11 WRZEŚNIA 2017

Poniedziałek

Dzień powszedni

Dzisiejsze czytania: Kol 1,24-2,3; Ps 62,6-7,9; J 10,27; Łk 6,6-11

Rozważania: Ewangeliarz OP, Oremus, O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Książka na dziś: Rzeczywista obecność Jezusa w Sakramencie Eucharystii

Dzisiejsze czytania

(Kol 1,24-2,3)
Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić /posłannictwo głoszenia/ słowa Bożego. Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym, którym Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan. Jest nią Chrystus pośród was - nadzieja chwały. Jego to głosimy, upominając każdego człowieka i ucząc każdego człowieka z całą mądrością, aby każdego człowieka okazać doskonałym w Chrystusie. Po to właśnie się trudzę walcząc Jego mocą, która potężnie działa we mnie. Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielką walkę toczę o was, o tych, którzy są w Laodycei, i o tych wszystkich, którzy nie widzieli mnie osobiście, aby ich serca doznały pokrzepienia, aby zostali w miłości pouczeni, ku /osiągnięciu/ całego bogactwa pełni zrozumienia, ku głębszemu poznaniu tajemnicy Boga - /to jest/ Chrystusa. W Nim wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte.

(Ps 62,6-7,9)
REFREN: U Boga chwała i zbawienie moje

Jedynie w Bogu szukaj spokoju, duszo moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On tylko jest skałą i zbawieniem moim,
On moją twierdzą, więc się nie zachwieję.

W każdym czasie
Jemu ufaj, narodzie.
Przed Nim wylejcie wasze serca:
Bóg jest naszą ucieczką.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je a one idą za Mną

(Łk 6,6-11)
W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na środku! Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich: Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle, życie ocalić czy zniszczyć? I spojrzawszy wkoło po wszystkich, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Szabat, święty czas spotkania z jedynym Bogiem, to dar Boży dla ludu wybranego. Bóg daje Izraelitom czas szabatu, by na nowo powoływać ich do pełni życia w ciągłej zażyłości z sobą. Na najgłębszy sens tego dnia – przywracanie życia – wskazuje nam Jezus, właśnie w szabat uzdrawiając człowieka z uschłą ręką. Nie wszyscy potrafią przyjąć ten znak. Gdy w sercu brakuje pragnienia zmartwychwstania ze swoich grzechów, odpowiedzią na cud uzdrowienia może być osądzanie, a nawet odrzucenie Dawcy życia.

S. Maria Elia i ks. Wojciech Skóra MIC, „Oremus” wrzesień 2001, s. 44

Do góry

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

Wytrwać aż do końca

Panie, pociesz serce moje i utwierdź we wszelkim czynie i dobrej mowie (2 Tes 2, 17)

„Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują... Oto wychwalamy tych, co wytrwali” (Jk 1, 12; 5, 11). Innym aspektem męstwa chrześcijańskiego jest wytrwałość w dobrym. Bez niej nie można osiągnąć świętości, a nawet zbawienia, istotnie, nie wystarcza być cnotliwym cierpliwym, wielkodusznym jakiś dzień, a nawet przez rok. Trzeba być takim aż do końca. To jest najtrudniejszy punkt, ponieważ jak mówi św. Tomasz, „wykonywanie długie jakiejś trudnej rzeczy — a jest nim prawie zawsze cnota — przedstawia szczególną trudność” (II-a II-ae 137, 1).

„Potrzebujecie wytrwałości — zauważa Apostoł — abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy... «Mój sprawiedliwy z wiary żyć będzie, jeśli się cofnie, nie upodoba sobie dusza moja w nim»” (Hbr 10, 36. 38). Odstąpić od dobra podjętego, z drogi wiary i naśladowania Chrystusa, znaczy to narazić na niebezpieczeństwo własne zbawienie. Powiedział to również Jezus: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 62). Kto wycofuje się, skazuje się dobrowolnie na to, że nie dojdzie do mety. Jest słabym, nędznym, zbiegiem; chrześcijanin zaś powinien być mężny, niezłomny, wytrwały. Łaski, które towarzyszą powołaniu chrześcijańskiemu w ogólności i każdemu szczególnemu powołaniu — do stanu małżeńskiego, zakonnego lub kościelnego — zapewniają każdemu siłę potrzebną do wytrwania w podjętych obowiązkach. W rzeczy samej każde odejście jest zawsze brakiem wiary w łaskę i pomoc Boga. Niepodobna, aby Bóg opuścił tego, kto chce Mu być za wszelką cenę wierny, a więc walczy bez przerwy, by pokonać pokusy egoizmu i powaby świata. Wierność Boga nieskończenie przewyższa wierność człowieka: „Wierny jest Bóg — twierdzi św. Paweł — i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania” (1 Kor 10, 13).

Udziel mi, o Boże wieczny, abym była stanowcza, wytrwała w cnocie, abym nie odwracała głowy pragnąc podziwiać pług, lecz wytrwale zdążała drogą prawdy. Wytrwałość bowiem zostanie uwieńczona, a bez niej nie mogę być miła i przyjemna Tobie. Ta cnota wnosi do duszy naszej obfitość miłości, owoc każdego naszego trudu. O, jak szczęśliwa jest dusza, która praktykuje i wyniszcza życie swoje w prawdziwej i świętej cnocie. W tym życiu już kosztuje ona zadatku życia wiecznego!
   Lecz Ty mnie nauczasz, o Chryste ukrzyżowany, że nie mogę osiągnąć takiej doskonałości bez wielkiego cierpienia, bo życie teraźniejsze nie mija bez trudu, a kto by chciał uciec od niego, uciekłby od jego owocu [wytrwałości], nie ucieknie jednak od trudu. Ty nie zsyłasz nam walk dla śmierci, lecz dla życia, nie na to, abyśmy zostali pokonani, lecz abyśmy zwyciężyli, aby doświadczyć naszej cnoty. Spraw, abyśmy umocnieni światłem najświętszej wiary otwarli oczy rozumu i patrzyli na krew Twoją, by nasza słabość wzmocniła się, i abyśmy poznali cnotę i wytrwałość w Twojej chwalebnej i bezcennej krwi (zob. św. Katarzyna ze Sieny).

O Panie, ja na pewno dostąpię zbawienia, jeśli wytrwam aż do końca, lecz ta wytrwałość, by wysłużyć mi zbawienie, powinna być cnotą. Ty udzielasz mi cnoty, która mnie zbawia, dajesz mi wytrwałość, abym osiągnął zbawienie. O Panie, Ty udzielasz mi cnoty, która mnie zbawia!... Oto teraz staczam jeszcze walkę: walkę z zewnątrz z pseudo-cnotliwymi, walkę wewnątrz z własnymi pożądliwościami; widzę bowiem inne prawo w moich członkach, które sprzeciwia się prawu mojego umysłu i czyni mnie niewolnikiem prawa grzechu, które żyje w moich członkach. O ja nieszczęśliwy! Któż mnie uwolni od tego ciała śmiertelnego? Ty mnie uwolnisz, o Panie, swoją łaską przez Jezusa Chrystusa, Syna Twojego i Pana naszego. W trudzie więc tej walki kieruję spojrzenie do Twojej łaski, w ogniu i żarze, który już zacząłem odczuwać, błagam o Twój ożywczy chłód (św. Augustyn).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 165

Do góry

Książka na dziś

Rzeczywista obecność Jezusa w Sakramencie Eucharystii

Rzeczywista obecność Jezusa w Sakramencie Eucharystii

o. Robert DeGrandis SSJ, Eugene Peter Koshenina

Większość ludzi szuka tego, co święte, sakralne w doświadczeniu religijnym. Spójrzcie tylko jak garną się oni do miejsc słynących objawieniami czy relikwiami świętych. W każdym z nas jest wrodzona skłonność do boskości i świętości. Niektórzy próbują ją ukryć, lecz mimo to ona istnieje we wszystkich ludziach. Pewien pisarz twierdzi, że wszystkie dzieci mają doświadczenie Boga jeszcze przed urodzeniem i to zaszczepia w nich pewnego rodzaju przyciąganie grawitacyjne do tej Idealnej Miłości, która ich kiedyś oczarowała. Usłyszałem kiedyś zdanie wypowiedziane przez Napoleona podczas udzielania wywiadu pewnemu dziennikarzowi. Zapytano go, jaki był najszczęśliwszy dzień w jego życiu. Odpowiedział: „dzień mojej Pierwszej Komunii.” Warto przypomnieć sobie, o co naprawdę chodzi w Eucharystii.... Świadectwo „Rzeczywista Obecność…” była jedną z moich ulubionych książek, którą miałem zaszczyt współtworzyć z ojcem Robertem DeGrandis SSJ. Była ona zainspirowana bardzo niezwykłym objawieniem Eucharystii, jakie miało miejsce w Danville, w stanie New Hampshire, 31 grudnia 1997 roku, w zakonie Małych Sióstr św. Franciszka. Po wysłuchaniu Małych Sióstr modlących się niczym anioły, nadeszła północ i czas na noworoczną mszę. Około dwadzieścia pięć procent z nas przeszło do małej kaplicy. Msza zaczęła się jak zwykle, bez żadnych rewelacji. W końcu nadszedł czas na Konsekrację. O. DeGrandis ze schyloną głową, ledwo wystając ponad ołtarz, uniósł ogromną hostię ponad głowę, zamknął oczy i modlił się. Nagle, pionowo na hostii pojawił się błysk jasnego światła. Okazał się on być prawie na centymetr szeroki, biegnąc przez całą wysokość hostii. Pozostał w ten sposób przez około dwie sekundy a potem rozprzestrzenił się szybciej, niż oko ludzkie zdołałoby dostrzec. Zmienił się w jak najpiękniej pokolorowany wizerunek Naszej Pani. Ukazała się w niebiesko-białym odzieniu; jej podobizna znajdowała się na wysokości około 13 mm od dołu i tyle samo od góry, idealnie wyśrodkowana. Byłem onieśmielony, ale na tyle przytomny, żeby trącić łokciem żonę, która modliła się z zamkniętymi oczami; otworzyła je w zdumieniu. Wizerunek pozostał przez około 4 sekundy, potem zniknął w mgnieniu oka. Zaraz po tym nastąpił kolejny błysk jasnego światła, identyczny z poprzednim. Kształt, który się wyłonił był wizerunkiem Najświętszego Serca Jezusa w pełni jaskrawym kolorze czerwieni oraz bieli. Powielił on wzór pierwszego powtórzenia. Następnie pojawił się trzeci błysk światła i ukazało się samo Najświętsze Serce – jasne i wyraźne – kolejny idealny obraz. Zniknęło na sposób dwóch pierwszych iluminacji. Ojciec DeGrandis opuścił hostię i podniósł głowę, kompletnie nieświadomy, że właśnie byliśmy świadkami czegoś najcudowniejszego. - Eugene Peter Koshenina

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.