pobierz z Google Play

12 listopada 2019

Wtorek

Wtorek - wspomnienie obowiązkowe św. Jozafata, biskupa i męczennika

Czytania: (Mdr 2,23-3,9); (Ps 34,2-3.16-17.18-19); Aklamacja (J 14,23); (Łk 17,7-10);

Rozważania: Ewangeliarz OP , Oremus , O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy

Książka na dziś: Maryja. Nasza mama. Różaniec dla dzieci

Czytania

(Mdr 2,23-3,9)
Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą. A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i uznał ich za godnych siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

(Ps 34,2-3.16-17.18-19)
REFREN: Po wieczne czasy będę chwalił Pana

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Oczy Pana zwrócone na sprawiedliwych,
uszy Jego otwarte na ich wołanie.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.

Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.

Aklamacja (J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy.

(Łk 17,7-10)
Jezus powiedział do swoich apostołów: „Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: "Pójdź i siądź do stołu"? Czy nie powie mu raczej: "Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił"? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP


Do góry

Oremus

Św. Jozafat Kuncewicz (1580-1623), mnich obrządku wschodniego, a potem biskup unicki, żył w czasach, kiedy w Kościele dojrzewało pragnienie jedności, za którą ostatecznie oddał swoje życie. W pamięci wiernych zapisał się jako duszochwat, gdyż miał dar zjednywania sobie ludzkich serc. Ofiara jego życia wciąż pozostaje aktualna, Kościół nadal potrzebuje orędowników jedności. Dzisiejsza liturgia podpowiada, jak tę jedność budować: przede wszystkim wytrwałą, usilną modlitwą i sercem otwartym na moc Bożego słowa.

O. Piotr Włodyga OSB, "Oremus" listopad 2011, s. 66


Do góry

Patroni dnia:

Święty Jozafat Kuncewicz, biskup i męczennik
Jan Kuncewicz urodził się w 1580 r. we Włodzimierzu Wołyńskim (dzisiejsza Ukraina) w rodzinie prawosławnej. Rodzice, którzy chcieli, by zajął się kupiectwem, wysłali go do Wilna, gdzie terminował u znajomego kupca. Tam zetknął się z unitami - katolikami obrządku wschodniego, którzy w Wilnie sprawowali liturgię w cerkwi Świętej Trójcy. Kościół greckokatolicki sprawuje kult w rycie bizantyńskim, jednak w pełni w zgodzie z nauką Kościoła łacińskiego i podlega papieżowi. Jan zbliżył się do grekokatolików. W 1604 r. wstąpił do bazylianów (to jedyny w Polsce męski zakon obrządku greckokatolickiego) i złożył śluby w monasterze św. Jerzego. Przybrał imię Jozafat. W 1609 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W roku 1617 został mianowany arcybiskupem Połocka. Wprowadził obowiązek odprawiania codziennie Świętej Liturgii. Od swoich kapłanów żądał odmawiania brewiarza i comiesięcznej spowiedzi. Aktywność biskupa budziła niezadowolenie przeciwników unii z Kościołem rzymskim. Kiedy Jozafat musiał w roku 1621 udać się na sejm do Warszawy, wroga mu kampania tak dalece się wzmogła, że zastał po powrocie wzburzone przeciwko sobie wszystkie miasta. W końcu uknuto spisek na jego życie. W październiku 1623 roku udał się do swojej sufraganii do Witebska. Rankiem 12 listopada, zaraz po odprawieniu Mszy świętej, został napadnięty i zabity. Sponiewierane ciało Jozafata utopiono w Dźwinie. Męczeństwo Jozafata poruszyło całą Polskę katolicką.

Do góry

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy

WYPROWADZĘ JĄ NA PUSTYNIĘ

O Boże, tylko w Tobie spoczywa dusza moja (Ps 62. 2)

Bóg żaląc się na naród żydowski, który odstąpił od pierwotnej wiary, powiedział przez usta Proroka: „Wyprowadzę go na pustynię i mówić będę mu do serca” (Oz 2, 14). Pustynia była miejscem uprzywilejowanym przymierza Boga z Izraelem. Tam, uwolniwszy go z niewoli egipskiej, Pan wodził go przez czterdzieści lat z dala od jakiegokolwiek innego narodu, bez ojczyzny, bez domu, bez drogi, w środowisku, które dzięki samotności i oderwaniu było najstosowniejsze dla oczyszczenia i umocnienia jego wiary, dla wychowania go do czci i miłości jedynego Boga oraz przygotowania do wejścia do ziemi obiecanej. A kiedy Izrael wreszcie tam wszedł, to choć zakosztował niezliczonych dobrodziejstw Bożych, podobny do niewiernej oblubienicy oddala się od Pana i idzie za bożkami; jednak w powrocie na pustynię Bóg widzi najskuteczniejszy środek, by przyprowadzić go na powrót do siebie. Chodzi tu jednak o powrót duchowy, czyli o stworzenie dla narodu wybranego warunków oderwania, wyrzeczenia, odosobnienia, które by ułatwiły jego nawrócenie.

Taka jest zawsze pedagogia Boża i taką Pan posługuje się, by całkowicie nawrócić do siebie serce człowieka, doprowadzić do końca jego oczyszczenie, zanim wprowadzi go do ziemi obiecanej: uszczęśliwiającego zjednoczenia w niebie, które powinno rozpocząć się już tutaj, na ziemi, przez wiarę i miłość oczyszczone z wszelkiego brudu. Klimat pustyni to klimat samotności, ogołocenia, które dzięki temu właśnie ułatwia spotkanie z Bogiem: „Wyprowadzę ją na pustynię i będę mówić jej do serca”. Każdy człowiek, aby znaleźć Pana, powinien zdecydować się wyjść na pustynię, powinien wyjść z tego wszystkiego, co przywiązuje go do ziemi, a przede wszystkim z tego, co przywiązuje go do siebie samego, do miłości własnej, do egoizmu, do przeciętności. Powinien zgodzić się pogrążyć w gorzkiej samotności wewnętrznej, dokąd nie dochodzi żadna pociecha od ludzi ani od Boga, i tam poddać się ulegle działaniu łaski zmierzającej do wyswobodzenia go, oczyszczenia oraz przygotowania na poufne spotkanie z Bogiem.

  • Boże mój, tutaj na ziemi wszystko jest nędzne, zimne i oschłe. Od stworzeń nie pragnę i nie oczekuję niczego więcej; nie pragnę nawet znaleźć w nich jakiegoś życia, przyszłości... lecz czy mam zadowalać się tym, o Boże mój? Nie, próżnia, jaką pozostawiają stworzenia, powinna być wypełniona. A czym? Czy może mną samą? Co za szaleństwo!... O Miłości nie stworzona, nieskończona, o Życie moje, dopomóż mi podnieść się do Ciebie... Sama z siebie nie jestem do tego zdolna. Moim obowiązkiem jest tylko modlitwa, wyczekiwanie pokorne, wytrwałe i ufne. Ty następnie, w swym miłosierdziu i dobroci, pozwolisz mi żyć z siebie, według Twoich uwielbienia godnych planów, ani więcej, ani mniej, ponieważ tak się Tobie podoba, nie zaś dla korzyści, jakie by stąd mogły dla mnie wyniknąć.
       Ty nas stworzyłeś, abyśmy żyli, o Boże, lecz abyśmy żyli Tobą, a nie rzeczami doczesnymi lub samymi sobą. O, spraw, żebym mogła dojść do boskiego strumienia miłości, na chwałę Twojego imienia; spraw, aby ona przeniosła moje czynności, jak już Twoja łaska przeniosła moje myśli i pragnienia. Bez Twojego wszechmocnego działania jestem niezdolna do czegokolwiek (bł. M. Teresa de Soubiran).
  • „Umarliście i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu”... (Kol 3, 3). Cóż to znaczy, jeżeli nie to, że dusza, dążąca do zjednoczenia z Tobą, o Boże mój, w niezdobytej twierdzy świętego skupienia, powinna przynajmniej duchem oddzielić się, ogołocić, oddalić od wszystkiego?... „Codziennie umieram” (1 Kor 15, 31). Umniejszam się, wyrzekam się siebie z każdym dniem coraz bardziej, abyś Ty, o Chryste, we mnie wzrastał i był uwielbiony. Pozostaję bardzo mała w głębi mojego ubóstwa. Widzę własne nic, własną nędzę i niemoc. Uznaję, że nie jestem zdolna postępować i wytrwać. Padam z moją nędzą i uznając ją otwarcie, stawiam ją przed Twoim miłosierdziem, o mój umiłowany Mistrzu... Całą radość dla mej duszy, oczywiście co do woli, a nie co do uczucia, znajduję w tych wszystkich okolicznościach, które mnie wyniszczają, poniżają i dają sposobność do ofiary, gdyż pragnę zrobić miejsce Tobie... Nie chcę już żyć życiem własnym, lecz przeobrazić się w Ciebie, aby życie moje było raczej życiem Bożym aniżeli ludzkim i żeby Ojciec niebieski spoglądając na mnie mógł rozpoznać we mnie obraz Syna swego umiłowanego, w którym sobie upodobał (bł. Elżbieta od Trójcy Św.: I Rekolekcje 3, 2).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 438


Do góry

Książka na dziś

Maryja. Nasza mama. Różaniec dla dzieci

Enrico Bastia, Bassano Padovani

W tej książeczce, opatrzonej pięknymi ilustracjami, znajdziemy rozważania różańcowe skierowane specjalnie do dzieci w wieku pierwszokomunijnym i nieco starszych. Pomogą one małym chrześcijanom odkryć piękno modlitwy różańcowej i zrozumieć jej wartość.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.