Niedziela

Czwarta Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiejsze czytania

(2 Krn 36, 14-16. 19-23)
Wszyscy naczelnicy Judy, kapłani i lud mnożyli nieprawości, naśladując wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich i bezczeszcząc świątynię, którą Pan poświęcił w Jerozolimie. Pan, Bóg ich ojców, bez ustanku wysyłał do nich swoich posłańców, albowiem litował się nad swym ludem i nad swym mieszkaniem. Oni jednak szydzili z Bożych wysłanników, lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków, aż wzmógł się gniew Pana na swój naród do tego stopnia, iż nie było już ratunku. Spalili też Chaldejczycy świątynię Bożą i zburzyli mury Jerozolimy, wszystkie jej pałace spalili i wzięli się do niszczenia wszystkich kosztownych sprzętów. Ocalałą spod miecza resztę król uprowadził na wygnanie do Babilonu i stali się niewolnikami jego i jego synów, aż do nadejścia panowania perskiego. I tak się spełniło słowo Pańskie wypowiedziane przez usta Jeremiasza: "Dokąd kraj nie dopełni swych szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego zniszczenia, to jest przez siedemdziesiąt lat". Aby się spełniło słowo Pańskie z ust Jeremiasza, pobudził Pan ducha Cyrusa, króla perskiego, w pierwszym roku jego panowania, tak iż obwieścił on również na piśmie w całym państwie swoim, co następuje: "Tak mówi Cyrus, król perski: Wszystkie państwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios. I On mi rozkazał zbudować Mu dom w Jerozolimie, w Judzie. Jeśli ktoś z was jest z całego ludu Jego, to niech Bóg jego będzie z nim, a niech idzie!"

(Ps 137 (136), 1-2. 3. 4-5. 6
REFREN:Kościele święty, nie zapomnę ciebie

Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy,
płacząc na wspomnienie Syjonu.
Na topolach tamtej krainy
zawiesiliśmy nasze harfy.

Bo ci, którzy nas uprowadzili,
żądali od nas pieśni.
Nasi gnębiciele żądali pieśni radosnej:
"Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni syjońskich!"

Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską
w obcej krainie?
Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie,
niech uschnie moja prawica.

Niech mi język przyschnie do gardła,
jeśli nie będę o tobie pamiętał,
jeśli nie wyniosę Jeruzalem
ponad wszelką swoją radość.

(Ef 2, 4-10)
Bracia: Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia – łaską bowiem jesteście zbawieni – razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przeogromne bogactwo swej łaski okazać przez dobroć względem nas, w Chrystusie Jezusie. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.

(J 3, 16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(J 3, 14-21)
Jezus powiedział do Nikodema: "Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Wielki Post nie jest bynajmniej czasem smutku. Jest to przede wszystkim czas powrotu do tego, co pierwsze i najważniejsze w naszym życiu: do miłości Boga. Wszystkie wielkopostne praktyki pokutne o tyle mają sens, o ile służą otwarciu serca na przyjęcie darmowej miłości Boga, objawionej w Jezusie Chrystusie, bez której nie jesteśmy w stanie zrobić niczego dobrego. Mają nam one pomóc przyjąć miłość Boga i rozpoznać w sobie Jego dzieci. Ten, kto uwierzył miłości Boga, sam staje się jej znakiem dla innych przez wszystko, co robi i mówi.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 103

Do góry

 

Ks. Edward Staniek

Odważny uczeń Chrystusa

Nikodem obserwował działalność Jezusa, pilnie słuchał tego, co Mistrz z Nazaretu mówił. Był przekonany, że ma do czynienia z prorokiem. Chciał przeprowadzić z Jezusem osobistą rozmowę. Miał do Niego pytania. Wybrał się nocą i Jezus poświęcił Mu czas na spotkanie, na spokojną wymianę zdań. Celem tej rozmowy ze strony Jezusa było wezwanie Nikodema do szukania wartości wyższych niż doczesne. Chodziło o to, by skorzystał z tej niepowtarzalnej szansy spotkania z Synem Boga, który znał drogę do pełnego szczęścia.

Warunkiem zaś skorzystnia z tej szansy była wiara w dwie prawdy. Po pierwsze, należało uwierzyć w Chrystusa wywyższonego na krzyżu. Jezus chcąc pomóc Nikodemowi w zrozumieniu tej tajemnicy, odwołał się do miedzianego węża, jakiego sporządził Mojżesz na pustyni, chcąc ratować ludzi atakowanych przez jadowite węże. Spojrzenie na miedzianego węża, z woli Boga, zachowywało przy życiu Izraelitów.

Nikodem, jako nauczyciel żydowski, znał dobrze relacje o tym wydarzeniu zamieszczonym w Księdze Liczb i w oparciu o nie mógł zrozumieć sens „wywyższenia” Jezusa na krzyżu. Jest faktem, że Nikodem był lepiej przygotowany do przyjęcia śmierci Chrystusa na krzyżu niż Apostołowie. Będąc nauczycielem w Izraelu pierwszy dostrzegł sens zbawczej śmierci Chrystusa i dlatego w Wielki Piątek z niezwykłą odwagą stanął po stronie Skazańca, biorąc udział w Jego pogrzebie.

Druga prawda, którą Jezus przedstawia Nikodemowi jako warunek zbawienia dotyczy miłości Boga. Dostojnik żydowski dobrze zapamięta słowa Mistrza: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. W tym zdaniu Jezus ukazuje sam fundament chrześcijańskiej wiary, którym jest prawda o niepojętej miłości Boga. Ojciec dał Jednorodzonego Syna, Syn z kolei da swoje życie, a wszystko dlatego, że Bóg kocha świat. Nikodem dostrzegł w zbawieniu ofiarowaną przez Boga w Chrystusie Jego Miłość. Na twarzy Jahwe, Sprawiedliwego Sędziego, o którym mówią karty Starego Testamentu, Jezus ukazał uśmiech kochającego Ojca, pełnego miłosierdzia, który nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat przez Niego został zbawiony.

Nie wiemy, ile przeciwności musiał przeżyć ten nauczyciel ze strony faryzeuszy, którzy stanowili zdecydowaną opozycję wobec koncepcji życia religijnego przekazanej przez Jezusa. Nikodem miał odwagę samodzielnego myślenia. Potrafił się przeciwstawić presji opinii publicznej. Szukał prawdy. Jest to jedna z pięknych postaci Ewangelii. Kochał prawdę i „spełniając jej wymagania, zbliżył się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Odwaga rośnie na umiłowaniu prawdy. Nikodem decydując się na pierwszą rozmowę z Jezusem, wkroczył na drogę wewnętrznej pewności, której mu już nikt nie odebrał. Postępując zgodnie ze swoim sumieniem spotkał się z Jezusem, a umocniony tym spotkaniem dostosował swe postępownie do wymagań Ewangelii.

Ktokolwiek szuka prawdy i ma odwagę samodzielnie myśleć, wcześniej czy później spotka człowieka, który mu pomoże odnaleźć właściwe miejsce w życiu. Rozmowa z nim wypełni go pewnością, której fundamentem jest Bóg — Prawda w czystej postaci. Nikodemowe rozmowy stanowią jeden z zasadniczych wątków historii Kościoła. To w nich szukający ludzie odnajdują pewność swojej drogi życia. W nich również krystalizuje się chrześcijańska odwaga.

Ks. Edward Staniek

 

Błogosławiony dzień

Czytając przykazania podane na Synaju a zapisane w Księdze Wyjścia zastanawia fakt, iż tylko trzy z nich zostały zaopatrzone przez samego Boga w komentarz. Najobszerniejszy zaś dotyczy zachowania szabatu. Niejednemu człowiekowi wierzącemu wydaje się, że wszystkie inne są ważniejsze niż to.

Oto pełny zapis przykazania trzeciego: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszelkie zajęcia. Dzień zaś siódm<MI>y <D>jest szabatem ku czci twego Boga, Pana. Nie możesz przeto w tym dniu wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. Bo w sześciu dniach uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest na nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty” /Wj 20, 8-11/.

Nakaz jest niezwykle konkretny. Izraelici mają zachować pełny odpoczynek dnia siódmego i mają obowiązek stworzyć w tym dniu świat odpoczynku. Tam, gdzie przebywają, wszystko musi być objęte odpoczynkiem. Przykazanie obejmuje służbę, pracowników, cudzoziemców, a nawet bydło. Chodzi tu o stworzenie atmosfery odpoczywania, której nic nie zakłóca.

Jest rzeczą znamienną, że żadne z przykazań nie przypomina o obowiązku pracy, natomiast jedno z dziesięciu tak szczegółowo gwarantuje potrzebę odpoczywania. Człowieka bowiem nie trzeba zachęcać do pracy. Robota jest jego pokusą. Człowieka trzeba uwrażliwiać na potrzebę odpoczynku. Sam Bóg wiedząc o naszej skłonności do zapracowania się na śmierć, w dekalog wprowadził przykazanie domagające się odpoczynku.

Mojżesz zaznacza, że ten dzień odpoczynku Bóg „pobłogosławił i uznał go za święty”. Jedyny dzień tygodnia pobłogosławiony. Cóż to znaczy? Ten jeden dzień jest przeznaczony na odbiór z rąk Boga łask. Odpoczynek potraktował Bóg nie tylko jako przerwę w pracy, ale i jako przestrzeń potrzebną do spotkania się z Nim samym. Bóg chce się z nami spotkać w odpoczynku.

Z doświadczenia wiadomo, iż wrogiem numer jeden prawdziwej miłości jest pośpiech i zmęczenie. Jeśli kochający się ludzie nie mają dla siebie czasu, są zabiegani i zmęczeni, ich miłość szybko obumiera. Nie pomoże tu dobra wola, musi być czas na spotkanie, to spotkanie staje się odpoczynkiem, a odpoczynek dopełnia się w spotkaniu.

Bóg wiedząc o tym, że nasze szczęście, jest uzależnione od systematycznego spotkania z Nim, zarezerwował jeden dzień w tygodniu dla odpoczynku i dla spotkania z nami. To w tym dniu ubogaca nas swoją łaską na cały tydzień. Innymi słowy, kto nie spotka się z Bogiem w odpoczynku, na pewno nie spotka się z Nim w pracy.

Dzieje Izraela są ściśle uzależnione od zachowania szabatu. Zwraca uwagę na to prorok Jeremiasz: „Dokąd kraj nie wywiąże się ze swych szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego zniszczenia, to jest przez siedemdziesiąt lat” /2 Krn 36, 21/. Zlekceważenie szabatu doprowadziło naród do całkowitej klęski. Jeden dzień tygodnia Bóg zamienił na dziesięć lat kary. Klęska polityczna i gospodarcza miała swe źródło w łamaniu dnia świętego.

Ktokolwiek dokładniej śledzi sposoby walki z religią, ten z łatwością odkryje, iż jednym z istotnych odcinków tego frontu jest niszczenie dnia świętego. Można to osiągnąć dając za pracę w niedzielę wyższe zarobki, lub zmuszając do niej szantażem, ale można również organizować tak intensywne formy odpoczynku, że ludzie w poniedziałek są bardziej zmęczeni niż po tygodniu pracy.

Niedziela w zamyśle Boga ma być dniem odpoczynku, w którym dochodzi do osobistego spotkania człowieka ze Stwórcą. Szczęśliwy każdy, kto odkrył tajemnicę dnia Pańskiego i umie zanurzać swe serce w błogosławieństwie, jakim ten dzień jest wypełniony.

Ks. Edward Staniek

 

„Chwalcie Pana, bo dobry, bo Jego łaska na wieki” (Ps 136, 1)

Liturgia słowa nie przestaje czerpać z dziejów Izraela pouczeń o potrzebie nawrócenia oraz o miłosierdziu Bożym, które idzie za człowiekiem, by go doprowadzić do zbawienia. Mimo nieustannych niewierności Żydów, nawet ich przywódców i kapłanów, Bóg nie przestał posyłać „z troską i bez wytchnienia swoich posłańców, aby ich upominali, albowiem litował się nad swym ludem... oni jednak szydzili z Bożych wysłanników, lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków, aż wzmógł się gniew Pana... i nie było już ocalenia” (2 Krn 36, 15-16). Przyszła więc kara: zburzenie świątyni i przesiedlenie do Babilonu. Historia ta jeszcze dzisiaj, po tylu gorzkich doświadczeniach, ciągle się powtarza w życiu narodów, rodzin, jednostek. Im bardziej człowiek pozwala się opanować namiętnościom, tym więcej zamyka się na słowo Boże, odrzuca Jego wysłańców, przekręca prawdę, tłumi głos sumienia i kończy życie w niezgodzie z Bogiem, z sobą samym i z bliźnim. Oto przyczyna antagonizmów, podziałów, walk na wszystkich szczeblach.

Jest wielką łaską, gdy człowiek dochodzi do rozpoznania w tych klęskach kary Bożej za swoje przewinienia. „Gniew Pana”, o którym mówi Pismo, jest jeszcze objawem Jego miłosierdzia. Ono bowiem karze człowieka, by go doprowadzić do opamiętania.

Lecz Nowy Testament stwierdza, że obecnie Bóg karze człowieka dopiero wtedy, gdy wyczerpie względem niego najwyższe środki swojej nieskończonej miłości. „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na wskutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia” (Ef 2, 4-5). To jest ostateczny dowód miłosierdzia Bożego. Zamiast karać grzechy w człowieku niewdzięcznym i niepoprawnym, ukarał je w swoim Jednorodzonym Synu, aby człowiek wierząc w Chrystusa ukrzyżowanego, znalazł zbawienie. „Łaską jesteście zbawieni! — woła św. Paweł. — Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga” (tamże 5-8). Dar całkowicie darmo dany. Żadne stworzenie nie mogłoby się go nigdy spodziewać ani wysłużyć. I chociaż ten dar został dany całej ludzkości przed dwoma tysiącami lat, człowiek, by korzystać z jego dobrodziejstw, ma tylko uwierzyć w Chrystusa i przyjąć Jego Ewangelię. Bóg również Żydom ofiarowywał za darmo łaski zbawienia wówczas, gdy chcąc ich uchronić przed wężami jadowitymi, rozkazał Mojżeszowi wznieść na pustyni węża miedzianego. A człowiek ukąszony, patrząc na ten wizerunek, ratował się od śmierci. Lecz był to tylko nikły obraz zbawienia, jakie przyniósł Jezus, kiedy został wywyższony na krzyżu, „aby każdy, kto w Niego wierzy, miął życie wieczne” (J 3, 15). „Albowiem Bóg — ciągnie dzisiejsza ewangelia — nie posłał swego Syna na świąt po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (tamże 17). Sąd jednak będzie, lecz będzie taki, jaki sam człowiek wykona nad sobą, kto bowiem wierzy w Chrystusa, „nie podlega potępieniu”, podobnie jak „kto nie wierzy, już został potępiony” (tamże 18).

Kto odpycha Chrystusa Odkupiciela, kto Go odrzuca, sam się wyklucza ze zbawienia, a sąd Boży potwierdzi tylko jego wybór. „Przemożne bogactwo” łaski i dobroci Boga „względem nas, w Chrystusie Jezusie” (Ef 2, 7) mówi, jak wielka jest odpowiedzialność tego, kto odrzuca dar Boży lub lekkomyślnie go nadużywa. W istocie człowiek nie uczyni nigdy za wiele, by Go przyjąć z wdzięcznością, wiarą i miłością, na jakie zasługuje.

  • Wysławiamy Cię, Ojcze święty, bo stworzyłeś wszystkie swoje dzielą w mądrości i miłości. Ukształtowałeś człowieka na obraz i podobieństwo swoje i powierzyłeś mu cały świat, aby służąc Tobie samemu jako Stwórcy swemu rządził wszelkim stworzeniem.
       A gdy człowiek przez swoje nieposłuszeństwo stracił Twoją przyjaźń, nie pozostawiłeś go pod władzą śmierci, lecz w miłosierdziu swoim pośpieszyłeś z pomocą wszystkim ludziom, aby Ciebie szukali i znaleźli. Wielokrotnie zawierałeś przymierze z ludźmi i przez proroków pouczałeś ich, by oczekiwali zbawienia.
       Ojcze święty, tak umiłowałeś świat, że gdy nadeszła pełnia czasu, zesłałeś nam Jednorodzonego Syna swojego, aby nas zbawił. On to za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem, narodził się z Maryi Dziewicy, i był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. Ubogim głosił dobrą nowinę o zbawieniu, jeńcom wyzwolenie, smutnym radość. Aby wypełnić swój plan miłości, wydał się dobrowolnie na śmierć, a zmartwychwstając, zwyciężył śmierć i odnowił życie (Mszał Polski: czwarta modlitwa eucharystyczna).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 336

Do góry

Książka na dziś

Kochanie, wojny nie będzie. Przewodnik po komunikacji małżeńskiej

Kochanie, wojny nie będzie. Przewodnik po komunikacji małżeńskiej

MAREK BABIK, MARTA BABIK

Wspólna małżeńska podróż może być piękna, ale z pewnością nie jest beztroską sielanką. Kryzysy, nieporozumienia, sprzeczki, ciche dni oraz inne nieprzyjemne wydarzenia to naturalne etapy tej drogi. Gorzej, gdy wycofanie i brak reakcji na trudności doprowadza w końcu do katastrofy.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

12 MARCA 2018

Poniedziałek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Iz 65, 17-21)
Tak mówi Pan: "Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele i z jej ludu – radość. Rozweselę się z Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów płaczu ani krzyku narzekania. Nie będzie już w niej niemowlęcia, co miałoby żyć tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat, będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i mieszkać w nich będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce".

Ps 30 (29), 2 i 4. 5-6. 11-12a i 13b)
REFREN:Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie mój, Boże,
z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm, wszyscy miłujący Pana,
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament,
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(Am 5, 14)
Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli, a Pan Bóg będzie z wami.

(J 4, 43-54)
Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający. Jezus rzekł do niego: "Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie". Powiedział do Niego urzędnik królewski: "Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko". Rzekł do niego Jezus: "Idź, syn twój żyje". Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: "Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka". Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: "Syn twój żyje". I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Wielki Post to czas nawrócenia, odkrywania trudnej prawdy o sobie, a to bywa bolesne i może przyprawiać o smutek. Bóg jednak nie chce naszego smutku, a droga nawrócenia nie jest niczym innym, jak drogą do radości. Jesteśmy powołani do radości, która nie jest zależna od naszych emocji, samopoczucia, sukcesów itd. Jest to bowiem radość, która jest darem Boga, która jest udziałem w Jego radości i nie opuszcza nas nawet w momentach cierpienia.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 107-108

Do góry

 

Megan McKenna

W tym tygodniu zanurzamy się w ewangelię Jana, w cykl czytań, które pokazują Jezusa jako Światłość Świata, wykonującego wolę Ojca. Widzimy również reakcje tych, którzy zostali uzdrowieni, świadków Jego mocy, tych którzy Go odrzucili i tych którzy szukali sposobności by Go zabić. Tworzy się antagonizm, nie ma sposobu, by uniknąć wyboru, po której ze stron się opowiemy. Możemy być świadkami Jezusa, wysłanego przez Ojca i wypełnionego Duchem albo zagłębić się w naszej ślepocie i wesprzeć tych. którzy szukają okazji, by zabić Światłości, wspierając się mocami tego świata, złem i niesprawiedliwością. Nie jest to łatwy tydzień. Każde czytanie popycha nas bliżej do chwili, w której Krzyż nie może być ignorowany. Jest on na nas składany, jeśli stoimy z Jezusem.

Czytanie z Izajasza jest pełne światła, rozkoszy, radości i wiecznego życia. Zaczyna się zaskakująco, a jednak jest to wewnętrzna strona cienia, który rzucał Jezus, gdy chodził po świecie, nawet gdy świat próbował odebrać mu życie. To zapis stwarzania, historia tego co Bóg stworzy na nowo:

Albowiem oto Ja stwarzam
nowe niebiosa i nową ziemię;
nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów
ani na myśl one nie przyjdą.
Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze
z tego, co Ja stworzę;
bo oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele
i z jej ludu - radość.

To oczywiście jest zmartwychwstanie i odkupienie świata, nasycone obecnością Pana pośród nas. To co się stanie podczas sądu, odrzucenie i ukrzyżowanie Jezusa otworzy drzwi na świat skąpany w świetle i chwale. Jakość tego życia opisana jest w kategoriach długowieczności:

Nie będzie już w niej (w świecie nowego Jeruzalem) niemowlęcia,
mającego żyć tylko kilka dni,
ani starca, który by nie dopełnił swych lat;
bo najmłodszy umrze jako stuletni,
a nie osiągnąć stu lat będzie znakiem klątwy.

Kolejny opis żydowskiej nadziei jest bardziej znany:

Zbudują domy i mieszkać w nich będą,
zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce.

Jest to obraz proroka, zapewniającego tych, którzy są wierni, o trwałym pokoju, sprawiedliwości i o tym, że możliwe będzie radowanie się ze swoich dzieci, wnuków i prawnuków. Obiecuje wolność, by wielbić Boga z wdzięcznością, oddając pierwociny z winnicy i pola z radością jako ludzie, którzy mają rozkosz w Bogu.

Oczywiście, jest to również opis społeczności Jezusa, stworzonej i ukształtowanej przez Jego życie, śmierć, zmartwychwstanie i podtrzymywanej poprzez obecność Jego Ducha pomiędzy nami - pierwszego daru dla wierzących. Mamy być oazą, schronieniem dla wszystkich, którzy tęsknią do wytchnienia od płaczu, niesprawiedliwości i cierpienia będących efektem zła, które ktoś czyni. Rozpoczynamy ten czwarty tydzień Wielkiego Postu z wizją i obietnicą życia po śmierci, życia po chrzcie, życia zmartwychwstałego, do którego Bóg nas zachęca w jakimś wymiarze już teraz, pośród cierpienia i konfrontacji ze sprawami z przeszłości i starą ziemią.

Jezus podróżuje z Samarii z powrotem do Galilei, jednego z trudniejszych miejsc swojej misji, gdzie oczekiwania są wysokie, wiara płytka, a opór silny. Niektórzy ludzie myślą, że Go znają i wiedzą, skąd przyszedł, ale są oni ślepi. Mimo to witany jest przez tych. którzy byli na uczcie w Jeruzalem i widzieli wszystko co wtedy On uczynił.

Jezus Idzie do Kany, miejsca pierwszego znaku: zmiany wody w wino, miejsca gdzie położył fundamenty swojej nowej posługi. To jest tło drugiego znaku.

W Kafarnaum jest urzędnik królewski, którego syn jest chory. Gdy słyszy, że Jezus jest w Kanie, podróżuje do niego, błagając Jezusa, by uzdrowił jego dziecko, które jest bliskie śmierci. Odpowiedź Jezusa jest szorstka i gniewna: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie.” Znaki i cuda są dla niewierzących, ślepych, o zatwardziałych sercach, którzy nie chcą uwierzyć, póki nie zobaczą. Ale wiara urzędnika jest zaskakująca. Odpowiada, „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”; zwraca się do niego tak jak Samarytanka, a Jezus mu mówi; „Idź, syn Twój żyje.” Opis reakcji tego urzędnika mówi wszystko: „Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.” Ten człowiek był wierzący. Usłyszał Słowo Boże i był mu posłuszny. Teraz jest uczniem, który idzie za Jezusem. Idzie do domu jako ktoś, kto widzi, zbawiony, on i jego dziecko.

Zanim jeszcze dociera do domu, słudzy wychodzą do niego z wieścią, że syn żyje. Urzędnik pyta ich, o której godzinie stan syna się poprawił, a ich odpowiedź potwierdza jego posłuszeństwo i wiarę. Było to o tej samej godzinie, o której Jezus wypowiedział słowo poprzedniego dnia. I urzędnik uwierzył wraz z całym swoim domem. Teraz są już członkami społeczności.

Chrzest urzędnika i przyjęcie Jezusa jako Pana jest w pewnych aspektach paralelą historii człowieka ślepego od urodzenia. Słyszy on słowo i jest posłuszny. Wyrusza w swoją podróż i odkrywa w niej miarę mocy bożej w Jezusie i mocy Słowa, które jest wypowiadane. I rozszerza tę wiarę na innych.

Człowiek jest królewskim urzędnikiem, nie Żydem, i ma wiele do stracenia przez to że pojawia się publicznie z Jezusem. Ale jego rodzina, słudzy i współpracownicy wiedzą, że Jezus jest Panem. Ich życia są teraz życiami wdzięczności za uzdrowienie i życie. Mają udział w nowym stworzeniu, w winie królestwa obecnego na świecie w osobie Jezusa i w Jego wspólnocie. Wspólnota Jezusa jest otwarta na wszystkich; Jezus wita każdego, kto potrzebuje, prosi i jest posłuszny Jego słowu.

Znaki i cuda nie są przepustką do Jezusowej wspólnoty wierzących czy do Królestwa Jego Ojca, czy do mocy Ducha. To co jest pewne, to wiara i przestrzeganie reguł, i reakcja na słowo Boże. Mamy być posłuszni nie widząc, wierząc, że to co obiecał Bóg jest godne zaufania i warte, by oprzeć na tym wybory, jakich codziennie dokonujemy, szczególnie z innymi, którzy dzielą te same posłuszeństwo i nadzieję.

Psalm 30 i jego refren odzwierciedlają to doświadczenie urzędnika królewskiego (wszystkich nas, którzy jesteśmy powołani by ufać słowu Pana): „Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił.” To psalm kogoś nawróconego, zbawionego od grzechu i śmierci, i od tych którzy szukają sposobu na zniszczenie dobra na ziemi. Jest to pieśń uwielbienia tego, który jest wierny, który poznał łzy i który poznał Tego, który łzy obraca w taniec. To modlitwa trwającej wierności i modlitwa wszystkich nas, którzy zostaliśmy powołani, by dziękować Panu, naszemu Bogu, który nas ocalił.
Być może dzisiaj, gdy na nowo oddajemy się nadziei w słowo wypowiedziane nad nami, możemy modlić się z Thomasem Mertonem tą modlitwą o dobrą podróż.

Panie, Boże mój, nie mam pojęcie dokąd idę. Nie widzę drogi przed sobą. Nie
mogę być pewien, gdzie się ona skończy. Naprawdę nie znam siebie, a
fakt, że myślę, iż podążam za Tobą, nie oznacza, że rzeczywiście to robię. Ale
wierzę, że pragnienie, by Cię zadowolić, w istocie czyni Cię zadowolonym. I
mam nadzieję, że mam to pragnienie, we wszystkim co robię. Mam nadzieję, że
nigdy nie zrobię nic bez tego pragnienia. I wiem, że jeśli zrobię to, Ty mnie
poprowadzisz właściwą drogą, choćbym nic o niej nie wiedział. Dlatego
zawsze będę Ci ufał, ponieważ mogę wydawać się zagubiony w ciemnej dolinie.
Nie ulęknę się, bo Ty zawsze jesteś ze mną, i nigdy nie zostawisz mnie samego
wobec zagrożenia. (Myśli w samotności).

I być może musimy lepiej wsłuchać się w słowo, by odnaleźć swoją drogę – indywidualnie i razem w społeczności z innymi. Nauka niektórych rzeczy trwa całe życie. Ale musimy jedynie pamiętać, by zawsze słuchać, szczególnie w okresach rozproszenia, ponieważ głos Jezusa, Pana, prowadzi nas. Dzisiaj ten głos mówi: „Wróć do domu. Ty i ci których kochasz będą żyli.” Jest czas, byśmy poszli do domu i żyli tym nowym życiem, danym nam w chrzcie i w przebaczeniu i w słowie Bożym.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

RADOŚĆ I CIERPIENIE

„Obym, Panie, wspólnie cierpiał z Tobą po to, by wspólnie z Tobą mieć udział w chwale” (Rz 8, 17)

„Oto ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię;... będzie radość i wesele na zawsze... już się nie usłyszy odgłosu płaczu ni krzyku narzekania” (Iz 65, 17-19). Proroctwo ukazuje, w przenośni, szczęśliwość czasów mesjańskich, kiedy położenie Izraela będzie całkiem odmienione, przywrócona zostanie przyjaźń między Bogiem a Jego narodem. Również Ewangelia zapowiada przyjście Zbawiciela jako „wielką radość, która będzie udziałem całego narodu” (Łk 2, 10), przede wszystkim radość duchową, mającą wyraźny oddźwięk także w ukojeniu i pocieszeniu tylu ludzkich cierpień. Cuda Jezusa uzdrawiającego chorych i wskrzeszającego umarłych są tego dowodem. Jezus jednak nie przyszedł, aby przynieść posłannictwo o szczęśliwości ziemskiej czy wznowić na tym świecie erę, z której zostanie wykluczony wszelki płacz i wszelkie cierpienie. Przyszedł raczej wziąć na siebie cały ciężar cierpienia ludzkiego i przemienić je w środek zbawienia, a więc szczęśliwości wiecznej w błogosławionej ojczyźnie. Dopiero tam „nie będzie już ani żałoby, ani krzyku, ani trudu” (Ap 21, 4). Życie człowieka odkupionego przez Chrystusa jest zadatkiem tej szczęśliwości bez końca. „Radość wielka”, jaką przyniósł Jezus, jest tak prawdziwa, że może przejść przez wszelkie cierpienia, a nie będzie przez nie stłumiona. Owszem, Jezus wskazał właśnie w cierpieniach podjętych z miłości ku Bogu drogę prowadzącą do błogosławieństwa: „Błogosławieni ubodzy, którzy się smucą, którzy łakną, którzy cierpią prześladowanie” (Mt 5, 3-10).

Tajemnica paschalna Chrystusa jest splotem cierpienia i radości, śmierci i zmartwychwstania. Życie chrześcijanina, wypływając z tej tajemnicy i opierając się na niej, odtwarza jej cechy charakterystyczne. Jak tajemnica paschalna nie kończy się na męce i śmierci Chrystusa, lecz przez cierpienie i śmierć dochodzi do szczytu radości zmartwychwstania, tak życie chrześcijańskie przez utrapienia na ziemi stale kieruje się ku radości wiecznej. Chrześcijanin doświadcza twardej rzeczywistości cierpienia, nie ma jednak pesymistycznej wizji życia, wie bowiem, że wszelkie cierpienie jest środkiem bezcennym, łączącym nas z męką Chrystusa, a zatem również z Jego zmartwychwstaniem.

  • Panie, Boże mój, do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił. Panie, wydobyłeś dusze moją z niebezpieczeństwa śmierci; przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu. Śpiewajcie Panu, wy, Jego słudzy, wychwalajcie pamiątkę Jego świętości. Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwile, a Jego łaskawość przez całe życie. Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem okrzyki radości...
       Wysłuchaj, Panie, zmiłuj sitę nade mną; bądź, Panie, dla mnie wspomożycielem; smutek mój obróciłeś w radość. Wór pokutny rozwiązałeś mi i opasałeś mnie weselem, dlatego serce moje nie milknąc będzie Ci śpiewało! Panie, Boże mój, będę Cię wysławiał na wieki (Psalm 30, 2-6. 11—13).
  • O Emanuelu, Boże z nami... aby być z nami w cierpieniu, przysiągłeś być blisko każdego, kto ma serce pełne bólu. Nadejdzie dzień, kiedy porwani na obłoki pójdziemy na spotkanie z Tobą i tak pozostaniemy zawsze razem, bylebyśmy tylko teraz starali się mieć Cię za towarzysza podróży, który odda nam naszą ojczyznę niebieską, lub raczej byśmy mieli Cię jako drogę, a Ty wówczas będziesz ojczyzną naszą.
       Dobrze jest dla mnie, Panie, cierpieć, bylebyś tylko Ty był ze mną; przenoszę to nad królowanie bez Ciebie, nad używanie przyjemności bez Ciebie, nad chwałę bez Ciebie. Jest lepiej dla mnie łączyć się ściśle z Tobą w cierpieniu, posiadać Cię w tyglu doświadczenia niż pozostawać bez Ciebie, nawet w niebiosach. Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Kogo prócz Ciebie mogę pragnąć na ziemi? (Ps 72, 25). Złoto doświadcza się w ogniu, a sprawiedliwych w utrapieniu cierpienia. Tutaj, Panie, tutaj Ty jesteś z nimi; tutaj Ty jesteś obecny pośród tych, którzy gromadzą się w imię Twoje...
       Dlaczego się lękamy, dlaczego się wahamy, dlaczego usiłujemy uciec od tego utrapienia? Prawda, że ogień się wzmaga; lecz Ty, Panie, jesteś z nami w cierpieniu. Jeżeli Ty jesteś z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 3)). Jeśli Ty nas oswobodzisz, któż nas wyrwie z Twojej ręki? Kto potrafi wydrzeć nas z Twojej ręki? Jeśli Ty wreszcie okryjesz nas chwałą, któż zdoła nas pohańbić? (św. Bernard).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 342

Do góry

Książka na dziś

Święta codzienność

Święta codzienność

KS. KRZYSZTOF POROSŁO

Kluczowym pytaniem, które stawiam sobie od wielu lat, a które stało się źródłem powstania tej książki, jest kwestia relacji, jaka zachodzi między liturgią a życiem konkretnego człowieka, między świętymi celebracjami a naszą codziennością. (…) Jak uczynić liturgię czymś najważniejszym w życiu i jak sprawić, aby całe życie było liturgią, a więc piękną pieśnią chwały dla Boga?

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

13 MARCA 2018

Wtorek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Ez 47, 1-9. 12)
Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była zwrócona ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną, i poza murami powiódł mnie do bramy zewnętrznej, zwróconej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza. Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę: sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył jeszcze tysiąc łokci: był tam już potok, którego nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka, była to woda do pływania, rzeka, której nie można było przejść. Potem rzekł do mnie: "Czy widziałeś to, synu człowieczy?" I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki. Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: "Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, a wtedy wody stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostają przy życiu: będzie tam też niezliczona ilość ryb, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo".

Ps 46 (45), 2-3. 5-6. 8-9)
REFREN:Pan Bóg Zastępów jest dla nas obroną

Bóg jest dla nas ucieczką i siłą,
najpewniejszą pomocą w trudnościach.
Przeto nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia
i góry zapadły w otchłań morza.

Nurty rzeki rozweselają miasto Boże,
najświętszy przybytek Najwyższego.
Bóg w nim przebywa, a ono się nie zachwieje,
Bóg je wspomoże o świcie.

Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest naszą obroną.
Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana,
zdumiewające czyny, których dokonał na ziemi.

(Ps 51 (50), 12a. 14a)
Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i przywróć mi radość Twojego zbawienia.

(J 5, 1-16)
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: "Czy chcesz wyzdrowieć?" Odpowiedział Mu chory: "Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną". Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!" Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: "Dziś jest szabat, nie wolno ci dźwigać twoich noszy". On im odpowiedział: "Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje nosze i chodź". Pytali go więc: "Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?" Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: "Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło". Człowiek ów odszedł i oznajmił Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że czynił takie rzeczy w szabat.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Woda sama z siebie nie ma żadnej mocy uzdrawiania, ani fizycznego, ani duchowego. Tym, kto uzdrawia, jest Jezus Chrystus. Czyni to mocą Ducha Świętego, poprzez ustanowione przez siebie znaki sakramentalne. Nasze odrodzenie przez chrzest z wody i z Ducha Świętego nie jest wydarzeniem zamkniętym w przeszłości. Chrzest to otwarcie bijącego źródła w naszym sercu, którego wody, jak w proroctwie Ezechiela, mają dotrzeć do naszych najbardziej mrocznych głębin, do tego, co w nas najbardziej chore, poranione, zeszpecone przez grzech. Nawrócenie to jakby odkopywanie tego źródła, aby mogło w nas bić coraz intensywniej.

Maciej Zachara MIC, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2003, s. 111

Do góry

 

Megan McKenna

Świątynia Pana była źródłem i podstawą ludu żydowskiego, wyznacznikiem ich życia i źródłem powodzenia. Naród i jego życie obracały się wokół geograficznej lokalizacji tego budynku i jego najbliższego otoczenia. Było to centrum życia liturgicznego z jego okresami ofiarnymi, modlitwą, uwielbieniem, ale było to również centrum życia ekonomicznego, politycznego i społecznego. Jeruzalem – całe miasto było Świątynią, a jego sercem były wewnętrzne dziedzińce, gdzie wstęp mieli jedynie kapłani podczas składania codziennych ofiar. Hebrajskie pisma zawierają położenie i opis Świątyni, jej rozmiaru i ornamentowania nawet w najmniejszych szczegółach. Położenie nacisku na najmniejsze szczegóły, nawet na długość i szerokość belek, pokazuje głęboki szacunek oddawany miejscu przebywania Tory i Najświętszemu ze Świętych.

W wizji Ezechiela widoczne są cześć i szacunek dla Świątyni. Anioł Pana eskortuje proroka do wejścia Świątyni, gdzie ten widzi wodę płynącą od podnóżka Świątyni na wschód. Źródło wody znajduje się pod kamieniem na ołtarzu. Później zostaje zaprowadzony na zewnątrz, by zobaczyć jak anioł odmierza wodę. Anioł, jak się zdaje, sprawdza długość i szerokość wody, która staje się rzeką; prorok sprawdza głębokość. Wchodzi on do wody, najpierw tylko do kostek, potem do kolan, pasa, aż w końcu tak głęboko, że, aby ją przejść, prorok musi płynąć.

Wtedy anioł pyta go: „Widziałeś to synu człowieczy?”. Na końcu, Ezechiel zostaje zabrany z powrotem na ziemię i każe się mu usiąść. Anioł jest wytrawnym nauczycielem, daje prorokowi lekcję, a później nakreśla mu znaczenie i rzeczywistość tego, co się dzieje. Ezechiel widzi drzewa rosnące na brzegach rzeki. Anioł wyjaśnia mu, że rzeka płynie do morza, a jej moc oczyszcza i zmienia słoną wodę w słodką. Sama obecność rzeki pomnaża życie. Szczególnie wpływa na drzewa owocowe, których liść nie więdnie, a owoc nie spada. Każdego miesiąca przyniosą świeże owoce, który służyć będą ludom ziemi za pokarm i lekarstwo. Wszystko to dzięki wodzie, która karmi ich korzenie – wodzie, która wypływa z sanktuarium Świątyni.

Wizja mocy, nadziei, odnowy i obfitego życia. Życie reaguje na obecność, na moc, która rodzi się z samego jej istnienia. To woda, która ocala, oczyszcza, uzdrawia, odżywia, zawsze stara się wyjść poza granice i limity, dotknąć i odnowić wszystko na swej drodze. Wszystko czego dotyka, rozkwita. Sprawia, że ziemia jest bujna, dojrzała i owocna, jest znowu jak ogród Eden, ziemia obiecana, niebo na ziemi.

Afro-amerykańska społeczność, ludzi niegdyś będących niewolnikami, śpiewała pieśń o tej części Pisma z dziką radością, oczekiwaniem i pewnością że Bóg ich uwolni i poniesie w wodzie do pełni i świętości. Brodzenie w tej wodzie stwarza taniec wolności i zbawienia od choroby, słabości, zła i bólu tego życia. Podczas Wielkiego Postu to czytanie jest jak świeża bryza na skórze tych którzy idą smagani wiatrem pustyni.

Psalm 46 wskazuje na to, jakie jest znaczenie owej rzeki:

Pan Zastępów jest z nami,
Bóg Jakuba jest dla nas obroną

Rzeka jest siłą, zawsze obecną pomocą w czasach utrapienia. Dostajemy bardziej szczegółowe przypomnienie:

Odnogi rzeki rozweselają miasto Boże -
uświęcony przybytek Najwyższego.
Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje;
Bóg mu pomoże o brzasku poranka

Zdumiewające czyny Boga na ziemi obejmują stworzenie, niesłabnącą łaskę i rzeczy które jeszcze ujrzymy i których doświadczymy. Ta rzeka, która rozwesela miasto Boga, jest Bogiem. Boża obecność przepływa przez miasto, przez święty przybytek Boga.

W Ewangelii Jana świętym przybytkiem Boga nie jest już budynek świątynny i jego obszar, ale osoba Jezusa, który dokonał wspaniałych czynów, które uszczęśliwiły miasto i lud Boży. Tak jak Ezechiel, podziwia obecność Bożą pośród ludu, szukając ciągle sposobności, by dać życie, uzdrowienie i siłę. Więc z okazji postu, Jezus idzie do Jerozolimy i udaje się do Sadzawki Owczej, nazywanej Betesda, zaopatrzonej w pięć krużganków, otoczonej chorymi ludźmi. Przez wiek, tradycja mówiła, że wody w Świątyni są uzdrawiające. Raz na jakiś czas anioł poruszał wodę, i każdy, kto wtedy wchodził do sadzawki, był uzdrawiany. To miejsce rozpaczy, tęsknoty, potrzeby i ludzkiego cierpienia.

Jest tam pewien człowiek, chory od trzydziestu ośmiu lat, którego widzi Jezus. (Pamiętaj, że jest to tydzień widzenia, zaglądania w głębię serc ludzkich, badania ich stanu) A gdy Jezus go widzi, zadaje mu pytanie „Czy chcesz być zdrowy?” Co dziwne, człowiek nie odpowiada od razu, z entuzjazmem zgadzając się z Jezusem. Zamiast tego wykręca się od odpowiedzi, mówiąc, że nie ma nikogo, by go wprowadził go do sadzawki, gdy woda jest poruszana. Zanim sam się do niej doczołga, ktoś inny dociera tam przed nim i, krótko mówiąc, zostaje z niczym. Odpowiedź Jezusa na wymówkę tego człowieka jest natychmiastowa i rozkazująca, a nawet gwałtowna. „Wstań! Weź swoje łoże i chodź!” I człowiek natychmiast jest uzdrowiony, podnosi swoją matę i chodzi. Zrobione. Słowo zostało wypowiedziane. Pragnienie Jezusa i moc Jego słowa uzdrowiły i zmieniły rzeczywistość.

Ale stało się to w szabat. Niektórzy ludzie od razu zareagowali na czyn Jezusa, mówiąc uzdrowionemu mężczyźnie, że nie wolno mu nosić swojego łoża w szabat. Człowiek ten jest szczery, i znów tłumaczy się mówiąc: „To ten który mnie uzdrowił, powiedział „Weź swoje łoże i chodź”'. Zapytany o to, kto go uzdrowił, nie potrafił odpowiedzieć. Jak człowiek ślepy od urodzenia - nie miał pojęcia, kim jest Jezus, mimo że przebywał w Jego obecności, został przez niego uzdrowiony, radykalnie przeniesiony do nowego życia przez Jego słow. W tym czasie Jezus wymknął się z tłumu.

Później Jezus podchodzi do tego człowieka, tak jak podszedł do człowieka, który urodził się niewidomy, i mówi mu wprost: „Pamiętaj, teraz zostałeś uzdrowiony. Nie grzesz więcej, aby coś gorszego Ci się nie przytrafiło.” W odpowiedzi na upomnienie Jezusa, człowiek ten powraca do Świątyni i informuje tych, którzy wcześniej go pytali, że to Jezus go uzdrowił. A ponieważ Jezus uczynił te wspaniałe rzeczy w szabat, w dzień uwielbienia Boga, ludzie zaczynają go prześladować.

Historia ta jest spokojna, smutna, i podszyta surową rzeczywistością zła i grzechu. Obecność Jezusa i Jego słowo są strumieniami, które rozweselają miasto Boga, i przynoszą życie i odświeżenie wszystkim żywym stworzeniom. On jest obecnością Świętego pośród nas i z konieczności, wbrew naszym wymówkom, wszyscy jesteśmy powołani, by uzdrawiać i dano nam godność i moc, by wstać i iść w nowym życiu. Wszyscy jesteśmy upominani, by nie wracać do naszych starych wymówek, przyzwyczajeń i stylu życia, ale by nie grzeszyć więcej, by coś gorszego się nam nie przytrafiło.

Niestety, przyjęcie chrztu, przebaczenia, uzdrowienia i Ducha Bożego, poznanie Bożej obecności i bycie odnalezionym Jezusa, nie oznacza, że pójdziemy tą drogą. Być może człowiek odszedł z powrotem do swojego starego życia. Jesteśmy zdolni do tego samego: szukania wymówek, bycia opornymi na głębokie zmiany i wracania do swoich starych dróg grzechu i zwiedzenia, zamiast chodzić drogami wody naszego chrztu, drogami ucznia Jezusa, drogami krzyża. Dostaliśmy ostrzeżenie i wizję. To my musimy zdecydować, czy widzimy chaos i nieporządek, czy na proces nawrócenia, jak mówił psalmista:

Przyjdźcie! Oto są uczynki Pana,
zdumiewające rzeczy które uczynił na
ziemi.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

MOC UZDRAWIAJĄCA I OŻYWIAJĄCA

O Panie, łaskawość Twoja nad nami potężna, a Twoja wierność trwa na wieki (Ps 117, 2)

Ezechiel podziwiał w proroczym widzeniu zdrój wody wypływającej z prawej strony świątyni. Woda ta płynąc powiększa się stale i posiada taką moc użyźniającą, że gdziekolwiek płynie, niesie wszędzie życie. „Dokądkolwiek dotrze ta woda, wszystko będzie uzdrowione, i dokądkolwiek potok płynie, ukaże się życie” (Ez 47, 9).

Nawet martwe morze, dzięki tej wodzie staje się zdrowe, napełnia się rybami, zaś otaczający je step pokrywa się wszelkiego rodzaju drzewami. Oto obraz uzdrawiającej i ożywiającej skuteczności łaski, która wypływa z przebitego boku Chrystusa, aby oczyszczać i uświęcać każdego człowieka, łączącego się z Panem przez wiarę. Widzenie Ezechiela wiąże się z symbolem wody, tak częstym w Nowym Testamencie, a zwłaszcza w ewangelii św. Jana. Przywodzi nam na myśl wodę, jaką Jezus obiecał Samarytance przy studni, wodę w Siloe, w której niewidomy od urodzenia obmył się i odzyskał wzrok, albo też wody w Betesda, gdzie Jezus uzdrowił paralityka.

To ostatnie zdarzenie skłania nas do zastanowienia się nad niemocą człowieka w stosunku do życia nadprzyrodzonego. Paralityk czekał na uzdrowienie trzydzieści lat. Sam nie mógł dojść do wód uzdrawiających w sadzawce, nie znajdował bowiem nikogo, kto by go w niej zanurzył. Lecz woda to tylko znak, a moc uzdrawiająca kryje się w Chrystusie; to On uzdrawia i zbawia. Na Jego słowo „ów człowiek wyzdrowiał natychmiast, wziął swoje łoże i chodził” (J 5, 9). Coś podobnego dzieje się w sakramentach, które są znakami i przekaźnikami łaski. Kościół udziela ich, lecz tylko Chrystus działa przez nie, zbawia i uświęca. Człowiek może i powinien starać się uwolnić od grzechu, lecz środkiem najbardziej skutecznym jest sakrament, w którym Chrystus obmywa wiernego swoją krwią. Winien przykładać się do nabywania cnoty, lecz nic nie pomnoży w nim bezpośrednio miłości tak wyraźnie jak Eucharystia, w niej bowiem Chrystus karmi go swoim ciałem. W sakramentach dobra wola człowieka spotyka się z działaniem Chrystusa i zostaje umocniona uświęcającą mocą Jego łaski.

  • Bądź błogosławiony, o mój Stworzycielu i Panie! Nie gniewaj się, że mówię do Ciebie jak mówi ranny do lekarza, a cierpiący do tego, kto go może pocieszyć, jak ubogi do bogacza obfitującego we wszystko.
       Ranny mówi: O, lekarzu, nie pogardzaj mną, bo jestem ranny, przecież ty jesteś moim bratem.
       O Pocieszycielu najlepszy, nie pogardzaj mną, bo jestem w ucisku, lecz daj odpocznienie mojemu sercu, a zmysłom pociechę.
       Biedak mówi: Ty jesteś bogaty i niczego nie potrzebujesz, spojrzyj na mnie, bo jestem bardzo osłabiony wskutek głodu. Zwróć na mnie swe spojrzenie, jestem bowiem nagi, i okryj mnie szatą, abym się ogrzał.
       Dlatego tak Cię błagam: O Panie, wszechmocny i najlepszy, patrzę uważnie na rany moich grzechów, jakimi od dzieciństwa zostałam zraniona; plącze, bo czas spędziłam bezużytecznie. Siły moje nie są dostateczne, by znieść trud, wyczerpały się bowiem na marnościach. Lecz Ty jesteś źródłem wszelkiej dobroci i miłosierdzia, zaklinam Cię wiec, byś mi okazał litość i miłosierdzie; zaklinam Cię, byś się zmiłował nade mną. Dotknij mego serca dłonią Twojej miłości, bo Ty jesteś najlepszym lekarzem, pociesz duszę moją, boś Ty jest prawdziwym pocieszycielem (św. Brygida).
  • Daj mi żyć, o Boże mój, w ogołoceniu, wówczas wszystko będzie mi smakować, opróżnij mego ducha i pamięć z wszelkiego stworzenia, abym zasmakował tylko w Tobie... lub lepiej, niech Cię nie smakuje, bo słowo to jest miłe. Niech żyje w tym ogołoceniu, w tym twardym nic, uroczystym, tajemniczym, w nim jest wszystko, którym jesteś Ty, do niego tęskni i wzdycha dusza, by się z Tobą zjednoczyć. O Boże mój, nie potrafić tego wyrazić, lecz umieram z pragnienia zjednoczenia i wiem, że Ty tylko przez czystość jednoczysz się z duszą... Słyszę w duszy Twoje słowo: “nic zabierajcie nic”, a ja czuję, że niosę zbyt wielki ciężar, i to mi sprawia smutek, a doprowadziłoby mnie pewnie do rozpaczy, gdybym nie wiedział, że Ty w miłosierdziu swoim wspomagasz tego, kto Cię szuka (G. Canovai).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 345

Do góry

Książka na dziś

Świadectwo. Dziennik duchowy (miękka oprawa)

Świadectwo. Dziennik duchowy (miękka oprawa)

ALICJA LENCZEWSKA

„Każdego prowadzę drogą dopasowaną do jego możliwości. Maksymalnie optymalną. Dlatego drogi są różne i nie można komuś zazdrościć jego drogi, jego doznań czy łask. Każdy otrzymuje to, co dla niego najwłaściwsze i najlepsze, choćby wydawało się inaczej. Wy nie macie pełnego rozeznania. Dlatego musicie Mi ufać i godzić się na to, co czynię w waszym życiu. Godzić się z radością i ufnością, bo jest to najlepsze ze wszystkiego, co mogłoby być”.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

14 MARCA 2018

Środa

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Iz 49, 8-15)
Tak mówi Pan: "Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą. A ukształtowałem cię i ustanowiłem przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj, aby rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: "Wyjdźcie na wolność!”, a marniejącym w ciemnościach: „Ukażcie się!” Oni będą się paśli przy wszystkich drogach, na każdym bezdrzewnym wzgórzu będzie ich pastwisko. Nie będą już łaknąć ani pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów. Wszystkie me góry zamienię na drogę i moje gościńce wzniosą się wyżej. Oto ci przychodzą z daleka, oto tamci z północy i z zachodu, a inni z krainy Sinitów. Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi". Mówił Syjon: "Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał". "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie!"

(Ps 145 (144), 8-9. 13-14. 17-18)
REFREN:Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(J 11, 25a. 26)
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.

(J 5, 17-30)
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam". Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Zmartwychwstanie to pryzmat, przez który powinniśmy słuchać nauki Chrystusa i starać się ją zrozumieć. Żydzi prześladowali Jezusa, bo oceniając Go, nie potrafili oderwać się od kryteriów Prawa, od probierza posłuszeństwa przepisom i zwyczajom. Bluźnierstwem było według nich nazwanie Boga Ojcem, a niezachowywanie spoczynku szabatu zuchwalstwem i lekceważeniem świętości. Jezus zaś uczy o swoim Ojcu, który jest źródłem życia, który wszystko podtrzymuje w istnieniu (działa także w dzień szabatu), z którym On sam jest ściśle zjednoczony. Wiara w Zmartwychwstałego prawdziwie daje życie wieczne.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 119

Do góry

 

Megan McKenna

Zapowiedź Izajasza zdradza szczegóły tego, co Bóg dla nas zrobi. Wydaje się, że nie ma ograniczeń dla zasięgu Jego działania. Jest czas przywilejów, łaski i ducha, dzień zbawienia. Jest to czas odnowienia ziemi, by zaludnić spustoszony kraj jego dziedzicami, uwolnić więźniów, pokazać błądzącym w ciemności światło. Bóg pocieszy i okaże łaskę cierpiącym, a nawet przygarnie osierocone dzieci z matczyną miłością. I choćby matka zapomniała o swoim dziecku, Bóg nie zapomni. Jest to czas na radość, by nawet góry zaśpiewały pieśń z powodu miłości, jaką Bóg wylewa na stworzenie.

Ten opis pokazuje Boga jako bliskiego, zatroskanego o nas, Boga który nie okazuje surowości, zmiennych nastrojów czy braku łagodności. Taka charakterystyka Boga znana był przywódcom i nauczycielom Izraela, tak jak Bóg Mojżesza i Prawo. Zachowywana była równowaga, jednak ludzie często mają tendencję to tego, by ograniczać Boga do wymiarów przydatnych dla ich własnych planów. Ale tradycja jest bogata, a Jezus jest dziedzicem pism proroków i Prawa, historii i psalmów, i objawia Boga w głębi swojego nauczania.

W Ewangelii Jezus mówi: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam.” Odpowiedź? Ludzie chcą Go zabić! Najpierw szukają okazji, by Go zgładzić, bo działa w szabat – uzdrawia, naucza, dotyka nietykalnych. A po drugie, mówi o Bogu jako własnym Ojcu, czyniąc w ten sposób siebie samego równym Bogu. Dokładnie tak! Izrael znał Boga jako Ojca, jako Matkę, jako Kogoś pełnego czułej troski, łaski, współczucia i siły. Jezus podjął tę tradycję i zastosował ją wobec siebie i całego Izraela, przypominając im o pasji Boga dla ludu i realności tego, że Bóg nigdy ich nie zapomni. Bóg zawsze o nich myśli. Są oni „źrenicą w oku swego Ojca”; przebywają w cieniu Bożych skrzydeł, a Ojciec wynosi ich jak orły na wysokości. Bóg tak bardzo ich kocha. A oni nie chcą takiego Boga.

Odpowiedź Jezusa to obraz czeladnika terminującego u mistrza, syna idącego za ojcem, robiącego tylko to, co widzi, że robi Bóg. Jezus opisuje siebie jako naśladowcę Boga, swojego Ojca: jaki ojciec, takie dziecko, możemy robić to samo i być tacy sami. Mówi, że oni jeszcze niczego nie widzieli. Przyjdą większe rzeczy. Ojciec podnosi z martwych, daje życie, więc i Syn robić będzie to samo.

Jezus zna Boga, i Jego uczynki mają pokazać nam Boga, przypomnieć nam, tak jak przypominali wszyscy prorocy, że Bóg to więcej niż jakikolwiek opis, więcej niż słowa, więcej niż nasze osobiste doświadczenie, więcej niż to czym chcemy lub wymagamy by był. Musimy wziąć pod uwagę Izajaszowy opis dzieł Bożych i zanurzenie w ból i problemy narodu wybranego. Bóg nie jest tylko Bogiem, którego chcemy, stworzonym na nasz obraz. W Jezusie dowiadujemy się wszystkiego, co możemy wiedzieć o Bogu w ludzkich kategoriach.

Jezus mówi im – i nam – o Bogu. Powiada:

Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi,
aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu.
Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.

Ten obraz nie wydaje się tak zaskakujący dla nas, ponieważ znamy go od dziecka. Być może jednak jest to sposób, by stał się bardzo wyrazisty.
Przyjaciele wysłali mi list, w którym opisali wizytę w San Salvador, w trzecią rocznicę podpisania porozumień pokojowych, co formalnie rzecz biorąc zakończyło dwunastoletnią wojnę. Pisali o rozpoczęciu długiego procesu i ciężkiej drogi, którą Salvadorczycy przeszli w tej dekadzie okropieństw i terroru, zabójstw i zaginięć

Prawdziwy początek tej współczesnej podróży sięga śmierci ojca Rutilo Grande i reakcji na tę śmierć nowowybranego arcybiskupa. Jeden z kapłanów z diecezji zdaje relację: Czterech lub pięciu kapłanów stało razem w nocy, kiedy popełniono morderstwo. Wszedł biskup Romero. Niewinnie jak dziecko, zapytał, „Powiedz mi proszę, co muszę zrobić by być dobrym biskupem?” Jeden z kapłanów powiedział, „To proste. Jeśli spędzisz siedem dni w tygodniu w San Salvador, będziesz spędzał swój czas na wysłuchiwaniu i popijaniu herbatki z ludźmi żyjącymi w wygodzie. Zmień ten przepis. Spędzaj sześć dni na wsi pośród campesinos a jeden dzień tutaj. Wtedy będziesz dobrym biskupem”. Arcybiskup Romero odpowiedział: „Możesz więc zmienić moje plany”. Następnego dnia, w swojej homilii dla przyjaciela, Rutilio Grande, Biskup Romero powiedział: „Ten, kto dotyka jednego z moich księży, dotyka i mnie!”

Jezus stara się byśmy zobaczyli, że Bóg jest tak blisko nas, że dotknąć jednego z ludzi Bożych to dotknąć Boga. To wcielenie, dobra nowina, wiadomość od Boga w Jezusie. To nadzieja, i sąd. Zmienia całą historię dla wierzących. Jezus kontynuuje: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą.” Obecność Jezusa w świecie to osąd, i to jak świat reaguje na Jezusa, sprowadza osąd. Zawsze było to tradycją: zbawienie dla sprawiedliwych, a potępienie dla tych, którzy uzurpują sobie władzę Boga bądź ją niszczą. Jezus jest stanowczy w jednej rzeczy: „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.”
Relacja Jezusa z Ojcem polega na słuchaniu; Jego osąd oparty jest na tym, jak rzeczy postrzega Bóg. Dzieła Boże są opisane przez Izajasza i powtórzone w psalmie responsoryjnym: „Pan jest łagodny i miłosierny”(Psalm 145). To jest podstawa sądu. Czy czynimy uczynki ojca, jak Jezus? Czy jesteśmy nieskorzy do gniewu? Czy postępujemy z wielką łagodnością? Czy jesteśmy współczujący dla wszystkich? Czy jesteśmy święci i wierni w naszym postępowaniu? Czy podnosimy wszystkich, którzy upadają i pomagamy wstać z kolan tym, którzy na nie upadli? Czy jesteśmy sprawiedliwi na wszystkich naszych drogach? Czy jesteśmy blisko wszystkich tych, którzy wzywają imienia Boga, szczególnie biednych i tych w potrzebie, i czy jesteśmy szczerzy w naszej modlitwie? To podstawa sądu Jezusa nad nami, praca którą Ojciec powierzył Jemu, swemu Synowi, wcielonemu Słowu, człowiekowi pośród nas.
Będziemy osądzeni przez Jezusa na podstawie naszego postępowania. Ale powiedziano nam w czytaniu z Izajasza, że mamy zacząć od śpiewu, od radowania się w Bogu. To dobre miejsce, by zacząć. W książce Elie Wiesel’a „The Oath” (Przysięga) Rebbe mówi: „Poprzez pieśń, wspinasz się do najwyższego pałacu. Z tego pałacu możesz mieć wpływ na wszechświat i jego więzienia. Pieśń w Drabinie Jakuba zapomniana na ziemi śpiewana przez aniołów. Śpiewaj, a pokonasz śmierć; śpiewaj, a rozbroisz przeciwnika.” Śpiewajmy, śpiewajmy litanię wszystkich tych, którzy wykonywali dzieło Boże i szli przed nami w wierze, naśladując Jezusa, który naśladował Ojca.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

DROGA ŻYCIA

Panie, cierpienie obracasz w radość; wyrzeczenie w zmartwychwstanie życia (Ps 30,12; J 5,29)

Bóg nie stworzył człowieka dla cierpienia, dla wyrzeczenia, lecz dla szczęśliwości, dla życia; nie dla szczęśliwości i życia przemijającego na ziemi, lecz dla wiecznego, nieustającego, jakie można znaleźć tylko w Nim. Zmysły ludzkie nie mogą Boga dosięgnąć, bo rzeczy ziemskie uciskają człowieka i pociągają ze wszystkich stron, skłaniając go, by w nich szukał swej szczęśliwości. Dlatego trzeba kierować i umartwiać zmysły, ujarzmiając nieuporządkowane skłonności do radowania się i do szukania przyjemności w stworzeniach. Św. Jan od Krzyża od tego, kto pragnie osiągnąć pełność życia w Bogu, wymaga, zgodnie z Ewangelią, aby przyzwyczajał się stopniowo wyrzekać się „wszelkich upodobań, jakie nasuwają się zmysłom, jeśli nie zmierzają wprost do czci i chwały Bożej... dla miłości Jezusa Chrystusa, który w tym życiu nie chciał ani nie miał innego upodobania oprócz pełnienia woli swego Ojca i to nazywał swoim pokarmem” (Dr. I, 13, 4). Należy więc pokładać swą radość i upodobanie nie w przyjemnościach zmysłowych, zadowalających egoizm, miłość własną, przywiązanie do stworzeń; trzeba ją pokładać w woli Boga i w tym, co się Jemu podoba. Człowiek duchowy winien starać się zmienić kierunek swojej radości, odwracając ją od dóbr ziemskich, a zwracając stanowczo do Boga, aby móc powtórzyć za Jezusem: „Zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8, 29). Jezus mówiąc o swoim posłannictwie stwierdzał: „Sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który mnie posłał” (J 5, 30). Podobne sądy chrześcijanina, jego postępowanie i wybory jakich dokonuje, są słuszne, jeśli szuka zawsze i we wszystkim woli Bożej, tego co się Bogu podoba i przynosi Mu chwalę, nawet jeśli dzieje się to kosztem jego natury i wymaga rezygnacji. I chociaż człowiek pozbawia się wielu przyjemności zmysłowych, ziemskich, to jednak zdobywa coraz większą wolność ducha, która mu pomaga tak używać rzeczy i tak kochać stworzenia, aby nie oddawać się im w niewolę ani nie zatrzymywać na nich w drodze do Boga.

  • O Panie, być Twoim uczniem znaczy to być całkowicie Twoim, należeć do Ciebie bez podziału, być doskonale zjednoczonym z Tobą, tworzyć jedno z Tobą i nie żyć już, lecz pozwolić, abyś Ty żył w nas; to jest doskonałe zjednoczenie z Tobą. O Boże mój, jak bardzo powinienem pragnąć być Twoim uczniem. Jest to największa chwała, jaką mogę Ci oddać: „Chwałą Boga jest, abyście się stali moimi uczniami i przynosili owoc”; jest to również największe moje dobro... o Panie, pomóż mi, abym tak postępował, jak dla tego celu potrzeba... Cóż to znaczy zapierać się siebie samego, aby Cię naśladować? Znaczy to zapominać o sobie, odrywać się od siebie, nie zajmować się sobą, tak jakby się nie istniało. Wówczas nie ma się już ani zainteresowania, ani korzyści, ani upodobania, ani woli, ani nic innego; przestaje się istnieć, nie zajmuje się w niczym sobą... Zapomina się całkowicie o sobie. Lecz, o Panie, jeśli nie szukam już swego dobra, czyż nie będę wówczas szukał zgoła nic innego?... To serce, ta myśl ogołocone z siebie, czyż pozostaną tak próżne?... Bynajmniej, ani nawet na chwilę. Jeśli opróżniam się z siebie, to dlatego by napełnić się Tobą, Boże mój. Jeśli zapominam o sobie, to dlatego, aby nic myśleć już więcej o czymś innym, prócz Ciebie (Ch. de Foucauld).
  • O Panie, chrześcijanin jest Twoim naśladowcą. Wsparty Twoją łaską i Twoim przykładem potrzebuje cierpienia. Panie! Zakonnik, kapłan, chrześcijanin winni być przyjaciółmi krzyża. Chodząc w Twoim świetle, będę zawsze pamiętał, że tutaj na ziemi nie mamy czasu ani miejsca, by szukać zadowolenia i przyjemności.
    Dążąc jako chrześcijanin do wiecznej szczęśliwości, nie będę szukał nigdy szczęśliwości na tej łez dolinie. A jednak, o drogi Mistrzu, nasze myśli nieraz ulegają zamieszaniu; usiłujemy szukać jakiegoś upodobania osobistego, usłyszeć słówko pochwały, doznać odrobiny poważania, nawiązać przyjaźń w naszym środowisku, zakosztować pociechy lub słodyczy na modlitwie. Panie, udziel mi pociechy i zadowolenia, jeśli one służą mojemu zbawieniu, lecz nade wszystko daj mi miłość oraz smak umartwienia i krzyża (E. Poppe).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 350

Do góry

Książka na dziś

Modlitwa początkujących

Modlitwa początkujących

O. MARIA EUGENIUSZ OD DZIECIĄTKA JEZUS OCD

Niniejsza książka stanowi wspaniałe wprowadzenie do życia modlitewnego z opisem poszczególnych etapów, jakie wyznaczają tę drogę, i środków koniecznych do posuwania się naprzód pomimo napotykanych trudności. Modlitwa to "nawiązanie kontaktu z Bogiem, urzeczywistnienie nadprzyrodzonego zjednoczenia, jakie łaska tworzy między Bogiem a naszą duszą, lub też wymiana dwóch miłości..."

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

15 MARCA 2018

Czwartek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Wj 32, 7-14)
Pan rzekł do Mojżesza: "Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko zawrócili z drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca odlanego z metalu, i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: "Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem". Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: "Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Czemu to mają mówić Egipcjanie: „W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i zgładzić z powierzchni ziemi”? Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: „Uczynię potomstwo wasze tak licznym jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom i posiądą ją na wieki”". Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Ps 106 (105), 19-20. 21-22. 23)
REFREN:Pamiętaj o nas i przyjdź nam z pomocą

U stóp Horebu zrobili cielca
i pokłon oddawali bożkowi ulanemu ze złota.
Zamienili swą Chwałę
na podobieństwo cielca jedzącego siano.

Zapomnieli o Bogu, który ich ocalił,
który wielkich rzeczy dokonał w Egipcie,
rzeczy przedziwnych w krainie Chamitów,
zdumiewających nad Morzem Czerwonym.

Postanowił ich zatem wytracić,
gdyby nie Mojżesz, Jego wybraniec.
On wstawił się do Niego,
aby odwrócić Jego gniew niszczący.

(J 3, 16)
Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(J 5, 17-30)
Jezus powiedział do Żydów: "Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, świadectwo moje nie byłoby prawdziwe. Jest ktoś inny, kto wydaje świadectwo o Mnie; a wiem, że świadectwo, które o Mnie wydaje, jest prawdziwe. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wypełnienia; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także Jego słowa, trwającego w was, bo wy nie uwierzyliście Temu, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale poznałem was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to przyjęlibyście go. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? ie sądźcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak wierzyli Mojżeszowi, to i Mnie wierzylibyście. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?"

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Liderzy Izraela studiowali Biblię w przekonaniu, że w niej zawarta jest tajemnica życia wiecznego. A jednak kiedy pojawił się Jezus, najbardziej autentyczny świadek Boga, odrzucili Go i powrócili do badania Pisma. Drogi narodu wybranego i Mesjasza rozeszły się, zanim zdążyły się spotkać. Jezus powiedział Żydom: Poznałem, że nie macie w sobie miłości Boga. Nie można bowiem kochać Boga, jednocześnie odrzucając Jego Syna, o którym przecież zaświadczają Jego cuda, prorocy, Mojżesz, Jan Chrzciciel, wreszcie i sam Bóg. Bywa i dzisiaj, że łatwiej wierzymy fałszywym prorokom, niż tym, którzy głoszą Ewangelię.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 123

Do góry

 

Megan McKenna

To stara opowieść o zapominaniu, odsuwaniu się i zagubieniu. Mojżesz idzie na górę, by zobaczyć się z Bogiem i otrzymać tablice Prawa. Gdy go nie ma, lud zaczyna się niecierpliwić. Powstają podziały, i niektórzy zaczynają czcić stare bożki i zachęcają lud, by powrócił do swych dawnych postępków, zapominając o swojej historii i wszystkim tym, co Bo zrobił dla nich podczas wyprowadzania ich z niewoli. Gdy Mojżesz schodził z góry, Bóg mówił mu o niewierności ludu i wykonaniu przez nich złotego cielca. Bóg nazywa ich „ludem o twardym karku” i dodaje: „Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem”.

Ale Mojżesz błaga Boga za swój lud, przypominając mu, że są oni ludem Bożym, dla którego Bóg już tak wiele uczynił. Jeśli teraz ich zniszczy, Egipcjanie będą kpić z Boga, mówiąc: „W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i wygładzić z powierzchni ziemi”. Mojżesz mówi dalej, „Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: "Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki".

Tak jak Abraham prosił za miasta Sodomę i Gomorę, Mojżesz również prosi o swój lud „o twardym karku”. Debatuje z Bogiem, odwołując się do przeszłości z Bogiem, Jego obietnic i dobroci, by ocalić lud, który sprawiedliwie zasłużył na sąd, a nawet zniszczenie. Mojżesz sprawia, że Bóg pamięta! „Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.” Bóg jest naszym przykładem, jak zachowywać się w tym okresie „zaniechania”. Nie powinniśmy robić tego, co chcemy zrobić, ani nawet zachowywać się tak, jak inni na to zasługują, ale w zamian za to mamy przebaczać.

I, oczywiście, jest druga strona medalu. To my jesteśmy tymi ludźmi o „twardych karkach”, tymi którzy zapominają o Bożych interwencjach w naszym życiu, o obietnicy złożonej na chrzcie. Przy pierwszej widocznej oznace nieobecności Boga, trzymamy się naszych starych dróg i odwracamy się w stronę bożków. Czym są nasze bożki – to co wzięliśmy sobie w miejsce obecności Świętego? Względy praktyczne, materializm, hedonizm, indywidualizm, współzawodnictwo, nieuczciwość, nienawistna przemoc i nadużycie władzy, miłości, pieniędzy i reputacji. Odwracamy się od dróg, które zostały nam wskazane przez Boga, który chce jedynie uwolnić nas i uczynić ludem Bożym.

Czciliśmy inne obrazy Boga i zamienialiśmy naszą chwałę na wizerunki, które karmiły się przemocą. My również zapomnieliśmy, kto nas zbawił, zapomnieliśmy o wszystkich niezwykłych dziełach, które widzieliśmy i w których braliśmy udział: pasji, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa! Musimy pamiętać, że teraz wzywa się nas do odwrócenia Bożego gniewu od ziemi i tych którzy czynią źle, przez to, że prosimy, by Bóg przypomniał sobie nas wszystkich na nowo, by zawrócił nas na drogę, na której mieliśmy być. Wielki Post jest przecież okresem wspominania, pozwalania Duchowi by nas ponownie zgromadził.

Gdy byłam mała, moja Babcia wiązała mi sznurek wokół palca lub nadgarstka, bym pamiętała za każdym razem, gdy na niego spojrzę. Być może dzisiaj powinniśmy zawiązać sobie sznurek wokół palca, byśmy z każdym spojrzeniem na niego, pamiętali o miłości, którą Bóg poniósł dla nas, i znów całym sercem zwrócili się w stronę wyłomu pomiędzy złem tego świata a Bogiem. Stoimy w nim, modląc się za siebie i innych, którzy tak często wybierają inną drogę niż droga wolności, wspólnoty i nadziei na ziemię obiecaną i pokój.

Ewangelia to nieugięta i szczera konfrontacja pomiędzy Jezusem i ludźmi z jego społeczności, którzy są twardego karku. Jezus mówi kim jest, co robi, dlaczego to robi, i skąd pochodzi Jego moc. W tym samym czasie oskarża ich w bardzo specyficzny sposób o to, że są niewierzący, ponieważ nie wierzą w Niego ani w dzieła, które uczynił w ich obecności. Oni mają twarde karki, są oporni, by przyjść do Jezusa przez co nigdy nie widzieli Bożego kształtu, nie słyszeli głosu Bożego, i nie mają Bożego słowa ugruntowanego w swoich sercach. Opinia Jezusa nie pozostawia na nich suchej nitki: „Znam was, że nie macie miłości Bożej w sercach waszych”. Kończy stwierdzeniem, że sam Mojżesz będzie ich oskarżycielem, ponieważ nie wierzą w słowa Mojżesza i nie są im posłuszni, a oni oczywiście nie mogą uwierzyć w to, co Jezus do nich mówi.

Ten Jezus z Ewangelii Jana jest prorokiem, większym niż wszyscy inni. Nie występuje w swoim własnym imieniu, ale w Imieniu Tego, który Go posłał: Ojca. Tak jak prorocy przed nim mówili w pierwszej osobie, mówiąc „To ja, Jahwe, przemawiam”, tak czyni i Jezus. Mówi nawet, by czytać pisma z otwartym sercem, bo pisma dają świadectwo o Nim. Ale ludzie tego nie robią. Docina im więc: „Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?”

Ten zatarg pomiędzy Jezusem i tymi, którzy Go odrzucili, przypomina czasy gdy Mojżesz wspinał się na górę, by zobaczyć się z Bogiem i przyjąć przykazania. Ludzie w obozowisku kłócili się pomiędzy sobą, szukając chwały i dzieląc się między sobą na frakcje, stając z Mojżeszem lub przeciwko niemu. Zamiast szukać chwały Pana, szukali swojej pozycji w grupie. Stworzyli i ustanowili własnych bogów, którymi mogli łatwo manipulować i których mogli kontrolować. Szli za Mojżeszem, gdy leżało to w ich interesie, i usunęli się, gdy przestawało im to odpowiadać. Jezus przypomina im o Janie, który dał świadectwo prawdzie przez to, kim był i co mówił: „On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem.” a świadectwo Jezusa jest większe niż Jana – jest to świadectwo Boga Ojca!

Mamy być jak Jan, jak lampa zapalona i świecąca jasno, by prowadzić innych do Światła Bożego: Jezusa. Jesteśmy powołani, by dawać świadectwo Światłości. Być świadkiem, to nie znaczy angażować się w propagandę czy podburzanie ludzi, ale być żywą tajemnicą. Oznacza to życie w taki sposób, by nasze życie nie miało sensu bez istnienia Boga.

My, tak jak i nasi przodkowie w wierze i wielu ludzi religijnych w czasach współczesnych Jezusowi, jesteśmy ludźmi o twardych karkach. Nie chcemy wyznawać naszej wiary, pokazywać naszymi uczynkami i relacjami, że Jezus jest Tym wysłanym przez Ojca, by nas ocalić i poprowadzić do wolności. Być może ta modlitwa, znaleziona na krucyfiksie normańskim, przypomni nam do czyjej zostaliśmy powołani i wybrani:

Jestem wielkim słońcem, ale Ty mnie nie widzisz.
Jestem Twym mężem, ale Ty się odwracasz.
Jestem więźniem, ale nie uwalniasz mnie.
Jestem dowódcą, ale nie będziesz posłuszny.

Jestem prawdą, ale nie uwierzysz mi.
Jestem miastem, w którym nie zostaniesz.
Jestem Twoją żoną i Twym dzieckiem, ale
zostawisz mnie.
Jestem Bogiem, do którego się nie pomodlisz.

Jestem twym doradcą, ale nie usłuchasz.
Jestem kochankiem, którego zdradzisz.
Jestem zwycięzcą, ale nie będziesz mi wiwatować
Jestem świętą gołębicą, którą zabijesz.

Jestem Twoim życiem, ale nie dasz mi imienia.
Zapieczętuj swe serce łzami i nie wiń mnie.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

WIARA I POKORA

„Wysławiam Cię, Ojcze... że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21)

Faryzeusze szczycili się, że wierzą w Mojżesza, lecz w rzeczywistości nie rozumieli jego ducha ani nie naśladowali jego przykładów. Mojżesz nie chciał stać się przywódcą wielkiego narodu, mimo że chodziło o ocalenie jego ludu (Wj 32, 7-14). Faryzeusze natomiast zaniedbywali dobro narodu, starając się jedynie o własną chwalę. Nie zrozumiawszy Mojżesza, nie rozumieli również Mesjasza, którego on zapowiedział i przedstawiał swoim postępowaniem; dlatego Jezus ich upomina: „Gdybyście uwierzyli Mojżeszowi, tobyście i Mnie uwierzyli” (J 5, 46). Nie można twierdzić, że się wierzy komuś, a równocześnie odrzucać jego naukę i przykłady. Niestety, nierzadka to sprzeczność nawet wśród chrześcijan. A może ona się skończyć odrzuceniem Ewangelii, głoszącej pokorę i służbę.

Pokusa może nieraz podsuwać myśl, że na to, aby czynić dobrze, trzeba zajmować ważne i uprzywilejowane miejsce; Jezus natomiast mówił i działał całkiem przeciwnie. Swoich uczniów nauczał wybierać ostatnie miejsce i służyć innym, nawet gdyby byli powołani do wykonywania odpowiedzialnych obowiązków. Pan właśnie podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział: „Największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa”, i aby ich zachęcić dodawał: „Ja jestem pośród was jak ten, kto służy” (Łk 22, 26-27). Całe życie Chrystusa było służbą Ojcu i ludziom. Lecz On chciał dać jeszcze bardziej dobitny tego przykład: Apostołowie widzą, jak klęka przed każdym, by wykonać najpokorniejszy akt służebny: „umywać nogi” (J 13, 5). Proroctwa mówiły o Mesjaszu „Sługa Pański”, lecz Jezus przedstawia się również jako sługa ludzi i żąda od swoich uczniów, aby czynili podobnie.

Wybór ostatniego miejsca dla służby braciom jest czymś stałym w Ewangelii; zapomnieć o tym znaczy odrzucić tajemnicę Chrystusa. On „istniejąc w postaci Bożej” nie chciał podkreślać swego Bóstwa, by pozyskać ludzi, „lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 7), stając się podobnym do najbiedniejszych, najbardziej wzgardzonych, zstępując do ich poziomu i równając się z nimi.

  • O Jezu, Ty jesteś światłością dla tych, którzy otwierają oczy, aby Cię zobaczyć; lecz dla tych, co je zamykają, jesteś kamieniem obrazy, o który się rozbiją. Żydzi, ponieważ nic chcieli się nauczyć od Ciebie tajemnicy Twoich słabości, potknęli się, załamali i nie poznali Cię... Ty byś był ich oświecił swoją prawdą, gdyby poprosili Cię o to z pokorą. Lecz w swojej pysze nie przyjęli Twojego światła, a Ty, chociaż przyszedłeś oświecić ich, stałeś się dla nich zgorszeniem... Kto gardzi Twoim światłem, nie zauważy go już więcej; gęsta mgła okrywa je, a namiętności zaciemniają całkowicie nasze oczy.
    Kto chodzi w ciemnościach, nie wie, dokąd zdąża. Wierzy, że zdąża do chwały, radości, życia oraz szczęśliwości, a tymczasem idzie na zatracenie, ku śmierci. O Panie, pomóż nam chodzić, dopóki mamy choćby iskierkę Twojej światłości! (Zob. J. B. Bossuet).
  • O Jezu, gdyś był pielgrzymem na ziemi, powiedziałeś: „Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie odpoczynek duszom waszym”. Wszechmocny Władco niebios, dusza moja doznaje pokoju widząc, żeś raczył przybrać postać i naturę sługi, żeś się uniżył aż do umywania nóg apostołom Twoim. Przypominam sobie słowa, które wtedy wypowiedziałeś, by mnie nauczyć pokory: „Dałem wam przykład, abyście, jakom Ja wam uczynił, i wy czynili. Nie jest uczeń większy nad Mistrza”.
    O mój Umiłowany... by mnie nauczyć pokory, nie możesz się już więcej uniżyć. Toteż aby odpowiedzieć na miłość Twoją, chcę i ja również ostatniego miejsca w najgłębszym przekonaniu, że ono mi się należy. Błagam Cię, Jezu, ześlij mi upokorzenia, ilekroć próbować będę wynosić się nad drugich. Chcę dzielić upokorzenia Twoje, aby mieć cząstkę z Tobą w królestwie niebieskim.
    Lecz, Panie, znana Ci jest moja słabość. Co rano postanawiam być pokorną, a wieczorem widzę, że popełniłam wiele win z powodu pychy. Na ten widok ogarnia mnie zniechęcenie, ale i to wiem, że zniechęcenie także jest pychą. W Tobie samym przeto, o Boże, pokładam całą nadzieję moją; skoro wszystko możesz, racz wszczepić w duszę moją cnotę, której pragnę (św. Teresa od Dz. Jezus: Modlitwy 14 w: Pisma, t. II s. 216).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 353

Do góry

Książka na dziś

Ojcze nasz

Ojcze nasz

papież Franciszek

Czy dobrze rozumiemy sens słów, które codziennie wypowiadamy wraz z ponad miliardem ludzi na ziemi? Ludzi, którzy mieszkają w różnych krajach, mają różny kolor skóry, pracę, których wiara różni się od siebie, ale jednak zgodnie powtarzają: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”?

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

16 MARCA 2018

Piątek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Mdr 2, 1a. 12-22)
Mylnie rozumując, bezbożni mówili sobie: "Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszemu działaniu, zarzuca nam przekraczanie Prawa, wypomina nam przekraczanie naszych zasad karności. Głosi, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zgonie. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony". Tak pomyśleli – i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dla dusz czystych.

(Ps 34 (33), 17-18. 19-20. 21 i 23)
REFREN:Pan zawsze bliski dla skruszonych w sercu

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.

On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się do Niego ucieka.

(Mt 4, 4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 7, 1-2. 10. 25-30)
Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi zamierzali Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: "Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest". A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: "I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał". Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Co takiego ma w sobie Jezus, że w Jego czasach i dzisiaj, a także w jakiś sposób w ciągu całych dziejów ludzkich staje się przedmiotem ataków, celem zasadzek, kimś znienawidzonym, kogo trzeba zabić? Jest wielu, którym wydaje się, że Go znają, że wiedzą, skąd jest, a jednocześnie czują, że jest inny. Takiej sytuacji ludzie pyszni, chorobliwie ambitni, troszczący się o ziemskie interesy znieść nie mogą chcą Go więc pojmać i zabić. Jezusa można poznać w Jego inności, ale to wymaga wiary. Kto wykaże się odwagą wiary, będzie mógł poznać także Tego, który Jezusa posłał na ziemię.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 127

Do góry

 

Megan McKenna

Ciężko czytać fragment z Księgi Mądrości, ponieważ wielu z nas nie rozpoznaje zła: jego głębi, niegodziwości i świadomych zamiarów. Wielu z nas jest naiwnych wobec grzechu, zła i czyniących zło, chcących wierzyć, że w zasadzie wszyscy jesteśmy dobrzy i że ludzie nie decydują się postępować źle; oni tylko popełniają błędy lub dają się ponieść emocjom czy tłumowi. Ale Księga Mądrości przedstawia tych, którzy czynią źle, tych świadomych i mających zamiar działać na szkodę innych dla własnego zysku. Przypomina to tradycyjnym opis grzechu: poznanie grzechu, zamiar popełnienia go i popełnie z własnej, nieprzymuszonej woli. W tym czytaniu pojawia się zamiar skrzywdzenia, i to skrzywdzenia tego, który jest „sprawiedliwy”.

Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny:
sprzeciwia się naszym sprawom,
zarzuca nam łamanie prawa,
wypomina nam błędy naszych obyczajów.
Chełpi się, że zna Boga,
zwie siebie dzieckiem Pańskim.
Jest potępieniem naszych zamysłów,
sam widok jego jest dla nas przykry,
bo życie jego niepodobne do innych
i drogi jego odmienne.
Uznał nas za coś fałszywego
i stroni od dróg naszych jak od nieczystości.
Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy
i chełpi się Bogiem jako ojcem.
Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa,
wybadajmy, co będzie przy jego zejściu.

Argumentacja i zamiar są zabójcze. Świadomość tego, co jest zamierzone, jest tak wyraźna jak dźwięk dzwonu odbijający się od gór w porannym powietrzu. Wymieniają oni swoje grzech w zestawieniu z dobrymi uczynkami sprawiedliwego, a jego sprawiedliwość i to jak obnaża ona ich grzeszność i zło są dla nich jasne jak słońce. Jednakże zamiast brać sobie słowa sprawiedliwego do serca, uważają je za nieznośne, ponieważ on, samą swoją obecnością, oddziela ich od siebie. Oni maja władzę, surowość i brutalność, i mają zamiar zniszczyć tego, który mówi prawdę cieleśnie i w słowach. Ich gniew wzbudza jeszcze głębsza świadomość relacji sprawiedliwego z Bogiem; on ma poznanie i bliskość, twierdzi nawet, że Bóg jest jego Ojcem i że jest przez to dzieckiem Boga. Oto jest prawdziwe sedno nienawiści wywołanej przez tych, którzy są dobrzy. Jego słowa pokazują oddzielenie tych, którzy czynią zło ,od obecności i poznania Boga.

Z powodu braku poznania Boga, zakładają, że Bóg zachowa się tak, jak oni by się zachowali. Zobaczmy, mówią, czy Bóg go obroni i wybawi z rąk jego wrogów. Oczywiście, opisują siebie jako wrogów sprawiedliwego i wrogów Boga. Decydują się więc zelżyć i poddać katuszom sprawiedliwego, by „poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości”. Te dwie cechy sprawiedliwego są uznawane za rzeczywistość, którą on żyje, nawet przez tych którzy są źli.

Obmyślili sobie to wszystko z wyprzedzeniem. „Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony”. To jest sposób, w jaki myślą niesprawiedliwi, ale mylą się, ponieważ nieprawość i zło zaślepiają ich, i nie znają Bożej mądrości, rady czy mocy. Nic nie jest tym, na co wygląda w oczach Boga. Historia, zło, destrukcja i grzech mogą być odkupione. Sam Bóg jest wieczny i ponad wszelkimi innymi potęgami. Świętość i sprawiedliwość są silniejsze niż jakakolwiek nienawiść, oszustwo, nieuczciwość, gniew, katusze czy zniszczenie, potężniejsze nawet niż sama śmierć. Śmierć – śmierć sprawiedliwego, świętego, niewinnego, i tych którzy chcą jedynie służyć Bogu – jest pogrzebana w mądrości Boga. Ci którzy postępują źle, nie mogą zobaczyć lub zrozumieć większych możliwości. Widzą tylko to, co jest najbliższe i obecne jedynie z ich punktu obserwacyjnego, przez co kalkulują, nie licząc na ukrytą Bożą poradę, którą odkryć mogą tylko ci znający Boga. Wierzący polega na wierze i nadziei dla lepszego i prawdziwszego życia, niż to które projektuje zło.

Ten opis, to oczywiście opis Jezusa, Sprawiedliwego, ale również trafne przedstawienie tego, co stało się z wszystkimi prorokami, z tymi, którzy mówili prawdę i byli święci, oddani sercem i umysłem w posłuszeństwie i szacunku dla Boga, i wszystkich stworzeń ludzkich. Prawdziwa świętość i dobroć prowokuje, zło by pokazało swe prawdziwe oblicze i zostało obnażone jako, to czym jest: zboczeniem od wszystkiego co ludzkie. To jest mądrość: znać grzech, zło i niesprawiedliwość takimi, jakie są i znać Boga w świętości, niewinności i sprawiedliwości. W Ewangelii Jana po to dany jest Duch: by udowodnić światu, że myli się co do grzechu, zła i niesprawiedliwości i udowodnić racje Jezusa, dać świadectwo życiu i słowom Sprawiedliwego.

Psalm 34 mówi o pocieszeniu i odnowionej nadziei. Ogłasza głośno: „Pan jest blisko skruszonych w sercu”. Bóg, jak mówi psalm, bierze stronę w konflikcie. Bóg staje do konfrontacji z tymi, którzy czynią źle, by pamięć o nich znikła z ziemi. Gdy po prostu wołają, Bóg słyszy ich i ratuje ze wszystkich kłopotów. Prawda, „Wiele nieszczęść [spada na] sprawiedliwego”, ale, pośród takich doświadczeń i ciężkiego czasu, jesteśmy ocaleni. Bóg czuwa nad nami, przenika nawet nasze kości, a nawet jeśli zostaniemy złamani na ciele i duchu, będziemy odkupieni, jeśli tylko schronimy się u Boga. Ten rodzaj polegania na Bogu jest jedyną drogą, jaką sprawiedliwy ma na świecie, na którym zło traktowane jest jak dobro.

Te czytania i przemyślenia przygotowują nas na nieuniknioną walkę aż do śmierci pomiędzy Jezusem i tymi, którzy stają przeciw Niemu. Ewangelia zaczyna się od zakulisowych intrygi i atmosfery nienawiści i zabójstwa, która już zaczyna przynosić efekty. Jezus zostaje w Galilei i nie podróżuje do Judei, ponieważ jacyś Żydzi szukają okazji, by Go zabić. Jezus żyje w cieniu nienawiści, konspiracji i morderstwa. Gdy jego uczniowie przybywają do Jerozolimy na Święto Namiotów, On przychodzi później, wślizgując się w tłum po cichu ”nie jawnie, lecz skrycie”. Jezus ukrywa siebie przed oczami tych, którzy knują zło.

Ale inni rozpoznają Go, mówiąc, „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest.” Nawet ci, którzy Go widzą, są ślepi. Myślą, że wiedzą, skąd pochodzi, więc również dyskredytują Go, używając swojej ograniczonej wiedzy o pismach i Bogu. Są zaintrygowani tym, że swobodnie przemawia i nikt Go nie rusza. Zastanawiają się, jakie zatem jest stanowisko autorytetów, ponieważ nie atakują oni Jezusa. Nadal jednak są czujni i nieufni. Nie podchodzą do niego, nie słuchają, nie wierzą. Oni, tak jak i ci którzy aktywnie szukają sposobności zgładzenia Jezusa, zachowują dystans i nie otwierają serc na Jego nauczanie czy wiarę. Stoją słuchając, ale nie słyszą, widzą, ale nie wierzą, na na pewno nie stają po stronie Jezusa. Zło jest w tym, co robimy i w tym, czego decydujemy się nie zrobić.

Jezus zna ich dobrze. Naucza w świątyni i woła:

I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem.
Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie;
lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał,
którego wy nie znacie. Ja Go znam,
bo od Niego jestem i On Mnie posłał.

Jezus deklaruje publicznie, że zna Boga, tak jak Sprawiedliwy w księdze Mądrości, wyznaje, że powołanie sprawiedliwego jest błogosławione. Proklamacja Jezusa, to że przypomina ludziom słowa księgi Mądrości, wywołuje taką samą reakcję: „Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.”

Jezus jest Sprawiedliwym, a Jego poznanie Boga sprawia, że ci, którzy nie znają Boga jako swego Ojca odwracają się do Niego. Bóg zadaje nam parę surowych pytań: Czy znamy tego Boga Jezusa, który jest ojcem sprawiedliwego, który konfrontuje czyniących nieprawość w ciele i osoby sprawiedliwe i niewinne, i który jest blisko tych, którzy mają złamane serca? Czy działamy ze złych pobudek względem nich? Czy czekamy aż inni będą cierpieć niesprawiedliwie z rąk czyniących nieprawość i nie staniemy w ich obronie? Czy myślimy, że znamy Boga, a jednak stoimy ślepi wobec obecności cierpienia Sprawiedliwego pośród nas?

Słuchaj sprawiedliwych. Połuchaj słów Geo Mangakisa w „Liście do Europejczyków”, opublikowanym w roku 1973 w raporcie Amnesty International dotyczącym tortur:

Doświadczyłem losu ofiary. Widziałem z bliska twarz torturującego. Była ona w gorszym stanie niż moja własna, krwawiąca, sina twarz. Oprawca był zniekształcony przez pewien rodzaj tiku, który nie miał w sobie nic ludzkiego... Nie jest łatwo stać się oprawcą torturującym ludzi. Wymaga to pracy wewnątrz siebie. W zaistniałej sytuacji, to ja miałem więcej szczęścia. Ja byłem poniżany. Nie poniżałem innych... Teraz jestem pozbawiony radości patrzenia na twarze dzieci idących do szkoły czy bawiących się w parku. Tymczasem oni muszą patrzeć w twarze swoich własnych dzieci.

Lub rozważmy tę zakazaną radiową reklamę z 1995 roku, również z Amnesty International:

Słuchaj. Słuchaj. Słyszysz to? To jest dźwięk
wzgórz i pól Ruandy, na których
w ciszy leżą setki tysięcy umarłych.

Słuchaj. To jest dźwięk strachu u sąsiednim
Burundi, gdzie ludzie modlą się, by nie
dosięgły ich zabójcze maczety.

Słuchaj, to ciężka, pełna napięcia cisza więźniów
odciętych od rzeczywistości na lata za to, w co
kiedyś wierzyli, co myśleli, kim byli.

Słuchaj. To jedyna wiadomość, jaką kiedykolwiek usłyszysz
od zaginionych, porwanych przez brygady
śmierci, których nigdy więcej już nie usłyszą i nie zobaczą
ich rodziny.
Słuchaj. To jest cisza w małym pokoju po
wyjściu oprawcy.
Słuchaj. To jest milczenie w radzie wielkich
Narodów, kiedy nie wspomina się
Tych trudnych tematów.

Słuchaj. To jest milczenie zwykłych, przyzwoitych
Ludzi, którzy myślą, że to wszystko nie ma
z nimi nic wspólnego, i że nie mogą zrobić
nic by pomóc.
Słuchaj. Głęboko we wnętrzu siebie. Co
słyszysz?
Przerwij ciszę.

Słuchaj. Pan uwalnia dusze sług swoich, nie dozna kary, kto się doń ucieka. (Psalm 34)

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Z JEZUSEM UPOKORZONYM

O Jezu upokorzony aż do wyniszczenia, spraw, abym dzielił Twoje uczucia (Flp 2, 5-7)

„To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie: On, istniejąc w postaci Bożej... ogołocił samego siebie” (Flp 2, 5-7). Nigdy nie dość rozważać te słowa Apostoła. Wszyscy chrześcijanie są wezwani, by naśladować Jezusa na drodze pokory; aby zaś to spełnić, trzeba „wyniszczyć siebie samych”, czyli ogołocić się z pychy, podejmując to, co ją niszczy: upokorzenia. Przede wszystkim upokorzenie wewnętrzne, to jest uznanie własnych braków, niedociągnięć, niewierności. Następnie upokorzenia zewnętrzne wynikające z faktu, że nasze własne ograniczenia, błędy i upadki najlepiej zauważa inny człowiek. Wielu pragnie być pokornymi, lecz niewielu godzi się być upokorzonymi; wielu prosi o pokorę, lecz potem w praktyce unika upokorzeń. A jednak jak studium jest środkiem do zdobycia wiedzy, tak upokorzenie jest środkiem do nabycia pokory. Zresztą upokorzenie jest częścią, która sprawiedliwie należy się człowiekowi grzesznemu. Święci byli tak o tym przekonani, że upokorzeń, jakie ich spotykały, nigdy nie uważali za zbyt ciężkie. „Ile razy słyszałam kogo mówiącego o mnie co złego — pisze św. Teresa od Jezusa — jasno zawsze widziałam, że to, co mówi, jest jeszcze zbyt mało. Kiedy mnie fałszywie w czymś oskarżano, widziałam, że obraziłam Boga w wielu innych rzeczach i obwiniający okazywali mi wielką miłość nie wspominając o nich” (Dr.d. 15, 3).

Sobór zachęca szczególnie zakonników do praktyki cnoty pokory „przez którą uczestniczy się w wyniszczeniu Chrystusowym” (DZ 5). Kto pragnie uczestniczyć w wewnętrznej tajemnicy Chrystusa — jak tego wymaga powołanie osób Bogu poświęconych — winien postępować drogą Jego wyniszczenia. Sam człowiek nie dokona tego o własnych siłach, potrzebuje, aby to Chrystus wprowadził go na tę drogę, pozwalając mu uczestniczyć w swoich upokorzeniach., Krzywdy,-. oskarżenia, zniewagi, niezrozumienie, niepowodzenia, jakie napotykamy w życiu, to prowadzące do tego środki. Człowiek „przyjmując je z miłości ku Chrystusowi, otwiera się na dar Jego boskiej pokory, wchodzi w tajemnicę Jego wyniszczenia na chwałę Ojca i zbawienie ludzi. Naśladując Chrystusa upokorzonego aż do śmierci na krzyżu, stajemy się chwalcami Boga i zbawcami braci. Pokora zwycięża i pozyskuje nawet najbardziej opornych.

  • O Chryste, Synu Boga, wybrałeś ostatnie miejsce, obchodząc się z sobą jak z ostatnim ze wszystkich ludzi... od narodzenia aż do śmierci. Chciałeś, aby tak się odnosili do Ciebie grzesznicy, szatani, Duch Święty i Twój Ojciec przedwieczny. A to wszystko w tym celu, byś uwielbił Ojca swojego... i naprawił zniewagę wyrządzoną Mu przez- naszą pychę, zawstydził i zniszczył naszą zarozumiałość, nauczył nas gardzić próżnością i kochać pokorę. Można słusznie powiedzieć, że pycha znieważa Boga, a Bóg brzydzi się nią w najwyższym stopniu. Aby naprawić tę zniewagę, trzeba było, abyś Ty, Synu Boży, został tak upokorzony! Można słusznie powiedzieć, że próżność jest czymś potwornym, bo na to, aby ją zniszczyć, raczyłeś najgłębiej się uniżyć. Należy wierzyć, że w oczach Bożych pokora jest skarbem naprawdę bezcennym i najmilszym Mu drogim kamieniem, bo Ty, Synu Boga, raczyłeś się tak upokorzyć, by nauczyć nas kochać tę cnotę i pobudzić do naśladowania Cię w jej praktyce oraz wysłużyć nam łaskę pełnienia jej czynem (św. Jan Eudes).
  • O słodki Jezu, padam do Twych stóp i pewien jestem, że Ty zdołasz uczynić to, czego ja sobie nawet wyobrazić nie potrafię. Chcę Ci służyć tak długo, jak tylko zechcesz, za wszelką cenę, kosztem każdej ofiary. Sam nic nie potrafię: nie umiem zdobyć pokory, lecz to jedno mogę Ci powiedzieć z całą stanowczością, że chcę być pokorny, chcę kochać poniżenie i brak względów ze strony bliźnich dla mojej osoby. Z zamkniętymi oczyma, z pewną nawet pożądliwością rzucam się w ten potop wzgardy, cierpienia i poniżenia, w jaki zechcesz mnie pogrążyć. Wypowiadając te słowa czuję niechęć, rozdarcie serca, lecz obiecuję: cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie. Nie wiem, co uczynię, nie dowierzam sobie, lecz nie odstąpię od mego zamiaru i chcę całą siłą mej duszy „cierpieć, cierpieć i być wzgardzony dla Ciebie” (Jan XXIII: Dziennik duszy, rok 1903).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 357

Do góry

Książka na dziś

Mała szkoła przebaczania

Mała szkoła przebaczania

KS. PIOTR ŚLIŻEWSKI

„Nigdy mu (jej) tego nie wybaczę!” Z pewnością każdemu zdarzyło się kiedyś tak pomyśleć. Niemniej wszyscy jesteśmy wezwani do przebaczenia. Nawet największych krzywd. To trudny proces. Trudny ale konieczny. Brak przebaczenia niszczy bowiem nie tylko tego, kto zawinił, ale i nas samych.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

17 MARCA 2018

Sobota

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania

(Jr 11, 18-20)
Pan mnie pouczył i zrozumiałem; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: "Zniszczmy drzewo w pełni jego sił, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!" Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada nerki i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją pomstę na nich, albowiem Tobie powierzam moją sprawę.

(Ps 7, 2-3. 9b-10. 11-12)
REFREN:Panie, mój Boże, Tobie zaufałem

Panie, Boże mój, do Ciebie się uciekam,
wybaw mnie i uwolnij od wszystkich prześladowców,
zanim, jak lew, ktoś nie porwie i nie rozszarpie mej duszy,
gdy zabraknie wybawcy.

Panie, przyznaj mi słuszność według mej sprawiedliwości
i niewinności, która jest we mnie.
Niech ustanie nieprawość występnych,
a sprawiedliwego umocnij,
Boże sprawiedliwy, który przenikasz serca i sumienia.

Bóg jest dla mnie tarczą,
On zbawia ludzi prostego serca.
Bóg, sędzia sprawiedliwy,
Bóg co dzień pałający gniewem.

(Łk 8, 15)
Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i szlachetnym zatrzymują słowo Boże i wydają owoc dzięki swojej wytrwałości.

(J 7, 40-53)
Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: "Ten prawdziwie jest prorokiem". Inni mówili: "To jest Mesjasz". "Ale – mówili drudzy – czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem, skąd był Dawid?" I powstał w tłumie rozłam z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie podniósł na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: "Czemu go nie pojmaliście?" Strażnicy odpowiedzieli: "Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek". Odpowiedzieli im faryzeusze: "Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszy uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty". Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: "Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i nie zbada, co on czyni?" Odpowiedzieli mu: "Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj i zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei". I rozeszli się – każdy do swego domu.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Słuchacze nauki Jezusa byli podzieleni. Jedni przeczuwali, że to może być Mesjasz, bo Jego słowa wprawiały w podziw jak choćby żołnierze, którzy pod ich wpływem nie mogli wykonać danego im rozkazu; inni, opierając się na analizach Pisma, zaprzeczali takiej możliwości. Przywódcy narodu z góry ją odrzucali. W takiej sytuacji pozostało tylko rozejść się, każdy w swoją stronę. Żebyśmy nie popełnili tego samego błędu, potrzebujemy powtarzać sobie z wiarą treść dzisiejszej modlitwy mszalnej: Miłosierny Boże, kieruj naszymi sercami, bo bez Twojej pomocy nie możemy się Tobie podobać.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 130

Do góry

 

Megan McKenna

Tydzień zbliża się do końca, zaś my zbliżamy się do decyzji, czy jesteśmy z Jezusem czy przeciw Niemu. Jakie jest nasze stanowisko? Jeremiasz bywa nazywany niechętnym prorokiem. Czasem jego powracające narzekanie na własny los przypomina zaciętą płytę. Dręczony przez króla, książąt, lud któremu głosi, sam dręczy Boga – jęczy, domaga się, narzeka i wciąż powraca do prorokowania i głoszenia słowa, które zostało mu powierzone dla tych, którzy są nieugięci w swoim oporze przeciw słuchaniu i pokutowaniu. Zatem Jeremiasz zna swój lud z doświadczenia, zna ich opór przeciwko słuchaniu, upór i twardość ich serc. Wie, że chcą go zabić, uciszyć, uczynić jego życie tajemnicą, jeśli nie mogliby powstrzymać go inaczej: „Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki.” Jego wiedza pochodzi z doświadczenia, ale również z modlitwy, z obecności i bliskości z Bogiem, któremu służy. A jednak mówi: „Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: 'Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!'”. Wrogowie Jeremiasza chcą nawet wymazać pamięć o nim z powierzchni ziemi! To jest inny rodzaj śmierci, równie okrutny, co morderstwo, ponieważ polega na zniszczeniu jego życia, wiary i nadziei.

Mimo wszystkich swoich doświadczeń, Jeremiasz nie zdawał sobie sprawy z głębi ich wściekłości i nienawiści. Prowadzony przez Boga, idzie prosto w ręce oprawców. To straszliwy obraz, który zostanie użyty w odniesieniu do Jezusa: Baranka Bożego. Kozioł prowadzony na rzeź beczy i walczy, ale baranek jest pokorny, cichy i idzie bez przymusu. Jedną rzeczą jest opis rzezi zwierząt, inną przełożenie obrazu na ludzi i zamiar uciszenia na zawsze tego, który mówi prawdę.
Modlitwa Jeremiasza jest jedną z modlitw udręki, niemocy wobec tego, co go czeka, ale nadal wyraża nadzieję i wiarę:

Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią,
bada nerki i serce.
Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi,
albowiem Tobie powierzam moją sprawę.

To jest krzyk niewinnego, proroka, nauczyciela, głoszącego prawdę, wierzącego, który cierpi, świadcząc dla Królestwa Bożego.
Bóg nie interweniuje, by zatrzymać czyniących zło, by ocalić sługi Królestwa przed rzezią. Ale Bóg jest sprawiedliwym Sędzią i wywrze pomstę na tych, którzy czynią nieprawość. Istnieje pewna kalkulacja w tym, co pojawia się historii i Jeremiasz pragnie być świadkiem tej odpłaty. Modli się modlitwą ofiar, tych którzy nie zaznali sprawiedliwości w tym życiu, tych którzy zostali pochwyceni w siły władzy i uważani są za zbędnych lub problematycznych.
Psalm 7 to modlitwa zaufania. Czy możemy zacząć ją wypowiadać?

Panie, przyznaj mi słuszność, według mej
sprawiedliwości i według niewinności, jaka
jest we mnie.

Czy możemy tak się modlić?

Niechaj ustanie nieprawość występnych,
a sprawiedliwego umocnij,
Boże sprawiedliwy,
Ty, co przenikasz serca i nerki.

Prosimy Boga o ocalenie od wszystkich naszych prześladowców i od tych, którzy chcą rozerwać nas na kawałki za mówienie prawdy, bronienie ubogich i tych, którzy nie mają wpływu w świecie politycznych i ekonomicznych zysków, nacjonalizmu i rasizmu, starych i nowych uprzedzeń. Czy możemy modlić się w ten sposób? Kogo bronimy? W czyjej sprawie występujemy? Gdy Bóg, który przenika umysł i ciało, zajrzy w nas, co zobaczy? Do kogo należymy?

Gdy Jezus kontynuuje głoszenie i nauczanie, tłum jest „rozdwojony z jego powodu”. Niektórzy mówią: „Ten musi być prorokiem. To jest Mesjasz.”. Inni wchodzą w dyskusję nad teologią i podstawowymi fragmentami Pisma, starając się dowieść tego, czy to On może być Mesjaszem. Inni jednak są mniej życzliwi – chcą Go aresztować, tak, żeby nikt nie położył na nim ręki. Jego obecność powoduje niezgodę. Mamy tych otwartych na słuchanie słowa, którzy chcą zacząć słuchać i zatrzymać się nad obecnym sposobem życia i tych, którzy są jawnymi hipokrytami, o złych zamiarach, skupionymi tylko na własnej pozycji w społeczeństwie.

Sama obecność Jezusa wywołuje reakcje: polityczne, militarne i religijne; strażnicy Świątyni, kapłani i Faryzeusze, wszyscy są w to zaangażowani. Strażnicy są pytani, dlaczego Go nie pojmali. Koniec końców, podburza On lud, zakłóca spokój (definicja proroka już od czasów Eliasza). Ale strażnicy są zdezorganizowani i zszokowani: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia”. Są zaskoczeni, zakłopotani, nie wiedzą, co powinni z Nim zrobić. Są przynajmniej szczerzy w swojej reakcji na nauczanie Jezusa. Faryzeusze wyśmiewają strażników, sarkastycznie oskarżając ich o to, że Jezus ich omamił. A strażnicy bronią ich nienawiści i oporu wobec Jezusa, mówiąc, że nikt z Sanhedrynu w Niego nie wierzy, ani Faryzeusze – tylko „ten tłum, który nie zna Prawa, (a i tak) jest przeklęty!” Są tylko dwie kategorie, nawet pośród nich: ci, którzy i tak są przeklęci, i oni, oczywiście zbawieni bez względu na wszystko! Sądzili w swoim własnym zwyczaju, ale nie tak, jak sądzi Ten, który bada umysł i serce: sprawiedliwie.

Jest tylko jeden człowiek, który próbuje stanąć po stronie Jezusa – Nikodem. To on przyszedł kiedyś w nocy do Jezusa, szukając Światłości świata w ciemności i skrycie. Teraz mówi : „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?”. A faryzeusze odwrócili się złośliwie, przeciwko jednemu z nich, który śmiał się im sprzeciwić: „Czy i ty jesteś z Galilei?” Nikodem jest wyśmiewany, obrażany, nazwany głupcem i pouczony: „Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei.” Mają ograniczone zrozumienie i stosują najprostszą interpretację, by zdyskredytować Nikodema, i nie biorą pod uwagę jego starannie sformułowanego pytania, którym chce on przypomnieć im o naturze Prawa, które każe przesłuchać oskarżonego i zbadać jego uczynki, zanim się wykona się nad nim jakikolwiek osąd.

Ale to ostatnie zdanie tego czytania jest najbardziej oskarżycielskie: „ I rozeszli się - każdy do swego domu.” Odmawiają Jezusowi posłuchu. Zdecydowali. Nikt zatem nie dotyka Jezusa. To jeszcze nie czas. Jezus zdecyduje o tym momencie i w wolności pozwoli sobie wpaść w ich ręce. On jest Tym pełnym Ducha, mocy i posłuszeństwa Bogu, ponieważ zaprawdę On jest Mesjaszem.

Z każdym dniem przybywa ludzi po każdej ze stron i trzeba zdecydować, po której z nich się stanie. Niektórzy uciekną od konfliktu i zostawią w spokoju Jezusa i Jego oskarżycieli. Nikodem wykonał swoja jednokrotną próbę, by stanąć za Jezusem i od teraz będzie milczał, zastraszony przez innych. Być może zaczyna, jak Jeremiasz, widzieć zasięg spisku i wściekłość, jaką dotychczasowe słowa i obecność Jezusa wywołały w ludziach przestraszonych Jego prawością i wzywaniem do pokuty.

Być może prawdziwym grzechem wielu ludzi na podstawie dzisiejszego czytania – i w dzisiejszym świecie – jest ograniczanie Boga do kategorii, które są dla nich zrozumiałe i akceptowalne. Oni – my – określamy Boga swoimi własnymi słowami, w kategoriach, które my ustalamy, zamiast pozwolić Bogu być Bogiem. Życie w relacji z Nieznanym wymaga odwagi, pokory i szacunku; nastawienia otwartości; świadomości grzeszności i potrzeby bycia przemienionym, uczynionym świętym. Czy my też jesteśmy skupieni na własnych drogach, pewni tego kim jest Bóg? Czy nazywamy Boga jedynie słowami, które są dla nas wygodne lub pokazują tylko to, czym chcemy, by nasz Bóg był dla nas? Czy mamy zamiar uczynić Boga na nasze podobieństwo? Módlmy się słowami modlitwy Karla Rahnera, które być może otworzą nas na tajemnice Tego, który posłał Jezusa na świat:

Cóż mogę Ci powiedzieć, mój Boże? Czy mam zebrać razem wszystkie słowa
wielbiące Twoje święte imię? Mam nadać Ci wszystkie imiona świata, Tobie,
którego nie da się nazwać? Czy mam nazwać Cię Bogiem mojego życia,
znaczeniem mojego istnienia, poświęceniem moich uczynków, końcem mej
podróży, goryczą moich gorzkich godzin, domem mojej samotności, Ty moja
najcenniejsza radości? Czy powinienem powiedzieć: Stwórco, Podtrzymujący
wszystko, Wybaczający, Bliski, Odległy, Niepojęty, Boże zarówno gwiazd i
kwiatów, Boże łagodnego powiewu i straszliwych bitew, Mądrości, Mocy,
Lojalności i Wierności, Wieczności i Doczesności, Ty Pełen Łaski, Ty
Sprawiedliwy, Ty Miłości ?

Czy ograniczamy Boga, definiujemy Jezusa i powstrzymujemy Ducha Świętego tak, jak robili to nasi przodkowie? Bóg jest prawdą, a Jezus jest prawdą Bożą w ludzkiej istocie. Możemy okłamywać samych siebie i innych, ale nie okłamiemy Prawdy. Jak powiedział kiedyś Friedrich Hebbel „Jedno kłamstwo nie kosztuje cię jednej prawdy, ale całą prawdę.” Dzisiaj albo wysłuchamy słów Jezusa z pokorą, albo rozejdziemy się, każdy do swojego domu, z powrotem do naszych malutkich kęsów i kawałeczków prawdy. Ale szybko nadejdzie czas, że będziemy musieli publicznie zadecydować, po której stoimy stronie.
Musimy, jak Nikodem, spróbować naszych sił w walce, nie jeden raz, ale wciąż na nowo. Musimy pamiętać o odwadze tych, którzy opowiadają się za prawdą pośród milczenia, spisku i kłamstw, tak jak Dietrich Bonhoeffer, który powiedział:

Nie jesteśmy Chrystusem, ale jeśli chcemy być Chrześcijanami,
musimy mieć jakiś udział w wielkim sercu Chrystusa przez to, że będziemy
zachowywać się odpowiedzialnie i w wolności, gdy
nadejdzie godzina niebezpieczeństwa, i przez to, że będziemy okazywać
prawdziwe współczucie, które płynie nie ze strachu, ale z
uwalniającej i odkupiającej miłości Chrystusa do wszystkich
cierpiących. Bierne czekanie i patrzenie nie jest zachowaniem
Chrześcijanina. Chrześcijanie są powołani do współczucia i
działania, poczynając nie od własnego cierpienia, ale
cierpienia swych braci, za których cierpiał Chrystus.

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

W TAJEMNICY CHRYSTUSA CIERPIĄCEGO

O Chryste, Ty cierpiałeś za nas i zostawiłeś nam wzór, spraw, abym szedł Twoimi śladami (1 P 2,21)

„Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych — mówi św. Piotr — abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P 4, 13). Świadomość uczestnictwa w męce Pana czyni chrześcijanina mężnym, pogodnym, a nawet radosnym w cierpieniach. Jego cierpienie nie jest ciemne, rozpaczliwe; umacnia je i oświeca nadzieja. Te okoliczności bolesne, nierozwiązywalne od strony ludzkiej, znajdują podporę i wyjaśnienie w tajemnicy Chrystusa. On ściśle jednoczy z sobą tych wszystkich, co przechodzą przez Jego mękę. Dlatego cierpienie niewinnych nie jest już absurdem, lecz upodobnieniem do Niewinnego ukrzyżowanego.

W tej perspektywie cierpliwość chrześcijańska jest nie tyle cnotą moralną, ile raczej warunkiem uczestnictwa w tajemnicy Chrystusa. Kto nie wchodzi w tajemnicę Jego męki i śmierci, nie wchodzi również w tajemnicę Jego zmartwychwstania. Jeśli życie wieczne będzie pełnią zmartwychwstania w Chrystusie, to życie ziemskie jest tylko wstępem, ponieważ przeważa w nim zanurzenie w cierpieniu i śmierci Pana. Jednak nawet teraz, w czasie, zmartwychwstanie daje początek temu życiu Bożemu, którego Chrystus udziela wszystkim w Jego śmierci ochrzczonym i przemienionym.

Cierpliwości uczymy się zwracając spojrzenie na Boskiego Cierpliwego: „On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził... On sam w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża” (1 P 2, 22-24). Jeśli grzechy ludzkie umęczyły niewinnego Chrystusa, to nie jest niesprawiedliwością, gdy ten, kto jest winien Jego śmierci, odczuje ich ukłucia. Każdy człowiek patrząc na Ukrzyżowanego powinien pamiętać, że nie cierpi samotnie. Chrystus wycierpiał wszelkie gorycze, utrapienia, uciski, aby uczynić je dla niego mniej przykrymi i dodać mu otuchy w cierpieniach. Chrześcijanin, umocniony przykładem i łaską Chrystusa, podtrzymany miłością ku Niemu, nauczy się przeżywać swoje osobiste cierpienia nie upadając na duchu i składając je w ofierze za zbawienie braci, jako pokorny wkład w dzieło odkupienia. „Dopełniam w moim ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24).

  • Wpatrując się w Ciebie, O Chryste ukrzyżowany, widzę, że złożyłeś się na ofiarę Ojcu za dusze, a skupiając się w tym wielkim widzeniu Twojej miłości, zrozumiałam męczeństwo miłości Twojej duszy i pragnę się oddać jak Ty!
    Raduję się bardzo, o Chryste ukrzyżowany, myśląc, że Ojciec zna nas od wieczności i pragnie widzieć w nas Twój obraz. Jak bardzo jest potrzebne cierpienie, aby się dokonało w duszy Boże dzieło! Boże mój, Ty pragniesz niezmiernie ubogacić nas swoimi łaskami, lecz to my wyznaczamy ich miarę zależnie od tego, na ile pozwalamy abyś nas ofiarował, a ofiarował w radości, w dziękczynieniu, na wzór Twój, Mistrzu, i mówiąc z Tobą: „Czyż nie mam pić kielicha, który mi podał Ojciec?” O Mistrzu, Ty nazywałeś godzinę męki „swoją godziną”, tę, dla której przyszedłeś, cel wszystkich Twoich pragnień! Kiedy staje przede mną wielkie cierpienie, czy najmniejsza ofiara, pomyślę natychmiast, że to jest moja godzina, w której powinnam oddać świadectwo miłości ku Tobie, Panie, Ty bowiem umiłowałeś mnie „wielką miłością” (bł. Elżbieta od Trójcy Św.: List 117; 272).
  • O najsłodszy Jezu, co Cię skłoniło do cierpienia i jak wielka miłość ogarnęła Cię w czasie Twojej męki! Powiedz mi jednak mój Jezu, czy nie mogłeś odkupić człowieka i zbawić duszy mojej bez tak wielkiego zbytku miłości, przez łagodniejszą karę i uczucie bardziej umiarkowane? O niewysłowione boleści mojego Pana, o miłości wytrwała, niezwyciężona, niepojęta. Jezu mój, kiedyż potrafię odpłacić Ci się miłością, jaką Ci winienem i jakiej pragnę?
    Jest pewne, że na przyszłość trzeba, abym żyjąc zawsze umierał... i chociażbym cierpiał w tym życiu, ile tylko mogę, będzie to zawsze mało w porównaniu z moimi grzechami. Co więcej, największy krzyż ze wszystkich krzyżów, boleść nad wszystkie boleści to fakt, że obraziłem Ciebie, mój Boże.
    Jezu, jedyna moja miłości, nie opuszczaj mnie; czyń ze mną w tym życiu, co Ci się podoba, i daj tyle krzyżów, ile chcesz: zdaję się na każde Twoje upodobanie. Proszę Cię tylko, nie dozwól nigdy, abym przez grzech tracił Twoją łaskę (bł. Henryk Suzo).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 361

Do góry

Książka na dziś

Spowiedź jak na dłoni. Rzecz o dobrej spowiedzi

Mała szkoła przebaczania

PAWEŁ KRUPA OP

Spowiedź może być nie tylko „zaliczona”, „skuteczna” czy „odhaczona”. Może być również „dobra”, to znaczy przynosić widoczne dobro w twoim życiu. Jak to osiągnąć? Ojciec Paweł Krupa OP zainspirowany jezuicką ryciną z XVII wieku i św. Ignacym Loyolą przygotował praktyczny rachunek sumienia. Gawędziarski język i obrazowe anegdoty autora sprawią, że trudno będzie ci się oderwać od czytania (nie tylko w kolejce do konfesjonału).

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.