Widzieliśmy Pana

WPROWADZENIA DO KONTEMPLACJI

XII. BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY NIE WIDZIELI, A UWIERZYLI

 

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym! Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego (J 20, 24–31).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawimy sobie Jezusa, który przychodzi do uczniów mimo drzwi zamkniętych. Wsłuchajmy się w słowa Chrystusowego pozdrowienia: Pokój wam; wsłuchajmy się też w modlitwę adoracji Tomasza: Pan mój i Bóg mój.

Prośba o owoc kontemplacji: Prośmy, aby sam Jezus rozwiewał naszą nieufność, jaka kołata się w nas gdzieś na dnie serca. Prośmy także o postawę głębokiej i pokornej adoracji Jezusa Zmartwychwstałego, której wzór daje nam modlitwa Tomasza: Pan mój i Bóg mój.

1. Niewierny Tomasz

Tomaszowi nieobecnemu na spotkaniu z Jezusem Zmartwychwstałym Apostołowie mówią prosto: Widzieliśmy Pana. Jest to pierwsze świadectwo o Jezusie Zmartwychwstałym, które Apostołowie dają jednemu ze swoich braci.

Zdanie: Widzieliśmy Pana staje się jakby najkrócej sformułowanym wyznaniem wiary, staje się opowieścią kerygmatyczną o Jezusie. Mówi ona nie tylko o Jego Zmartwychwstaniu, ale również o Jego obecności we wspólnocie Apostołów.

Niełatwo było uwierzyć Jedenastu Apostołom w Zmartwychwstanie Jezusa, kiedy tę Dobrą Nowinę przyniosły im trzy kobiety. Słowa kobiet wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary (Łk 24, 11). Ale świadectwo dziesięciu Apostołów, dane jednemu z nich, mogłoby wydawać się łatwe do przyjęcia. Znali się dobrze nawzajem. Nie była to grupa ludzi łatwowiernych, żądnych tanich sensacji. Wszyscy byli trzeźwymi realistami, których niełatwo było przekonać o czymś, co przekraczało ich prosty, męski sposób rozumowania. Tomasz, jeden z nich, słysząc jednogłośnie brzmiące świadectwo: Widzieliśmy Pana, mógł odwołać się do tego właśnie krytycyzmu swoich braci Apostołów. Ale Tomaszowi Dobra Nowina wydała się niemożliwa. I tym razem uznał ją za czczą gadaninę.

Możemy wczuć się w sposób rozumowania Tomasza: to prawda, że Jezus czynił cuda. Ale czynił je przecież także Mojżesz i wielcy prorocy, jak Eliasz, Elizeusz. Nie zdarzyło się jednak nigdy dotąd, aby ktoś sam wrócił z grobu, w którym go pochowano.

Na świadectwo Dziesięciu Tomasz spontanicznie odpowiada: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. Im większe i mocniejsze świadectwo, tym twardsze warunki wiary w Zmartwychwstanie stawia Tomasz nie tyle swoim braciom Apostołom, ile raczej samemu Jezusowi Zmartwychwstałemu. Reakcja Tomasza wydaje się być przejawem nie tylko realizmu, ale także wyrazem pewnego urazu i uporu emocjonalnego, jakim nierzadko odznaczają się ludzie zagubieni i niepewni siebie. Trzymają się swego zdania nieraz wbrew oczywistości. Tomasz, podobnie jak wszyscy Apostołowie, czuł się głęboko zawiedziony niespodziewanym, niepomyślnym i tak bolesnym końcem Jezusa. Być może Tomasz po śmierci Jezusa mocno żałował, iż dał się wciągnąć w Jego sprawę i nie chciał ponownie dać się nabrać. Tomasz metodami eksperymentalnymi pragnie sprawdzić Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu. Chce zobaczyć i dotknąć te miejsca na ciele Jezusa, które były przyczyną Jego śmierci. Tomasz zdaje się być podobny do wielu dzisiejszych naukowców, którzy w sposób eksperymentalny usiłują udowadniać coś, co dla trzeźwo myślącego człowieka jest po prostu absurdem lub też chcą podważyć moralną oczywistość prawd, które do naszych czasów wyznawała cała ludzkość. Zdecydowana i jednoznaczna reakcja Tomasza sprawiła, iż wspólne świadectwo dziesięciu Apostołów o Zmartwychwstaniu Jezusa dane Jedenastemu z nich poniosło pierwszą porażkę.

Nieufność Tomasza posiada jednak — o ile możemy tak powiedzieć — swój pozytywny wymiar. Sprawę Jezusa Tomasz traktował bardzo na serio. Był w nią cały zaangażowany. Zmartwychwstanie Jezusa było dla niego, jak i dla innych Apostołów, nie tylko problemem wiary w cud. Był to bardzo osobisty problem: Jak żyć dalej? Komu poświęcić dalej życie? Komu się teraz powierzyć? Tomasz rozumiał dobrze, iż jego życie nabrałoby zupełnie innego znaczenia i sensu, gdyby Jezus żył, gdyby Jezus zmartwychwstał. Stąd też Chrystus traktuje nieufność Tomasza nie tylko z wielkim miłosierdziem, ale także bardzo serio. Spełnia dosłownie wszystkie warunki, jakie Tomasz postawił, aby uwierzyć w tajemnicę Jego Zmartwychwstania.

Odwołując się do naszego doświadczenia wejdźmy w tej modlitwie także w pokusę naszej nieufności. Rodzi się ona najczęściej, podobnie jak w wypadku Tomasza, jako reakcja obronna na bolesne doświadczenia zawodu i rozczarowania, szczególnie zaś zawodu i rozczarowania w miłości. Jeżeli wielokrotnie nie zostały spełnione rozbudzone w nas oczekiwania i nadzieje na trwałą ludzką miłość i przyjaźń, wówczas na propozycję nawiązania ponownej więzi miłości i przyjaźni spontanicznie bronimy się uczuciem nieufności. Odruchowo i z uprzedzeniem mówimy wówczas, że nie damy się nabrać kolejny raz.

Nieufności i uprzedzenia nie dają jednak żadnej obrony przed kolejnym zranieniem. Nieufność izoluje człowieka, zamyka go w sobie, czyni go coraz bardziej zgorzkniałym. Nieufność obraca się w końcu przeciwko człowiekowi, który ją stosuje. Nieufność i zamknięcie, jeżeli nie są stopniowo przezwyciężane, rodzą stany rozpaczy. U podłoża każdego ludzkiego grzechu leży zawsze nieufność, która przejawia się na wielu poziomach. Jest to nieufność wobec Boga, nieufność wobec bliźnich oraz nieufność wobec siebie samego. Wąż w ogrodzie Eden, nakłaniając pierwszego człowieka do buntu wobec Boga, zasiał w nim nieufność wobec Jego miłości i Jego woli.

Prośmy Jezusa, aby odsłonił przed nami wszystkie przejawy nieufności naszego serca. Najpierw nieufność wobec Boga. Zauważmy, jak łatwo nieufność ta rodzi się w nas, kiedy w naszym subiektywnym odczuciu Bóg nie spełnia naszych próśb, pragnień, oczekiwań; kiedy nasze wyobrażenie o Nim zostaje zakwestionowane. W sytuacjach zaś niespodziewanego cierpienia czy niepowodzenia, do nieufności dołącza się nierzadko także podejrzliwość wobec miłości Boga.

Może jeszcze łatwiej będzie nam zauważyć i przyznać się do naszej nieufności wobec bliźnich? Pytajmy się w czasie tej modlitwy, jakie osoby zawiodły nas? Zauważmy, jak bardzo boli nas zawód, jaki nam sprawiły. Zauważmy, w jakich sytuacjach i wobec jakich osób daje znać o sobie ciągle na nowo nasza nieufność? Wielu młodych ludzi łatwo wątpi w możliwość głębokiej przyjaźni i miłości, ponieważ w przeszłości doświadczyli bolesnego odrzucenia ze strony osób, od których spodziewali się przyjęcia i akceptacji.

Zauważmy też naszą nieufność wobec siebie samych: nieufność wobec naszych ludzkich sił, własnych możliwości, siły woli. Pytajmy, czy w chwilach słabości i grzechu nie załamujemy się zbyt łatwo rezygnując z dalszych zmagań. Jakie doświadczenia życiowe, jakie niepowodzenia mogą leżeć u podstaw nieufności wobec siebie? Prośmy Jezusa, abyśmy pozwolili Mu rozbijać w nas nasze postawy nieufności wobec Niego, wobec bliźnich i wobec siebie samych. Nieufność serca ma jedno zasadnicze źródło: jest nim nieufność wobec Boga i Jego miłości.

2. Pan mój i Bóg mój

po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Samym wejściem do wnętrza domu, w którym przebywali Apostołowie, Jezus podważa eksperymentalną metodę dochodzenia do wiary, którą zaproponował Tomasz. Chrystus przychodzi mimo drzwi zamkniętych. Tym niezwykłym wejściem do domu Jezus pragnie powiedzieć Tomaszowi, że istnieje rzeczywistość, która przekracza wymiar materialny — wymiar sprawdzalny dla ludzkich zmysłów. Chrystus pragnie też ukazać niedowierzającemu uczniowi, że poprzez Zmartwychwstanie wkroczył On ostatecznie w rzeczywistość, która dla żyjących na ziemi pozostaje nadal zakryta tajemnicą. I choć nowa rzeczywistość wymyka się ludzkim zmysłom, jest ona równie realna jak rzeczywistość materialna, którą można badać metodami eksperymentalnymi. Wejście mimo drzwi zamkniętych wzbudziło w uczniach nie tylko zdziwienie, ale także lęk (Łk 24, 37). Stąd też Jezus pozdrawia ich słowami: Pokój wam. Zmartwychwstały pragnie ich zapewnić, że swoją nową obecnością nie tylko im nie zagraża, ale wprost przeciwnie — dzięki niej może im ofiarować trwały pokój i radość.

Po ośmiu dniach, jakie upłynęły od poprzedniego spotkania, w którym Tomasz nie brał udziału, Jezus zdaje się przychodzić przede wszystkim do niego samego. Po słowach pozdrowienia Jezus zaraz zwraca się do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym! Jezus z wielką pokorą i z wielką hojnością spełnia żądania Tomasza. Pozwala Mu oglądać swoje rany, pozwala włożyć palec do ran rąk, a całą rękę do rany boku. I choć Jezus swoim Zmartwychwstaniem wkroczył w nową rzeczywistość przekraczającą wymiar ludzkich zmysłów, to nie stał się przez to nieuchwytnym widmem. Człowieczeństwo Jezusa Zmartwychwstałego jest tak samo realne jak Jego śmierć, spowodowana ranami, które Tomasz oglądał swoimi ludzkimi zmysłami. Jezus dając Tomaszowi możliwość oglądania i dotykania swoich ran, upomina go jednocześnie: Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!

Nieufność i podejrzliwość Tomasza w jednym momencie przemienia się w osłupienie i zdziwienie wiary. Nie broni już swojej nieufności, ale natychmiast uznaje swoje zaślepienie. Spontanicznie, nie dotykając nawet ran Jezusa (Ewangelia o tym nie wspomina), niewierny Tomasz woła: Pan mój i Bóg mój. Jest to kolejne wyznanie wiary w Jezusa Zmartwychwstałego, którym — jak twierdzą egzegeci — posługiwał się także Kościół pierwotny. Swoim okrzykiem Tomasz wypowiedział swoje doświadczenie wiary: pragnienie intymnego przylgnięcia do Jezusa, pragnienie uznania Go Panem swego życia, pragnienie pełnienia Jego woli. Słowo mój powtórzone dwukrotnie w tym krótkim wyznaniu wiary ukazuje, jak bardzo bliskim stał się dla Tomasza Zmartwychwstały Jezus. I na Tomaszu sprawdziły się słowa św. Pawła, którym mówi, że gdzie ... wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20). Wzmożona niewiara Tomasza stała się miejscem szczególnej łaski związania się z Jezusem Zmartwychwstałym.

Tomasz przez osiem dni trwał w swojej niewierze. Jezus Zmartwychwstały przyszedł w czasie ustalonym przez siebie. Tomasz potrzebował tych dni, aby jego uparta niewiara nieco opadła. Jezus bowiem nigdy nie łamie ludzkiej wolności, nie gwałci jej. Kiedy upieramy się przy swoim, On jak dobry Pedagog, jak cierpliwy Pasterz, potrafi czekać. Przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie.

Czekanie Jezusa jest dla nas wielką pociechą i wielką nadzieją. Jeżeli nawet budzą się w nas jeszcze i dziś jakieś odruchy niewiary i zamknięcia, możemy być pewni, że On jedynie czeka na odpowiedni moment, aby przyjść nam z pomocą, by móc pokonać w nas naszą nieufność. Możemy być pewni, że wobec nas okaże się tak samo miłosierny, hojny i pokorny, jak okazał się wobec Tomasza. Jeżeli Jezus potrafi cierpliwie czekać na wzrost naszej wiary, to również i my możemy czekać razem z Nim. Modląc się o wzrost naszej wiary, usiłując przezwyciężyć naszą nieufność, prośmy jednocześnie, abyśmy byli cierpliwi wobec siebie, jak Jezus jest cierpliwy wobec nas. Posługując się zaś słowami Tomasza: Pan mój i Bóg mój, chciejmy wyrazić Jezusowi nasze wewnętrzne pragnienia, abyśmy doświadczyli wewnętrznie Jego wielkiej intymności, Jego wielkiej bliskości. Prośmy Go, aby On sam był naszym Panem, naszym Bogiem.

3. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

Jezus przyjmuje adorację Tomasza, ale jednocześnie stwierdza, iż jest ona niemal oczywista: Uwierzyłeś (Tomaszu) dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Ostatecznie dojście do wiary w Jezusa Zmartwychwstałego było dla Tomasza łatwe. Jezus umożliwił niedowierzającemu uczniowi eksperymentalne sprawdzenie prawdziwości tajemnicy Zmartwychwstania. Tę łatwą wiarę Tomasza Chrystus przeciwstawia trudnej wierze tych, którzy nie będą mogli zobaczyć w sensie materialnym przebitych rąk, nóg i boku, nie będą też mogli włożyć ręki do Jego boku. Uwierzą tylko dzięki świadectwu Apostołów. Uczniów trudnej wiary Jezus nazywa błogosławionymi, szczęśliwymi.

Po Zmartwychwstaniu uczniowie Chrystusa spełniają niezwykłą rolę pomostu pomiędzy Jezusem historycznym żyjącym pod Poncjuszem Piłatem a Jezusem Zmartwychwstałym, który przekracza wszelki czas i wszelką przestrzeń. Apostołowie są świadkami aż do skończenia świata (Mt 28, 20), że Ten, którego ukrzyżowano, trzeciego dnia zmartwychwstał. Żyją w przełomowym momencie historii świata. Są stróżami przejścia ze Starego do Nowego Przymierza. Na ich oczach kończy się bowiem stary czas, czas chrystofanii, kiedy Chrystusa można poznawać za pomocą ludzkich zmysłów, a rozpoczyna się nowy czas, w którym może poznawać Go każdy człowiek dzięki świadectwu Jego uczniów. Odtąd Jezus będzie obecny poprzez swój Kościół zgromadzony wokół Apostołów.

W czasach Jezusa znaki prowadzące do wiary w Niego były bezpośrednim przedmiotem ludzkiego poznania. W czasach Kościoła natomiast znaki te są przekazywane z pokolenia na pokolenie poprzez świadectwo. Nie oznacza to wcale, że uczniowie Jezusa mają dzisiaj zamkniętą drogę do osobistego doświadczenia Jezusa Zmartwychwstałego. Wprost przeciwnie. Dane im jest doświadczać Jego radości, Jego pokoju, Jego przebaczenia grzechów, obecności Ducha Świętego. Ale sama historia Jezusa winna być przyjęta dzięki świadectwu (B. Maggioni). Należymy wszyscy do pokolenia tych, którym nie jest dane widzieć Jezusa bezpośrednio z pomocą zmysłów, ale dane jest nam słuchać świadectwa o Nim. Nasze doświadczenie Jezusa Zmartwychwstałego zrodziło się ze słuchania.

W obecnej kontemplacji prośmy o radość ze słów Jezusa: Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I choć nasza wiara jest słaba, uboga, jest jednak naznaczona błogosławieństwem Jezusa. Dziękujmy Chrystusowi za pochwałę naszej małej wiary w Jego Zmartwychwstanie. Niech Jego pochwała podniesie nas na duchu, niech doda nam odwagi do nieustannego szukania sposobu jej pogłębienia.

Dziękujmy Jezusowi także za wiarę Jego Apostołów oraz wiarę wszystkich pokoleń wiernych uczniów, dzięki którym Dobra Nowina o Jego Zmartwychwstaniu dotarła aż do naszych czasów i do nas osobiście. Oddajmy chwałę wielkiej rzeszy wyznawców i męczenników, którzy poświęcali wszystko, nierzadko także swoje życie, aby zachować i przekazać wiarę w Zmartwychwstałego. Prośmy, abyśmy my z kolei, jako Jego uczniowie, czuli się wewnętrznie zobowiązani do przekazywania świadectwa o Jego śmierci i Zmartwychwstaniu następnym pokoleniom. Jezus pragnie włączyć nas w przedłużenie wiary w Jego Zmartwychwstanie aż do skończenia świata. Prośmy, aby nasza wiara wyrażona w Tomaszowym wyznaniu: Pan mój i Bóg mój była nie tylko na naszych ustach, ale by promieniowała także z codzienności naszego życia.

 

 

P O P R Z E D N I N A S T Ę P N Y
XI. BIEGLI ONI OBYDWAJ RAZEM DO GROBU XIII. SPOTKANIE NAD MORZEM TYBERIADZKIM
 
na początek strony
© 1996–2000 Mateusz