23 MARCA 2018

Piątek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania: Jr 20, 10-13; Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 5-6. 7 ; J 10, 31-42

Rozważania: Ewangeliarz OP, Oremus, Megan McKenna, O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Książka na dziś: Mówię Ci: Wstań! Przyjmij moc uzdrowienia

Dzisiejsze czytania

(Jr 20, 10-13)
Rzekł Jeremiasz: "Słyszałem oszczerstwo wielu: „Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!” Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: „Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy pomstę na nim!” Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego i który patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę na nich. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców".

(Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 5-6. 7)
REFREN:Pana wzywałem i On mnie wysłuchał

Miłuję Cię, Panie,
Mocy moja,
Panie, Opoko moja i Twierdzo,
mój Wybawicielu.

Boże, Skało moja, na którą się chronię,
Tarczo moja, Mocy zbawienia mego i moja Obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.

Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły odmęty niosące zagładę.
Oplątały mnie pęta otchłani,
schwyciły mnie sidła śmierci.

Wzywałem Pana w moim utrapieniu,
wołałem do mojego Boga
i głos mój usłyszał ze swojej świątyni,
dotarł mój krzyk do Jego uszu.

(J 6, 63c. 68c)
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 10, 31-42)
Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: "Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?" Odpowiedzieli Mu Żydzi: "Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga". Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: "Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu". I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wobec otaczających Go potężnych przeciwników Jezus wydaje się słaby i samotny. Będąc po ludzku bezbronnym, oddaje się całkowicie w ręce Ojca. Często gdy doznajemy przeciwności w słusznej sprawie, może także w sprawie Ewangelii, budzi się w nas pokusa sięgnięcia po jakąś formę przemocy, która w pewnych sytuacjach nawet zdaje się być usprawiedliwiona. Nie jest to jednak postawa Jezusa. On nie tracił czasu na walkę o doraźny sukces i na dochodzenie swoich racji. Prawdziwie bowiem ewangeliczne świadectwo dokonuje się w kruchości i w pokornym oddaniu się Ojcu.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 153

Do góry

 

Megan McKenna

Czytanie z Jeremiasza odbiera serce i odwagę, a jednak wyartykułowane jest nie tylko z udręką, ale też z przekonaniem i z mocą. Los Jeremiasza jest ciężki. Ludzie potępiają go, szemrzą przeciw niemu. Otacza go terror. Szczególnego żalu przysparza mu uświadomienie sobie, że nawet ci, których uważał za przyjaciół teraz czyhają na jego potknięcie. Czekają na okazję, by go złapać, tak by mogli wywrzeć na nim zemstę, aby ich władza i wola przetrwały w narodzie. Przeciwstawiają się prorokowi i Bogu proroka, ponieważ Jeremiasz nie ma życia poza głoszeniem tego, co Bóg rozkazał mu powiedzieć, bez względu na konsekwencje.

Ale Jeremiasz zna Tego, któremu służy i zna wierność swego Boga, który jest „jak potężny mocarz”, i wierzy on i jego prześladowcy sami doprowadza się do upadku i nie zatryumfują nad nim. A nawet jeśli tak będzie, to na dłuższą metę polegną, ponieważ nie mogą oni przezwyciężyć woli Bożej. Ostatecznie zostaną zawstydzeni, „okryci wieczną i niezapomnianą hańbą.” Jeremiasz więc modli się modlitwą zdesperowanego, potrzebującego, modlitwą tego, który cierpi z powodu wierności Bogu i jest Bożym biedakiem:

Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz
sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce,
dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad
nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę.

Słyszeliśmy już wcześniej tę modlitwę. Jest to uniwersalna modlitwa o sąd, o to by sprawiedliwość przetrwała wbrew tym, którzy obłudnie decydują o losie każdego kto im się przeciwstawia, a szczególnie o losie tego, kto mówi prawdę i publicznie obnaża ich uczynki. Modlitwę Jeremiasza kończy uwielbienie i pieśń! W przeszłości, a nawet podczas jego życia, Bóg ratował ubogich z mocy niegodziwych!

Exodus i stworzenie narodu Izraela zaczyna się od tego, że Bóg usłyszał ten nieustający, głośny krzyk niewolników z Egiptu. Uciśnieni, cierpiący z powodu grzechu i spisku innych przeciwko Bogu, zaczynają rozumieć, że Jahwe jest z nimi, że towarzyszy im w słowach proroków, czeka na właściwy moment by udowodnić Bożą chwałę i podnieść poniżonych, którzy są pobici.

Odpowiedź z psalmu, „Z ucisku wołałem do Pana, a On wysłuchał mego głosu”, jest stałą modlitwą tych, którzy przeciwstawiają się złu, którzy nie pozwalają własnym słabościom, kulturze, w której żyją czy modzie ich czasów, by kierowały ich zachowaniem. Musiało to też być często modlitwą Jezusa, z pewnością w godzinach poprzedzających jego własną śmierć z rąk przeciwników. Psalm 18 opisuje Boga: Nasz Bóg jest Panem, naszą siłą, naszą skałą, naszą twierdzą, naszym wyzwolicielem, naszym schronieniem, naszą tarczą, naszym zbawieniem. I Bóg słyszy. Głos człowieka w niedoli jest głosem, na który Bóg zwraca uwagę, ponieważ rozdziera on serce Boże. Jest świadectwem tego, co dzieje się na ziemi i tego, co przekreśla nadzieje Boga dla całego stworzenia.

Jezus ma zostać ukamienowany. Ludzie sięgają po kamienie, a Jezus nie zmienia stanowiska, protestuje, zmusza ich do wzięcia odpowiedzialności za ich czyny i za morderstwo które zaraz popełnią. Jego głos wzywa ich, by zwrócili uwagę: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?” Jezus nauczał, uzdrawiał, przebaczał, uwielbiał Boga, dbał o ubogich i szedł do potrzebujących. Stoi więc przed nimi i żąda wyjaśnienia, za który z tych czynów go kamienują.
Ale oni ignorują jego czyny i za nic mają słowa. Uważają, że bluźni, ponieważ czyni siebie Bogiem. Ale Jezus tak łatwo im nie odpuszcza. Wraca z powrotem do pism i cytuje:

Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: "Bluźnisz", dlatego że powiedziałem: "Jestem Synem Bożym?"

Nawet prorocy byli nazywani synami i córkami Boga, tymi którzy mają w swoim wnętrzu Ducha Bożego. Byli również nazywani synami i córkami ludzkimi, co oznaczało, że byli ludźmi stworzonymi na obraz Boga, ludźmi prawdziwie wiernymi, którzy należeli do Boga przymierza. Jezus przejmuje zastosowanie tego sformułowania i używa je na określenie swojej relacji z Bogiem jako z Ojcem. Słowa zasadzone są na czynach, na fundamencie, który jest prawdziwy. Wiadomo, że do kogoś należymy przez to, jak się zachowujemy, z kim przebywamy, z kim jesteśmy blisko, nie tylko na podstawie słów: tylko lud Boży może wykonywać dzieła Boże.

Jezus rzuca wyzwanie: jeśli nie mogą uwierzyć w Niego, przynajmniej mogą uznać dzieła, które wykonuje i uwierzyć w nie. Takie uczynki zawsze zwracały uwagę ludu Izraela na obecność Boga pośród nich. Ich Prawo i prorocy powtarzają na okrągło: chroni się ubogich, dba o sierotę i wdowę, uwalnia więźniów, obcy pośród nich ma być uszanowany, a przechodzień powitany w imię Boże. Jakość życia potrzebujących jest odbiciem płytkiej wiary w społeczności. A naród, szczególnie jego przywódcy i kapłani, bogaci i elita, są odpowiedzialni za ich potrzeby.

Życie społeczności kościelnej jest niezmiennie związane z jakością życia ludzi, którzy nie są mile widziani w społeczności, którzy są uznawani za zbędnych. Nigdy, przenigdy lud Boży nie może stać się taki, jacy byli jego panowie w Egipcie. Ubogi pośród nich będzie traktowany z szacunkiem należnym bliźniemu i Bogu. Takie jest przymierze. A ci, którzy są wierni, którzy słuchają słowa Bożego i stosują je w praktyce, są synami i córkami Boga, stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga.

Jednak znów przekręcają oni słowa Jezusa, które przekonuje ich o braku miłości i wiary, porażce w podążaniu za Prawem. Chcą, by każdy wymagał od nich jak najmniej, nawet Bóg.

Ale musimy uważać, by nie potępiać ludzi z czasów Jezusa. Koniec końców, przez długi czas mieliśmy przywilej poznania Jezusa i Ojca w osobie Ducha, ale jakie są nasze czyny? W czym pokładamy naszą wiarę? Naprawdę, nic na nie uprawnia do tego, żeby myśleć o sobie jako o lepszych od ludzi w tamtych latach, czy świętszych czy bardziej otwartych na objawienie Słowa.

Jezus mówi z mocą: „...wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu.” Wtedy ponownie atakuje Go lud, chcąc Go aresztować, ale im się wymyka. Pokazuje to dokładnie, co chcą oni zrobić z Bogiem: użyć Boga do uprawomocnienia własnej pozycji. Łatwo im przychodzi nie wierzyć i przerabiać słowa Boga w stwierdzenia, których łatwo użyć.

Jezus więc opuszcza ich i wraca przez Jordan na miejsce, w którym przedtem chrzcił Jan. Powraca do domu, w miejsce gdzie Duch zstąpił na Niego w pełni i w miejsce potwierdzenia słów Ojca: „To jest mój syn umiłowany, którego wybrałem. Jego słuchajcie.” I wielu przychodzi do Niego. Słuchali Go i patrzyli na Jego dzieła, i uwierzyli w Niego. Zapytamy więc sami siebie: czy nasze postępowanie objawia Słowo Boże w naszych sercach?

Jak donosi Phil McManus w Fellowship, grupa biednych kobiet, Meksykanek, udała się do stolicy, by prosić o uwolnienie swoich mężów. Zorganizowały post i modlitwę wigilijną na placu przed siedzibą rządu, po czym starały się o spotkanie z urzędnikami. Między nimi i jednym z urzędników, który je przyjął, odbyła się następująca rozmowa:

Urzędnik: Jaki cel ma ta cała akcja z modlitwą i postem? Dlaczego to robicie?

Kobiety: Ponieważ wierzymy.

Urzędnik: Nie jesteście w tym same; ktoś za wami stoi; ktoś poddał wam ten pomysł.

Kobiety: Tu ma pan rację. Nie jesteśmy same. Bóg jest z nami. Bóg za nami stoi i poddaje nam pomysły. Bóg daje nam mądrość.

Urzędnik: To jest sprawa sądowa, polityczna. Dlaczego mieszacie w to Boga?

Kobiety: Ponieważ Bóg jest z ubogimi.

Urzędnik: (prawdopodobnie czytał komentarze do Biblii napisane przez jakiś konserwatywnych teologów) Bóg nie czyni różnicy pomiędzy bogatym a biednym.

Kobiety: (które na pewno nie czytały Leonardo Boffa czy innych liberalnych teologów, ale mają pomoc, o której już wcześniej wspomniały) Skoro Bóg nie czyni różnicy pomiędzy bogatym i biednym, czemu czyni ją świat i traktuje nas gorzej?

Urzędnik: (tracąc cierpliwość) Dobrze, dobrze, przestańcie mieszać w to Boga; nie chcę już tego słuchać.

Kobiety: Tak, rozumiemy. Dla ciebie Bóg się nie liczy, bo zaufałeś pieniądzom. My nie mamy pieniędzy, dlatego zaufałyśmy Bogu.

Boże działanie może wpędzić nas w kłopoty. Wspomnijcie Jeremiasza. Wspomnijcie Jezusa. Wspomnijcie kobiety z Meksyku i wiele innych kobiet i mężczyzn, którzy objawiali serce Jezusa. Ojciec nazywa ich swoimi dziećmi, i oczekuje – nie, wymaga – że będą traktowani z godnością i szacunkiem.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

TOBIE POWIERZAM MOJĄ SPRAWĘ

Tobie, o Panie, powierzam moją troskę, Ty mię podtrzymasz (Ps 55, 23)

„Tak, słyszałem oszczerstwo ludu: «Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego». Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: «Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy... », lecz Pan jest przy mnie jako potężny mocarz, dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą” (Jr 20, 10-11). Lament prześladowanego Jeremiasza rozbrzmiewa w liturgii Wielkiego Postu jako wyraz cierpień Chrystusa odrzuconego, oczernionego, znienawidzonego aż do śmierci. Lecz w przeciwieństwie do Jeremiasza Jezus nie przyzywa pomsty ani nie stara się wymknąć swoim wrogom. Jeśli Ewangelia zaznacza kilkakrotnie, że „On uszedł z ich rąk” (J 10, 39), to dzieje się tak jedynie dlatego, że jeszcze nie nadeszła godzina naznaczona przez Ojca. I w oczekiwaniu, wśród gróźb, obelg i zasadzek Żydów Jezus nie zaprzestaje głoszenia Ewangelii, więc „wielu w Niego uwierzyło” (tamże 42). On wie, że czeka Go krzyż; wie, że wypowiedzi odnoszące się do Jego boskości oraz wskrzeszenie Łazarza rozgniewają jeszcze bardziej przeciwników i przyśpieszą wydarzenia, lecz spokojnie, z królewską swobodą prowadzi dalej swoje dzieło. Podtrzymuje Go ufność w Ojcu: „Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę” (Jr 20, 12).

„Tobie powierzyłem swą sprawę”. Taka jest postawa ufności wobec Boga; ona to powinna podtrzymywać chrześcijanina w godzinie cierpień i prześladowań. „Sługa nie jest większy od swego Pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20). Kto postanawia żyć szczerze Ewangelią, bronić prawdy, czynić dobrze, nie może uniknąć sprzeciwu tego świata, który przeciwstawia się Chrystusowi. Z dopustu Bożego zaś mogą się również przyłączyć cierpienia i niezrozumienie pochodzące z innego źródła, ze strony dobrych przyjaciół, krewnych czy innych, nawet najlepszych ludzi. Chrześcijanin nie gorszy się. Wie, że krzyż jest istotną cząstką dziedzictwa oraz naśladowania Chrystusa. Wie, że jak Chrystus zbawił człowieka przez krzyż, tak również człowiek wchodzi na drogę zbawienia i przyczynia się do zbawienia świata niosąc swój krzyż.

  • O Boże, Ty zachowujesz drogę krzyża dla tych, których szczególną miłością miłujesz; im więcej ich miłujesz, tym większe utrapienia na nich zsyłasz. Myliłby się ten, kto by sadził, że Ty dopuścisz do ścisłego współżycia z sobą miłośników przyjemności, a nie cierpień...
  • Wolą Twoją nie jest dawać nam bogactwa, rozkosze, honory i wszelkie inne rzeczy ziemskie. Nie taka skąpa jest miłość Twoja względem nas, byś nam dawał takie rzeczy!... Jeśli chcemy naprawdę przekonać się, jak obchodzisz się z tymi, którzy z głębi serca proszą Cię o spełnienie się w nich woli Twojej, zapytajmy Twojego Boskiego Syna, który zanosił do Ciebie tę prośbę w Ogrójcu... a Ty wypełniłeś ją w Nim, dając Mu boleści, męki, zelżywości i prześladowania, nakazując Mu je znosić aż do końca, dopóki życia nie dokonał przez śmierć na krzyżu. Oto co dałeś Temu, którego nad wszystkich umiłowałeś... dopóki jesteśmy na tym świecie, takich to darów nam użyczasz. A użyczasz ich wedle miary miłości, jaką nas miłujesz. Kogo więcej miłujesz, temu więcej tych darów udzielasz, kogo mniej, temu mniej, stosując się w tym do stopnia męstwa, jaki w nim widzisz, i do stopnia miłości, jaką Cię kto darzy. Jeśli miłujemy Cię bardzo, będziemy zdolni wiele wycierpieć dla Ciebie, jeśli zaś mało miłujemy, mało zdołamy cierpieć (św. Terenu od Jezusa: Droga doskonałości 18, 1. 2; 32, 6. 7).
  • O Jezu, podajesz mi kielich tak gorzki, że moja słaba natura cofa się przerażona. Lecz nie chce odsuwać warg od tego kielicha przygotowanego Twoją ręką... Ty mnie uczysz sekretu cierpienia w pokoju... kto mówi pokój, nie mówi radość albo przynajmniej radość odczuta. Chcąc cierpieć w pokoju, wystarcza tylko chcieć tego wszystkiego, co Ty chcesz. Aby być Twoją oblubienicą, Jezu, trzeba upodobnić się do Ciebie, a Ty jesteś krwią zbroczony i cierniem ukoronowany!
       Jakież to dla nas pocieszające, gdy myślimy, że również Ty, Boże mocny, poznałeś nasze słabości i drżałeś na widok gorzkiego kielicha, a przecież przedtem tak gorąco pragnąłeś wychylić ten kielich aż do dna.
       O Jezu, ileż to nas kosztuje dać Ci to, czego żądasz! A jednak, jak wielkie to szczęście, że tyle kosztuje. Niewysłowiona to radość, gdy dźwigając nasze krzyże odczuwamy swą słabość! Jestem daleka od tego, by narzekać na ciężar krzyża, jaki mi zsyłasz, nie mogę pojąć nieskończonej miłości, która skłoniła Cię do takiego względem mnie postępowania... Im większe jest nasze cierpienie, tym większa chwała nieskończona... O Jezu, nie chcę utracić doświadczenia, jakie mi zsyłasz. Jest ono kopalnią złota, z której mogę czerpać. Pragnę zabrać się do dzieła bez radości, bez odwagi, bez siły... pragnę pracować z miłości... (Św. Teresa od Dz. Jezus: List, 63, 184, 59).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 386

Do góry

Książka na dziś

Mówię Ci: Wstań! Przyjmij moc uzdrowienia

Mówię Ci: Wstań! Przyjmij moc uzdrowienia

KS. MICHAŁ OLSZEWSKI

Wśród licznych głosów pojawiających się w czasach, w których w Kościele na nowo budzi się wiara w Bożą moc uzdrawiania i uwalniania, łatwo się dziś pogubić. Obok pełnych mocy świadectw prawdziwego Bożego działania można usłyszeć wiele niesprawdzonych informacji czy nawet oszustw inspirowanych przez szatana. Ks. Michał Olszewski – uznany rekolekcjonista, ewangelizator i były egzorcysta, zaangażowany w posługę uzdrawiania i świetnie zorientowany w tematyce charyzmatycznej

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.