16 MARCA 2018

Piątek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania: Mdr 2, 1a. 12-22; Ps 34 (33), 17-18. 19-20. 21 i 23; J 7, 1-2. 10. 25-30

Rozważania: Ewangeliarz OP, Oremus, Megan McKenna, O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Książka na dziś: Mała szkoła przebaczania

Dzisiejsze czytania

(Mdr 2, 1a. 12-22)
Mylnie rozumując, bezbożni mówili sobie: "Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszemu działaniu, zarzuca nam przekraczanie Prawa, wypomina nam przekraczanie naszych zasad karności. Głosi, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zgonie. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony". Tak pomyśleli – i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dla dusz czystych.

(Ps 34 (33), 17-18. 19-20. 21 i 23)
REFREN:Pan zawsze bliski dla skruszonych w sercu

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.

On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się do Niego ucieka.

(Mt 4, 4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 7, 1-2. 10. 25-30)
Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi zamierzali Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: "Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest". A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: "I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał". Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Oremus

Co takiego ma w sobie Jezus, że w Jego czasach i dzisiaj, a także w jakiś sposób w ciągu całych dziejów ludzkich staje się przedmiotem ataków, celem zasadzek, kimś znienawidzonym, kogo trzeba zabić? Jest wielu, którym wydaje się, że Go znają, że wiedzą, skąd jest, a jednocześnie czują, że jest inny. Takiej sytuacji ludzie pyszni, chorobliwie ambitni, troszczący się o ziemskie interesy znieść nie mogą chcą Go więc pojmać i zabić. Jezusa można poznać w Jego inności, ale to wymaga wiary. Kto wykaże się odwagą wiary, będzie mógł poznać także Tego, który Jezusa posłał na ziemię.

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006, s. 127

Do góry

 

Megan McKenna

Ciężko czytać fragment z Księgi Mądrości, ponieważ wielu z nas nie rozpoznaje zła: jego głębi, niegodziwości i świadomych zamiarów. Wielu z nas jest naiwnych wobec grzechu, zła i czyniących zło, chcących wierzyć, że w zasadzie wszyscy jesteśmy dobrzy i że ludzie nie decydują się postępować źle; oni tylko popełniają błędy lub dają się ponieść emocjom czy tłumowi. Ale Księga Mądrości przedstawia tych, którzy czynią źle, tych świadomych i mających zamiar działać na szkodę innych dla własnego zysku. Przypomina to tradycyjnym opis grzechu: poznanie grzechu, zamiar popełnienia go i popełnie z własnej, nieprzymuszonej woli. W tym czytaniu pojawia się zamiar skrzywdzenia, i to skrzywdzenia tego, który jest „sprawiedliwy”.

Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny:
sprzeciwia się naszym sprawom,
zarzuca nam łamanie prawa,
wypomina nam błędy naszych obyczajów.
Chełpi się, że zna Boga,
zwie siebie dzieckiem Pańskim.
Jest potępieniem naszych zamysłów,
sam widok jego jest dla nas przykry,
bo życie jego niepodobne do innych
i drogi jego odmienne.
Uznał nas za coś fałszywego
i stroni od dróg naszych jak od nieczystości.
Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy
i chełpi się Bogiem jako ojcem.
Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa,
wybadajmy, co będzie przy jego zejściu.

Argumentacja i zamiar są zabójcze. Świadomość tego, co jest zamierzone, jest tak wyraźna jak dźwięk dzwonu odbijający się od gór w porannym powietrzu. Wymieniają oni swoje grzech w zestawieniu z dobrymi uczynkami sprawiedliwego, a jego sprawiedliwość i to jak obnaża ona ich grzeszność i zło są dla nich jasne jak słońce. Jednakże zamiast brać sobie słowa sprawiedliwego do serca, uważają je za nieznośne, ponieważ on, samą swoją obecnością, oddziela ich od siebie. Oni maja władzę, surowość i brutalność, i mają zamiar zniszczyć tego, który mówi prawdę cieleśnie i w słowach. Ich gniew wzbudza jeszcze głębsza świadomość relacji sprawiedliwego z Bogiem; on ma poznanie i bliskość, twierdzi nawet, że Bóg jest jego Ojcem i że jest przez to dzieckiem Boga. Oto jest prawdziwe sedno nienawiści wywołanej przez tych, którzy są dobrzy. Jego słowa pokazują oddzielenie tych, którzy czynią zło ,od obecności i poznania Boga.

Z powodu braku poznania Boga, zakładają, że Bóg zachowa się tak, jak oni by się zachowali. Zobaczmy, mówią, czy Bóg go obroni i wybawi z rąk jego wrogów. Oczywiście, opisują siebie jako wrogów sprawiedliwego i wrogów Boga. Decydują się więc zelżyć i poddać katuszom sprawiedliwego, by „poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości”. Te dwie cechy sprawiedliwego są uznawane za rzeczywistość, którą on żyje, nawet przez tych którzy są źli.

Obmyślili sobie to wszystko z wyprzedzeniem. „Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony”. To jest sposób, w jaki myślą niesprawiedliwi, ale mylą się, ponieważ nieprawość i zło zaślepiają ich, i nie znają Bożej mądrości, rady czy mocy. Nic nie jest tym, na co wygląda w oczach Boga. Historia, zło, destrukcja i grzech mogą być odkupione. Sam Bóg jest wieczny i ponad wszelkimi innymi potęgami. Świętość i sprawiedliwość są silniejsze niż jakakolwiek nienawiść, oszustwo, nieuczciwość, gniew, katusze czy zniszczenie, potężniejsze nawet niż sama śmierć. Śmierć – śmierć sprawiedliwego, świętego, niewinnego, i tych którzy chcą jedynie służyć Bogu – jest pogrzebana w mądrości Boga. Ci którzy postępują źle, nie mogą zobaczyć lub zrozumieć większych możliwości. Widzą tylko to, co jest najbliższe i obecne jedynie z ich punktu obserwacyjnego, przez co kalkulują, nie licząc na ukrytą Bożą poradę, którą odkryć mogą tylko ci znający Boga. Wierzący polega na wierze i nadziei dla lepszego i prawdziwszego życia, niż to które projektuje zło.

Ten opis, to oczywiście opis Jezusa, Sprawiedliwego, ale również trafne przedstawienie tego, co stało się z wszystkimi prorokami, z tymi, którzy mówili prawdę i byli święci, oddani sercem i umysłem w posłuszeństwie i szacunku dla Boga, i wszystkich stworzeń ludzkich. Prawdziwa świętość i dobroć prowokuje, zło by pokazało swe prawdziwe oblicze i zostało obnażone jako, to czym jest: zboczeniem od wszystkiego co ludzkie. To jest mądrość: znać grzech, zło i niesprawiedliwość takimi, jakie są i znać Boga w świętości, niewinności i sprawiedliwości. W Ewangelii Jana po to dany jest Duch: by udowodnić światu, że myli się co do grzechu, zła i niesprawiedliwości i udowodnić racje Jezusa, dać świadectwo życiu i słowom Sprawiedliwego.

Psalm 34 mówi o pocieszeniu i odnowionej nadziei. Ogłasza głośno: „Pan jest blisko skruszonych w sercu”. Bóg, jak mówi psalm, bierze stronę w konflikcie. Bóg staje do konfrontacji z tymi, którzy czynią źle, by pamięć o nich znikła z ziemi. Gdy po prostu wołają, Bóg słyszy ich i ratuje ze wszystkich kłopotów. Prawda, „Wiele nieszczęść [spada na] sprawiedliwego”, ale, pośród takich doświadczeń i ciężkiego czasu, jesteśmy ocaleni. Bóg czuwa nad nami, przenika nawet nasze kości, a nawet jeśli zostaniemy złamani na ciele i duchu, będziemy odkupieni, jeśli tylko schronimy się u Boga. Ten rodzaj polegania na Bogu jest jedyną drogą, jaką sprawiedliwy ma na świecie, na którym zło traktowane jest jak dobro.

Te czytania i przemyślenia przygotowują nas na nieuniknioną walkę aż do śmierci pomiędzy Jezusem i tymi, którzy stają przeciw Niemu. Ewangelia zaczyna się od zakulisowych intrygi i atmosfery nienawiści i zabójstwa, która już zaczyna przynosić efekty. Jezus zostaje w Galilei i nie podróżuje do Judei, ponieważ jacyś Żydzi szukają okazji, by Go zabić. Jezus żyje w cieniu nienawiści, konspiracji i morderstwa. Gdy jego uczniowie przybywają do Jerozolimy na Święto Namiotów, On przychodzi później, wślizgując się w tłum po cichu ”nie jawnie, lecz skrycie”. Jezus ukrywa siebie przed oczami tych, którzy knują zło.

Ale inni rozpoznają Go, mówiąc, „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest.” Nawet ci, którzy Go widzą, są ślepi. Myślą, że wiedzą, skąd pochodzi, więc również dyskredytują Go, używając swojej ograniczonej wiedzy o pismach i Bogu. Są zaintrygowani tym, że swobodnie przemawia i nikt Go nie rusza. Zastanawiają się, jakie zatem jest stanowisko autorytetów, ponieważ nie atakują oni Jezusa. Nadal jednak są czujni i nieufni. Nie podchodzą do niego, nie słuchają, nie wierzą. Oni, tak jak i ci którzy aktywnie szukają sposobności zgładzenia Jezusa, zachowują dystans i nie otwierają serc na Jego nauczanie czy wiarę. Stoją słuchając, ale nie słyszą, widzą, ale nie wierzą, na na pewno nie stają po stronie Jezusa. Zło jest w tym, co robimy i w tym, czego decydujemy się nie zrobić.

Jezus zna ich dobrze. Naucza w świątyni i woła:

I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem.
Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie;
lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał,
którego wy nie znacie. Ja Go znam,
bo od Niego jestem i On Mnie posłał.

Jezus deklaruje publicznie, że zna Boga, tak jak Sprawiedliwy w księdze Mądrości, wyznaje, że powołanie sprawiedliwego jest błogosławione. Proklamacja Jezusa, to że przypomina ludziom słowa księgi Mądrości, wywołuje taką samą reakcję: „Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.”

Jezus jest Sprawiedliwym, a Jego poznanie Boga sprawia, że ci, którzy nie znają Boga jako swego Ojca odwracają się do Niego. Bóg zadaje nam parę surowych pytań: Czy znamy tego Boga Jezusa, który jest ojcem sprawiedliwego, który konfrontuje czyniących nieprawość w ciele i osoby sprawiedliwe i niewinne, i który jest blisko tych, którzy mają złamane serca? Czy działamy ze złych pobudek względem nich? Czy czekamy aż inni będą cierpieć niesprawiedliwie z rąk czyniących nieprawość i nie staniemy w ich obronie? Czy myślimy, że znamy Boga, a jednak stoimy ślepi wobec obecności cierpienia Sprawiedliwego pośród nas?

Słuchaj sprawiedliwych. Połuchaj słów Geo Mangakisa w „Liście do Europejczyków”, opublikowanym w roku 1973 w raporcie Amnesty International dotyczącym tortur:

Doświadczyłem losu ofiary. Widziałem z bliska twarz torturującego. Była ona w gorszym stanie niż moja własna, krwawiąca, sina twarz. Oprawca był zniekształcony przez pewien rodzaj tiku, który nie miał w sobie nic ludzkiego... Nie jest łatwo stać się oprawcą torturującym ludzi. Wymaga to pracy wewnątrz siebie. W zaistniałej sytuacji, to ja miałem więcej szczęścia. Ja byłem poniżany. Nie poniżałem innych... Teraz jestem pozbawiony radości patrzenia na twarze dzieci idących do szkoły czy bawiących się w parku. Tymczasem oni muszą patrzeć w twarze swoich własnych dzieci.

Lub rozważmy tę zakazaną radiową reklamę z 1995 roku, również z Amnesty International:

Słuchaj. Słuchaj. Słyszysz to? To jest dźwięk
wzgórz i pól Ruandy, na których
w ciszy leżą setki tysięcy umarłych.

Słuchaj. To jest dźwięk strachu u sąsiednim
Burundi, gdzie ludzie modlą się, by nie
dosięgły ich zabójcze maczety.

Słuchaj, to ciężka, pełna napięcia cisza więźniów
odciętych od rzeczywistości na lata za to, w co
kiedyś wierzyli, co myśleli, kim byli.

. Słuchaj. To jedyna wiadomość, jaką kiedykolwiek usłyszysz
od zaginionych, porwanych przez brygady
śmierci, których nigdy więcej już nie usłyszą i nie zobaczą
ich rodziny.
Słuchaj. To jest cisza w małym pokoju po
wyjściu oprawcy.
Słuchaj. To jest milczenie w radzie wielkich
Narodów, kiedy nie wspomina się
Tych trudnych tematów.

Słuchaj. To jest milczenie zwykłych, przyzwoitych
Ludzi, którzy myślą, że to wszystko nie ma
z nimi nic wspólnego, i że nie mogą zrobić
nic by pomóc.
Słuchaj. Głęboko we wnętrzu siebie. Co
słyszysz?
Przerwij ciszę.

Słuchaj. Pan uwalnia dusze sług swoich, nie dozna kary, kto się doń ucieka. (Psalm 34)

Megan McKenna z książki "Wielki Post - Refleksje i opowieści"

 

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Z JEZUSEM UPOKORZONYM

O Jezu upokorzony aż do wyniszczenia, spraw, abym dzielił Twoje uczucia (Flp 2, 5-7)

„To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie: On, istniejąc w postaci Bożej... ogołocił samego siebie” (Flp 2, 5-7). Nigdy nie dość rozważać te słowa Apostoła. Wszyscy chrześcijanie są wezwani, by naśladować Jezusa na drodze pokory; aby zaś to spełnić, trzeba „wyniszczyć siebie samych”, czyli ogołocić się z pychy, podejmując to, co ją niszczy: upokorzenia. Przede wszystkim upokorzenie wewnętrzne, to jest uznanie własnych braków, niedociągnięć, niewierności. Następnie upokorzenia zewnętrzne wynikające z faktu, że nasze własne ograniczenia, błędy i upadki najlepiej zauważa inny człowiek. Wielu pragnie być pokornymi, lecz niewielu godzi się być upokorzonymi; wielu prosi o pokorę, lecz potem w praktyce unika upokorzeń. A jednak jak studium jest środkiem do zdobycia wiedzy, tak upokorzenie jest środkiem do nabycia pokory. Zresztą upokorzenie jest częścią, która sprawiedliwie należy się człowiekowi grzesznemu. Święci byli tak o tym przekonani, że upokorzeń, jakie ich spotykały, nigdy nie uważali za zbyt ciężkie. „Ile razy słyszałam kogo mówiącego o mnie co złego — pisze św. Teresa od Jezusa — jasno zawsze widziałam, że to, co mówi, jest jeszcze zbyt mało. Kiedy mnie fałszywie w czymś oskarżano, widziałam, że obraziłam Boga w wielu innych rzeczach i obwiniający okazywali mi wielką miłość nie wspominając o nich” (Dr.d. 15, 3).

Sobór zachęca szczególnie zakonników do praktyki cnoty pokory „przez którą uczestniczy się w wyniszczeniu Chrystusowym” (DZ 5). Kto pragnie uczestniczyć w wewnętrznej tajemnicy Chrystusa — jak tego wymaga powołanie osób Bogu poświęconych — winien postępować drogą Jego wyniszczenia. Sam człowiek nie dokona tego o własnych siłach, potrzebuje, aby to Chrystus wprowadził go na tę drogę, pozwalając mu uczestniczyć w swoich upokorzeniach., Krzywdy,-. oskarżenia, zniewagi, niezrozumienie, niepowodzenia, jakie napotykamy w życiu, to prowadzące do tego środki. Człowiek „przyjmując je z miłości ku Chrystusowi, otwiera się na dar Jego boskiej pokory, wchodzi w tajemnicę Jego wyniszczenia na chwałę Ojca i zbawienie ludzi. Naśladując Chrystusa upokorzonego aż do śmierci na krzyżu, stajemy się chwalcami Boga i zbawcami braci. Pokora zwycięża i pozyskuje nawet najbardziej opornych.

  • O Chryste, Synu Boga, wybrałeś ostatnie miejsce, obchodząc się z sobą jak z ostatnim ze wszystkich ludzi... od narodzenia aż do śmierci. Chciałeś, aby tak się odnosili do Ciebie grzesznicy, szatani, Duch Święty i Twój Ojciec przedwieczny. A to wszystko w tym celu, byś uwielbił Ojca swojego... i naprawił zniewagę wyrządzoną Mu przez- naszą pychę, zawstydził i zniszczył naszą zarozumiałość, nauczył nas gardzić próżnością i kochać pokorę. Można słusznie powiedzieć, że pycha znieważa Boga, a Bóg brzydzi się nią w najwyższym stopniu. Aby naprawić tę zniewagę, trzeba było, abyś Ty, Synu Boży, został tak upokorzony! Można słusznie powiedzieć, że próżność jest czymś potwornym, bo na to, aby ją zniszczyć, raczyłeś najgłębiej się uniżyć. Należy wierzyć, że w oczach Bożych pokora jest skarbem naprawdę bezcennym i najmilszym Mu drogim kamieniem, bo Ty, Synu Boga, raczyłeś się tak upokorzyć, by nauczyć nas kochać tę cnotę i pobudzić do naśladowania Cię w jej praktyce oraz wysłużyć nam łaskę pełnienia jej czynem (św. Jan Eudes).
  • O słodki Jezu, padam do Twych stóp i pewien jestem, że Ty zdołasz uczynić to, czego ja sobie nawet wyobrazić nie potrafię. Chcę Ci służyć tak długo, jak tylko zechcesz, za wszelką cenę, kosztem każdej ofiary. Sam nic nie potrafię: nie umiem zdobyć pokory, lecz to jedno mogę Ci powiedzieć z całą stanowczością, że chcę być pokorny, chcę kochać poniżenie i brak względów ze strony bliźnich dla mojej osoby. Z zamkniętymi oczyma, z pewną nawet pożądliwością rzucam się w ten potop wzgardy, cierpienia i poniżenia, w jaki zechcesz mnie pogrążyć. Wypowiadając te słowa czuję niechęć, rozdarcie serca, lecz obiecuję: cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie. Nie wiem, co uczynię, nie dowierzam sobie, lecz nie odstąpię od mego zamiaru i chcę całą siłą mej duszy „cierpieć, cierpieć i być wzgardzony dla Ciebie” (Jan XXIII: Dziennik duszy, rok 1903).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 357

Do góry

Książka na dziś

Mała szkoła przebaczania

Mała szkoła przebaczania

KS. PIOTR ŚLIŻEWSKI

„Nigdy mu (jej) tego nie wybaczę!” Z pewnością każdemu zdarzyło się kiedyś tak pomyśleć. Niemniej wszyscy jesteśmy wezwani do przebaczenia. Nawet największych krzywd. To trudny proces. Trudny ale konieczny. Brak przebaczenia niszczy bowiem nie tylko tego, kto zawinił, ale i nas samych.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.