Przemiany człowieka w drodze

mateusz.pl / Jacek Poznański SJ

Jacek Poznański SJ

Przemiany człowieka w drodze

 

 

Homo viator, człowiek w drodze (łac. via), wędrujący. Na różne sposoby może się dokonywać to mniej lub bardziej dobrowolne opuszczanie „domu” i ruch, którego celem jest jakieś odmienne „miejsce”. Miejsce materialne, ale też duchowe.

Archetyp homo viator był częstym źródłem inspiracji dla pisarzy, poetów, kompozytorów i artystów począwszy od starożytnego eposu Homera Odyseusz, a skończywszy na czasach współczesnych, np. powieści Ulisses Jamesa Joyce’a. Przyjmował ów archetyp różne twarze: tułaczy, wygnańców i emigrantów, włóczęgów, podróżników i pielgrzymów. A z bardziej współczesnych wcieleń: autostopowiczów, turystów, spacerowiczów, nomadów. Wszyscy oni są w jakiś sposób w drodze.

Chrześcijańskie ujęcie homo viator to postać pielgrzym. Od razu ważne zastrzeżenie: nie chodzi o członka grupy pielgrzymkowej ani przyjezdnego do jakiegoś sanktuarium itp. Taki „pielgrzym”, może być i często jest przebranym za pielgrzyma turystą, podróżnikiem, nomadą… Pielgrzymowanie to duchowa postawa. Nie trzeba ruszać się z miejsca, by pielgrzymować, choć fizyczne przemieszczanie rzeczywiście temu sprzyja.

Pielgrzymowanie według Ignacego

Od włóczenia się po świecie do pielgrzymowania w fizycznej przestrzeni, a następnie do pielgrzymowania w przestrzeni ducha przeprowadzał Bóg św. Ignacego z Loyoli. Przed swoim nawróceniem Inigo sporo się fizycznie przemieszczał. Włóczył się i gonił za sławą, kobietami, przygodami. Po nawróceniu fizyczny ruch i zdążanie do Miasta Świętego, pogłębiało ruch w głąb ducha. Jego Autobiografia to malownicza opowieść o Bożej inicjatywie i ludzkiej odpowiedzi rozgrywających się w drodze.

Z Inigo najczęściej kojarzono obraz żołnierza. Jest to jednak błędne skojarzenie. Dla niego najważniejszy był obraz rycerza, a później pielgrzyma. Już na początku jego duchowej drogi rycerskość ulegała przemianie i stawała się coraz bardziej inspiracją dla pielgrzymowania. W benedyktyńskim klasztorze na górze Montserrat, przed obrazem Matki Bożej, po rycerskim całonocnym czuwaniu pod bronią, przywdziewa „upragnione odzienie pielgrzymie”. Pragnie iść do Jerozolimy i tam pozostać, służąc pielgrzymom. Jego wyobraźnię rozpalają wielcy święci, których chce naśladować. Rusza bocznymi drogami, sam nie wie gdzie. Niosło go niespokojne pragnienie. Zatrzymał się na parę dni w miasteczku Manreza. Lecz pobyt tam trwał bez mała dziewięć miesięcy. Zostaje głęboko wewnętrznie przekształcony. Wciąż jednak ma własne plany co do swojej pielgrzymki. Zrealizował te plany, poszedł za tym, co uważał jako osobiste i bezpośrednie wezwanie od Boga – pozostać w Ziemi Świętej (najpierw sam, a prawie piętnaście lat później będzie chciał dokonać tego ze swoimi przyjaciółmi. Nie uda się nawet tam wypłynąć). Po drodze, przez prawie dwadzieścia lat, spotykają go wydarzenia i osoby, które stają się dla niego niczym Boska formująca go z pyłu świata dłoń.

Pielgrzymowanie według Ducha

Kiedy jako samotny pielgrzym dociera do Jerozolimy, spotyka go zdecydowana odmowa władz kościelnych. Jego plany roztrzaskały się o kościelne „Nie” – nie może pozostać. Ignacy stracił długoterminowy cel i orientację. Jego wizja życia legła w gruzach. Nie legło w gruzach jednak jego życie. Musiał tylko inaczej do niego podejść. „Nie” dało mu nową uległość wobec poruszeń Ducha Świętego. Począł stawiać sobie cele krótkoterminowe (G. Coleman SJ).

Do tego czasu sporo przeżył i wiele zrozumiał ze spraw ducha. Kształtowało się w nim wyczucie tego, co jest słuszne. Odkrywał w sobie klucz do rozeznawania. Inigo zdobywa w końcu odwagę, by zerwać z imitowaniem innych pielgrzymów (Franciszka, Dominika itd.). Ma nowe zaufanie do siebie i swoich zdolności czytania Bożego bezpośredniego działania w jego sercu. Pielgrzymowanie przygotowało go, by podjąć pełną odpowiedzialność za swoje życie. Teraz musiał postępować krok za krokiem, odkrywać drogę, którą prowadził go Bóg, każdego dnia. To był nowy rodzaj pielgrzymowania. Był pielgrzymem prowadzonym w kierunku jakiegoś długoterminowego celu, który wcale nie był dla niego jasny. Na bieżąco musiał odczytywać z wydarzeń życia kierunek, w którym powinien iść. Na każdym etapie pielgrzymowania wciąż pyta, co robić, wsłuchuje się w Pana i szuka, jaki jest następny krok, który Pan chce, aby podjął.

W tym wszystkim Inigo był przekonany, że Bóg troszczył się o niego. Pragnął mieć swoją ufność jedynie w Bogu i być pewny, że we wszelkich trudnościach zwróci się o pomoc tylko do Boga. Chciał umieścić swoją wiarę, miłość i nadzieję jedynie w Bogu. To była nowa motywacja dla jego pielgrzymki, już nie kształtowana przez coś materialnego, fizycznego, lecz przez duchowe wartości. Prowadziła go nawet wtedy, gdy już nie mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce.

Ograniczony ścianami swojego rzymskiego mieszkania, jako przełożony generalny Towarzystwa Jezusowego, dalej był pielgrzymem, czyli kimś, kto polega jedynie na Bogu. W swoim Dzienniku duchowym Ignacy wciąż poszukuje, pyta, podejmuje ciągle na nowo rozeznawanie woli Bożej. Całe jego życie było pielgrzymką, i to do końca swoich dni, kiedy w mistycznym doświadczeniu wchodzi w niezmierzoną tajemnicę Boga.

Jak podkreśla o. Gerald Coleman SJ, pielgrzymowanie było dla Ignacego szkołą życia duchowego. Nauczył się w niej, że służba Bogu polega na robieniu tego, co Bóg chce by robił; że rozpoznawanie Bożych zaproszeń to codzienny proces rozeznawania, dlatego nie można zdać się na proste naśladowanie innych; że jego życie jest pełne nowych odkryć, natomiast prawdziwy pielgrzym jest zawsze gotowy do dziwienia się i zaczynania od początku. Bóg nie jest zwykłym wędrownym nauczycielem.

Artykuł ukazał się w sierpniowym wydaniu Posłańca Serca Jezusowego 8(2015) www.poslaniec.co.