2 PAŹDZIERNIKA 2016

Niedziela

XXVII niedziela zwykła

Dzisiejsze czytania: Ha 1,2-3;2,2-4; Ps 95,1-2.6-9; 2 Tm 1,6-8.13-14; 1 P 1,25; Łk 17,5-10

Rozważania: Ewangeliarz OP, Oremus, ks. M. Pohl, ks. E. Staniek, O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Książka na dziś: Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj

Dzisiejsze czytania

(Ha 1,2-3;2,2-4)
Dokądże, Panie, wzywać Cię będę, a Ty nie wysłuchujesz? Wołać będę ku Tobie: Krzywda (mi się dzieje)! - a Ty nie pomagasz? Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i na zło spoglądasz bezczynnie? Oto ucisk i przemoc przede mną, powstają spory, wybuchają waśnie. I odpowiedział Pan tymi słowami: Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

(2 Tm 1,6-8.13-14)
Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! Zdrowe zasady, któreś posłyszał ode mnie, miej za wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie! Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.

(1 P 1,25)
Słowo Pana trwa na wieki, to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę.

(Łk 17,5-10)
Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary. Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Nieraz jak prorok Habakuk wołamy do Boga: Oto ucisk i przemoc... Krzywda mi się dzieje, a Ty nie odpowiadasz. Pan zachęca proroka, ale też każdego z nas, by w obliczu cierpienia wytrwać w wierze, złożyć w Nim całą nadzieję. Dla tego, kto wierzy, naprawdę nie ma nic niemożliwego: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze: «przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”. Wiara przeprowadza nas przez sytuacje, których po ludzku nie rozumiemy i przeciw którym się buntujemy. Kiedy przechodzimy je z Bogiem, w zawierzeniu Jemu, nie tylko nas nie zabijają, ale ostatecznie prowadzą nas do pełni życia, która jest w Chrystusie zmartwychwstałym.

Bogna Paszkiewicz, „Oremus” październik 2007, s. 32

Do góry

Ks. Mariusz Pohl

„Przymnóż nam wiary”

Kiedy Apostołowie prosili Chrystusa: „Przymnóż nam wiary”, to prawdopodobnie nie wiedzieli, o co prosili. I to chyba chciał im uświadomić Jezus – jak wielką moc mogą otrzymać do swej dyspozycji. Oczywiście, siła ta w żadnym wypadku nie powinna służyć popisywaniu się sztuczkami typu: „Morwo, przesadź się w morze”. Chrystus to nie David Coperfield: nie chce nas zabawiać, lecz zbawiać. I tak samo Kościół: nie jest instytucją rozrywkową ani magiczną pałeczką, lecz środowiskiem życia duchowego i drogą do Boga

W tym życiu i drodze, czynnikiem najważniejszym jest właśnie wiara. To dzięki niej możemy przebyć dystans nieporównanie większy i bardziej nieprawdopodobny, niż z parku na środek morza. Albowiem przepaści między doczesnością, a wiecznością nie da się pokonać w żaden dostępny człowiekowi sposób. Tylko Bóg może nas tam przenieść. O tym cudzie myślał Jezus, ale by się on urzeczywistnił, trzeba wiary o wiele większej niż ziarnko gorczycy. I to wiary właściwie rozumianej.

Zauważmy, że Jezus nawet u Apostołów nie znalazł takiej wiary. Chociaż przebywali oni z Nim na stałe, słuchali Jego nauk, byli świadkami Jego cudów – nie wystarczyło to jednak nawet na jedno ziarenko wiary. W porównaniu z nimi, my bylibyśmy zupełnie bez szans. A więc widocznie nie o taką wiarę chodzi, bo nikogo nie byłoby na nią stać. Nie ma być ona naturalnym osiągnięciem czy zasługą człowieka, lecz darem Bożym. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego stała się ona udziałem Apostołów.

I na takiej samej zasadzie może być naszym udziałem. Bóg daje ją każdemu, kto chce. Ale trzeba wyraźnie Bogu okazać swoją wolę przyjęcia daru wiary. Po prostu, człowiek musi zadecydować, że chce wiary, że potrzebuje Boga i Jego daru. Pierwszy impuls pochodzi zawsze od Boga i jest udziałem każdego, komu tylko przyjdzie do głowy choćby cień myśli o Bogu. Decydujące znaczenie ma wtedynasza reakcja: jeśli odpowiemy pozytywnie, rozpocznie się proces przymnażania wiary; jeśli człowiek swoją decyzją odrzuci Boży dar, wtedy łaska wiary zmarnuje się, jak ziarno, które pada na skałę.

I dlatego człowiek ponosi odpowiedzialność za to, co zrobi z darem wiary: wykorzysta go czy zmarnuje. Jeśli wykorzysta, i to pierwsze ziarenko wiary zakorzeni się w jego sercu, rozpoczyna się proces ugruntowania i wzrostu wiary. W procesie tym najważniejsza jest modlitwa. I to w różnorakim znaczeniu: jako czytanie, rozważanie i studiowanie Słowa Bożego, jako osobista rozmowa z Bogiem, trwanie we wspólnocie modlitwy czyli uczestnictwo w zgromadzeniu eucharystycznym, ufne przedstawianie Mu swoich potrzeb, szczególnie w zakresie dóbr nadprzyrodzonych.

Wejście na tę drogę pomnażania wiary jest obowiązkiem każdego wierzącego. W przeciwnym razie wiara – pozbawiona wzrostu i rozwoju – staje się martwa. Niestety, wielu chrześcijan trwa w stagnacji, poprzestając w zasadzie tylko na chrzcie i formalnych, pobożnościowych gestach. W dodatku wydaje się im, że to bardzo dużo, że i tak robią Panu Bogu wielką łaskę, że Bóg ani Kościół nie mają prawa wymagać niczego więcej, tylko cieszyć się z tego, co jest.

A może i my należymy do ich liczby? Może i nam wydaje się, że to Pan Bóg powinien biegać koło nas i dostosować się do naszych życzeń i rozmaitych „ale”, że to my możemy dyktować warunki, a Pan Bóg ma je spełnić, jeśli Mu na nas zależy? Warto się zastanowić, kto w naszym życiu jest ważniejszy: moje „ja” czy Bóg? Od tego zależy wszystko.

Ks. Mariusz Pohl

Do góry

Ks. Edward Staniek

„Przymnóż nam wiary”

Skończył studia, założył rodzinę, ceniono go w pracy. Dziś prawie że nie wychodzi z mieszkania. Chory, opuszczony przez żonę, dzieci i kolegów, szuka zapomnienia w butelce. Kiedy się upije, mówi o swoim nieszczęściu. Jego wyznań słucha opiekująca się nim siostra. Gdy wytrzeźwiał, postawiła mu pytanie: „A czy ja jestem szczęśliwa mając takiego brata?”. Odpowiedział z nutą smutku: „Tak, ponieważ ty masz wiarę”. W tej odpowiedzi zawarł wyznanie swego najgłębszego nieszczęścia. Nie jest nim ani choroba, ani rozbite małżeństwo, brak rodziny, kolegów, nałóg — jest nim brak wiary.

Rzadko kto odkrywa wielkość skarbu wiary. Rzadko kto dostrzega ścisły związek istniejący między szczęściem a zawierzeniem. Podświadomie wyczuwamy, że do szczęścia jest potrzebny ktoś, komu można zawierzyć, lecz rzadko kiedy szukamy oparcia w Bogu. Ludzie zawodzą, nawet wtedy gdy są pełni dobrej woli, zawodzą z racji swej słabości, ograniczoności, bezradności. Jedynie Bóg nie zawodzi. Jemu można zawierzyć całkowicie.

Często się sądzi, że wiara jest darem na wzór upominku imieninowego. Tymczasem wiara to trudne dzieło budowania zaufania. Z doskonaleniem wiary jest podobnie jak z budową połączenia między dwoma brzegami szerokiej i głębokiej rzeki. Pierwszy kontakt mieszkańców jednego i drugiego brzegu może mieć miejsce przy pomocy łodzi — ale nie jest to jeszcze połączenie. Ono może się dokonać przy pomocy fal radiowych lub telefonu, lecz jest to jedynie połączenie słowne. Tą drogą nic poza wiadomościami nie można przekazać. Prawdziwe połączenie dwu brzegów można osiągnąć dopiero przy pomocy kładki. Chcąc jednak przekazywać z jednego brzegu na drugi coś ciężkiego, potrzebny jest solidny most. O zaufaniu można mówić dopiero w chwili decyzji na budowę kładki. Jest to połączenie stałe. Od kładki do budowy solidnego mostu droga jednak daleka i trud niemały.

Obraz ten można zastosować zarówno w odniesieniu do doskonalenia zaufania drugiemu człowiekowi, jak i w odniesieniu do zawierzenia Bogu. Różnica polega jedynie na tym, że w zaufaniu człowiekowi most może być zniszczony zarówno z mojej, jak i z jego strony, natomiast w wypadku zawierzenia Bogu, może być zerwany wyłącznie przeze mnie. Bóg nigdy nie zawodzi, Jego brzeg jest zawsze w stu procentach pewny.

Każdy, kto zwraca się razem z Apostołami do Chrystusa z prośbą: „Panie, przymnóż nam wiary”, wyraża tym samym gotowość podjęcia pracy przy budowie mostu zaufania między sobą a Bogiem. Dokonuje się to zazwyczaj po pewnym okresie doraźnych kontaktów, w których Bóg wzywa do podjęcia prac nad doskonaleniem tego połączenia. Budowa solidnego mostu zaufania jest zawsze dziełem całożyciowym i tylko ten, kto wytrwa w jego budowie, odkrywa w momencie śmierci, że udało mu się połączyć doczesność z wiecznością, że przeniósł prawdziwy skarb doczesności w wieczność.

Modlitwa Apostołów jest prośbą, by Chrystus niepewną kładkę ich wiary pomógł im zamienić w mocny most. Każdy chrześcijanin jest na innym etapie doskonalenia wiary. Jedni radują się już pewnością solidnie zbudowanego mostu, inni trzęsą się ze strachu na bujającej się nad przepaścią kładce, a jeszcze inni prowadzą dopiero rozmowy z Bogiem na temat doskonalenia ich wzajemnego połączenia.

Budowa mostu zaufania Bogu stanowi najważniejsze zadanie w życiu człowieka. Ten, komu się to udaje, zostaje ocalony. Nie ma bowiem tak nieszczęśliwego położenia, ani grzechu, ani nałogu, ani dramatu rodzinnego, zawodowego, narodowego, by z niego nie było wyjścia, jeśli istnieje most łączący człowieka z Bogiem. Wspomniany na początku nieszczęśliwy człowiek, stojący wobec ruiny swego życia, miał całkowitą rację, gdy swej siostrze powiedział, że mimo wszystko jest szczęśliwa, ponieważ posiada wiarę. Gdyby on ją posiadał, dostrzegłby wyjście ze swej tragicznej sytuacji.

Ks. Edward Staniek

 

Dojrzałość w wierze

Apostołowie byli ludźmi wierzącymi, ale w bliskim kontakcie z Chrystusem, po pewnym czasie, doszli do wniosku, że ich wiara jest bardzo mała. Dlatego przyszli do Mistrza i prosili: „Przymnóż nam wiary”.

Wiedzieli, że wiara to fundament, i jeśli on będzie za słaby, o realizacji trudnych wymagań ewangelicznych w ogóle nie ma mowy. „Panie, przymnóż nam wiary”. W tej modlitwie Apostołów jest zawarta mądrość. Oni bowiem zaczęli odkrywać, co może dać Bóg, chcąc uszczęśliwić człowieka. Nie prosili o zdrowie, o przedłużenie życia, prosili o wiarę.

Chciałbym zwrócić uwagę na dwa pojęcia wiary, z którymi mamy do czynienia, a które nie zawsze są ustawione we właściwej harmonii. Mamy do czynienia z wiarą dziecka, które pamięta, że ojciec czy matka jest blisko. Dziecko ma swoje własne życie, ma świat zabawek, żyje obok rodziców. Rodzice troszczą się o wszystko. Dziecko wie, że ile razy będzie potrzebowało wsparcia, tyle razy może się zwrócić do swego ojca czy matki. Im bardziej dziecko kocha rodziców, tym usilniej zabiega o to, aby przebywało blisko, by rodzice byli w zasięgu jego wzroku, aby w każdym momencie mogło nawiązać z nimi kontakt.

W naszym podejściu do wiary często odnajdujemy tę postawę dziecka. My mamy swoje „klocki”, swoje „zabawki”. Czasami ta zabawa jest trudna, skomplikowana, bywa że chętnie rzucilibyśmy te „klocki” codziennego życia do kosza, ale ostatecznie to my budujemy nasze domy, nasz świat, pamiętając, że Bóg na nas patrzy. Kiedy się nam wszystko wali, gdy jesteśmy tym wszystkim przygnieceni, wtedy krzyczymy: Ratuj! I wówczas Bóg interweniuje. To jest nasz świat, a Bóg obok nas. Jeżeli Bóg zniknie, to czujemy się nieszczęśliwi. Jeżeli człowiek traci świadomość spoczywającego na nim wzroku Boga, gubi się w swojej samotności, zostaje bowiem ze swoimi „klockami”, które go ani nie uszczęśliwiają, ani nie mogą otworzyć przed nim perspektywy jakiejś nadziei.

Dziecko jednak dorasta, a gdy osiąga wiek dojrzały, zostawia klocki. Staje przed ojcem i powiada: „Tato, ja chcę z tobą współpracować. Ty masz swoje plany. Ja się chętnie włączę w twoje dzieła, bo wiem, że to, co chcesz uczynić, jest mądre. Ja nic lepszego nie wymyślę. Na własny rachunek życia rozgrywać nie zamierzam”. Odtąd zaczyna się współpraca. Ojciec powiada: „Dobrze, synu, mam dla ciebie pracę. Budujmy razem. To będzie nasze dzieło, moje i twoje”.

Ten etap wiary wygląda zupełnie inaczej, aniżeli wiara dziecka. Ta wiara sprowadza się do współpracy. W takim spotkaniu z Bogiem każde dzieło mojego życia jest owocem naszej współpracy. Każde dzieło przerasta moje możliwości. To jest wiara dojrzała. Takiej wiary szukali Apostołowie u Chrystusa. Oni wiedzieli, że w nich musi się dokonać przemiana.

Jeżeli nasza wiara się rozwija, to zmierza ona do współpracy z Bogiem. Wielkość wiary poznajemy po wielkości dzieł, które podejmujemy. Człowiek, który współpracuje z Bogiem, dokonuje dzieł większych aniżeli te, na jakie go stać. On sam zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby został sam, to absolutnie tego nie potrafiłby uczynić. Jeżeli może cieszyć się owocami swego trudu, to tylko i wyłącznie dlatego że nie jest sam, że współpracuje z Bogiem.

Na tym poziomie wiary nie ma już możliwości tracenia z oczu Boga, jak nie ma możliwości zapomnienia o tym, z kim niosę ciężką belkę. To jest świadomość współpracy. Cokolwiek podejmuję, nie podejmuję sam, Bóg dźwiga z drugiej strony. Gdyby On upuścił dźwigany ciężar, to ja momentalnie zostanę nim przywalony, bo sam nie potrafię go udźwignąć. Tu nie chodzi o świadomość wzrokowego kontaktu, lecz o świadomość bardzo bliskiej współpracy.

Wołajmy dziś wspólnie z Apostołami: „Panie, przymnóż nam wiary”. Daj nam odkryć szczęście ścisłej współpracy z Bogiem.

Ks. Edward Staniek

Do góry

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

„Panie, przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5)

Liturgia dzisiejsza jest ześrodkowana na temacie wiary. Prorok Habakuk (1, 2-3; 2, 2-4) żali się wobec Boga na opłakane warunki swojego narodu. Wewnątrz nieprawość, Izrael bowiem jest niewierny swojemu Bogu, a na zewnątrz przemoc i gwałt, bo kraj niszczą wrogowie. Stali się oni narzędziami sprawiedliwości Bożej, aby pokarać Żydów, chociaż byli nie mniejszymi niż oni grzesznikami. Jest to zgorszenie płynące ze zwycięstwa zła, które zdaje się niszczyć wszelkie dobro i pociągać do upadku nawet dobrych. Bóg na koniec odpowiada swojemu prorokowi przez widzenie, które ten ma jasno opisać dla nauki tych wszystkich, którzy dopiero przyjdą; Bóg zachęca do wytrwałości, ponieważ sprawiedliwości stanie się zadość, lecz w swoim czasie: „Jeśli się opóźnia, ty jej oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie”, bo „oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności” (tamże 3-4). Nauka dotyczy tak Izraelity, jak i chrześcijanina — wszystkich wierzących. Ważna w każdej okoliczności życia poszczególnych ludzi, narodów, Kościoła. Nawet kiedy wszystko tak się rozwija, jak gdyby Bóg tego nie widział lub nie istniał, trzeba być mocnym w wierze. Bóg może opóźniać swoją pomoc, lecz jest pewne, że wesprze tych, którzy wierzą w Niego i do Niego się uciekają. „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).

Drugie czytanie (2 Tm 1, 6-8. 13-14) rozwija inny aspekt wiary: odważne świadectwo dawane Chrystusowi i Ewangelii. Św. Paweł pisze do Tymoteusza: „Nie wstydź się świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga” (tamże 8). Niezłomny Apostoł, który dla wiary podejmował walki i ryzyka niezliczone, a uważał za wielką chlubę, że jest więziony dla Chrystusa, słusznie mógł zachęcać swojego ucznia i współpracownika, aby się nie lękał z powodu trudności, lecz cierpiał razem z nim dla Ewangelii. Chrześcijanin, który nie jest gotowy cierpieć dla swojej wiary, nie będzie mógł oprzeć się napaści nieprzyjaciół. To ludzka rzecz, że w pewnych okolicznościach rodzi się bojaźń lub strach, lecz zostaną one zwyciężone „według mocy Boga” i „z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka” (tamże 8. 14). Duch istotnie został dany wiernym, aby podtrzymywać ich słabość (Rz 8, 26) i uczynić ich zdolnymi wyznawać imię Pana (1 Kor 12, 3).

Rozważania te samorzutnie rodzą modlitwę, jaką zawiera dzisiejsza ewangelia: „Panie, przymnóż nam wiary!” (Łk 17, 5-10). By wierzyć bez wahania i pozostać wiernym Bogu i w przeciwnościach, i w czasie walk toczonych przeciw wierze, trzeba wiary wytrwałej, mocnej, jakiej tylko Bóg może udzielić. Apostołom, którzy kiedyś prosili o nią, Jezus mówił: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna (tamże 6). Oto obrazowy język oddający wszechmoc wiary. Jezus nie żąda wiele, żąda ziarnka wiary równego najmniejszemu ziarnku gorczycy, które nie większe jest niż główka od szpilki. Jeśli jednak wiara jest prawdziwa, żywa, płynie z przekonania, będzie zdolna do rzeczy bardzo wielkich, niepojętych z ludzkiego punktu widzenia. Jezus pragnie wychować swoich uczniów do wiary bez niepewności lub wahań, do wiary, która opierając się na mocy Boga, we wszystko wierzy, wszystkiego się spodziewa, odważa się na wszystko i trwa niezłomna nawet w okolicznościach przykrych i ciemnych.

Wszechmogący wieczny Boże, który w szczodrobliwości swojej miłości przewyższasz nasze zasługi i pragnienia, wylej na nas swoje miłosierdzie, przebacz to, czego lęka się sumienie, i dodaj to, czego modlitwa nie śmie się spodziewać (Mszał Polski: kolekta).

O Panie, Ty powiedziałeś, że wszystko jest możliwe dla wierzącego. Wiemy też, że spośród wszystkich cnót najlepsza i najmilsza Tobie jest wiara. W istocie to dzięki niej przygotowujemy się wejść do świętego świętych. Bez niej nawet Ty, Panie chwały, nie dokonałbyś na naszą korzyść Twoich przedziwnych cudów: zanim ich dokonałeś, chciałeś, aby nasza wiara dołączyła się do Twojej dobroci. A to dlatego, że wiara jest zdolna sama przez się dać życie, zaledwie Cię dotknie z bliska, o Panie. Zresztą Twoje błogosławione usta wypowiedziały te słowa: „Wiara twoja cię uzdrowiła”...
Istotnie, wiara nie większa od małego, pokornego ziarnka gorczycy ma moc przenosić wielkie góry do morza; my zaś otrzymaliśmy tę wiarę jako przewodnika, który otwiera drogę życia jako prawdziwy kult Boga. Ta wiara poprzez oczy duszy widzi bez wahania rzeczy przyszłe, nawet te zakryte... Ona jest złączona z miłością i nadzieją... Jeśli bowiem wierzę w Ciebie, również miłuję Cię, Panie, a równocześnie będę spodziewał się Twoich darów niewidzialnych (św. Grzegorz z Narek).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 281

Do góry

Książka na dziś

Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj

Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj

Mariusz Gajewski SJ

Książka Fałszywi nauczyciele. Sekty dzisiaj ks. dra Mariusza Gajewskiego jest pomocnym narzędziem w demaskowaniu duchowych dróg na skróty, którymi mamią współczesnego człowieka rozmaite sekty (…). Zawarta w książce wiedza jest niezwykle cenna dla rodziców, pedagogów i psychologów, którzy mogą przeciwdziałać potencjalnemu manipulowaniu przez grupy kultowe drugim człowiekiem, a w szczególności młodzieżą.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.