MEGAN MCKENNA
![]() |
| Megan Mckenna, Wielki Post - czytania na co dzień, Refleksje i opowieści, Wydawnictwo Mateusza, Bydgoszcz 2011 |
Księga Estery jest niezwykła pod wieloma względami. Po pierwsze, jest całkowicie poświęcona historii kobiety, która ratuje swój lud przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Wrogowie na królewskim dworze mają zamiar zniszczyć naród żydowski. Ta część historii to modlitwa Estery, w cierpieniu i strachu, do Jedynego który może jej pomóc. Jej pozycja w królewskim haremie, jako najpiękniejszej i najbardziej wpływowej żony, czyni z niej potencjalnego wybawcę uciskanego ludu. Modli się za siebie, ale za siebie jako część narodu, swego ludu i przodków. Pamięta swoje dzieciństwo i pierwsze próby zrozumienia Boga, który wybrał Izrael jako swój naród i lud, i dał im wieczne dziedzictwo, obiecując im siłę i bezpieczeństwo, nawet w obliczu katastrofy. Estera wzywa tego Boga swojego ludu, Boga obietnicy, by znów pamiętał o swym ludzie, i by pamiętał o niej. Modli się o odwagę, by postępować w interesie swego ludu.
Potrzebuje ona odwagi, siły i mocy Bożej, począwszy od mądrych słów w swoich ustach, by oczarować króla, „lwa”, jak go opisuje. Musi wejść do pieczary lwa, stanąć w jego obecności i odwrócić jego serce od nienawiści do jej ludu ku nienawiści do tych, którzy pragną ten lud zniszczyć. Jej modlitwa jest o to, co musi zrobić w interesie ludu. Wykaże się obywatelskim nieposłuszeństwem na rzecz swoich ludzi, ponieważ po swojej modlitwie ma zamiar sprzeciwić się prawu królewskiemu i wejść niezapowiedziana w jego obecność, by przemyślnie, przez święty podstęp, pokazać mu kto szuka zniszczenia społeczności żydowskiej.
Estera jest przywiązana do swojego ludu bardziej niż do własnego życia, a jej modlitwa jest bezpośrednia: „Ocal nas swoją mocą, i pomóż mi, która jestem samotna i nie mam nic prócz Ciebie, o Panie. Ty wiesz o wszystkim.” Zostanie wysłuchana, otrzyma odpowiedź i wspomożenie w swojej pracy na rzecz ludu. Będzie bezwzględna w znaczeniu „oko za oko, ząb za ząb”, gdy jej przeciwnicy zostaną złapani. Spiskowcy planowali powiesić Żydów, ale teraz ich zamiary zostaną wykonane na nich i na tych którzy sprzymierzają się z nimi, szukając zysku z zagłady Żydów. Estera jest dla swojej społeczności modelowym przykładem czystej sprawiedliwości, szczególnie w czasach, które tak desperacko jej potrzebują.
W czytaniach z ewangelii, Jezus mówi o modlitwie, o naszym nastawieniu w rozmowie z Bogiem. Nasze nastawienie wobec Boga musi być pewne, wierne i pełne nadziei, z powodu tego, że Bóg jest tym w którego wiarę wyznajemy. Nasz Bóg jest również Bogiem obietnic, siły, opieki nad ludźmi, obecności w czasach potrzeby. Jak Estera, mamy prosić, szukać, pukać i Bóg zaopatrzy, wskaże drogę i szeroko ją dla nas otworzy. Otrzymamy, znajdziemy i otworzymy się.
Jezus tłumaczy dokładniej Bożą troskę o nas i nasze potrzeby. Opowiada o ojcu, który daje swojemu synowi kamień, gdy ten prosi o chleb, lub jadowitego węża, gdy ten prosi o rybę. To oczywiście nie do pomyślenia. Relacja ojca z dzieckiem, nawet na ziemi, nie dopuszcza takiego makabrycznego zachowania. Nawet grzesznicy, samolubni i brutalni wobec innych, dają swym dzieciom to, co im potrzebne i co uważają za dobre. Czy więc jest zaskakującym, który jest Boskością wcieloną, który jest Ojcem wszystkich, da dobre rzeczy wszystkim którzy o nie poproszą?
Nasza modlitwa pokazuje naszą relację z tymi, których kochamy tu na ziemi. Te relacje miłości są słabą imitacją tego, jak kocha Bóg. I nawet jeśli zawiedziemy w naszej relacji miłości, Bóg tego nie robi. Jeśli uprzejmie prosimy w czyimś imieniu, tak ja Estera, jeśli wstawiamy się za innymi i wzywamy Boga, by zadbał o innych tak, jak dba o nas, Bóg odpowie. Bóg odpowiedział Esterze i uratował jej lud. Bóg użył jej, by pokazać boską troskę i ochronę nad Bożym ludem, wypełniając ponownie obietnicę daną swojemu narodowi wybranemu, swoim umiłowanym.
Modlitwa jest integralną częścią świętości, bycia uczniem i podążania za Jezusem. Całe życie Jezusa było modlitwą wstawienniczą za ludzi, za nas. Jest to również nasze powołanie jako uczniów: by modlić się za świat i wszystkich ludzi. Nie chodzi tu tylko o nauczanie modlitwy ludzi nam drogim: rodziny, przyjaciół i znajomych. Tu chodzi o zbawienie świata. Walter Wink w książce „Engaging the Powers” („Uwalniając Moce” przyp. Tłum.) trafnie to ujmuje:
Bez wątpienia nasze wstawiennictwo czasem zmienia nas, gdy otwieramy się na nowe możliwości których istnienia nie podejrzewaliśmy. Bez wątpienia nasze modlitwy do Boga wracają do nas jako boski rozkaz, byśmy byli odpowiedzią na modlitwę. Ale jeśli chcemy brać biblijne zrozumienie na poważnie, wstawiennictwo to więcej niż tylko to. Zmienia ono świat, a to jest możliwe tylko dla Boga. Tworzy wyspę względnej wolności w świecie pochwyconym przez bezbożne prawa. Pojawia się nowe pole siłowe, które dotychczas było jedynie potencjalne; jako efekt zmian w jednej części, zmienia się cała konfiguracja. W modlącej się osobie otwiera się szczelina, pozwalająca Bogu na działanie bez naruszania ludzkich praw. Zmianą jest nawet jedna osoba, która przemienia się na obraz Bożych możliwości, skutkiem tego co robi na świecie.
Jakie mamy możliwości, gdy cała społeczność, parafia, lub naród modli się, wstawiając się za tych którzy są w potrzebie, obcych czy nawet nieprzyjaciół? Estera uczyła się czynić sprawiedliwość, czystą sprawiedliwość, i jej modlitwa zatrzymała eskalację przemocy. Być może my, którzy jesteśmy nazywani uczniami Jezusa i nazywamy Boga Ojcem, możemy nauczyć się więcej niż tylko sprawiedliwości. Być może musimy się modlić o naukę łaski i łagodności w odpowiedzi na zło i nieprawość na świecie. To na krzyżu Chrystusa spotykają się łaska i miłosierdzie.
Tradycyjna modlitwa przed każdą stacją w drodze krzyżowej jest dobrym początkiem: „Wielbimy Cię, Panie Jezus Chryste, i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.” I możemy razem modlić się na kolanach, by wziąć nasz krzyż i iść za Jezusem, stąpając po Jego śladach, rozważając słowa modlitwy psalmisty z dzisiejszej liturgii:
Dawidowy.
Będę Cię sławił, z całego mego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich:
będę śpiewał Ci wobec aniołów.
Oddam Ci pokłon ku Twemu świętemu przybytkowi.
I będę dziękował Twemu imieniu
za łaskę Twoją i wierność,
bo wywyższyłeś ponad wszystko
Twoje imię i obietnicę.
Kiedym Cię wzywał, wysłuchałeś mnie,
pomnożyłeś siłę mej duszy.
Wszyscy królowie ziemi będą Ci dziękować, Panie,
gdy posłyszą słowa ust Twoich;
i będą opiewać drogi Pańskie:
„Prawdziwie, chwała Pańska jest wielka”.
Prawdziwie, Pan jest wzniosły i patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Gdy chodzę wśród utrapienia,
Ty zapewniasz mi życie,
wbrew gniewowi mych wrogów;
wyciągasz swą rękę,
Twoja prawica mnie wybawia.
Pan za mnie [wszystkiego] dokona.
Panie, na wieki trwa Twoja łaska,
nie porzucaj dzieła rąk Twoich!
(Ps 138)
Później modlimy się tym psalmem w liczbie mnogiej, świadomi tego, że należymy do siebie nawzajem w Panu, który nas zbawił.
Z czytań z proroka Ezechiela można wywnioskować, że istnieją tylko dwa rodzaje ludzi na świecie: ci, którzy odwracają się od zła ku dobru i mają życie i radość Pana; i ci, którzy odwracają się od dobrego ku złu, giną w swoich grzechach, a Bóg opłakuje ich stratę. Są dwie ścieżki, którymi możemy podążać: ścieżka dobrych i prawych uczynków, i ścieżka tych, którzy mają złamaną wiarę. Jedna prowadzi do życia, druga zaś do śmierci.
Ezechiel wyraża naszą reakcję: pozostaje ona niezmienna niezależnie od pokolenia czy kraju. Mówimy „Droga Pana nie jest fair!” Słuchaj, domu Izraela: czy to moja droga jest niesprawiedliwa, czy raczej wasze drogi są niesprawiedliwe?” My obecnie, tak jak ludzie współcześni Ezechielowi, łatwo to racjonalizujemy, byśmy mogli w naszym życiu lawirować, postępować właściwie, potem niewłaściwie, potem znów właściwie. Ale w rzeczywistości musimy mieć poczucie niepodzielności, jak strzała, która obiera stałą drogę, gdy raz zostanie wypuszczona z łuku. Dla tych, którzy należą do ludu Bożego, którzy zawarli przymierze z Bogiem, tak jak Izraelici i tych spośród nas, którzy zostali ochrzczeni w Imię Chrystusa i teraz mieszkają „w Bogu, ukryci w Chrystusie”, jest tylko jeden kierunek: droga wiodąca do domu i komunii z Bogiem i ze sobą nawzajem. Wybór innych rzeczy to złamanie wiary, obraza Boga, i zaprzeczanie naszym własnym słowom poddania Temu, który nas powołał.
Ten wybór to „albo, albo”. Nie może być to czasem „tak”, a czasem „nie” lub, co gorsza, „czy muszę wybierać teraz?” Być w relacji z Bogiem razem z innymi, którzy szukają Jego obecności, to być skupionym i zdeterminowanym, czystym w naszym wyborze na całe życie. Ten surowy język i pozornie szorstkie przypomnienie proroka sprawdzają naszą wierność. Czy jesteśmy wierni tylko wtedy, gdy jest to wygodne? Gdy jest łatwo i nie ma żadnych przeszkód? Gdy reszta świata, a przynajmniej krąg najbliższych przyjaciół, żyje z nami w zgodzie? Przecież możemy po prostu płynąć wraz z innymi. Czy też nasza wierność jest pełna zaangażowania, pasji, oddana, stała, ogarniająca coraz więcej dnia, rozszerzająca się jak kręgi na wodzie, gdy kamień wpadnie w jej głębię? Innym sposobem interpretacji tych pytań, jest zmiana słowa wierność na świętość. W ewangelii Jezus mówi swoim uczniom – nam – że nasza świętość musi przewyższać faryzeuszy i saduceuszy, w innym bowiem razie nie wejdziemy do Królestwa Bożego. Jezus brzmi tutaj równie surowo i strasznie jak każdy z proroków, którzy byli przed nim!
Jezus wie, że faryzeusze i saduceusze praktykują konkretną formę świętości, opartą na posłuszeństwie wobec Prawa. Pokazuje kilka praw, które są powszechnie akceptowane w jego społeczności religijnej, i rozwija ich znaczenie. Rozpoczyna od kwestii życia i śmierci, tak jak Ezechiel:
Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5: 21-22)
Jezus przesuwa granice tego, co nazywamy morderstwem. Jest to oczywiście fizyczne unicestwienie życia, ale są to również złość, nienawiść lub gniew, wyrażone w słowach, nastawieniu i zachowaniu, jak również w myślach o zniszczeniu i oddzieleniu. Jezus cały czas używał słowa „brat” – by podkreślić, że wszyscy spośród Jego uczniów są blisko spokrewnieni z Jego rodziną, i wszystkie istoty ludzkie są z Nim złączone tak blisko, jak rodzeństwo ze starszym bratem, a Bóg jest dla nich jak Ojciec. Informacja o takim pokrewieństwie z Jezusem zmienia podstawy naszych relacji z innymi i odpowiedzialności wobec nich.
Jakość naszych relacji musi być zbadana dokładnie, zanim złożymy naszą ofiarę na ołtarzu, ponieważ jeśli przypomni nam się, że ktoś ma coś przeciwko nam, wtedy musimy zostawić nasz dar i szybko pojednać się z tym kimś. Nie możemy marnować czasu. Pojednanie ma pierwszeństwo przed uwielbieniem. Właściwie nie jesteśmy w stanie uwielbiać, modlić się, przebywać w obecności Boga lub w społeczności, jeśli ktokolwiek z nas pozostaje w konflikcie z kimś innym. Pojednanie jest wstępem do każdego uwielbienia czy adoracji. Słowo „pojednanie” w języku greckim oznacza „iść znów razem”, i przykazano nam, byśmy byli w jedności, zanim staniemy przed obliczem Boga.
Jezus szerzej nakreśla proces pojednania, którego musimy się trzymać. Po pierwsze, musimy iść do tego z którym mamy się pojednać i nie możemy marnować czasu. To życiowy priorytet – by żyć w komunii, pokoju, sprawiedliwie z innymi. Musimy szukać pojednania, zanim staniemy przed sądem. W przychodzących po sobie osądzie i prowadzącej do potępienia karze, zauważamy, że Jezus mówi nie tylko o naszym postępowaniu tutaj na ziemi, ale mówi również o naszej relacji z Bogiem. „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.” (Ewangelia Mateusza 5:24-26)
Te słowa w ustach Jezusa brzmią brutalnie, przerażająco i oskarżycielsko, i są takie, szczególnie dla tych, którzy nazywają siebie chrześcijanami, tymi którzy podążają za światłem, niosą dobrą nowinę światu. Miejsce, w którym mamy relację z innymi, musi mieć dla nas najwyższe znaczenie, ponieważ najlepiej pokazuje ono, czy jesteśmy święci i cnotliwi według standardów, jakie stosuje w swoim sądzie Jezus. Wiąże się to ze świętością, wiernością, a słowa Jezusa rozpoczynają się od rozkazu, by „przewyższać” zamiar bycia świętym zgodnie z literą Prawa. Wszelka świętość zaczyna się od życia, jego ochrony, docenienia i pielęgnowania. Gniew, pogarda, obraźliwe słowa, stosowanie przemocy, celowe oddzielenie od innych i braki w człowieczeństwie zrywają więzi w rodzinie Jezusa, w której każdy ma prawo do przebaczenia, miłosierdzia i pojednania.
Rozkaz ten zawiera w sobie zarówno wezwanie do wyrzeczenia się, jak i element pozytywnego obdarowania. William Pen, jeden z ojców-założycieli kwakrów, powiedział: „Jeżeli istnieje dobroć, którą mogę okazać lub dobry uczynek, który mogę spełnić dla mojego współbrata, pozwólcie mi to uczynić teraz i nie powstrzymujcie czy zaniedbujcie go, ponieważ nie przejdę już tą samą drogą.” To postawa troski o dobro innych, o życie w pokoju z sobą nawzajem. Henry Wadsworth Longfellow powiedział: „Gdybyśmy mogli znać tajną historię naszych wrogów, znaleźlibyśmy w życiu każdego człowieka dostatecznie wiele smutków i cierpień, aby rozbroić wszelką wrogość.” Morderstwo, wściekłość, nienawiść, pogarda i nadużycie zasadzają się na postrzeganiu innych ludzi jako tak od nas różnych, że sprawiamy, że jako istoty ludzkie stają się nierozpoznawalni.
W królestwie Jezusa dehumanizacja innych jest grzechem przeciwko świętości, przeciwko życiu w cnocie wierności. Ludzie, których nienawidzimy, których w sercu mordujemy, którymi pogardzamy, są lustrem – w takim samym stopniu jak słowa w naszych duszach. André Gide mówił o tym: „Wiele zawdzięczam moim przyjaciołom, ale… jeszcze więcej moim wrogom. Prawdziwa osoba łatwiej zaczyna żyć kąsana żądłem niż dotykana z pieszczotą.”
Jezus pragnie sprawić, byśmy stali się odpowiedzialni za nasze czyny, co więcej, byśmy codziennie byli odpowiedzialni za wszystkich innych ludzi. Nie wolno nam stać przed Bogiem w pojedynkę i nie możemy oczekiwać, że zostaniemy wysłuchani, jeżeli nie chcemy uznać innych i stanąć wraz z nimi.
Cała sprawa ze świętością dotyczy czegoś więcej niż tylko cnotliwych czynów. Zbudowana jest na postawie łączenia uwielbienia dla Boga i współczucia dla siebie nawzajem. Jestesmy powołani, by traktować jedni drugich z takim samym szacunkiem, jaki okazujemy Bogu. Jednym z założeń jest posłuszeństwo prawu. Ale wzywa się nas, byśmy byli uważni na wszystko, co może prowadzić do naruszenia Prawa, zignorowania go lub pominięcia najniższego szczebla społecznego, który Prawo miało chronić. Nie jesteśmy uwolnieni od Prawa przez samo posłuszeństwo drogom Jezusa, ale przychodzimy bliżej do istoty Prawa, które świeci światłem Ducha i objawia głębię powierzchowności naszej świętości przed Bogiem i światem.
Psalm responsoryjny pokazuje naszą relację z Bogiem i innymi ludźmi z Bożej perspektywy: „Jeśli Ty, Panie obnażysz nasze grzechy, kto się ostanie?” To przyznanie się i wyznanie jest zarówno modlitwą jak i wejrzeniem w nasze własne miejsce przed ołtarzem Bożym, i sprawia, że pamiętamy każdego, kto może mieć coś przeciwko nam. Najwłaściwsza reakcja to bezzwłoczne pójść i pojednać się z Bogiem, którego odsunęliśmy na margines naszego życia i powrócić razem do ołtarza.
W pierwszym czytaniu Mojżesz przemawia do ludu. Jest to przemowa pełna obietnic i nadziei, ponieważ mówi o tym, kim jesteśmy, dając nam tożsamość, która może pozostać w nas w każdej sytuacji i okolicznościach. Mojżesz przypomina ludowi, że zostało zawarte porozumienie między nami a Bogiem, że mamy chodzić Bożymi drogami i w pierwszej kolejności zwracać należytą uwagę na głos Boży. Jesteśmy teraz własnością Boga, ludem który w szczególny sposób do Niego należy. Jeśli podążamy Bożymi drogami, zostaniemy wywyższeni w chwale, sławie i uznaniu przed wszystkimi innymi ludami, będziemy ludem świętym dla Pana.
W czytaniu tym nie mówi się o nacjonalizmie, ale o świętości i intymności. Bóg, jak się nam przypomina, stworzył wszystkie ludy, narody, ale wybrał jeden, z którym zawarł przymierze. Wybór Boży musi być pamiętany i uczczony z wielką pieczołowitością w posłuszeństwie prawom i przykazaniom. Boże obietnice dalece przekraczają wszystko, co mamy robić w Imieniu Bożym. Sprawiedliwe życie i pozostawanie w relacji z Bogiem przynosi radość i obfite życie. Lud Boży został wybrany by pokazywać innym narodom możliwości przeżywania życia w sposób, który Bóg oferuje wszystkim ludom. Ludzie poświęceni Bogu, są oddzieleni dla nadziei, wyobraźni i kreatywności, wyznaczeni do ogłaszania tego, jak można być człowiekiem w historii i pełni życia, w dziękczynienia i głębi tożsamości.
Początkiem tego uświęcenia, miejscem w którym doświadczamy nauki i inicjacji do przywileju relacji z Bogiem, jest pragnienie z całego serca, by poznać Boga, dzięki chodzeniu po drogach Pana. Pilność, stałość celu, prawość, dziękczynienie, życie bez winy, są pewnymi oznakami tego, że Bóg jest blisko nas i że inni zobaczą obecność Boga pośród nas.
Jezus, tak jak Mojżesz, wyzwoliciel i przywódca jego właśnie wybranego narodu, pragnie być pewny, by jego uczniowie wiedzieli na pewno czego On od nich oczekuje. Jezus zaczyna od istniejącego prawa „Będziesz miłował brata swego, a nieprzyjaciela będziesz mieć w nienawiści.” Początkowo to przykazanie może wydawać się strasznie, jest jednak w konkretny sposób ograniczone i skierowane do ludu, za który i Jezus i Mojżesz byli odpowiedzialni – ich własnego ludu, narodu, związanego przymierzem z Wszechmogącym. Jednak teraz Jezus przekracza granicę: „Ja wam mówię: kochajcie swoich nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. Nie może być ograniczenia w miłości; nie ma nikogo, za kogo możemy się nie modlić lub nie powierzać Bogu. Szczerze mówiąc, nowe kryterium nie dotyczy wyłącznie naszego kraju, narodu czy ludu, ale naszych prawdziwych wrogów, tak publicznych jak i osobistych.
Jeśli jesteśmy posłuszni przykazaniom Jezusa, udowadniamy ponad wszelką wątpliwość, że jesteśmy dziećmi naszego Ojca, gdyż słońce Boga wschodzi tak nad złymi jak i dobrymi. Deszcz Boży pada zarówno na sprawiedliwych jak i niesprawiedliwych. Jeśli kochamy tylko tych, którzy kochają nas, jaka w tym zasługa? Świat też tak postępuje. Prawdę mówiąc, ludzie o których nie myślimy najlepiej – grzesznicy, politycy, skorumpowane organizacje biznesowe, czy nasi wrogowie – też tak postępują. Jeśli mamy naśladować Boga, musimy być doskonali, tak jak Bóg jest doskonały! Brzmi to niemożliwie, wręcz oburzająco, a nawet naiwnie. W niektórych tłumaczeniach tego słynnego zdania słowo doskonały jest zamienione na współczujący lub święty. Być może w naszym społeczeństwie, które postrzega słowo doskonały w negatywnym świetle, te zastępcze słowa są bliższe temu, co zgodnie z nauką Jezusa mamy wyrażać naszym życiem.
Gdy byłam o wiele młodsza, to czytanie wywoływało we mnie bardzo sugestywny obraz. Chodziłam w pełnym słońcu po parkingu, palcu zabaw lub centrum handlowym i obserwowałam ludzi; niektórzy wygrzewali się w promieniach słońca lub tańczyli w promieniach słońca; inni nieśli z sobą mroczny cień lub chodzili w ciemnej, gęstej chmurze. Pomyślałam sobie, że straszliwym miejscem byłby świat, gdybyśmy cały czas widzieli, w jakim miejscu stoimy przed Bogiem, czy jesteśmy dobrzy czy źli! Fragment ten rozważałam ponownie spacerując w strugach deszczu, co uwielbiam robić godzinami. A co, jeśli deszcz padałby na nas tylko wtedy, gdy jesteśmy sprawiedliwi? Nie mielibyśmy wilgoci, nie odpoczęlibyśmy od kurzu, piasku i żwiru, dopóki nie bylibyśmy sprawiedliwi w oczach Boga. Nie mogłam wyobrazić sobie gorszego sposobu na przejście przez życie – obnażona, osądzona, doświadczająca osądu publicznie. Nie byłoby chwili luzu, wytchnienia, żadnej życzliwości ani azylu, w którym moglibyśmy ocenić nasz stan i zwierzyć się komuś. Dzięki Bogu mamy w zamian Bożą łaskę, zmiłowanie, miłosierdzie, gościnność, proste akty dobroci i uprzejme zaproszenie, by wrócić do domu – do słońca i deszczu, do Boga. Musimy się upewnić, że wszyscy inni wiedzą o tym, że to zaproszenie jest zawsze aktualne, drzwi są zawsze otwarte. Taki jest Bóg; musimy robić to samo i tak samo, gdy doświadczymy takiej łaski i troski. Musimy rozszerzyć taką uprzejmość i otwartość na wszystkich innych.
Bycie niedostępnym, tworzenie sobie wrogów, decyzja, że potraktuję każdą osobę z brakiem szacunku, lub odmówienie komuś przebaczenia, to przekleństwo. To pogarda okazywana Bogu. To okropny grzech. Umiłowanie swoich nieprzyjaciół jest równie naturalne jak Boża miłość do nas, ale tylko ze świadomością Bożej wrażliwości ten fenomen jest absolutnie oczywisty. To doświadczenie Boga, jak mawiała Simone Weil „to nie pocieszenie, to światło”. Być może są to dwie rzeczywistości: światło, które sprawia, że widzimy innych łagodnymi oczami Boga, i pocieszenie, że jedyny sposób, w który możemy odpowiedzieć na miłość, której doświadczamy w osobistym przeżyciu Boga, to patrzeć takimi oczami na wszystkie istoty ludzkie, a szczególnie na naszych nieprzyjaciół.
Jest taki cudaczny wiersz, podarowany mi kiedyś przez moją babcię, który to odzwierciedla:
SEN
Śniłem, że umarłem, a bramy nieba szeroko się rozwarły
uśmiechnięty anioł delikatnie wprowadził mnie do środka.
Tam, ku mojemu zaskoczeniu, były setki ludzi, których znałem jeszcze na ziemi.
Niektórych uważałem za nieprzydatnych i nic nie wartych.
Od razu słowa pełne gniewu przyszły do moich ust,
ale nigdy s nich nie wyszły.
Bo gdy spojrzałem wokół, zobaczyłem, że nikt tu na mnie nie czeka.
Autor nieznany.
Być może, że święty Augustyn modlił się do tego współczującego, idealnego ojca kiedy wreszcie zmądrzał i obrał sposób życia, którego wcześniej nie potrafił sobie wyobrazić czy uświadomić. Jest to życie człowieka, który zaakceptował to, że jest uczniem, przez co stał się synem lub córką Boga. Niall O’Brien w Isle of Hope, Isle of Tears opisuje doświadczenie w tylko jednym zdaniu: „Modlitwa to kontakt z Bogiem, i gdy jest prawdziwa, łaska Boga dotyka poszukujących Go i wypływa na ich bliskich, promieniując w nich Bożą łaską i miłością.”
To doświadczenie w modlitwie nie jest rzeczą jednorazową, jednak za pierwszym razem wydaje się być tak potężne, że które umniejsza wszystko to, co było wcześniej. Jednak gdy pojawia się ten kontakt z Ojcem Jezusa – Współczuciem, Ideałem, Wszechrzeczą – pojawia się jego pragnienie w duszy i świeże spostrzeżenie, że w naszym życiu brak tego kontaktu. W modlitwie chodzi o to doświadczenie, ale koniec końców chodzi o to, by dzielić się nim z innymi, którzy są równie zdesperowani jak my, by go zasmakować. Nie wolno nam czerpać z takiego Współczucia, i nie przykazywać go innym, szczególnie tym, których uznajemy za wrogów.
Św. Teresa z Avila pisała:
Modlitwa to nie tylko spędzanie czasu z Panem. Po części tym jest – ale
jeśli na tym się kończy, jest bezowocna. Nie, modlitwa jest dynamiczna.
Prawdziwa modlitwa zmienia nas – demaskuje, obnaża, wskazuje, gdzie
potrzebujemy wzrosnąć. Prawdziwa modlitwa nigdy nie prowadzi do
samozadowolenia, ale nas drażni, czasem nas niepokoi.
Prowadzi do prawdziwego poznania samego siebie, prawdziwej pokory.
Modlitwa sprawia, że widzimy wyraźnie, że nie ma wrogów. Są tylko inni ludzie, tacy jak my, i deszcz pada na nas wszystkich, sprawiedliwych i niesprawiedliwych; słońce ogrzewa nas wszystkich, dobrych i złych. Nawet ludzie uważani przez nas za okropnych, zaproszeni są do miłości Bożej. Szczęśliwie, nasze standardy nie są tymi, których używa Ojciec Jezusa. Modlitwa to miejsce na to, żeby się uczyć nowych standardów, opartych na nieskończonej Bożej łasce dla nas wszystkich, zaczynając od naszych nieprzyjaciół, a na nas kończąc.
© 1996–2012 www.mateusz.pl