www.mateusz.pl/czytania

3 LISTOPADA 2013

XXXI niedziela zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Mdr 11,22-12,2; Ps 145,1-2.8-11.13-14; 2 Tes 1,11-2,2; J 3,16; Łk 19,1-10

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Mdr 11,22-12,2)
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

(Ps 145,1-2.8-11.13cd-14)
REFREN: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu

Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu,
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią Panie wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

(2 Tes 1,11-2,2)
Modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn płynący z wiary. Aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa - a wy w Nim - za łaską Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa. W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.

(J 3,16)
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego, każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

(Łk 19,1-10)
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

 

 

Ziarnko piasku nie jest zbyt małe ani poranna rosa zbyt ulotna, żeby nie mogły zachwycić i rozradować Boga. Ta radość Boga jest Jego królowaniem – roztaczającym się wszędzie, gdzie jesteśmy. Choćbyśmy nie wierzyli, bo nasze są serca zbyt ciasne, zapał łatwo gasnący i pamięć o grzechach niebezpiecznie uciska. Właśnie to Boże królowanie głosili Apostołowie. Królestwo Bożego zachwytu nad stworzeniem, nade mną. Nic dziwnego, że ta prawda leczy wszelkie choroby.

O. Wojciech Czwichocki OP, „Oremus” listopad 2007, s. 28

 

Zejdź prędko!

W historii Zacheusza wielu z nas mogłoby znaleźć dla siebie obfite źródło nadziei i duchowej inspiracji. Albowiem jesteśmy chyba do niego trochę podobni. No, może nie aż do tego stopnia, żebyśmy zaraz byli kolaborantami, zdrajcami czy oszustami na wielką skalę, jak Zacheusz. Ale nasze życie i tak pozostawia wiele do życzenia. Zapewne sporo ludzkiej krzywdy mamy na swoim koncie. I na pewno nie jeden raz zboczyliśmy z uczciwej drogi. Zresztą nie chodzi o to, żeby się licytować z Zacheuszem w wykroczeniach; raczej skoncentrujmy uwagę, żeby go naśladować w nawróceniu.

Nawrócenie to zaczęło się od tego, że Zachceusz usłyszał o Jezusie: Ten, który głosił wspaniałe nauki, który nie wstydził się zasiadać z celnikami przy jednym stole, który cudownie uzdrawiał i miał u wszystkich autorytet i szacunek, miał dziś ponoć przechodzić przez Jerycho. Jak wspaniale byłoby Go zobaczyć! Może choć On jeden trochę by go zrozumiał, nie potępił.

Ale szanse na to Zachceusz miał nikłe. Bał się tłumu. Wszyscy nim gardzili i darzyli nienawiścią, a mieli za co. Przecież wysługiwał się okupantom, zdzierał pieniądze od swoich współziomków, by oddawać je obcym, zagarniając przy tym sporą dolę dla siebie. Był bez skrupułów, więc szybko zbił spory majątek. Ale co z tego, skoro nie mógł za niego kupić ludzkiego szacunku. A na dodatek jego niski wzrost stanowił doskoanły pretekst do drwin. Tu ludzie, gdy było ich więcej, mogli sobie na nim bezkarnie poużywać. Wobec tłumu Zacheusz był bezsilny. I dlatego go unikał.

Ale tym razem za wszelką cenę chciał zobaczyć Jezusa i postawił wszystko na jedną kartę. Po kryjomu wspiął się na drzewo, by zobaczyć Jezusa. Niestety, ludzie też go zobaczyli. Natychmiast wybuchł jeden gromki śmiech. Pokazywali go sobie palcami, głośno i złośliwie komentowali, chcąc także wciągnąć w to Jezusa. Oj, utrze On teraz nosa temu zdrajcy! Ale Jezus się nie dał. Nie uległ zbiorowej kpinie, nie pozwolił sobie narzucić cudzej opinii. Zamiast potępiających słów, odezwał się ciepło: Zacheuszu! Chciałbym wstąpić do ciebie. To jakby grom z jasnego nieba. Wszystkich poraziło. Do Zacheusza? Do tego sprzedawczyka? Chyba coś się Jezusowi pomyliło! A jednak nie. Tylko Jezus potrafił przełamać mur nienawiści i uprzedzeń wobec Zacheusza. Potrafił spojrzeć na niego inaczej i dostrzec coś, czego inni nie dostrzegali, czego nie widział także sam Zacheusz – pragnienia dobra i poprawy. W każdym z nas kryje się gdzieś to pragnienie, ale nieraz brakuje „katalizatora”, który by je uaktywnił. Takim katalizatorem jest ludzka akceptacja i zaufanie. To zmieniło Zacheusza o wiele skuteczniej niż wszystkie napomnienia, potępienia i groźby. Wreszcie ktoś mu zaufał! Więc nie jestem jeszcze przegrany, mogę zacząć inaczej!

I zaczął. Prawdopodobnie tego wieczora Zachceusz stracił cały swój majątek. Połowę rozdał, a po drugą połowę już stała długa kolejka pokrzywdzonych, chętnych powetować sobie dotychczasowe straty. Ale dla Zacheusza to się nie liczyło. Najważniejsze, że odzyskał szacunek do siebie samego. I że wreszcie została przełamana niechęć ludzi wobec niego. Wreszcie ktoś chciał go odwiedzić, odezwać się po ludzku. Za to warto zapłacić nawet wysoką cenę. A wszystko to za sprawą Jezusa, którego Zachceusz chciał tylko zobaczyć.

Czyż nie jest to jakieś wezwanie także i dla nas? Czy i nam nie przydałoby się takie wyzwalające spotkanie z Jezusem? Czy i w naszym życiu nie trzeba by czegoś zmienić? Jeśli tak, musimy zaryzykować i wspiąć się na jakieś drzewo. Jezus na pewno będzie tamtędy przechodził.

Ks. Mariusz Pohl

 

Piękne serce celnika

Niezwykle trudną sprawę ukazuje ewangeliczna scena mówiąca o nawiedzeniu przez Jezusa domu Zacheusza. Był to celnik, a więc Żyd współpracujący z rzymskim okupantem. Ściągał cło. Na podstawie umowy odpowiednią kwotę miał oddać w ręce okupanta. Z nadwyżki, o której sam decydował, mógł żyć dostatnio.

Już samo wejście w tak bliski kontakt z okupantem stawiało celników, w oczach patriotów, na liście podejrzanych. Do tego dochodziło poczucie krzywdy, z której oni często wystawnie żyli. Faryzeusze traktowali ich na równi z grzesznikami i nie chcieli mieć z nimi żadnego bliskiego kontaktu. Swoją postawą rzutowali na postawę wszystkich pozostałych pobożnych Żydów. Sytuacja była delikatna, bo miała wymiar nie tylko społeczno-polityczny, ale i religijny. Celnicy w oczach pobożnych Żydów byli skompromitowani.

Podejście jednak Boga do nich było inne. Jego nie interesują opinie ludzkie ani układy polityczne, lecz prawość serca. Wśród celników byli ludzie prawego serca. Jednego z nich Jezus uczynił apostołem i włączył w grono Dwunastu, łamiąc w ten sposób twarde zasady faryzeuszy i narażając się na bardzo ostrą krytykę.

Drugie spotkanie opisane w Ewangelii miało miejsce w domu celnika Zacheusza. Jest rzeczą godną uwagi, że serce zarówno Mateusza /Lewiego/ jak i Zacheusza było otwarte na przyjęcie łaski. Mateusz natychmiast zrezygnował z pracy na cle i poszedł za Jezusem. Ta rezygnacja ze współpracy z okupantem, a zarazem z dobrze płatnego zawodu, na pewno złagodziła nieco nieżyczliwe dla niego spojrzenie faryzeuszy i opinii publicznej. Mateusz chodząc z Jezusem nie był już celnikiem. Ale czy etykietkę kolaboranta przyklejoną przez opinię publiczną można kiedykolwiek w życiu odkleić?

Spotkanie w domu Zacheusza jest znakiem aprobaty, z jaką Jezus odnosi się do będącego w służbie celnika, który po spotkaniu wcale nie zrezygnował ze ściągania cła i dalej wykonywał swój zawód. Co więcej, św. Łukasz podkreśla, że Zacheusz był zwierzchnikiem celników, co świadczy o tym, że jego współpraca z okupantem była jeszcz głębsza niż zwykłego celnika. On bowiem był odpowiedzialny za organizację celników. To oni zarabiali na chleb dla siebie, dla niego i na podatek dla okupanta. Wydawać by się mogło, że z punktu widzenia patriotyzmu wielkie bogactwo Zacheusza nie zostało zdobyte drogą uczciwą. A oto Jezus mu oświadcza, i to publicznie: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.

Czy jest w Ewangelii drugie tak piękne oświadczenie Jezusa? Czy jest człowiek, do którego Chrystus w gościnę sam by się wpraszał? Ludzie dostrzegali bardzo bogatego celnika, a Jezus dostrzegał jego bardzo bogate serce. Tego serca nie zniszczyło ani bogactwo, ani współpraca z okupantem oparta na zasadzie sprawiedliwości. To serce zostało prawe. Świadczy o tym wypowiedź rozradowanego Zacheusza, goszczącego Mistrza z Nazaretu. „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. I znów pytanie: Kogo w Ewangelii stać na takie oświadczenie? Kto potrafi pięćdziesiąt procent wielkiego majątku rozdać ubogim, kto potrafi wyrównać krzywdę, dając cztery razy więcej niż szkoda wynosiła? Kto? Takich decyzji nie podejmie serce małe. Na ten gest serca Jezus liczył, o to wewnętrzne wyzwolenie Jemu chodziło. Zacheusz doświadcza zbawienia, wchodzi na drogę dawania. Zbierał i umiał zbierać, skoro był bardzo bogaty. Czynił to drogą sprawiedliwości, bo w swym oświadczeniu jasno stwierdza: „jeśli kogo w czym skrzywdziłem”. Widocznie świadomie nigdy tego nie uczynił. Ale teraz w spotkaniu z Jezusem dowodzi, że umie być dobry, umie dawać. Jego serce jest otwarte na innych, jest wypełnione miłością.

Ilu chrześcijan umie spojrzeć na kolaborantów oczami Jezusa? Nie każdy kolaborant musi być od razu zdrajcą. Przed takim uogólnieniem przestrzega Jezus w domu Zacheusza, przełożonego celników.

Ks. Edward Staniek

 

Kapłańska godność

Teksty św. Franciszka z Asyżu:

„Dał mi Pan i daje tak wielkie zaufanie do kapłanów, którzy żyją według zasad świętego Kościoła Rzymskiego, ze względu na ich godność kapłańską, że chociaż prześladowaliby mnie, chcę się do nich zwracać. I chociaż miałbym tak wielką mądrość jak Salomon, a spotkałbym bardzo biednych kapłanów tego świata, nie chcę wbrew ich woli nauczać w parafiach, w których oni przebywają. I tych, i wszystkich innych chcę się bać, kochać i szanować jako moich panów. I nie chcę dopatrywać się w nich grzechu, ponieważ rozpoznaję w nich Syna Bożego i są moimi panami. I postępuję tak, ponieważ na tym świecie nie widzę niczego wzrokiem cielesnym z Najwyższego Syna Bożego, tylko Jego Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew, które oni przyjmują i oni tylko innym udzielają. I pragnę, aby te najświętsze tajemnice były ponad wszystko czczone, uwielbiane i umieszczane w godnych miejscach. Gdzie tylko znajdę w miejscach nieodpowiednich napisane Najświętsze imiona i słowa Jego, pragnę je zbierać i proszę, aby je zbierano i składano w odpowiednim miejscu. I wszystkich teologów, i tych, którzy nam podają Najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić, jako tych, którzy dają nam ducha i życie”. (Testament 6-13)

„Proszę również w Panu wszystkich moich braci kapłanów, którzy są i będą, i pragną zostać kapłanami Najwyższego, ilekroć zechcą odprawić Mszę, aby sami będąc nieskazitelni, w sposób nieskazitelny z czcią składali prawdziwą ofiarę Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, z świętą i czystą intencją, nie dla (uzyskania) jakiejś ziemskiej rzeczy ani z obawy przed jakimś człowiekiem lub z miłości ku niemu, jakoby dla przypodobania się ludziom, lecz cała wola, o ile wspomoże łaska, niech się kieruje ku Bogu, stąd niech pragnie podobać się jedynie samemu najwyższemu Panu, bo On sam jeden działa w tej tajemnicy, jak Mu się podoba. Ponieważ jak On sam mówi:, To czyńcie na moją pamiątkę’. Kto zaś inaczej czyniłby, ten staje się zdrajcą Judaszem i winnym Ciała i Krwi Pańskiej”.

„Patrzcie na swoją godność, bracia kapłani, i bądźcie świętymi, bo On jest święty. I jak Pan Bóg ze względu na tę posługę uczcił was ponad wszystkich ludzi, tak i wy więcej od innych kochajcie Go, szanujcie i czcijcie. Wielkie to nieszczęście i pożałowania godna słabość, że gdy macie Go wśród siebie obecnego, wy zajmujecie się czymś innym na świecie. Niech zatrwoży się cały człowiek, niech zadrży cały świat i niech rozraduje się niebo, gdy na ołtarzu w rękach kapłana jest Chrystus, Syn Boga żywego. O przedziwna wielkości i zdumiewająca łaskawości! O wzniosła pokoro! O pokorna wzniosłości, bo Pan wszechświata, Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia ukrywa się pod niepozorną postacią chleba! Patrzcie, bracia, na pokorę Boga i wylewajcie przed Nim serca wasze, uniżajcie się i wy, abyście zostali wywyższeni przez Niego. Nie zatrzymujcie więc niczego z siebie dla siebie, aby was całych przyjął Ten, który cały wam się oddaje”. (List św. Franciszka skierowany do całego zakonu, 14-16; 23-29).

Ks. Edward Staniek

 

Panie, Ty „nad wszystkim masz litość” (Mdr 11,23)

Nie dziwi nas, że temat o miłosierdziu powraca tak często w liturgii niedzielnej, ponieważ Bóg jest miłosierdziem nieskończonym, niewyczerpanym, a człowiek bardzo potrzebuje miłosierdzia. Bóg, stwarzając go jednym aktem miłości, poszukuje go z dnia na dzień nieustannym aktem miłosierdzia naprawiając jego słabość, przebaczając winy, wybawiając od złego. Tę myśl wyraża pierwsze czytanie: „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś” (Mdr 11, 23-24). Żaden człowiek nie może istnieć bez wszechmocnego miłosierdzia Bożego, które nie przestaje miłować go i utrzymywać przy życiu mimo jego grzechów, niewierności i idzie za nim bez przerwy, by doprowadzić go do zbawienia.

To, co Księga Mądrości stwierdza ogólnie, ewangelia dzisiejsza (Łk 19, 1-10) ukazuje w konkretnym i bardzo wymownym zdarzeniu: w nawróceniu Zacheusza celnika. Zanim Jezus wszedł do Jerycha, spotkał niewidomego, który wystąpił spośród tłumu i głośno wołając ku Niemu, prosił o łaskę odzyskania wzroku. Nieco później przechodził przez miasto i oto niewielkiego wzrostu Zacheusz przeciska się przez tłum i wdrapuje na drzewo, pragnąc również zobaczyć Jezusa. Pragnie poznać Mistrza, o którym tyle słyszał z opowiadań, a może nawet opisów Jego dobroci względem celników. Była to w istocie rzecz niesłychana, aby nauczyciel Izraela zajmował się tymi ludźmi, których unikali i nienawidzili wszyscy z powodu ich zawodu urzędników cesarstwa rzymskiego, i uważali za nieprzyjaciół ludu. Zacheusz jako ich naczelnik był bardziej znany i nienawidzony niż inni; nie mógł zatem przejść nie zauważony. Lecz on nie przejmuje się ludem ani nie obawia się narazić na pośmiewisko i drwiny; usiłuje jedynie zobaczyć Pana i czeka na Jego przejście, śledząc wszystko z wysokości drzewa figowego: „Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (tamże 5). Jezus wie dobrze, kim jest Zacheusz: to celnik, który wzbogacił się na pieniądzach wyłudzonych od ludu. A jednak nie gardzi nim i nie gani go, co więcej, zwraca się do niego przyjaźnie i zamierza odwiedzić jego dom. Zacheusz, który nigdy nawet nie śnił o czymś podobnym, schodzi pospiesznie z drzewa i przyjmuje słowa Chrystusa z wielką radością. Ludzie zgorszeni szemrają; on jednak nie zwraca na to uwagi; z Mistrzem, który poruszył jego serce, ma załatwić sprawy o wiele ważniejsze: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (tamże 8). Jest to całkowite nawrócenie. Wystarczyła obecność i dobroć Pana, by oświecić sumienie człowieka bez skrupułów, przyzwyczajonego do nieuczciwego zysku. Lecz Zacheusz okazał dobre przygotowanie, które otwarło go na łaskę: szczere pragnienie zobaczenia, spotkania Jezusa. A teraz słyszy, jak do niego mówi: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu... Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (tamże 9-10). Celnikowi, którego faryzeusze uważali za grzesznika nieodwołalnie straconego, zostało dane zbawienie, a on je przyjął otwierając swój dom i serce Zbawicielowi. Chrystus czyni bezustannie ten sam dar każdemu człowiekowi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu nie zadowala się nawracaniem ludzi i przebaczaniem, lecz ofiaruje im swoją przyjaźń, zapraszając do zjednoczenia z sobą.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 401

 

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2013 www.mateusz.pl