemnikiem”), niewdzięcznym i niewrażliwym, nadużywającym władzy. Zapomina o własnym grzechu i o tym, jak go potraktował król. Król jest rozgniewany, słusznie i sprawiedliwie, tak jak prorocy są rozgniewani z powodu sposobu, w jaki traktujemy innych, podczas gdy Bóg potraktował nas z dobrocią i przebaczeniem. Mężczyzna zostaje przekazany w ręce oprawców, póki nie zwróci ostatniego grosza. Jezus kończy opowieść i zwraca się do Piotra i innych uczniów, mówiąc: „Podobnie uczyni z wami Ojciec mój niebieski, jeżeli kązdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.”

Historia ta jest naładowana jak rewolwer i wymierzona prosto w nas. To my jesteśmy sługą, którego odkryto na nieuczciwości i niezważaniu na dzieło króla. To my szastamy w życiu tym, co do nas nie należy. Ale oczywiście zawsze kiedy jesteśmy w trudnym położeniu, błagamy o miłosierdzie i przebaczenie, a Bóg zawsze nam przebacza. Mimo to powinniśmy się czegoś nauczyć z naszego doświadczenia z Bogiem: mamy przebaczać tak, jak nam przebaczono, całym sercem, wciąż na nowo, zwłaszcza wówczas, gdy inni są nam winni coś, co wydaje się drobnostką w porównaniu z długiem, jaki my mamy u Boga. Jeśli nie zaoferujemy przebaczenia w równej mierze, poznamy sprawiedliwość Bożą.

Przypowieść objawia tajemnicę naszego Ojca, który jest zarówno nieskończenie miłosierny, i jednocześnie sprawiedliwy. O wszystkim decyduje nasze zachowanie wobec siebie nawzajem. Wołamy o Bożą sprawiedliwość nad nami przez upartą odmowę dzielenia się Bożą dobrocią z innymi. Jesteśmy pokorni albo dumni, pełni przebaczenia lub arogancji. Nie ma między nimi płaszczyzny porozumienia.

Być może najbardziej pouczającą częścią opowieści jest to, że nasze indywidualne zachowanie albo negatywnie wstrząsa społecznością albo daje jej powód do radości. Wszystkim nam przebaczono, oddano życie we chrzcie dzięki miłosierdziu i litości Bożej. Musimy odpowiadać przed sobą nawzajem za to przebaczenie, ilekroć modlimy się Modlitwą Jezusową do naszego Ojca i w ten sposób stajemy w pozycji urzędnika, któremu darowano cały dług. Modlimy się: „I odpuść nam nasz dług, jak i my odpuszczamy tym, którzy mają dług u nas.”

Eugene LaVerdiere uczy, że w tej modlitwie są dwa słowa na określenie długu. Pierwsze z nich oznacza dług niespłacalny, całkowicie poza wszystkim co można naprawić. To dług, który Bóg przebacza nam w naszej grzeszności. Drugi dług można łatwo spłacić i to jest dług, jaki mamy wobec siebie nawzajem. Wszyscy musimy naśladować Bożą inicjatywę, by przebaczać i przestrzegać przykazań Bożych z całych naszych serc, jako Jego naśladowcy. Gdyby królewski audyt zaczął się dzisiaj, jak wypadłyby nasze konta?
Być może zanim zdamy sprawę z naszego postępowania, powinniśmy rozważyć słowa św. Leona Wielkiego:

Każdy czas jest właściwy na dobroczynność, ale czas Wielkiego Postu oferuje szczególną zachętę. Ci, którzy chcą uczestniczyć w Pańskiej Passze w świętości umysłu i ciała, winni dążyć poand wszystko do zdobycia tej łaski, ponieważ dobroczynność zawiera wszelkie inne cnoty i zakrywa wiele grzechów. Wyciągnijmy rękę do biednych i uciśnionych z bardziej otwartym sercem i hojnością, aby oddano Bogu dziękczynienie radosnym głosem, a nasz post wsparł ulgę, jakiej doznają potrzebujący.

Ten post, o którym mówi św. Leon nie jest tylko postem od jedzenia, które staje się chlebem dla głodnych, ale jest tez postem od urazy, odmowy przebaczenia i serc bez litości względem tych, którzy nam zawinili lub mają wobec nas dług. Czym byłby ten Post gdybyśmy, wdzięczni za Boże przebaczenie dla nas, przebaczyli tym, którzy mają wobec nas dług? Czy nauczylibyśmy się hojności względem tych, którzy cierpią z powodu jarzma, jakie nakładają na nich surowe żądania tego świata i nasz własny brak wrażliwości? Co wyjdzie na jaw w naszych sercach i społecznościach przed Wielkanocą?

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

POKORA I UFNOŚĆ

„O Panie, ci, co pokładają ufność w Tobie nie zaznają wstydu” (Dn 3, 40)

„Pokora, choćby największa, nie budzi w duszy niepokoju, zamętu ani przerażenia — przeciwnie, przynosi jej pokój, słodycz i ukojenie... rozszerza ją i sposobną czyni do gorliwszej służby Bożej”. Natomiast „pokora szatańska wtrąca duszę w odmęt niepokoju i trwogi i wzburza ją całą i gnębi niewypowiedzianym udręczeniem. I to miotanie się diabeł podaje nam za pokorę, abyśmy uwierzywszy mu stracili wszelką ufność w Bogu” (T.J.: Dr.d. 39, 2). Brak ufności i zamęt zmniejszają zdolność kochania; celem szatana zaś jest właśnie sprowadzenie człowieka z drogi miłości. On kusi w ten sposób szczególnie tych, którzy nie uwierzyliby nigdy jawnym pokusom do grzechu. W takim wypadku należy przypomnieć sobie, jak poucza św. Teresa od Dzieciątka Jezus, że „to właśnie, co obraża Jezusa, co rani Jego Serce, to brak ufności!” (Lt. 71).

Nieufność w miłosierdzie Boga, choćby jako skutek ciężkich upadków, nigdy nie jest znakiem prawdziwej pokory, lecz raczej podstępnej pychy i pokusy diabelskiej. Gdyby Judasz był pokornym, to zamiast rozpaczać, potrafiłby jak Piotr prosić o przebaczenie i opłakiwać swoje grzechy. Pokora stawia człowieka na jego właściwym miejscu, w postawie syna, ułomnego wprawdzie i nędznego, lecz ufającego. Kiedy człowiek po wielu postanowieniach popada w te same błędy i po wielu wysiłkach nie może jeszcze zwyciężyć pewnych wad, to zamiast oburzać się na siebie samego, powinien się upokarzać. „Pokora — mówi Teresa od Jezusa — jest lekarstwem na wszystkie rany” (T. III, 2, 6). Bóg sam dopuszcza, aby człowiek doświadczył własnej słabości i dzięki temu zdobył żywszą świadomość swojej nędzy, wyzbył się wszelkiej zarozumiałej pewności siebie i zwracał się do Niego z tym większą pokorą i ufnością.

Lecz pokora powinna objawiać się również w stosunkach z bliźnimi szczególnie w gotowości przebaczania. Człowiek pyszny jest uczulony na najmniejszą przykrość, żąda za nią zadośćuczynienia, kiedy zaś przebacza, czyni to jako łaskę. Pokorny, przeciwnie, nie zważa zbytnio na krzywdy otrzymane, przebacza, zanim go o to poproszą, a pamiętając, że i on sam potrzebuje miłosierdzia, nie wymierza go bratu, nie oblicza, ile razy już przebaczył. Na nim spełnią się słowa Pana:,, Jeśli przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski” (Mt 6, 14).

  • Panie, nie opuszczaj mnie na zawsze — przez wzgląd na święte Twe imię, nie zrywaj Twego Przymierza. Nie odwracaj od nas swego miłosierdzia... tak, o Panie, jesteśmy najmniejsi spośród wszystkich narodów. Jesteśmy dziś poniżani na całej ziemi z powodu naszych grzechów... niech jednak dusza nasza strapiona i duch uniżony znajdą jeszcze u Ciebie upodobanie... niech nasza ofiara podoba się Tobie, abyśmy spełniali wszystkie nasze obowiązki względem Ciebie, bo ci, co pokładają ufność w Tobie, nie zaznają wstydu.
    Teraz zaś postępujemy za Tobą z całego serca, odczuwamy lek przed Tobą i szukamy Twego oblicza. Nie zawstydzaj nas, lecz, postępuj z nami według swej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia (Daniel 3, 34-42).
  • O Jezu, powtarzam Ci z ufnością pokorną modlitwę celnika; nade wszystko jednak chce naśladować zachowanie się Magdaleny. Jej zadziwiającą, a raczej pełną miłości śmiałość, którą oczarowała Serce Twoje, i mnie zachwyca. O tak! Czuje, że choćby sumienie moje było obciążone wszystkimi możliwymi grzechami, poszłabym z sercem złamanym żalem rzucić się w Twoje ramiona, ponieważ wiem, jak kochasz marnotrawnego syna, który powraca do Ciebie. Jeśli się wznoszę do Ciebie przez ufność i miłość, to nie dlatego, że w swym uprzedzającym miłosierdziu zachowałeś mą dusze od grzechu śmiertelnego (św. Teresa od Dz. Jezus: Dzieje duszy, r. 11: Rps C, f” 36’).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 317

Do góry

Książka na dziś

Rachunek sumienia z Ojcem Pio

Rachunek sumienia z Ojcem Pio

O. ROBERT KRAWIEC OFMCAP

Ta książeczka powstała dla tych, którzy chcą się dobrze przygotować na spotkanie z Jezusem w szkole świętego z Pietrelciny.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

7 MARCA 2018

Środa

Środa

Dzisiejsze czytania

(Pwt 4, 1. 5-9)
Mojżesz powiedział do ludu: "A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców. Patrzcie, nauczałem was praw i nakazów, jak mi rozkazał czynić Pan, Bóg mój, abyście je wypełniali w kraju, do którego idziecie, by objąć go w posiadanie. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: „Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny”. Bo któryż wielki naród ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy? Któryż wielki naród ma prawa i nakazy tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję? Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie, byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy, by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków".

(Ps 147B, 12-13. 15-16. 19-20)
REFREN:Kościele święty, chwal swojego Pana

Chwal, Jeruzalem, Pana,
wysławiaj twego Boga, Syjonie!
Umacnia bowiem zawory bram twoich
i błogosławi synom twoim w tobie.

Zsyła na ziemię swoje polecenia,
a szybko mknie Jego słowo.
On prószy śniegiem jak wełną
i szron jak popiół rozsypuje.

Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów,
nie oznajmił im swoich wyroków.

(J 6, 63c. 68c)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(Mt 5, 17-19)
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Współcześni nam fałszywi zbawiciele różnego pokroju głoszą wolność od wszelkich praw i zobowiązań, przekonani, że każdy jest autorem prawdy zgodnie z własnym zapotrzebowaniem. Wyzwolenie miałoby polegać na uwolnieniu od zasad, które według nich pozornie tylko są obiektywne. Jezus, jedyny Zbawiciel, nie znosi Prawa i nie zmienia nauczania Proroków, ale je wypełnia nową treścią sobą samym. Boże przykazania, które pozwoliły narodowi wybranemu dojść do Ziemi Obiecanej i ją posiąść, wskazują uczniom Chrystusa drogę do wiecznego zbawienia.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 91

Do góry

 

Megan McKenna

Mojżesz stoi przed ludem i napomina go przed wejściem do Ziemi Obiecanej. Przebywali na pustyni, całe pokolenie już wymarło, oto stoją przed nowym życiem w ziemi, do której Bóg ich poprowadził. Mówi im, by przestrzegali Prawa, aby mogli wejść do Ziemi Obiecanej i wziąć ją w posiadanie. W tym posłuszeństwie mieli dać dowód mądrości wobec innych narodów.

Te prawa są życiodajne. Są życiodajnymi drogami do Boga i historii, która swój początek bierze z Księgi Wyjścia i pustyni, gdzie Bóg przebywał z ludem. Teraz lud Boży ma przebywać pomiędzy narodami jako światło i nadzieja, jako obecność Boża, świadcząc o mocy Boga w ich relacjach, umowach, decyzjach i stylu życia.

Mojżesz przekazuje swoją ostatnią wolę i testament, prosząc ludzi, by nie zapomnieli, kim są i co Bóg dla nich zrobił, nie zapomnieli swojej historii. Jednym ze sposobów na upewnienie się, że pamiętają, poza dokładnym posłuszeństwem Prawu, jest nauczanie dzieci i dzieci ich dzieci, przekazywania pamięci w opowieściach, za pomocą przykładu i praw w społeczności. To największe błogosławieństwo, jakie mogą przekazać swoim dzieciom z pokolenia na pokolenie – wola Boga wypisana na kamiennych tablicach, na ich sercach i życiach jako ludzi przymierza. Mają być żywą księgą dla innych narodów, by ją czytały i rozważały, chwytały blask Boga bliskiego ludziom i dzieli się z nimi tak niezwykłą wiedzą i poznaniem.

Bez Prawa są bez życia, nadziei, kierunku i siły; są odizolowani od siebie nawzajem i od Boga. Kluczowe jest to, by nauczyli się posłuszeństwa w tej ziemi i nie zapomnieli lekcji z pustyni: wierność, posłuszeństwo, ufność w głos Boży w ich przywódcach i podążanie za nim. Odwrócili się od swoich starych stylów życia, od niewolnictwa i zadowalania się rzeczami gorszymi niż obietnice Boże. Muszą pamiętać, zbierać w jedną całość to, co zostało rozdarte przez grzech, nieposłuszeństwo i zapomnienie o swoim powołania – poprzez wzajemne traktowanie się tak, jak traktowano ich w Egipcie. Mają być inni niż inne narody. Są działem Bożym.

W tekstach Ewangelii Jezus mówi wyraźnie, że nie przyszedł znieść proroków i Prawa. Przyszedł je wypełnić. Jezus broni najmniejszej z liter prawa, tego że nie wolno jej umniejszyć czy pominąć. Jezus napomina swój lud, tak jak Mojżesz, by pamiętali, że: „Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim.” Jezus jest kimś więcej niż Mojżesz, niż wyzwoliciel z niewoli egipskiej, więcej niż prorocy, niż Prawo. Jezus jest Duchem wolności, posłuszeństwa, pełni i sprawiedliwości. Jezus jest nawet bliższy niż Bóg Przymierza danego ludowi przez Mojżesza. Jezus jest Prawem, a każde zrozumienie Jezusa wiąże się miłością i uważnym przestrzeganiem Prawa, które prowadzi do wcielonego Słowa Bożego.

Przestrzegać nawet najmniejszej litery prawa nie da się samodzielnie. Ten rodzaj posłuszeństwa i świętości, pokazuje, że żyjemy w społeczności związanej z Jezusem. Społeczność ta rozbrzmiewa echem ludu Bożego, uczącego się na pustyni jak być wolnym, żyć codziennie w zaufaniu, ufając i polegając na zaopatrzeniu Bożym nawet w kwestii jedzenia, wody, kierunku marszu czy przetrwania. Jeśli mamy znać naszego Boga, musimy się wspólnie uczyć, wspólnie podróżować, wspólnie modlić się i wspierać się nawzajem. Idziemy do domu razem albo wcale. Wszyscy jesteśmy częścią siebie nawzajem. Jesteśmy powołani do wspólnego słuchania i usłyszenia, byśmy mogli zwrócić się do innych i dać zapewnienie, potwierdzenie i zachętę. Jasność, gotowość, posłuszeństwo i siła przychodzą z jedności, ze społeczności.

Zaczynamy od miłowania Prawa, a później wspólnie poszukujemy tego, czego najmniejsza jota, litera Prawa wymaga od nas indywidualnie i ogólnie. Prawa zarówno chronią podstawowe wartości i ludzi w społeczności, jak i pouczają przestrzegającyh litery Prawa, jak troszczyć się o tych, którzy najbardziej potrzebują ochrony. Na przykład, „Nie zabijaj” może być interpretowane jako prawo, które stosuje się jedynie do rodziny, klanu, plenienia czy narodu. Ale najmniejsza litera Prawa przypomina nam, że nie tylko nie wolno nam zabijać nikogo – przyjaciela, bliźniego, obcego, czyniącego źle, czy wroga – ale mamy bronić tych najbardziej potrzebujących od niebezpieczeństwa, choroby, przemocy, nadużycia władzy, także tych złapanych w sieć nienawiści, nacjonalizmu, rasizmu i ubóstwa. Mamy przeciwstawiać się zniszczeniu i przemocy poprzez brak przemocy, z łagodnością, przebaczeniem, i odwagą, dając bezsilnym dotykalną i twórczą nadzieję. Posłuszeństwo najmniejszej literze Prawa pokazuje, że mamy zamiar uszanować Boga publicznie, we wszystkich istotach ludzkich, sytuacjach i narodach, mamy zamiar pozwolić Duchowi Bożemu zdefiniować, co to znaczy wypełniać Prawo i odbierać naukę z pokolenia na pokolenie. Gdy zatem żyjemy Prawem, pogłębia ono nasze człowieczeństwo i sprawia, że moc Boża rozszerza się na wszystkie dziedziny naszego życia. Jezus chce uwielbiać Boga w pełni ducha i prawdy, nie z przypadku.

Jezus mówi jasno: przekroczenie najmniejszej części Prawa umniejsza pozycję zajmowaną w Królestwie Bożym. Wielkość w królestwie Jezusa oparta jest na posłuszeństwie, dogłębnym studiowaniu znaczenia i zamiaru Prawa przez nas, jako społeczność Bożą. Jezus jest nowym Prawem, nowym standardem posłuszeństwa. Uczymy się interpretować Prawo Duchem i umysłem Jezusa i wypełniać je z Jezusową czcią i oddaniem.

Jak nauczymy się takiego posłuszeństwa? Po pierwsze, uczymy się tego w społeczności, przez długi czasu, i od proroków, którzy dzisiaj mają dla nas słowo pouczenia od Pana. Uczymy się Prawa z pism, nauk i ze świata wokół nas, który jest w wielkiej potrzebie z powodu grzechu i zła. Uczymy się tego z trudem, wskutek nieposłuszeństwa Prawu, przez to, że nie pochylamy się nad wartościami i ludźmi, których Prawo chce chronić od przemocy i niesprawiedliwości. Uczymy się go w historii i w pytaniach które są niezwykle trudne: jak mógł wydarzyć się Holokaust w narodach, które deklarowały wiarę w Boga, Jezusa, Trójcę Świętą? Jak mogły być możliwe mniejsze holokausty w Bośni, Ruandzie, w głodujących narodach Afryki, we wzmagającej się przemocy na ulicach naszych miast, szkołach i rodzinach, i terroryzmie grup przestępczych w kraju i za granicą, w jednym narodzie powstającym przeciwko drugiemu, w narodach, które mogą brać pod uwagę użycie broni nuklearnej? Dlaczego dokonujemy takich wyborów i pozwalamy by dokonywano ich w naszym imieniu? Dlaczego pozwalamy uprzedzeniu, nienawiści i złości trwać w radiu, telewizji, polityce? Dlaczego dokonujemy wyborów w sferze ekonomii, które pozbawiają konkretną grupę możliwości decydowania i doprowadzają do nędzy w nadziei, że innym – nam – będzie się lepiej powodziło? Dlaczego pozwalamy strachowi, niepewności i brakowi zaufania na kontrolowanie naszego życia i podejmowanych decyzji? Dlaczego w pierwszym rzędzie podkreślamy dbanie o siebie samych i tych których kochamy, upewniając się, że mamy ze wszystkiego najlepszą część? Dlaczego cały czas rzucamy się na siebie nawzajem, w małych rzeczach, takich jak plotki po spotkaniu w kościele i na szerzą skalę, która dotyczy całej naszej populacji? Grzech jest główną przyczyną zamieszania na świecie, zniszczenia i niesprawiedliwości, grzech jest również zakorzeniony w nas. Jan pisze w jednym ze swoich listów: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1:8).” Nie możemy sami siebie zbawić od tej rzeczywistości grzechu. Jesteśmy jednak już zbawieni przez Jezusa Chrystusa, który jest Panem wszystkich (Rz 8).
Daniel Berringan pisał w „The Nightmare of God” („Koszmar o Bogu”):

Światowa ekologia jest zniszczona, w konsekwencji moralnej nieprawości. Taki jest obraz z Objawienia, zgodny z samą księgą Rodzaju.
Nikt nie jest zbawiony w oderwaniu od innych, żadna część wszechświata nie jest niszczona w oderwaniu od innej; zło jest moralnym rozkazem skutkującym zniszczeniem wszechświata.
Jest to wręcz niewyobrażalne, by ktoś ostał się we wszechświecie sam, bez korzeni, macek, odczuć moralnych dotyczących świata; podobnie – nikt sam z siebie nie może narodzić się na nowo.
Grzech, rozumiany prawidłowo i biblijnie, nie może być postrzegany czy osądzany wyłącznie na poziomie „jeden-na-jeden”. Jeden na jeden oznacza „wszyscy-na-wszystkich”. Grzech wspólnoty jest grzechem wspólnym – jakie objawienie niesie ta tautologia.
Zło moralne, bałwochwalcza cześć dla dóbr materialnych, zagraża dobremu bytowi świata. Wynalezienie bomby nie było w żadnej mierze sukcesem. My się do tego przyczyniliśmy. Ale zanim wydarzył się koszmar, bomba eksplodowała w nas samych.

Słowa Berrigana są przerażające, otrzeźwiają dużo bardziej niż zwyczajne frazesy o tym, czym jest grzech i jakie są jego efekty w nas i w świecie, ale są prawdziwe. Grzech nigdy nie jest tylko osobistą porażką: ma on, według całej historii i tradycji prorockiej, wpływ na ludzi, na cały lud. Izajasz mówi :”Jestem człowiekiem o nieczystych wargach i mieszkam wśród ludu o nieczystych wargach” (Izajasza 6:5). Jeżeli coś jest nie w porządku ze światem, to znaczy, że coś jest nie w porządku z nami i wszyscy potrzebujemy radykalnego przemienienia, metanoi zarówno jako jednostki jak i w członkowie struktur politycznych, religijnych, socjalnych, kościołach i rodzinach. Nikt, nic nie jest wyłączone z napomnienia, aby pokutować i uwierzyć w Dobrą Nowinę.

Zaczynamy oczywiście od Boga, wspominając Go, jego nakazy, wolę i zaopatrzenie. Bóg opiekował się Izraelitami na pustyni nawet po tym, jak zgrzeszyli przeciwko Bogu, czcząc bałwany, szemrając, wystawiając Boga na próbę. Codziennie dostawali mannę, przepiórki i wodę. Codzienne zaufanie, nadzieja, modlitwa i akceptacja dobroci Bożej przeprowadziły ich przez pustynię.

Julianna z Norwich powiedziała: „Grzech był potrzebny, ale wszystko będzie dobrze, a ty sama zobaczysz, że wszystko skończy się dobrze.” Julianna żyła w ciężkich czasach, podczas epidemii Czarnej Śmierci, a słowa te musiały zaskoczyć ją, tak jak zaskakują nas. Powiedziała również: „Nasz łaskawy Pan nie chce by jego sługa rozpaczał, nawet jeśli upada często i nisko... Im bardziej dusza widzi łaskawość i miłość naszego Pana Boga, tym bardziej nienawidzi grzechu.” Doradza nam, by mieć pewność, nadzieję, zaufanie i zwracać się najpierw wspólnie do Boga. Dzięki temu być może nauczymy się łaski i miłosierdzia. Modlimy się więc. „Modlitwa jest oddechem nadziei. Jeśli zaprzestajemy modlitwy, zaprzestajemy nadziei” (Dom Pedro Casaldáliga).
Działamy więc w oparciu o naszą modlitwę, praktycznie, pamiętając do kogo należymy. W „przerwanym życiu” Etty Hillesum, w obliczu deportacji podczas Holokaustu, pisała:

Próbowałam pomóc Bogu, by zatrzymać siłę, która odpływała ode mnie jak fala, bym nie mogła zawczasu na nią liczyć . Ale jedna rzecz staje się dla mnie coraz jaśniejsza: nie możesz nam pomóc, to my musimy Ci pomóc, by pomóc sobie samym… Są tam, to prawda, tacy, którzy nawet w tak późnym stadium, chowają swoje odkurzacze i srebrną zastawę w sejfach, zamiast strzec Ciebie, drogi Boże, a są i tacy, którzy chcą umieścić w sejfie swoje ciało, ale sami nie są niczym więcej jak schronieniem dla tysięcy lęków i gorzkich uczuć. I mówią : „Nie pozwolę im złapać mnie w ich szpony.” Ale zapomnieli, że ten, kto jest w Twoich ramionach nigdy nie może być w ich szponach.

Zaczynamy przestrzegać najmniejszej litery Prawa przez to, że szanujemy proroków, strzeżemy Prawa i tych, którzy desperacko potrzebują jego ochrony, „modląc się tak, jakby wszystko zależało od Boga i pracując, jakby wszystko zależało od nas” (Jan Cross). Przeto, przez Bożą łaskę, będziemy kiedyś wielcy w Królestwie Bożym.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

CAŁOPALENIE DOSKONAŁE

„Oto idę, abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 7)

Podczas gdy inne śluby zakonne — ubóstwo i czystość ofiarują Bogu jakąś rzecz należącą do człowieka: dobra ziemskie i korzystanie z popędu płciowego — to ślub posłuszeństwa chwyta same korzenie bytu człowieka — wolę, uzupełniając i dokonując jego ofiary, jego całopalenia. Ofiara ta może wiele kosztować, lecz jeśli dokonana zostaje z całą miłością, daje w zamian największe dobro, jednoczy człowieka z wolą Boga „w sposób trwały i bezpieczny” (DZ 14). Zjednoczenie z Bogiem jest bezcennym owocem wiernie zachowywanego ślubu posłuszeństwa. Posłuszeństwo istotnie, stawiając całe życie człowieka w zasięgu woli Boga, otwiera je na łaski Boże. „Bóg — mówi św. Jan od Krzyża — więcej się udziela tej duszy, która więcej postąpiła w miłości, to znaczy bardziej złączyła swą wolę z wolą Boga” (Dr. II, 5, 4). Wielkoduszne posłuszeństwo jest najpewniejszą i najkrótszą drogą, aby osiągnąć te błogosławioną zgodność.

Lecz wola Boga odnośnie do człowieka posiada tę nieodłączną cechę, że jest zawsze wolą zbawienia; Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4). Dlatego zjednoczyć się z wolą Boga znaczy zjednoczyć się — jak twierdzi Sobór — „ze zbawczą Jego wolą” (DZ 14) i wejść w Boży plan zbawienia świata. Ślub posłuszeństwa posiada więc z natury swojej wymiar apostolski, stawiający jednostkę wobec Boga w postawie podobnej do Jezusa. Przez posłuszeństwo zakonnik składa Bogu ofiarę z siebie, „za przykładem Jezusa Chrystusa, który przyszedł, aby pełnić wolę Ojca” (tamże) i oddał życie za zbawienie ludzi. Ofiara z siebie w doskonałym posłuszeństwie włącza zakonnika w dzieło i odkupicielską ofiarę Chrystusa. Ta apostolska wartość jest tak wewnętrznie złączona ze ślubem posłuszeństwa, że urzeczywistnia się nawet wtedy, gdy zakonnik obrał życie czysto kontemplacyjne, albo gdy wskutek szczególnych okoliczności osobistych nie wykonuje żadnej działalności zewnętrznej. Ofiara z siebie w posłuszeństwie ma na celu oddać życie na usługi Boga, by współpracować z Chrystusem i w Chrystusie nad zbawieniem braci. Cel ten osiąga każdy zależnie od swego stopnia zjednoczenia z wolą Boga.

  • Otom ja, o Panie; oddaję się Tobie, Twojej woli, łącząc się z umiłowanym Synem Twoim, by pełnić we wszystkim to, co Ty zechcesz: „Czynie zawsze to, co się Tobie podoba”. Kocham Cię i pragnę Ci złożyć hołd mojej bezwzględnej uległości względem Twojej woli, cokolwiek mi rozkażesz. Będę mówił w łączności z Synem Twoim: „Ponieważ... ja miłuję Ojca, tak czynię, jak mi Ojciec nakazał” (J 14, 31). Twoja wola może mi nakaże rzeczy twarde dla natury, dla moich upodobań; będzie przeciwna moim myślom, przykra dla mojego niezależnego ducha; lecz chcę Ci złożyć tę ofiarę jako zadatek wiary w Twoje słowo, ufności w Twoją moc, miłości ku Tobie i ku Twojemu Synowi Jezusowi (K. Marmion: Chrystus wzorem zakonnika 12).
  • O Jezu, stałeś się posłusznym aż do śmierci, nie możesz zatem chcieć, aby ten, kto kocha Cię szczerze, szedł inną drogą niż Twoja.
    O Panie, naucz nas polegać z zupełną ufnością na słowie Twoim: „Kto was słucha, Mnie słucha”. Naucz nas wyrzekać się własnej woli: taką ofiarę Ty cenisz bardzo, bo przez nią oddajemy w Twoje władanie tę wolę, którą Ty sam nam dałeś. Pomóż nam pokonywać sprzeciwy natury, abyśmy mogli dojść, nawet wśród męki wewnętrznej i tysięcznych walk, do zgodzenia się z tym, co nam rozkazano; spraw, abyśmy nauczyli się ostatecznie ulegać, z przykrością czy bez przykrości. Ty nas w tej walce nie przestaniesz wspierać. Owszem, kiedy usiłujemy oddać dla miłości Twojej rozum nasz i wolę pod jarzmo posłuszeństwa, udzielisz nam łaski panowania nad sobą. Wówczas już, będąc panami samych siebie, możemy bez podziału poddać się Tobie, ofiarując Ci wolę czystą, abyś ją połączył ze swoją. Błagamy Cię więc, abyś zesłał z nieba ogień swojej miłości i pochłonął tę ofiarę... niech łaska Twoja wspomoże nas, abyśmy nie zaniechali niczego z naszej strony, by złożyć tę żertwę na ołtarzu (zob. św. Teresa od Jezusa: Księga fundacji 5, 3. 12).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 320

Do góry

Książka na dziś

10 kroków ku bliskości

10 kroków ku bliskości

O. WOJCIECH JĘDRZEJEWSKI OP

Ta książka jest o bliskości. Głosząc rekolekcje i kazania, bardzo często poruszam ten temat. Czemu? Chyba dlatego, że mnie zawsze bliskości brakowało. Zwłaszcza w domu. I chyba właśnie dlatego w dzieciństwie i w młodości, począwszy już od przedszkola, cały czas się zakochiwałem. Było tych miłości mnóstwo. W drugiej klasie szkoły podstawowej tak się zadurzyłem, że uciekłem z domu i pojechałem do wybranki serca aż 40 kilometrów. Te zakochania były jakąś próbą, namiastką szukania bliskości - tej upragnionej, za którą tęskniłem. Możemy bowiem wyrzucać ze swojego serca pragnienie bliskości z Bogiem, z drugim człowiekiem, z głębią samego siebie i szukać namiastek, które jednak nie dają zaspokojenia, nie sycą tego głodu bliskości. Możemy też wytłumić tę potrzebę całkowicie - ona jednak zawsze się odezwie.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

8 MARCA 2018

Czwartek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Jr 7, 23-28)
Tak mówi Pan: "Dałem im przykazanie: „Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze wiodło”. Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli za zatwardziałością swych przewrotnych serc; obrócili się plecami, a nie twarzą. Od dnia, kiedy przodkowie wasi wyszli z ziemi egipskiej, do dnia dzisiejszego posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali uszu. Uczynili twardym swój kark, stali się gorsi niż ich przodkowie. Oznajmisz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I powiesz im: „To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust”.

(Ps 95 (94), 1-2. 6-7c. 7d-9)
REFREN:Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
z weselem śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go, padając na twarze,
klęknijmy przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
"Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła".

(Jl 2, 13bc)
Nawróćcie się do Boga waszego, On bowiem jest łaskawy i miłosierny.

(Łk 11, 14-23)
Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: "Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy". Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: "Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Przerażająca jest argumentacja przeciwników Chrystusa, którzy, próbując Bogu udowodnić, że nie jest Bogiem, nie wahają się przyrównać Go do złego ducha. Choć fakty mówią same za siebie, bo niemy odzyskał mowę, głusi mogli słyszeć, a dla szatana nie było już miejsca, przyjęli pokrętną argumentację: tym gorzej dla faktów. Każde odrzucenie Bożej nauki, nieusłuchanie Bożego głosu kończy się znalezieniem się w ślepym zaułku i ostatecznie rodzi rozpacz. A więc kiedy Bóg mówi, nie gardźmy Jego słowem!

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 94

Do góry

 

Megan McKenna

Przesłanie tego tygodnia powtarzane jest wciąż na nowo: wygląda na to, że jesteśmy głusi i oporni, tak jak wszyscy nasi przodkowie w wierze. Pan mówi więc ponownie: „Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze powodziło.” Prorok Jeremiasz stoi przed trudnym zadaniem: ma napomnieć i ogłosić zniszczenie ludowi, który go nie słucha. Nie chcą wysłuchać i prześladują Jeremiasza bezlitośnie, szukając okazji by go zabić, aby nie musieli już słuchać oskarżeń.

Bóg Jeremiasza wydaje się być sfrustrowany, próbując przemówić do rozumu nierozsądnemu ludowi o twardym karku, którzy są nie tylko niewdzięczni, ale brutalni wobec proroka i tych którzy starają się być wierni pośród zła i grzechu. „Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą.”

Bóg odpowiada niezmordowanie posyłając proroków, sługi Boże, a każda grupa traktuje ich gorzej niż ich ojcowie przed nimi. Bóg mówi Jeremiaszowi: „Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi.” Bóg płacze: "To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust".

Psalm responsoryjny pochodzi z jutrzni: „Obyście dziś, gdy usłyszycie Jego głos, nie zatwardzili serc.” Bóg nigdy nie rezygnuje. Prorocy nigdy nie przestają, choć ograniczamy ich głos do paplaniny w tle i zajmujemy się naszymi sprawami, nie reagując na Boże wezwanie do posłuszeństwa.

Pewnego razu był sobie człowiek, który spędził lata na chodzeniu po ulicach swojego miasta, krzycząc, że gniew Boży jest blisko, że szaleństwem było ignorować Słowo Boże i nie pokutować. Wołał o oddanie, pokój i sprawiedliwość, ale nikt go nie słuchał. Myślano, że jest szaleńcem lub fanatykiem religijnym. Dzieci obrzucały go kamieniami, a dorośli lżyli. W końcu po prostu do niego przywykli.
W końcu, pewni dobrzy ludzie wyszli któregoś ranka z kościoła, podeszli do niego i powiedzieli:„Czemu cały czas ogłaszasz to przesłanie klęski, nadchodzącego sądu i pokuty? Nikt Cię nie słucha. Nikt się nie zmienia.”
Człowiek zatrzymał się i spojrzał na nich. Po czym odpowiedział:„Dawno temu przestałem do was głosić. Teraz krzyczę, bym sam słyszał to, co powinienem zrobić. W innym wypadku będę zgubiony, bo nie będzie głosu który mówi w imieniu Boga. Trzymam się tego, żeby nie ulec szaleństwu przemocy, egoizmu i rutyny”.

To, w skrócie, było przesłaniem i życiem starodawnych proroków. Zaczynali od posłuszeństwa słowu Boga w swoich ustach, a w końcu stawali się tymi, którzy muszą głosić dla własnego ocalenia. Pośród gawędziarzy jest takie powiedzenie, że jesteśmy zbawieni przez historie, które opowiadamy. W pewnym sensie, podczas opowiadania, przechodzimy do głębszej wiary i stajemy się słowami. Stajemy się prawdziwi w naszym postępowaniu, inni nas poznają przez słowa, które mówimy. Jako chrześcijanie jesteśmy zbawieni przez historie, które opowiadamy – historie o Bogu, któremu zależy na Bożym ludzie, który podążą za nim za sprawą proroków, potem idzie do nas przez Jezusa, a teraz próbuje nas zdobyć przez innych wokół nas. Niesiemy Ducha w ziemskim naczyniu, ochrzczeni w duchu i prawdzie.

Ewangelia mówi o Jezusie, proroku, który wypędza niemego ducha. Gdy duch jest wypędzony, człowiek przemawia. Reakcje na to są różne. Niektórzy są zadziwieni; inni wątpia i oskarżają Jezusa o wypędzanie demonów mocą Belzebuba, księcia demonów. Jeszcze inni ignorują to co się stało i domagają się znaku z nieba. Możemy znaleźć siebie w każdym z tych trzech zachowań, czasami w więcej niż jednym naraz.
Jezus znał ich myśli i skonfrontował ich swoją odpowiedzią:

Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali.
Jeśli więc i szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo?
Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli
Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi
synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym
wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.”
(Łk 11:17-20)

Jezus nie będzie uczestniczył w grze, w jaką gra świat. Przebywa na świecie, ale skupiony jest jedynie na przyjściu Bożego panowania nad wszystkimi otwartymi na Jego moc w swoim życiu. On otworzy usta niemym i uszy głuchym, oświeci oczy ślepych, tak fizyczne jak i duchowe, kiedykolwiek i gdziekolwiek może. Przyniósł życie, mowę i relacje ludziom, uwalniając ich od ciszy, która może potępiać, niszczyć i izolować. Nie pozwoli by ci, którzy za Nim nie chcą podążać, przypisywali to, co On robi siłom zła. Zło, które widzą w Nim, Jemu przypisali, Jezus więc obraca ich własne słowa przeciw nim.

Użycie mocy przez Jezusa zapowiada to, czemu Jezus się poświęcił: służbie jedynie Bogu. Jeśli Jezus wyrzuca demony palcem Bożym – palcem, który napisał przykazania na tablicach danych Mojżeszowi – to posiada moc Prawa i wraz z nią moc Boga. Panowanie Boże jest obecne w Jego osobie, słowach i postępowaniu. Lud musi zdecydować czy uwierzyć, czy przeciwstawiać się Bogu, wybrać między życiem lub śmiercią.

Jezus dalej mówi, że jeśli mocarz strzeże swej winnicy, jego własność jest nienaruszona. Ale jeśli ktoś silniejszy pokona go, znosi więzy, które on nałożył i dzieli łupy. Ktokolwiek nie jest z Jezusem, jest przeciwko niemu. Linia graniczna zostaje wyznaczona: albo widzimy dzieła Boże które robi Jezus i nawracamy się, podążając za Nim, albo decydujemy się nie wierzyć i służymy królestwom, które sprzeciwiają się Królestwu Bożemu.

Zajście pomiędzy Jezusem i innymi robi się nieprzyjemne. Pojedyncze osoby i grupy wybierają swoje stanowiska. „Jeśli dziś usłyszycie jego głos, nie zatwardzajcie waszych serc.” Dziś. To słowo powtarzane jest często w Ewangelii Łukasza. Daje wrażenie natychmiastowości, ponaglenie by pokutować teraz, bezzwłocznie.

Jezus zna naszą niechęć do publicznego przyznawania się do wiary, nasz niesmak wobec zmagań, jakie są przed nami, nasze umniejszanie jakichkolwiek związków z Nim, który jest niebezpieczny dla wszelkich form władzy, która nie służy Bogu i potrzebującym. Ten cichy diabeł to zło. które nie jest wspominane i o którym nie mówi się publicznie, każda forma wykorzystania, ukrywanego długi czas grzechu, niewyznanego lub nieuznanego. Najbardziej oczywiste przykłady dotyczą kwestii wykorzystania seksualnego lub przemocy psychicznej. Nie są to jedynie osobiste wymagania, ale składa się na nie także długodystansowe, ukryte nadużywanie prawa, ekonomii, traktatów międzynarodowych, traktowanie innych ras i narodowości, i nienawiść, która jest wykorzystywana do usprawiedliwienia rzezi, gwałtów i okrucieństw, które są bez wątpienia złe. Jest w tym cicha akceptacja, ciche porozumienie, by dać cierpieć niewinnemu lub pozwolić na ukaranie kogoś, kto jest bez winy; wytykamy grzechy innych, by nikt nie patrzył na nasze, nawet te, które wywołują gorsze konsekwencje.
Dzisiejsze czytanie przypomina nam, że z Boga nie wolno drwić. Jest moc potężniejsza niż jakakolwiek siła na ziemi, a my przebywamy albo w Królestwie Bożym, albo w królestwie diabła. Dietrich Bonhoeffer mówił o tym wyborze:

Kościół wyznaje, że używał imienia Jezusa Chrystusa nadaremno, ponieważ został zawstydzony z powodu Jego imienia przed światem i nie walczył dostatecznie zaciekle z nadużywaniem tego Imienia w złych celach. Przyglądał się złu i przemocy popełnianym sekretnie w tym Imieniu.

Musimy pokutować, ale jest jeszcze jedno dodatkowe wymaganie: opozycja. Jesteśmy powołani, by postępować tak, jak Jezus postępował przy wypędzaniu demona, który czynił ludzi niemymi. Ta postawa wypędzania demona jest małym początkiem. Jak powiedziała Dorothy Day: „Znaczenie naszych najmniejszych uczynków! Waga małych rzeczy, których nie dokończyliśmy! Protest, którego nie podjęliśmy się, stanowiska których nie zajęliśmy, my którzy żyjemy na świecie.”

Dzisiaj myślmy o odwadze, o wypędzaniu diabła, który zamyka ludziom usta, o uznaniu mocy Boga w naszym życiu i w życiu innych. Obyśmy odkryli, że stoimy po stronie Chrystusa, nie zaś pośród tych, którzy rozpraszają trzodę poprzez to, że odmawiają przylgnięcia do tego, co dobre. Niech palec Boży dotknie życia naszego i ludzi pośród nas.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Z CHRYSTUSEM POSŁUSZNYM

O Panie, obym Cię mógł naśladować posłusznego aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 8)

Ślub posłuszeństwa jest uczestnictwem w całkowitej uległości Chrystusa Ojcu za zbawienie braci. Do takiego posłuszeństwa nie może natchnąć natura. Bóg stworzył człowieka wolnym; człowiek zaś żyjąc w ramach przykazań Bożych może kierować sam sobą według swoich zapatrywań. Wolność jest darem tak wielkim, że nikt nie może uczynić z niej ofiary i obrać życia bezwarunkowego posłuszeństwa, jakim było Chrystusowe, inaczej jak tylko dzięki wewnętrznemu natchnieniu i poruszeniu łaski. Stąd Sobór twierdzi, że zakonnicy „za przykładem Jezusa Chrystusa” ślubują posłuszeństwo „pobudzeni przez Ducha Świętego” (DZ 14). Wyrażenie jest jakby echem wypowiedzi ewangelicznej, ukazującej Jezusa jako „prowadzonego przez Ducha” (Mk 1, 12). Posłuszeństwo Chrystusa względem Ojca nie wypływało nigdy z musu; ponieważ jako Słowo ma jedną wolę z Ojcem, jako człowiek przyjmuje tę wolę Bożą z pełną uległością i miłością pod natchnieniem Ducha Świętego. Zakonnicy pobudzeni przez tegoż Boskiego Ducha wchodzą w tajemnicę posłuszeństwa Chrystusowego, posłuszeństwa miłosnego, dobrowolnego, całkowitego. Przez taką wewnętrzną postawę „ulegają z wiarą przełożonym, zastępującym Boga, i pod ich kierownictwem oddają się posługiwaniu wszystkim braciom w Chrystusie, jak Chrystus, który z powodu swej uległości dla Ojca służył braciom” (DZ 14). Uległość Jezusa wobec Ojca jest wzorem uległości zakonnika względem przełożonych. Zakonnik przyjmuje, szanuje przełożonego z pobudki nadprzyrodzonej, skoro on „ zastępując Boga”, jest pośrednikiem Jego woli. Bóg posługuje się przełożonymi, aby objawiać swoją wolę, zakonnik zaś słuchając przełożonych jest posłuszny Bogu. Jak Jezus wykonał swoją misję ziemską w pełnej zależności od woli Ojca, tak zakonnik rozwija swoją działalność „pod kierownictwem” przełożonych. Im bardziej zaś w uległości przełożonym pozwala się prowadzić Duchowi Świętemu, tym więcej jego posłuszeństwo nabiera słodyczy miłości.

  • Chętnie rozważam, o Chryste, Twoją posłuszną miłość, najczystszy wewnętrzny akt całkowicie wolny i w pełni samorzutny, jakim ofiarowałeś się być posłusznym, złożyć w ofierze swoje życic i wziąć je, ponieważ tak Ci rozkazał Ojciec...
    Twoja miłość i posłuszeństwo promieniując na mnie, uczynią mnie uczestnikiem Twojej śmierci i zmartwychwstania. Dusza moja znika zanurzona w tym oceanie miłości, wyniszczona w Twoim posłuszeństwie, które, wewnątrz mnie, jak czuję, staje się moim; staje się moim posłuszeństwo, które wziąłeś i włączyłeś w Twoją ofiarę, Mistrzu, a ja gubię się w Tobie. O mój Chryste, o miłości — posłuszeństwo, o żywe posłuszeństwo... i cóż mam powiedzieć? Pociągnij mnie, o Chryste, do Twojego posłuszeństwa, jak wicher porywa liść... obym zniknął w Tobie. W Tobie składam życie moje i ofiaruję je w Twoim posłuszeństwie, aby znalazło się z Tobą na wiecznym ołtarzu, na który święty Twój Anioł zanosi Twoją ofiary (G.. Canovai).
  • O Panie, jakże różne są drogi Twoje od poziomych myśli naszych! I jaka to prawda, że skoro dusza raz zdobędzie się na stanowczą wolę miłowania Ciebie i odda się w ręce Twoje, Ty niczego więcej nie żądasz, tylko by była posłuszna i niczego innego nie pragnęła i nie szukała, prócz chwały Twojej! A jeśli jej wola jest uzgodniona z Twoją, nie potrzebuje, już szukać i troszczyć się o inną drogę, ponieważ tę troskę, o Panie mój, Ty sam bierzesz na siebie i wiedziesz ją drogą, jaka jest dla niej najlepsza. I chociażby przełożony nie troszczył się o nasz postęp duchowy... Ty, o mój Boże, o duszach naszych pamiętasz i tak nimi kierujesz, i powszednie ich sprawy tak rozrządzasz, iż sami nie wiemy jak, samym tylko wiernym i posłusznym spełnianiem tych nakazanych nam czynności pomnażamy się w życiu wewnętrznym i ku wielkiemu zdumieniu naszemu wielki w sobie spostrzegamy postęp doskonałości (św. Teresa ad Jezusa: Księga fundacji 5, 6).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 324

Do góry

Książka na dziś

O wielkanocnym baranku (CD-MP3-audiobook)

O wielkanocnym baranku (CD-MP3-audiobook)

KS. JAN TWARDOWSKI

Płyta zawiera opowiadania, wiersze oraz drogę krzyżową napisaną przez ks. Jana Twardowskiego. Stanowi pomoc do wprowadzania dzieci w okres Wielkiego Postu i Wielkanocy. Można znaleźć także piosenki w wykonaniu dzieci i linie melodyczne ułatwiające dziecku samodzielne śpiewanie. Dodatkowo płytę CD uzupełniają komputerowe puzzle, kolorowanki i teksty piosenek do wydruku. „O wielkanocnym baranku” szczególnie polecamy dzieciom w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

9 MARCA 2018

Piątek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Oz 14, 2-10)
Tak mówi Pan: "Wróć, Izraelu, do Pana, Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną swą winę. Zabierzcie z sobą słowa i nawróćcie się do Pana! Mówcie do Niego: „Usuń cały grzech, a przyjmij to, co dobre, zamiast cielców dajemy Ci nasze wargi. Asyria nie może nas zbawić; nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić: nasz boże do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota”. Uleczę ich niewierność, szczodrze obdarzę ich miłością, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola zapuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu. I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, i zboża uprawiać będą, winnice sadzić, których sława będzie tak wielka, jak wina libańskiego. Co ma jeszcze Efraim wspólnego z bożkami? Ja go wysłuchuję i Ja na niego spoglądam, Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc. Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył? Bo drogi Pańskie są proste; kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy".

(Ps 81 (80), 6c-8a. 8b-9. 10-11b. 14 i 17)
REFREN:Ja jestem Bogiem, słuchaj mego głosu

Słyszę słowa nieznane:
"Uwolniłem od brzemienia jego barki,
jego ręce porzuciły kosze.
Wołałeś w ucisku, a Ja cię ocaliłem.

Odpowiedziałem ci z grzmiącej chmury,
doświadczyłem cię przy wodach Meriba.
Słuchaj, mój ludu, chcę cię napomnieć,
obyś Mnie posłuchał, Izraelu!

Nie będziesz miał obcego boga,
cudzemu bogu nie będziesz się kłaniał.
Ja jestem Panem, Bogiem twoim,
który cię wywiódł z ziemi egipskiej.

Gdyby mój lud Mnie posłuchał,
a Izrael kroczył moimi drogami,
jego bym karmił wyborną pszenicą
i sycił miodem z opoki".

(Mt 4, 17)
Pan mówi: Nawracajcie się, bliskie jest królestwo niebieskie.

(Mk 12, 28b-34)
Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: "Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?" Jezus odpowiedział: "Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych". Rzekł Mu uczony w Piśmie: "Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary". Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: "Niedaleko jesteś od królestwa Bożego". I nikt już nie odważył się Go więcej pytać.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wzywając do nawrócenia, Jezus zapewniał, że królestwo Boże jest blisko. Jednemu z uczonych w Piśmie powiedział jednak coś, co zdumiało świadków do tego stopnia, że zamilkli i nie mieli odwagi pytać o szczegóły. Uczony usłyszał mianowicie, że oto on jest niedaleko od królestwa Bożego. Zgodził się bowiem z pouczeniem Jezusa, że tylko miłość Boga, jako największa wartość, i miłość bliźniego, jako owoc tej pierwszej, mogą być uznane za najważniejsze przykazanie. Był to efekt szczerego poszukiwania prawdy, które człowiek ten podjął w rozmowie z Mistrzem z Nazaretu.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 98-99

Do góry

 

Megan McKenna

W tym tygodniu słuchamy wielu z najważniejszych proroków, jak nakazują ludowi Izraela wrócić do Boga. Ozeasz jest prorokiem wierności, bliskości z Bogiem, miłości oferowanej raz za razem tym, którzy prostytuują się z innymi bogami, służąc własnym pragnieniom i zachciankom. Przesłanie Ozeasza jest niemal zbyt dobre, by było prawdziwe – „chodź do domu, wszystko jest przebaczone”. Powróć do pierwszej i najprawdziwszej miłości Twojego życia – Boga.

Ozeasz przypomina nam, że wszystko co mamy do zrobienia, to uznać dobroć i współczucie Boga, i pamiętać że tylko On może nas ocalić, nie przymierze które możemy zawrzeć, politycznie czy gospodarcze Jeśli tylko zwrócimy znów naszą twarz do Boga, wtedy Bóg uzdrowi nas i odwróci od nas swój gniew.

Bóg będzie dla nas jak rosa, a my rozkwitniemy jak lilia. Nasz korzeń i siła będzie jak cedrów Libanu, nasza chwała w Bogu jak drzewo oliwne. Będziemy przebywać w cieniu i zapachu cedru, przynosząc plon, a nasza sława będzie jak wino Libanu. Obrazy te wypełnione są nadzieją, obfitością i pełnią pokoju. Bóg chce być dla nas tym wszystkim.

Ci, którzy nie chcą słuchać, dostają kolejne upomnienie, Bóg mówi ponownie, przypominając, że przynosimy owoc tylko przez Boga. To jest mądrość. Proste są ścieżki Pana, prawy po nich stąpa, ale grzesznik potyka się. To obraz, z którym zostajemy: obraz tych, którzy idą naprzód bez problemów i tych, którzy się potykają.

To czytanie jest opisem Boga i tego, jak kocha On naród wybrany. A jednak ludzie odwracają się, odrzucając Bożą pomoc, szukając szczęścia gdzie indziej i nie znajdując go. Staczają się nisko i Bóg pozwala, by atakowały ich te same narody, z którymi zawierali umowy lub u których się chronili, zamiast polegać na Bogu. Miłość Izraela jest połowiczna, kapryśna i samolubna. Izrael zapomniał o przymierzu i pierwszym przykazaniu, że Bóg sam jest Bogiem, godnym uwielbienia, czci i wiernego oddania.

To sedno pytania saduceuszy do Jezusa: jakie jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Oczywiście każdy Żyd znałby odpowiedź na to pytanie, ponieważ recytuje ją jako część modlitwy porannej i wyznania wiary. Ale Jezus odpowiada pierwszy. Taka jest pierwsza z jego wypowiedzi:

Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden.
Będziesz miłował Pana, Boga swego,
całym swoim sercem,
całą swoją duszą,
całym swoim umysłem
i całą swoją mocą.

Drugie brzmi następująco:

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.
Nie ma innego przykazania większego od tych.

Jezus przedstawia siebie jako Żyda, lojalnego syna proroków, wierzącego w przymierze i w Boga Izraela. Jest wierny Bogu swoich przodków i Bogu obietnic.

Saduceusz komplementuje go: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.” Uczony poszedł krok dalej w objawieniu i naukach proroków; uwielbienie Boga nie jest ustanowione w pierwszym rzędzie w rytualnych elementach Świątyni, ale w życiu miłości i posłuszeństwu Prawu. Teraz to Jezus wyraża aprobatę wobec objawienia, jakie zyskał saduceusz, potwierdza jego słowa. Jezus wygłasza zaskakujące stwierdzenie na temat saduceusza: „Niedaleko jesteś od Królestwa Bożego.” Po tym wszystkim, nikt nie śmiał zadać Jezusowi innych pytań!

Saduceusz pojął, że Prawo prowadzi do ofiary serca, umysłu duszy i siły – jego własnego życia. Jak blisko był Królestwa Bożego? Lub dokładniej – jak blisko my jesteśmy? Uwielbienie Boga i miłość bliźniego są tak bardzo powiązane, że rytuały są niczym w porównaniu z tym, jak kochamy naszego bliźniego i naszego Boga. Ale nawet to nas nie poprowadzi nas do Królestwa Bożego.

W Królestwie Boga to Bóg pyta nas, jak kochamy siebie nawzajem. O kim możemy powiedzieć, że kochamy całym sercem, duszą, umysłem i ze wszystkich sił – Boga, męża, żonę, dzieci, rodziców, krewnych, przyjaciół, kochanków, bliźnich, obcych, biednych, wrogów, tych którzy postąpili wobec nas źle, są w opozycji, ignorują nas, wystawiają na próbę lub współzawodniczą z nami? Gdzie poświęcamy nasze życie, pragnienia, czas i myśli o innych? Czy możemy powiedzieć, że nasza miłość jest silna jak ofiara całopalna, całkowicie spalona i oddana innym? Kto jest naszym bliźnim? To odwieczne pytanie sprawia, że potykamy się często na drodze Pana.

Oscar Romero, arcybiskup San Salvador, mówił jasno o Bogu i bliźnim: „Jeśli tylko mogliby zobaczyć, że to Chrystus jest tą osobie w potrzebie, torturowaną, uwięzioną, zabitą. W każdej istocie ludzkiej, rzuconej na nasze ulice przez niefortunne zawirowania losu, odkrylibyśmy odrzuconego Chrystusa.... którego z miłością przygarnęlibyśmy i ucałowali.” To jest miłość do Boga i bliźniego! Jest taka stara opowieść spisana na Dalekim Wschodzie, która przypomni nam o pierwszym i drugim prawie.

Pewnego razu król podróżował przez kraj. Jednym z ludzi, których spotkał, był mędrzec ze zwojami Prawa. Dał je królowi jako dar, ponieważ wiedział, że król kochał Prawo i chciał być mądrzejszym władcą. Ale gdy król otworzył zwoje, okazały się one puste! Zawiedziony, powrócił do mędrca, i skarżył się: „W zwojach nie ma pisma. Jak mam więc zdecydować co jest sprawiedliwe i mądre?” Mędrzec odpowiedział: „Pismo jest niewidzialne, tak jak Prawo w Twoim sercu. Jeśli nie możesz nauczyć się go odczytywać, wróć za dziesięć lat, a przeczytam ci je.

Opowieść ta wskazuje, że musimy w nas samych szukać tego, co najbardziej ludzkie, najbardziej podobne do Boga, co jest zrodzone z miłości i jedności. Brzmi w tym echo bardzo krótkiej przypowieści Nikosa Kazanzakisa

Człowiek szuka Boga, pełen desperacji, tęskniąc za boską obecnością. Wołał na widok drzewa: „Drzewo migdałowe, mów do mnie o o Bogu.” A drzewo migdałowe rozkwita.

Odkrywamy tę mądrość, która jest ukryta w nas, przez to jak traktujemy innych, przez to że zwracamy uwagę na naszych bliskich, na wolę i marzenia Boga – o sprawiedliwość, pokój i współczucie dla tych zapomnianych i odrzuconych przez świat. Ta nauka kształtuje duszę, i nikt nie może zrobić tego za nas, jednak doświadczenie tego, że inni nas kochają, może nas skierować na właściwą ścieżkę i towarzyszyć nam przez jakiś czas. A jednak potrzeba całego życia, by nauczyć się żyć z taką pasją, taką ofiarą i taką świętością, żeby każde nasze słowo, myśl i czyn objawiały tę jedną prawdę: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden!” Jedynie przez łaskę Ducha możemy poznać Boga Jezusa i trwać w Królestwie Bożym.
Być może modlitwy innych utwierdzą nas mocniej na naszej ścieżce. Ta jest wypowiedziana przez Teilharda de Chardin.

O Panie, zamknij mnie na klucz. I zanurz mnie w najgłębszych głębinach Twego serca. Trzymaj mnie tam, podnieś, oczyść mnie, odnów, zapal mnie i unieś mnie w górę, aż stanę się dokładnie tym, kim chcesz bym był. Przez oczyszczającą śmierć mojego Ja, w imieniu Jezusa, Chrystusa Bożego. Amen.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

WYRZECZENIE SIĘ I ODERWANIE

O Panie, wydobądź mnie z sieci zastawionej na mnie, boś Ty jest moją ucieczką (Ps 31, 5)

„Człowiek, stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku dziejów nadużył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć cel swój poza Nim” (KDK 13). Aby odzyskać utraconą świętość i przywrócić łączność z Bogiem, trzeba zawrócić na drogę oderwania i całkowitego wyrzeczenia. Tego wymaga chrzest święty. Aby łaska chrztu prowadziła do nowego życia w Chrystusie, trzeba umrzeć wszystkiemu, co prowadzi do grzechu i w jakikolwiek sposób sprzeciwia się świętości Chrystusa. Taki jest sens pierwszego przykazania, jakie Bóg dał w Starym Testamencie, a Jezus potwierdził w Nowym: „Pan Bóg, nasz Pan, jest jedyny; będziesz więc miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12, 29-30). To słowo „całym” powtarzane z naciskiem znaczy, że „nic” nie powinno przeszkadzać miłości Bożej lub ją zmniejszać. Jeśli serce jest wypełnione nieuporządkowanymi uczuciami do własnego „ja” albo do stworzeń, to nie może kochać całą mocą. Odpowiednikiem przykazania miłości jest całkowite wyrzeczenie się wszelkiego uczucia, które sprzeciwia się miłości Boga i nie może być przez nią objęte. Człowiek ma tylko jedną wolę, mówi św. Jan od Krzyża, i jeśli ona „pozwoli zaprzątnąć się czymś i opanować, nie będzie tak wolna, samotna i czysta, jak to jest konieczne do przeobrażenia się w Boga” (Dr. I, 11, 6). Kiedy człowiek przywiązuje się do stworzeń, staje się ich niewolnikiem i zamiast pomocy, znajduje w nich w swej drodze do Boga tylko przeszkodę i utrudnienie. Dlatego Święty nalega: „By dojść do posiadania wszystkiego (Boga), nie chciej posiadać czegoś w niczym... gdy zatrzymasz się nad czymś, przestajesz dążyć do wszystkiego” (tamże 13, 11. 12).

Przykazanie miłości bliźniego — „będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 31) — stawia podobne wymagania. Aby zachować je doskonale, potrzeba wielkodusznego wyrzeczenia się egoizmu. Wyrzeczenie i oderwanie to jeszcze nie świętość, lecz nieodzowne warunki do jej osiągnięcia właśnie dlatego, że udostępniają nam pełnię miłości.

  • Panie, patrząc na naszą nędze i obietnicę wyzdrowienia, natychmiast odpowiadamy: Oto jesteśmy przed Tobą, bo Ty jesteś Panem Bogiem naszym... zostaliśmy wezwani i odpowiedzieliśmy: Oto jesteśmy przed Tobą. Udowodnimy czynem, że obiecując należeć do Ciebie, nie poddamy się nikomu innemu prócz Ciebie, mówimy więc: Ty jesteś Panem, Bogiem naszym (Orygenes).
  • Jest rzeczą, pożałowania godną, o Panie, że dusze, do których Ty tak się zbliżyłeś, opuszczają Cię, by zwrócić się do rzeczy tej ziemi, i do nich się przywiązują... Lecz skoro my nie oddajemy się Tobie tak wielkodusznie, jak Ty sam nam oddajesz siebie, to będzie już wielką łaską, jeśli zostawisz nas w modlitwie myślnej i niekiedy nawiedzisz nas, jak robotników pracujących w Twojej winnicy. Inni natomiast (ci, którzy są oderwani od wszystkiego), są Twoimi synami najmilszymi, których nigdy ani na chwile nie chciałbyś opuścić, jak i oni nie chcą oddalić się od Ciebie. Tych posadzisz u stołu swego i własne potrawy swoje zastawisz im...
    O błogosławione wyrzeczenie się rzeczy tak marnych, które nas do takiej wysokiej czci podnosi! Ty nas miłujesz, Panie! Niech Cię naprawdę miłuje, kto Cię miłuje, tylko nie byle jaką miłością. Czemuż więc my nie mielibyśmy go miłować, ile zdołamy? O, błogosławiona to zamiana dać naszą miłość, a otrzymać Twoją! Ty wszystko możesz, my tutaj nic nie możemy, tylko to, co Ty sprawisz, abyśmy mogli. I cóż to ostatecznie my czynimy dla Ciebie, Panie nasz i Stworzycielu? Jedno maluczkie postanowienie służenia Tobie, jedno nic. Lecz gdy Ty chcesz, abyśmy przez to nic zasłużyli i otrzymali wszystko, nie bądźmy tak niemądrzy, byśmy Ci mieli odmówić! (św. Teresa od Jezusa; Droga doskonałości 16, 8-10).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 327

Do góry

Książka na dziś

Totalne uwielbienie

Totalne uwielbienie

ANDI ONEY

Kiedy uwielbiamy Boga, dzieją się niesamowite rzeczy – zarówno w sferze duchowej, jak i fizycznej. Uwielbienie oddziałuje na nasze serca, nastawienie, skłonności, otwartość i zdolność pojmowania Boga. Nasze serca łagodnieją i stają się bar­dziej uległe wobec woli Bożej. Stajemy w postawie otwar­tości i wydania się Bogu, która pozwala nam jeszcze bardziej otwie­rać się na Ducha Świętego – zwiększa się nasza zdolność do przyjmowania Jego darów. A w dodatku pojawia się radość. Jeśli trudno ci uwielbiać, nie wiesz, jak to robić, czujesz się skrępowany, ta książka przekona cię, że warto się otworzyć i, nie oglądając się na innych, TOTALNIE oddać się Bogu.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

10 MARCA 2018

Sobota

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Oz 6, 1-6)
Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę przewiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności. Poznajmy, dążmy do poznania Pana; Jego przyjście jest pewne jak poranek, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, jak deszcz późny, co nasyca ziemię. "Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą, Judo? Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem cię przez proroków, słowami ust mych pouczałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń".

(Ps 51 (50), 3-4. 18-19. 20-21a)
REFREN:Miłości pragnę, nie krwawej ofiary

Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.

Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz,
a całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

Panie, okaż Syjonowi łaskę w Twej dobroci,
odbuduj mury Jeruzalem.
Wtedy przyjmiesz prawe ofiary,
dary i całopalenia.

(Ps 95 (94), 8a. 7d)
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

(Łk 18, 9-14)
Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Bogu nie zależy na naszych pospiesznych deklaracjach, składanych w chwilowym porywie emocjonalnym, ani na różnych pobożnych postanowieniach, których wypełnienie mogłoby wpędzić nas w religijną pychę oraz poczucie wyższości wobec innych, nie tak doskonałych jak my. To, czego Bóg od nas oczekuje, to bezbronna i ufna postawa dziecka, które całkowicie powierza się Jemu, niczego nie przypisując sobie. Tylko prawdziwa skrucha serca sprawia, że stajemy się zdolni do pełnienia Jego woli, a nie swojej własnej.

Ks. Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 99

Do góry

 

Megan McKenna

Słowo Boga jest pełne żalu i siły. Bóg wyciąga ręce do narodu wybranego, umiłowanego Efraima i Judy, którzy są daleko od Boga, uwięzieni w swoim nieszczęściu. Bóg jest pewny, że uzmysłowią sobie, że choć to Bóg ich zranił, On też wyleczy ich rany.

Jeśli usiłujemy poznać Pana, możemy być pewni, że przyjdzie On do nas jak deszcz, który nawadnia ziemię. Ale Bóg zna Efraima i Judę – i nas. Nasz żal jest jak rosa, która szybko znika. Jesteśmy niestali; nasza wierność jest krótkotrwała i płytka. Bóg więc nieustannie wysyła do nas proroków, by sprawili, żeby wrócił nam rozum i abyśmy zobaczyli to, czego Bóg chce, a jedyna rzecz, której On pragnie to miłość, nie ofiara. Rytuały, liturgie, nabożeństwa i modlitwy są kpiną z Boga, jeśli nie poprzedzają ich miłość, posłuszeństwo, wierność i poznaniem Boga i jeśli cnoty te nie podążają za nimi. Musimy nauczyć się bycia czujnymi, pokornymi, skruszonymi w duchu i naśladować Boga w naszych relacjach z innymi. Nie wymaga się od nas niczego innego. Nic inne nie zostanie zaakceptowane.

Wszystko to jest wstępem do przypowieści Jezusa o faryzeuszu i celniku, adresowanej do tych, którzy wierzą we własną sprawiedliwość, a innymi pogardzają. Znamy tę historię. Dwoje ludzi idzie do świątyni, by się modlić. Jeden stoi przed Bogiem z zadartą głową i modli się głośno, pewien, że ma uwagę Świętego: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.” Jednak celnik zachowuje dystans, nie śmie nawet podnieść oczu. Tylko bije się w piersi i modli się, "Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!"

Jak się modlimy? Czy mówimy Bogu, kim jesteśmy i jak wiele dobrego robimy, oczekując, że Bóg będzie pod wrażeniem i oczywiście o wiele bardziej otwarty na nas i gotów dawać nam to, o co poprosimy? Czy w zamian widzimy nasza prawdziwą relację z Duchem Świętym? Cokolwiek robimy, to nigdy nie będzie dość. Ta świadomość Boga okrywa nas i napełnia świadomością naszej grzeszności i braku miłości. Nie przypuszczamy, że możemy spojrzeć Bogu w twarz. Nie jesteśmy w ogóle pewni naszej uprzywilejowanej pozycji. Chociaż jesteśmy dziećmi Boga, nadal jesteśmy zmęczeni, potrzebujemy łaski i Ducha, nawet do modlitwy, by przyjść przed Boga.

Widzimy tu dwa ekstrema. Jeśli w skali jeden od dziesięć celnik ma dziesięć a faryzeusz jeden, to gdzie postawimy siebie? Gdzie świadkowie naszego życia umieszczą nas w tej skali? Gdzie umieści nas Bóg w swej boskiej szczerości? Niełatwe pytanie. A Jezusowe streszczenie tej przypowieści jest jasne: „Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.”

Boży osąd wszystko wywraca do góry nogami. Nigdy nie możemy być pewni swojej dobroci, która jest niczym więcej niż pyłek kurzu w czyimś oku czy kropla deszczu podczas suszy. Mamy długą drogę do przejścia, by w pełni należeć do Boga. Ten Bóg, jak mówią nam Ozeasz i Jezus, uzdrowi nas i przewiąże nasze rany. Musimy jedynie z pokorą zwrócić się do Boga. Jeśli tego nie zrobimy, wtedy Bóg uderzy na nas siłą swoich słów w ustach proroka lub rozedrze nas i zrani, byśmy mogli zwrócić się do Boga z naszą dolegliwością. Zanim w ogóle zaczniemy się modlić, musimy usłyszeć słowa proroka i przypowieść Jezusa. Konfrontują nas w naszej dumie i nadętym poczuciu, że jesteśmy centrum wszechświata. Być może zostaniemy upokorzeni, gdy najmniej będziemy tego oczekiwać.

To dobry czas, by przyjrzeć się temu, kim według siebie jesteśmy. W naszym chrzcie poczyniliśmy obietnice i odnowimy je każdej Wigilii Paschalnej, wraz z nowo nawróconymi. Starożytni faryzeusze mówią zwięźle i trochę niejasno. Uczy się ich, by stosowali język odrzucenia zamiast języka pozytywnego, który woła byśmy dali z siebie więcej W sakramentarzu Ameryki Łacińskiej obietnice są bardziej bezpośrednie i mogą nauczyć nas odrobiny pokory. Pierwsza: Czy obiecujesz żyć zawsze w wolności dziecka Bożego? Wolni jak dzieci, przywiązani do Ojca, Ducha, Jezusa Chrystusa i do siebie nawzajem? Wolni dla ewangelii, sprawiedliwości, dla biednych, dla pracy na rzecz pokoju i nadziei? Wolni w życiu i śmierci, krzyżu i zmartwychwstania Jezusa? Wolni, pełni możliwości, wolni od niewoli, grzechu, od śmierci, która jest niepotrzebna i destruktywna, wolni do świętości i łaski?

Druga obietnica przynosi więcej szczegółów niż wersja pierwotna ( Czy obiecujesz odrzucić Szatana i cały jego przepych?). Wymienia wiele rzeczy, które musimy odrzucić. Czy odrzucasz to, by grzech tobą powodował? Czy odrzucasz niewolę zła? Przed tym pytaniem stajemy kilkakrotnie: czy odrzucasz, by powodował tobą grzech materializmu, nacjonalizmu, przemocy, rasizmu, seksizmu, samolubstwa i chciwości, nienawiści, militaryzmu i wojny, kapitalizmu i komunizmu, wszystkiego co powstrzymuje cię od podążania za Jezusem, wszystkiego co powstrzymuje przyjście królestwa Bożego na świat? Nacisk jest położony na zło, które wspieramy lub któremu pozwalamy szerzyć się w społeczeństwie.

I ostatnia obietnica: czy odrzucasz życie pod jakimkolwiek symbolem władzy, z wyjątkiem znaku krzyża? Czy obiecujesz żyć z pokorą, wdzięcznością, brakiem przemocy, hojnością, przebaczeniem, łaską, radością? Czy sprzyjasz poczuciu wspólnoty, współpracy z Jezusem i Duchem i Twoimi braćmi i siostrami?

To jest nasza wiara i nasze przymierze. Jak wypadamy, kiedy patrzymy na obietnice, jakie złożyliśmy? Czy byliśmy wierni tym obietnicom i wspólnocie naszego kościoła? Jest to być może czas, by przełknąć naszą dumę i przesunąć się tyły kościoła, na koniec grupy, wbić nasze oczy w podłogę, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy tacy, jak opisywał prorok: nasz żal jest jak poranna chmura, jak rosa wczesna porą. Trwa tak samo długo i jest równie nierealny. Gdy błagamy o łaskę jako grzesznicy, przynajmniej łączymy się z tymi, którzy podzielają naszą wiarę i naszą wdzięczność za łaskę Boga w darze, jakim Jezus był dla świata. Powracamy jako część ludu Bożego z nadzieją na uzdrowienie naszych ran i ran, które zadaliśmy innym. Mamy nadzieję na zmartwychwstanie trzeciego dnia, łaskę i moc Ducha, by podtrzymał nas i uczynił świętymi.

To jest wigilia czwartego tygodnia Wielkiego Postu, czas dla nas by spojrzeć surowym okiem na to, gdzie jesteśmy i jak daleko zaszliśmy i co nadal pozostaje przed nami. Ten dzień może być progiem, granicą którą przekraczamy, zawróceniem na ścieżce. Możemy przyznać, jak bardzo się potykamy, i jak bardzo sprawiamy, że inni się gubią przez naszą samosprawiedliwość i udawaną dobroć.

Ja przypomina nam Diadoch z Photike: „Chrzest objawia Boży obraz i czyni go jaśniejącym. Ale by stworzyć swoje podobieństwo, Bóg potrzebuje naszej współpracy. Wtedy łaska wypełnia ten obraz Bożą podobizną”. Gdy pójdziemy dzisiaj modlić się, czy będziemy jaśnieć? Tylko inni będą to wiedzieć, ale tak powinno być. Diadocus również przypomina swoim uczniom: „Wszystkie istoty ludzkie są stworzone na Boże podobieństwo. Ale być na Boże podobieństwo to coś, co można szczerze powiedzieć tylko o tych którzy w miłości oddali mu swoją wolę.” Dzisiaj jest czas na przyrzeczenia, odnowienie obietnic i pewność, że Bóg ma siłę by wypełnić nasze obietnice.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

KTO SIĘ UNIŻA...

„O Panie, Ty wybawiasz naród uniżony, a pognębiasz oczy wyniosłe” (Ps 18, 28)

„Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę” (Jk 4, 6). W tym leży cała doniosłość pokory; uwalnia serce człowieka z pychy, z miłości własnej, a otwiera je na miłość i łaskę Boga. Świętość polega na miłości, bo tylko ona może zjednoczyć człowieka z Bogiem. Pokora jednak jest fundamentem, bo przygotowuje miłości teren, wykopuje w nim miejsce. Pokora opiera się na miłości jak budynek na fundamentach. Kopać fundamenty pod dom to nie znaczy jeszcze budować go, jest to jednak praca wstępna i niezbędna. Im głębsze są fundamenty, im lepiej wykonane, tym wyżej dom może się wznosić bez niebezpieczeństwa upadku. „Pokora — mówi Teresa od Jezusa — jest fundamentem gmachu [życia duchowego], i nigdy Pan nie pozwoli mu wznieść się wysoko, jeśli wspomniana cnota nie będzie dość mocna. A to dla samego waszego dobra, by uniknąć zawalenia się wszystkiego” (T. VII, 4, 8).

W miarę jak pokora opróżnia duszę z ambitnych i pysznych roszczeń własnego ja, czyni miejsce Bogu. A kiedy człowiek duchowy „wyniszczy się dla Boga, dojdzie do najwyższej pokory, wtedy dokona się zjednoczenie duchowe pomiędzy duszą a Bogiem. I to jest najwznioślejszy i najwyższy stan, jaki można osiągnąć w tym życiu” (J. K.: Dr. II, 7, 11). Dlatego im wznioślejszy jest ideał świętości i zjednoczenia z Bogiem, do którego człowiek zmierza, tym niżej powinien zstępować lub, lepiej, powinien wykopać w sobie glebie pokory przyzywającej głębię nieskończonego miłosierdzia. Trzeba wiec upokarzać się „pod mocną ręką Boga” (l P 5, 6), szczerze uznać własne nic, uświadomić sobie własną nędzę; a kto chce się chlubić, niech się chlubi jedynie — jak mówi św. Paweł — ze swoich słabości, aby zamieszkała w nim moc Boża. Albowiem kiedy człowiek jest słaby i uznaje się takim, wówczas jest mocny (2 Kor 12, 9-10).

Wzniosły ideał zjednoczenia z Bogiem przewyższa całkowicie możliwości ludzkie. Jeśli człowiek może zdążać do niego, to nie dlatego, że wolno mu liczyć na własne cnoty, lecz dlatego tylko, że ufa w pomoc Boga, który „wywyższa pokornych, głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia” (Łk 1, 52-53).

  • O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony... wielu pobłądziło przez zarozumiałość. Niejeden słaby potrzebuje pomocy, brak mu sił i obfituje w biedę, lecz gdy oczy Pana na niego łaskawie spojrzą, Ten wydźwignie go z nędzy i podniesie mu głowę, a wielu zdumieje się tym, co go spotkało (Mądrość Syracha 3, 18-20. 24; 11, 12-13).
  • O Panie, na cóż dobrego zasłużyłem, ja grzesznik? Na cóż dobrego zasłużyłem, ja niegodziwy? Jeden Adam pochodzi od drugiego, a w każdym Adamie kiełkują grzechy. Jestem synem Adama... i przez moje złe życie dodałem własne winy do winy Adama. Na cóż dobrego zasłużyłem, stając się drugim Adamem? Lecz Ty, najmiłosierniejszy, umiłowałeś mnie nie dlatego, że byłem piękny, lecz abym stał się piękny.
    Kiedy szukam tego, co jest moje, znajduje tylko grzech, kiedy szukam tego, co jest moje, znajduję kłamstwo. Oprócz grzechu wszystko inne, co widzę w sobie, jest Twoje.
    Nie sobie, o Panie, nie sobie, lecz imieniu Twojemu oddam chwałę. Daj, abym żył dla miłości Twojego imienia: według Twej sprawiedliwości, a nie mojej; nie dlatego, jakobym ja na to zasługiwał, lecz ponieważ Ty jesteś miłosierny. Gdybym chciał pokazywać własne zasługi, nie zasługiwałbym na nic innego od Ciebie, jak tylko na ostateczne potępienie. Ty mnie pozbawiłeś moich urojonych zasług, a wszczepiłeś dary swoje (św. Augustyn).
  • O Królu nieba, nie masz królowej, której byś tak łatwo i ochotnie się poddał jak pokora. Ona z nieba sprowadziła Cię do łona Dziewicy, a przez nią... i my z łatwością sprowadzimy Cię do duszy. Dlatego, kto więcej ma pokory, ten mocniej Cię trzyma, kto mniej, ten trzyma Cię słabiej (św. Teresa od Jezusa: Droga doskonałości 16, 2).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 331

Do góry

Książka na dziś

Kwiatki księdza Dolindo

Kwiatki księdza Dolindo

ks. Dolindo Ruotolo

Przeczytajcie Kwiatki księdza Dolindo i zadajcie sobie pytanie, czy i Wy umiecie osiągnąć ten stan równowagi, pogody ducha i poezji. Dążeniem każdego chrześcijanina powinna być radość serca – taka, jaką odczuwali uczniowie w Emaus, kiedy Chrystus, choć nierozpoznany, szedł i rozmawiał z nimi.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.