www.mateusz.pl/czytania

10 LIPCA 2011

XV Niedziela Zwykła

 

Dzisiejsze czytania: Iz 55,10-11; Ps 65,10-14; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Iz 55,10-11)
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.

(Ps 65,10-14)
REFREN: Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

Nawiedziłeś i nawodniłeś ziemię,
wzbogaciłeś ją obficie.
Strumień Boży wezbrany od wody;
przygotowałeś im zboże.

I tak uprawiłeś ziemię:
nawodniłeś jej bruzdy, wyrównałeś jej skiby,
spulchniłeś ją deszczami, pobłogosławiłeś płodom.
Rok uwieńczyłeś swymi dobrami,
gdzie przejdziesz, wzbudzasz urodzaj.

Stepowe pastwiska są pełne rosy,
a wzgórza przepasane weselem,
łąki się stroją trzodami,
doliny okrywają się zbożem,
razem śpiewają i wznoszą okrzyki radości.

(Rz 8,18-23)
Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała.

Ziarnem jest słowo Boże, a siewca jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie, będzie żył na wieki.

(Mt 13,1-23)
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

 

Istnieje ryzyko, że ziarno słowa Bożego pada na nie najlepszy grunt naszych serc. Potrzeba z naszej strony sporego wysiłku i wytrwałości, żeby do swego życia słowo Boże i je zachować. Czasem może nam się wydawać, że kiedy Bóg do nas mówi, to jakby „rzucał grochem o ścianę”… Ale jest też Jego obietnica, którą przypomina nam Izajasz: „Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.

O. Łukasz Kubiak OP, „Oremus” lipiec 2005, s. 50

 

Jezus chętnie mówił w przypowieściach i zagadkach, bo człowiek lubi zagadki, lubi krzyżówki, koła fortuny, quizy. Lubi dochodzić do czegoś sam, lubi zawdzięczać coś sobie. Jest to przejaw twórczej postawy człowieka, ale często też przejaw niezdrowej pychy: nie słuchamy prostych prawd i rad, bo uważamy, że sami dobrze wiemy. No i często potem drogo za to płacimy.

Ale Jezus uwzględnia tę przekorną naturę człowieka i potrafi się do niej odwołać: Macie uszy i rozum? No to słuchajcie i rozumiejcie – jeśli tylko pycha wam pozwoli.

Siewca wyszedł siać. Jak szczodry był to siew! Izraelici uprawiający niewielkie, kamieniste poletka, z trudem wydarte pustyni, nie byli przyzwyczajeni do tego, by marnować ziarno i rzucać je na drogi, między kamienie czy ciernie. Za drogo by ich to kosztowało. Dlatego skłonni byli raczej skąpić na ziarnie, przesadzać w ostrożności.

Bóg swoje Słowo sieje hojnie, mówi do każdego, nawet do tych, którzy nie chcą czy jeszcze nie potrafią słuchać. I do tych obojętnych, którzy co prawda przychodzą słuchać, ale nie słyszą. Dlaczego tak lekko przychodzi nam marnować Słowo Boże, puszczając je mimo uszu? Dlaczego nie potrafimy skrzętnie pielęgnować i rozważać tego, co Bóg składa w nasze serca? Ileż łask, rad, natchnień i Bożych przestróg lekceważymy? I jak trudno przychodzi nam zatroszczyć się i przygotować odpowiednie warunki dla przyjęcia Bożego Słowa?

Nie potrafimy na przykład zdobyć się na wyciszenie i skupienie, na chwilę milczenia, które pozwoli nam zasłuchać się w głos Boga. Nawet jeśli klękamy do modlitwy, to jest to najczęściej szybki – albo długi pacierz, w którym swoim gadulstwem bądź niedbalstwem nie dopuszczamy Boga do głosu. Jeśli już sięgamy do Biblii, powinniśmy pamiętać, że dopiero zrozumienie Słowa gwarantuje jego owoce: Słowo niezrozumiane to jak ziarno rzucone na drogę, nawet nie zdąży się zakorzenić. Żeby Słowo zrozumieć, trzeba trochę wysiłku i wiedzy. Ale jest to wiedza, którą można zdobyć, nikt jej nie zastrzega tylko dla wtajemniczonych, jest dostępna dla każdego, kto tylko chce.

W większości parafii działają grupy biblijne, które spotykają się co tydzień na wspólnym rozważaniu Pisma św. Jest wiele książek, które pomagają studiować i zgłębać stronice Biblii. I nawet często rozpoczynamy takie studiowanie, ale nie zawsze z dobrym skutkiem. Brakuje nam bowiem wytrwałości i sytematyczności. Gdy mija pierwszy zapał, gdy nie widać natychmiastowych efektów, gdy nauka staje sie zbyt nużąca, gdy trzeba się trochę przymusić, by przezwyciężyć lenistwo – wtedy zaprzestajemy wysiłków. Tłumaczymy sobie, że to i tak nic nie daje, że szkoda czasu – i ustajemy w połowie.

Trzeba się uczyć cierpliwości od rolników, a jeszcze lepiej od ogrodników: oni wiedzą, że na plony i owoce trzeba czekać nieraz i kilka lat. Najczęściej jednak szkoda nam na Pismo św. czasu, to znaczy tak się tłumaczymy, bo skądinąd wiemy, ile tego czasu każdego dnia przecieka nam przez palce nie wiadomo na co. Zwyciężają doraźne troski tego świata, jego złudne obietnice. To nie znaczy, że nie są one ważne, ale że dopiero Słowo Boże podpowie nam, jak się z tymi troskami uporać i jak uniknąć oszukańczych sideł złudzeń, przereklamowanych obietnic i fałszywych gwarancji, których pełne są nasze gazety i telewizja. Odtrutką na to jest Słowo Prawdy: szczęśliwy, kto ma uszy, by tę prawdę przyjąć i rozum, by ją pojąć!

Ks. Mariusz Pohl

 

Trudno przekonać człowieka

Przypowieść o siewcy mówi o trudnościach, na jakie napotyka Bóg chcąc przekonać człowieka o tym, że Jego wymagania prowadzą do szczęścia. Bóg chcąc nas przekonać, posługuje się słowem. Z doświadczenia jednak wiemy, że aby kogoś przekonać, nie wystarczy samo przekazanie wiadomości. Przekonanie rodzi się dopiero po dobrowolnym przyjęciu słowa i dostosowaniu do niego swego sposobu myślenia.

Jakie są przeszkody utrudniające, a czasem wręcz uniemożliwiające Bogu przekonanie człowieka o słuszności Jego wymagań? Pierwszą z nich jest lekceważenie zła istniejącego na świecie. Wielu ludzi naszego wieku uważa, że zło to wyłącznie sprawa filozofii, że to pewne teoretyczne założenie potrzebne do tłumaczenia otaczającej nas rzeczywistości. Tymczasem zło jest konkretne i bardzo mocne. Każdy, kto zlekceważy zło istniejące w świecie, wcześniej czy później popełni błąd, za który zapłaci wysoką cenę.

Druga przeszkoda, uniemożliwiająca Bogu przekonanie człowieka o szczęściu ukrytym w wierze, to brak wytrwałości z naszej strony. Przekonanie obejmuje długi proces, to stopniowe dorastanie do wielkich wartości. Jeśli komuś zabraknie wytrwałości w zapuszczaniu korzeni w twardą rzeczywistość ewangelicznej gleby, ten nigdy nawet przez Boga nie zostanie przekonany. Oto obraz ziarna, które z braku korzeni zostało zniszczone przez słońce.

Trzecia przeszkoda, utrudniająca Bogu przekonanie człowieka o wartościach ewangelicznego życia, to brak krytycyzmu i dystansu wobec słowa płynącego ze świata. Doczesność przy pomocy wszystkich dostępnych środków propagandy ustawicznie usiłuje nas przekonać, że w niej znajdziemy prawdziwe szczęście. Kogo nie stać na zachowanie dystansu wobec tej argumentacji, nie potrafi dostrzec siły argumentów, jakie podaje Bóg. Oto obraz ziarna zagłuszonego przez ciernie.

Jedynie człowiek czujny wobec zła, wytrwały w rozwoju swej osobowości i krytyczny wobec argumentów, jakie podaje świat, jest w stanie podjąć słowo Boże i odkryć jego wartość.

W przypowieści o siewcy warto dostrzec jeszcze jedną prawdę. Ptaki zniszczyły jedno ziarno, słońce z powodu braku korzeni spaliło drugie, ciernie zagłuszyły trzecie, natomiast czwarte wydało owoc stokrotny. Poznajemy tu coś z tajemnicy strategii Boga. Stwórca godzi się na to, by wiele ziaren zostało zniszczonych, ponieważ z jednego, wypielęgnowanego aż do żniwa, wysypie się sto innych ziaren. Zło musi rozpoczynać niszczenie od nowa, mając przed sobą jeszcze trudniejsze zadanie. Dotykamy sekretu chrześcijańskiego optymizmu. Jeżeli ktoś z nas otworzy się na Boga i zechce, by Bóg go przekonał, wyda w swym życiu owoc obfity. Jeśli nawet zło go dosięgnie, gdy kłos jego serca będzie już pełen, wysypie się z niego nowe cenne ziarno, które w następnym pokoleniu będzie owocowało na ziemi.

Ks. Edward Staniek

 

Słowo ziarnem

Bóg porównuje swoje słowo do ziarna. Ma ono wielką moc. Siła życia, a więc to czego nie posiada cała ziemia, cały kosmos, jest ukryta w maleńkim ziarnie. Potęga tej siły ujawnia się jednak dopiero z chwilą uruchomienia procesu rozwojowego, do czego jest potrzebna woda i słońce.

Gleba ludzkiego serca ma zapewnić to, co jest potrzebne do owocowania Bożego słowa. Dopiero ta wzajemna współpraca Bożej siły życia z glebą gwarantuje odpowiednie owoce. Ale nie tylko słowo Boga jest ziarnem, nasze ludzkie słowo skierowane do drugiego człowieka też jest ziarnem. Różnica jednak między Bożym słowem a naszym, ludzkim, jest wielka. Boże słowo jest zawsze dobre, pełne życia i świętości. Nasze słowa ludzkie bywają puste, zawodzą, nie mają w sobie siły życia. Co więcej, mogą być nawet ziarnem złym.

Istnieje jeszcze dodatkowa tajemnica naszego słowa. O ile nasze dobre słowo rzadko wydaje owoce, o tyle złe ma tendencję do błyskawicznego wydawania stokrotnego owocu. Można skierować do kogoś tysiąc słów pełnych życzliwości i troski o jego dobro, a jeśli z tego tysiąca przyjmie przynajmniej jedno słowo i zamieni w czyn, to sukces jest już duży. Wystarczy natomiast jedno słowo złe rzucić w jego serce, a w krótkim czasie ono właśnie wydaje owoc obfity. To dramat wielu rodziców, wychowawców, nauczycieli.

Ludzkie serce jest glebą nieurodzajną dla słowa dobrego i niezwykle urodzajną dla słowa złego. To zmusza do wielkiej odpowiedzialności za każde wypowiedziane i przyjęte słowo. Warto uważnie prześledzić tę dziwną „urodzajność” gleby ludzkiego serca. Ona jest tak skażona, że ziarno dobrego słowa, ludzkiego i Boskiego, w niej obumiera, a ziarno złego rozrasta się bujnie jak chwasty.

W tej sytuacji trzeba mieć na uwadze kilka zasadniczych wytycznych. Skoro gleba naszego serca jest bardziej podatna na słowo świata, ciała, ducha zła, niż na słowo Boga, trzeba ją tak uprawiać, by nie dopuścić do zakorzenienia się w niej ziarna złego słowa. Ono nie może nawet paść na glebę naszego serca, nie mówiąc już o zapuszczeniu korzenia.

Biorąc natomiast pod uwagę nasze słowa skierowane do innych ludzi, trzeba je zawsze dokładnie przesiać przez sito wrażliwego sumienia, by nigdy z naszych ust nikt nie słyszał słowa złego. Nie możemy siać ziarna słowa złego w serca swoich bliskich, bo sami będziemy odpowiedzialni za jego owoce. Ono szybko dojrzewa i przenosi się w serca innych ludzi wiatrem plotki, obmowy, oczernienia. A nad procesem jego dalszego rozsiewania nie będziemy już w stanie zapanować.

Trzeba wreszcie szukać wspólnoty z ludźmi, którzy znają wagę dobrego słowa i niebezpieczeństwo ukryte w słowie złym. Taka wspólnota, w której trwa od rana do wieczora siew dobrego słowa, a równocześnie ciągła praca nad usuwaniem ziarna chwastów rzucanych przez świat, jest najlepszą gwarancją urodzajności gleby naszego serca. W takiej wspólnocie ona będzie wydawać owoc stokrotny – wielbiąc Boga i ubogacając serca innych ludzi.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, spraw, aby oczy nasze widziały i uszy słyszały (Mt 13, 16)

Moc i skuteczność słowa Bożego są głównym tematem dzisiejszej liturgii.,, Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju... — mówi Pan — tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem” (Iz 55, 10-11; I czytanie). Słowo Boże sprawia zawsze to, co wyraża: wystarczyło jedno „fiat — niech się stanie”, by powołać z nicości cały wszechświat i dać życie wszystkim stworzeniom. Kiedy człowiek, zamiast odpowiedzieć z miłością na słowo stwórcze, zbuntował się, wtedy inne słowo, obietnica Zbawiciela, powtarzane w ciągu wieków w najrozmaitszy sposób, zapewniło mu zbawienie i skierowało do Boga. Kiedy nadeszła pełnia czasów, Bóg nie posyłał już do ludzi prostych słów, lecz swoje Słowo przedwieczne. Słowo przyjęło naturę ludzką, stało się ciałem, zostało nazwane Jezusem Chrystusem i. przyszło zasiać w sercu ludzi słowo Boże.

To jest właśnie temat przypowieści o siewcy, którą czytamy w dzisiejszej Ewangelii (Mt 13, 1-23). „Siewcą, który wyszedł siać” (tamże 3), jest właśnie Jezus, a ziarnem, które sieje, „jest słowo Boże” (Łk 8, 11), jakie On — Słowo nie stworzone — posiada w samym sobie i przekazuje ludziom w języku ludzkim. Słowo Jego zatem ma moc i skuteczność boską, jest najbardziej płodnym ziarnem zdolnym wydać zbawienie, świętość, życie wieczne.

A jednak — głosi przypowieść — to samo ziarno w jednej ziemi wydaje obfite owoce, a w innych zgoła nic. Na tym polega tajemnica wolności człowieka wobec darów Boga. Jezus wszędzie sieje słowo: nie odmawia go nawet grzesznikom zatwardziałym, ludziom powierzchownym i roztargnionym, oddającym się całkowicie przyjemnościom lub zajmującym się tylko doczesnymi sprawami, ludziom przyrównanym w przypowieści do drogi wydeptanej, do gruntu kamienistego lub ciernistego. Oto wielkie miłosierdzie Pana! W porządku duchowym, istotnie, nawet „kamienie mogą się zmienić i stać się ziemią urodzajną, a wydeptana droga może przestać być deptaną i otwartą dla wszystkich przechodniów, przemieniając się w urodzajne pole. Nawet ciernie mogą zniknąć, by pozwolić rosnąć i owocować z całą swobodą posianemu ziarnu”. Jeśli taka przemiana nie dokona się we wszystkich, „wina nie będzie siewcy, lecz tych, którzy nie chcieli zmienić życia” (św. Jan Chryzostom). Straszliwa rzecz, lecz prawdziwa: człowiek może zamknąć się na słowo Boga, odrzucić je, a więc sam z siebie uczynić je nieskutecznym. Wówczas słowo obróci gdzie indziej swoją płodność, powodując nadzwyczajną obfitość owoców zrodzonych „w ziemi dobrej”, czyli w tym, kto „słucha słowa i rozumie je” (Mt 13, 23), a w końcu wykonuje. Również w nich owoc nie będzie jednaki, lecz proporcjonalny do usposobienia każdego: „jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny” (tamże). Dlatego Jezus, zanim wyjaśnił przypowieść, przypomniał uczniom to, co powiedział Izajasz swoim współczesnym: „stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby... swym sercem nie rozumieli i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” (tamże 15). Jest więc nad czym zastanawiać się i prosić, aby łaska Boża zachowała wierzących od takiej zatwardziałości. Ale też na pewno człowiek słuchający z dobrą wolą słowa Bożego, osiągnie zeń owoc i będzie zażywał szczęśliwości zapowiedzianej przez Pana: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą” (tamże 16).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 387

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2011 www.mateusz.pl