Ignacjańskie korzenie reformy Kościoła papieża Franciszka (część 1)

mateusz.pl / Jacek Poznański SJ

Antonio Spadaro SJ

Ignacjańskie korzenie reformy Kościoła papieża Franciszka (część 1)

tłum. Jacek Poznański SJ

 

15 sierpnia 1537 roku św. Ignacy z Loyoli i jego pierwszych sześciu towarzyszy złożyli ślub na Montmartre w Paryżu, by „poświęcić swe życie dla pożytku i pomocy duszom” (św. Ignacy, Autobiografia nr 85). Już od dwudziestu lat chrześcijaństwo było rozdarte z powodu buntu przeciwko Kościołowi Rzymskiemu, zapoczątkowanego w roku 1517 przez Marcina Lutra publikacją sławnych 95 tez skierowanych w papieskie odpusty. Luter umrze w 1546 roku, kilka miesięcy po otwarciu Soboru Trydenckiego (1545-1563).

Od samego początku Soboru byli na nim obecni niektórzy jezuici jako eksperci teolodzy. Posiadamy list, w którym Ignacy daje instrukcje swoim współbraciom co do tego, jak się mają zachowywać podczas Soboru. Rzeczą interesującą jest to, że nie porusza on żadnych zagadnień doktrynalnych ani teologicznych, lecz troszczy się o świadectwo życia, jakie jezuici powinni dawać. Dostarcza na to pewnej idei co do tego, jak Ignacy pojmował reformę Kościoła. Dla niego nie chodzi przede wszystkim o poruszanie w nim struktury, ale o reformę osoby od wewnątrz. Przykładowo, zaleca według swojego własnego stylu życia, aby odwiedzać chorych w szpitalach, „w miarę możności należy biednym coś przynieść, pocieszając ich i spowiadając oraz zachęcając do modlitwy [w intencji Soboru]” (Instrukcja dla teologów na Sobór Trydencki).

Po śmierci Juliusza III, 9 kwietnia 1555 roku na papieża został wybrany Marcello Cervini, kardynał Santa Croce. Był on jednym z legatów papieskich na Sobór Trydencki, gdzie mógł poznać jezuickich teologów. Cervini utrzymywał, że reforma Kościoła nie może polegać jedynie na usunięciu jakichś nadużyć, ale winna być radykalna innymi słowy powinna wychodzić od „samo-odnowienia się papieża i kurii”. Widział też jednak jasno, że takie samoodnowienie się musi iść równolegle z reformą soborową. „Świat nie może być zawiedziony reformą, której oczekujemy od Soboru – pisał swojemu powierzycielowi Maffei – w przeciwnym razie ostatni błąd będzie gorszy niż pierwszy”. Ignacy w kilku listach skierowanych do całego Towarzystwa z okazji wyboru Cerviniego, lepiej wyjawia swoją myśl o tym, jak pojmował reformę Kościoła. Z tych listów można wyczuć, że pragnieniem Ignacego było, aby mieć papieża, który odprawił całe Ćwiczenia duchowe. Możliwe, że kardynał Marcello Cervini na Soborze w Trydencie, będąc w kontakcie z jezuitami Laínezem oraz Salmerónem, zapoznał się, a może i także odprawił Ćwiczenia, przynajmniej w części. W każdym razie jego duch był doskonale z nimi zgodny.

Ignacy był przekonany, że wychodząc od „reformy własnego życia”, i mając przed oczyma przykład Chrystusa ubogiego i upokorzonego, nie można nie dojść z konieczności także do jakiejś reformy struktur.

Ignacy i papież Franciszek

Franciszek jest papieżem jezuitą, a jego idea reformy Kościoła odpowiada wizji ignacjańskiej. Reforma jest procesem prawdziwie duchowym, który zmienia również struktury z samej swej natury, tak jak papierek lakmusowy zmienia kolor w naturalny sposób, ponieważ ulega zmianie poziom kwasowości albo zasadowości tego, w czym jest zanurzany. Jednym z wielkich modeli inspirujących Jorge Bergoglio jest jezuita, św. Piotr Faber. Michel de Certeau SJ określił go po prostu jako „kapłana zreformowanego”. Dla Fabera wewnętrzne doświadczenie, jego wyraz dogmatyczny, i reforma strukturalna są blisko i nierozerwalnie związane. To do tego rodzaju reformy dąży Papież Franciszek.

Ale jak wyjaśnia Franciszek ten ignacjański korzeń w swoim sposobie interpretowania siebie samego, także jako Papieża?

Po południu 19 sierpnia 2013 r. wszedłem po raz pierwszy do pokoju Papieża Franciszka w Domu Świętej Marty. Zgodził się, abym tego dnia przeprowadził z nim wywiad, który potem ukazał się w Civiltà Cattolica i w innych czasopismach jezuickich. Pierwsze pytanie, które do niego skierowałem nie było zapisane w moich notatkach. A brzmiało ono: „Kim jest Jorge Mario Bergoglio?”.

On, pamiętam, wpatrywał się we mnie w milczeniu. Myślałem, że zrobiłem jakiś niestosowny krok. Szybkim gestem dał mi do zrozumienia, że odpowie, a potem powiedział do mnie powoli: „Nie wiem, jaka mogłaby być najwłaściwsza definicja… Jestem grzesznikiem. To jest najtrafniejsza definicja. Nie jest to jakaś figura, jakiś rodzaj literacki. Jestem grzesznikiem”. Franciszek, czując się zrozumiany, kontynuował swoją refleksję i powiedział: „Tak, ale najlepszą syntezą, która wypływa z mojego wnętrza i którą postrzegam jako najprawdziwszą, jest właśnie ta: ‘Jestem grzesznikiem, na którego spojrzał Pan’”.

Słuchając tych słów, zdałem sobie sprawę, że Papież dał mi podwójną odpowiedź. Pierwszą jest ta, którą niesie bezpośredni sens słów: on postrzega siebie jako zbawionego grzesznika. Ale mówiąc do mnie, tak jak on jezuity, odpowiedział mi, definiując się w świetle swojej duchowości i swojego wyboru życia jako właśnie jezuita. Faktycznie, w roku 1974 o. Jorge Mario Begoglio brał udział w 32. Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego. Pierwszy dekret, który wyszedł z tego światowego zgromadzenia reprezentantów zakonu, rozpoczyna się pytaniem: „Co oznacza być jezuitą dzisiaj?”. Odpowiedź brzmi: „Być jezuitą to wiedzieć, że wprawdzie jest się grzesznikiem, ale powołanym przez Boga, podobnie jak niegdyś Ignacy, by być towarzyszem Jezusa Chrystusa”. Papież Franciszek mówił mi o sobie w świetle charyzmatu, który głęboko dotyka jego tożsamości.

Duchowość ignacjańska jest więc swego rodzaju „camera oscura” głębokiego przetworzenia, powiedziałbym „chemicznego”, doświadczeń Begoglio, i jego posługi najpierw biskupiej, a potem piotrowej. Papież Franciszek jest „owocem” Ćwiczeń duchowych, a jego wizja reformy Kościoła jest zakorzeniona w „reformie życia”, która jest owocem Ćwiczeń.

Reformator jest osobą „ogołoconą”

Jeśli przeczytamy to, co Franciszek powiedział o jezuitach, zrozumiemy, w jaki sposób pojmuje on potrzebę bycia człowiekiem „ogołoconym”. W swojej homilii w kościele del Gesù, 3 stycznia 2014 roku, powiedział: „Serce Chrystusa jest sercem Boga, które z miłości się ‘ogołociło’. Każdy z nas, jezuitów, który naśladuje Jezusa, powinien być gotowy do ogołocenia samego siebie. Jesteśmy powołani do takiego uniżenia: bycia ‘ogołoconymi’; do bycia ludźmi, którzy nie mają się koncentrować na samych sobie, gdyż w centrum Towarzystwa jest Chrystus i Jego Kościół. Bóg zaś jest Deus semper maior, Bogiem wciąż nas zaskakującym. A jeśli Bóg niespodzianek przestaje być w centrum, wówczas Towarzystwo traci orientację. Dlatego bycie jezuitą znaczy bycie osobą niedokończonej myśli, myśli otwartej, gdyż ktoś taki myśli zawsze spoglądając na horyzont rosnącej chwały Bożej, która bezustannie nas zaskakuje. Oto niepokój naszej otchłani. Niepokój święty i wspaniały!”.

Towarzystwo Jezusowe zostało założone przez św. Ignacego Loyolę i przez jego pierwszych towarzyszy. Ogołoceni ze swoich planów, oddali siebie na służbę Papieżowi, aby zostać posłanymi wszędzie tam, gdzie pojawiłyby się większe pilne potrzeby. Ta bezpośrednia dyspozycyjność względem papieża, która została wyrażona w „czwartym ślubie” posłuszeństwa, jest uzasadniona faktem, że Ojciec Święty jest tym, który ma najbardziej uniwersalną wizję i zna potrzeby Ecclesia universa, gdziekolwiek by się wyłoniły. Reforma dla Franciszka zakorzenia się w opustoszeniu siebie. Gdyby tak nie było, gdyby to była jedynie idea, idealny plan, owoc własnych pragnień, choćby tych dobrych, stałaby się kolejną ideologią zmiany.

Antonio Spadaro SJ, „La riforma della Chiesa secondo Francesco. Le radici ignaziane”, w: La Civiltà Cattolica, 24 października 2015, s. 114-131.

Przekł. i oprac. O. Jacek Poznański SJ

Tekst ukazał się w sierpniowym wydaniu miesięcznika Posłaniec Serca Jezusowego 8(2016) www.poslaniec.co.