www.mateusz.pl/czytania

10 MAJA 2009

V niedziela wielkanocna

 

Dzisiejsze czytania: Dz 9,26-31; Ps 22,26-28.30-32; 1 J 3,18-24; J 15,4.5b; J 15,1-8

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Dz 9,26-31)
Kiedy Szaweł przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do Apostołów, i opowiedział im, jak w drodze /Szaweł/ ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedzieli się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu. A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego.

(Ps 22,26-28.30-32)
REFREN: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

Wypełnię me śluby wobec bojących się Boga.
Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni,
będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają:
„Serca wasze niech żyją na wieki”.

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi
i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem.

A moja dusza będzie żyła dla Niego,
potomstwo moje Jemu będzie służyć,
przyszłym pokoleniom o Panu opowie,
a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi.

(1 J 3,18-24)
Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

(J 15,4.5b)
Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity.

(J 15,1-8)
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

 

 

Każdy chrześcijanin wezwany jest, aby dobrymi czynami potwierdzać wyznawaną wiarę. Jeżeli przez wiarę i chrzest jesteśmy zanurzeni w Chrystusie, to życiodajna łaska nie tylko ożywia nasze dusze, ale przez nas daje także życie innym. Świętość promieniuje i inspiruje do dobrego życia. Może się jednak zdarzyć, że nie żyjemy wiarą i zamykamy się na łaskę Bożą. Wtedy jesteśmy we wspólnocie Kościoła tylko ciałem, a nie duchem. Trwamy w Chrystusie, ale jak uschła latorośl, która utraciła życie i rzuca na innych cień śmierci.

O. Jakub Kruczek OP, „Oremus” kwiecień/maj 2003, s. 120

 

„Jestem winnym krzewem...”

Ze względów praktycznych jest to niezwykle ważna Ewangelia, ale też i trochę niewygodna, bo tam, gdzie w grę wchodzą względy praktyczne, tam też i pojawiają się wymagania, a tego na ogół wolimy unikać – o wiele łatwiej i pewniej poruszamy się w sferze teorii, idei, słów. No i często poprzestajemy tylko na słowach. Tymczasem ta Ewangelia dotyczy nie słów, lecz czynów, a ściślej mówiąc, pozwala zweryfikować słowa przy pomocy czynów.

Albowiem we fragmencie tym, Jezus pokazuje jasne i wyraźne kryteria autentycznej wiary. Wiara, czyli żywa więź z Bogiem, polega na tym, że człowiek przynosi owoc, a owoc to coś takiego, co można zbadać, zmierzyć, porównać. Nie jest wiarą postawa czysto teoretyczna, zajęcie stanowiska ideologicznego czy społeczna deklaracja. Nie jest także wiarą samo tylko spełnianie pewnych formalnych wymogów, np. „chodzenie do kościoła”, spowiedź wielkanocna czy „posyłanie dziecka na religię i do komunii”.

Na czym wobec tego miałby polegać ten chrześcijański owoc i owocowanie wiary? Odpowiedź znajdujemy w czytaniu z 1 Listu św. Jana 3.18-24: na wypełnianiu przykazań Jezusa. A jakie one są? Nie chodzi tylko o Dziesięcioro Przykazań. Jan pisze: „Przykazanie Jego zaś jest takie, żebyśmy wierzyli w imię Jezusa Chrystusa i miłowali się wzajemnie”. To najpierw! Z autentycznej wiary wynika natychmiast ufność i płynący z niej pokój. Natomiast z miłości wynika czyn i prawda.

Cóż, trochę się nauczyliśmy miłować słowem i językiem, czyli teoretycznie, w „chęciach”, deklaracjach, zamiarach, a nie w konkretnych czynach. W takim teoretyzowaniu jesteśmy świetni, ale nic z tego nie wynika, a raczej wynika zło. Bo nauczyliśmy się manipulować słowami w taki sposób, żeby ominąć prawdę. Na każdy zły czyn znaleźliśmy sobie jakieś grzeczne określenie albo usprawiedliwiający wykręt, które zapewniają nam psychiczny komfort. Jest tylko jeden szkopuł, który demaskuje tę paradę pozorów: brakuje nam mianowicie głębokiego, wewnętrznego pokoju, który może się zrodzić tylko jako dar Ducha Świętego, jako owoc zjednoczenia z Bogiem.

I w ten sposób znów wróciliśmy do obrazu winnej latorośli, ale jakby od drugiej strony, a raczej od właściwej strony, od punktu wyjścia. Bo owoc jest zawsze wtórny: najpierw musi być winna latorośl, a dopiero potem grona, najpierw musi być zjednoczenie z Bogiem przez wiarę, a dopiero potem owoce wiary w życiu. Gdybyśmy chcieli tę kolejność odwrócić, stanęlibyśmy przed zadaniem przerastającym ludzkie siły, a właściwie przed parodią zadania, bo czymś niewykonalnym. Jezus mówi wyraźnie: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie”, a już na pewno nie potraficie tego, co najważniejsze.

Czyż bowiem człowiek może się sam, o własnych siłach – zbawić? Przenigdy! Może polecieć na Księżyc i na Marsa, ale niebo nie jest jeszcze „wyżej”, niebo jest w zupełnie innej, pozafizycznej przestrzeni, do której człowiek sam nie ma żadnego dostępu. Jedynie Bóg może nas tam przenieść. Ale do tego potrzebna jest nasza wiara, czyli właśnie trwanie w Nim, wczepienie się w Niego ze wszystkich duchowych sił.

I dlatego najpierw powinniśmy patrzeć i troszczyć się, żeby być z Bogiem, żeby żyć w Bogu, żeby być z Nim zjednoczonym. I dlatego wiara, modlitwa, miłość, prawda powinny mieć pierwszeństwo przed działaniem i uczynkami. Ale tylko pierwszeństwo, a nie zastępstwo. W autentycznym życiu chrześcijańskim musi być jedno i drugie: wiara i działanie, modlitwa i czyn. Jedno bez drugiego jest puste i martwe.

Ks. Mariusz Pohl

 

Tajemnica życia Kościoła

Chrystus chcąc nas pouczyć o niedostępnej dla nas tajemnicy życia Kościoła, posłużył się obrazem winnego krzewu i latorośli. Krzewem jest On sam. W nim, organicznie związane, tkwią latorośle obsypane liśćmi i wydające owoc. Krzew żyje, latorośle zmieniają się z roku na rok, jak pokolenia.

Podobnie jest z Kościołem. Chrystus trwa wiecznie, pokolenia ludzi należących do Kościoła ustawicznie się wymieniają. Na wzór latorośli mają wydać owoce dobrych czynów. Tymi owocami Bóg pragnie ubogacać ludzkość. Aby latorośle mogły wydawać owoce, muszą czerpać życiodajne soki z ziemi przez korzeń i krzew. Gdy ich łączność z krzewem zostaje zerwana, nie tylko nie są w stanie przynosić owoców, ale same schną i nie nadają się do niczego tylko na spalenie.

Winny krzew, latorośle i ich owoce są doskonałym obrazem Kościoła. Chrystus chciał w nim ukazać potrzebę życia eucharystycznego. Według Jana Ewangelisty Jezus posłużył się tym obrazem w Wieczerniku, gdzie ustanowił Najświętszy Sakrament. Chciał ukazać rolę, jaką w życiu Kościoła i poszczególnych jego członków spełnia Eucharystia.

Współczesna biologia może nam pomóc w odkrywaniu bogactwa obrazu, jakim posłużył się Chrystus. Jakże precyzyjnie można dziś śledzić ów zdumiewający proces przemiany materii w winnym krzewie. Jak przy pomocy korzeni czerpie on odpowiednie składniki z ziemi, by pod wpływem słońca i różnych reakcji w komórkach tworzących liście zamieniać te składniki w dorodny owoc. Oto tajemnica życia Kościoła. Z Chrystusa, przez sakramenty, dociera do naszych serc Boże życie, a łaska uczynkowa, jak dobroczynne promienie słońca, przemienia to co doczesne w to co wieczne i dziełom czysto ludzkim nadaje Boski wymiar.

Trzeba dobrze przemyśleć ewangeliczny obraz o winnym krzewie, aby odkryć siebie jako latorośl przeznaczoną do wydawania owoców. Należy odkryć własne miejsce w Kościele i dostrzec zadania, jakie w nim wyznaczył nam Bóg. Dostrzeżenie owych wielkich możliwości, jakie się kryją w bliskim kontakcie z Jezusem, otwiera przed człowiekiem wspaniałe horyzonty nowego bardzo twórczego życia.

Bóg nas potrzebuje do czynienia dobra, do wydawania owoców. On przez nas chce zadziwić świat. Nasze życie można mierzyć koszami wspaniałych owoców, które trwać będą wiecznie. To w tym obrazie każdy może odnaleźć siebie ze swoim powołaniem, bo jakiekolwiek by ono było, zawsze jest powołaniem do czynienia dobra, do wydawania owoców sprawiedliwości.

Ludzkość nigdy nie odrzuci winnego krzewu, gdy będzie on obfitował w dobre owoce. Wprawdzie sam krzew jest już niezniszczalny, należy bowiem, po zmartwychwstaniu, do innego świata, ale i latorośle, o ile tkwią w nim, nie mogą ulec zniszczeniu. Wszelkie doświadczenia, jakie na nie spadają, doskonalą owoc i czynią go jeszcze cenniejszym.

Jest rzeczą znamienną, że okresy prześladowań Kościoła, połączone z cierpieniem jego członków, z odrywaniem latorośli od krzewu, równocześnie obfitują w szczególne działanie łaski.

Do ewangelicznych obrazów należy podchodzić jak do arcydzieł malarstwa, rzeźby czy muzyki. Im częściej i dłużej się z nimi obcuje, tym bardziej urzekają człowieka i wciągają w swój świat. Obrazy Dobrego Pasterza czy winnego krzewu mają w sobie taką głębię, iż każdy, kto potrafi się przy nich zatrzymać, zostaje przez nie wprowadzony w rzeczywistość Boską, która wyzwala z doczesności i daje udział w niezwykłym szczęściu nowego świata. Galeria ewangelicznych obrazów jest bogata, a kto je pokocha, nie wiedząc kiedy przechodzi w niezwykle piękną rzeczywistość świata prawdy i miłości.

Ks. Edward Staniek

 

Dar bojaźni Bożej

Ten kto kocha, nie boi się osoby kochanej. Im głębiej przeżywa prawdę o miłości, tym pełniej doświadcza miłości Boga, tym mniej się Go obawia. Miłość usuwa lęk. Jest nastawiona na ubogacenie, podnoszenie, uszczęśliwianie osoby kochanej, więc jakże pogodzić ją z lękiem? Chrześcijaństwo wśród wszystkich religii świata objawia miłość, podprowadzając człowieka jako kochane dziecko najbliżej Boga. To religia, w której znika dystans między grzesznym człowiekiem a kochającym Bogiem Ojcem. Ktokolwiek jednak przeżył w sposób odpowiedzialny prawdę, że Bóg go kocha, spotyka się twarzą w twarz z niezwykłym zaufaniem, jakim Bóg go darzy. W zaufaniu tym dźwięczy struna bojaźni, by tego zaufania nie zawieść. Owa bojaźń się potęguje, gdy Bóg w imię miłości oczekuje od człowieka złożenia w świecie świadectwa tej miłości. Bóg pragnie, byśmy objawiali ludziom, jak bardzo On ich kocha. Nie łatwe to zadanie. Aby je dobrze wykonać, potrzebne jest poczucie odpowiedzialności za zaufanie. I to poczucie jest darem Ducha Świętego, który zwiemy darem bojaźni Bożej.

Każdy chrześcijanin jest apostołem Jezusa Chrystusa w swoim środowisku. Od jego świadectwa zależy skuteczność odkrywania wartości Ewangelii we współczesnym świecie. To apostolstwo musi więc być oparte w wielkiej mierze na darze bojaźni Bożej.

Doskonale można obserwować dary Ducha Świętego w życiu i działalności św. Pawła. On, gorliwy prześladowca chrześcijan, obalony łaską Boga na ziemię w drodze do Damaszku, bardzo szybko odkrył gest zaufania, jakim go obdarzył zmartwychwstały Chrystus. Odtąd tylko jednego się obawiał, by nie zawieść Zmartwychwstałego. Nie bał się ludzi. Wzmocniony darem odwagi potrafił pokonywać wszystkie przeciwności, zwycięsko wyjść z najtrudniejszych sytuacji, bał się jedynie, by nie zawieść Chrystusa, w którym dostrzegał Mesjasza. Bojaźń Boga wzywała go do ustawicznego podejmowania trudnych misji, dotarł na Areopag w Atenach, by dyskutować o zmartwychwstaniu z ówczesną inteligencją Grecji; stanął przed namiestnikiem w Cezarei, przed Sanhedrynem w Jerozolimie i przed samym cesarzem w Rzymie. Bojaźń Boża była motorem jego apostolskiego działania.

Każde sumienie dobrze ustawione lęka się, by Boga nie obrazić, by Go nie zranić grzechem. Dar bojaźni Bożej jest częścią apostolskiego wyposażenia dojrzałego chrześcijanina. To szczególna więź z Bogiem, oparta na odpowiedzialności za wykonanie zadania. To ona sprawia, że Bóg może spokojnie na danego człowieka liczyć, wiedząc, że on Go nie zawiedzie.

Ten dar wzrasta, w miarę jak człowiek się do niego odwołuje. Duch Święty czuwa, by to poczucie odpowiedzialności było coraz większe. Udział w pracy, do której Bóg angażuje swego apostoła, doskonali jego miłość, a ta w miarę jak wzrasta, pociąga za sobą wzrost odpowiedzialności. Jakże niewielu chrześcijan obecnie jest dumnych z tego, iż Bóg potrzebuje ich na świadków swojej miłości. Często uciekają przed tą odpowiedzialnością, nie chcąc narażać się na przykrości ze strony otoczenia. Wolą zawieść Boga i nie świadczyć o Jego miłości, niż narazić się na atak świata, w którym żyją. To nie zawsze jest skutkiem braku odwagi, zawsze natomiast jest połączone ze zlekceważeniem daru bojaźni Bożej. To znak braku odpowiedzialności za zadania, jakie Bóg chrześcijaninowi wyznacza i z których trzeba się będzie rozliczyć.

Każdy z nas winien budzić się rano ze świadomością, że dziś Bóg go potrzebuje do dania świadectwa Jego miłości. Dla matki i ojca będzie to świadectwo dane wobec dzieci, dla pracownika świadectwo dane w zakładzie pracy, dla chorego, dane wobec tych, którzy się nim opiekują, dla młodzieńca dane wobec kolegów, koleżanek, wychowawców. To świadectwo trzeba składać wobec bliskich i wobec obcych. Nie ma dnia, w którym by Bóg nie wyznaczył nam takiego zadania. Czasem nawet nie jesteśmy świadomi, że ktoś, kto nas słucha, obserwuje i odkrywa w nas piękno ewangelicznego życia. Dar bojaźni Bożej jest nieodzowną pomocą w dawaniu świadectwa ewangelicznej prawdzie i miłości.

Ks. Edward Staniek

 

O Panie, niechaj trwam w Tobie, a Ty we mnie (J 15, 4)

Liturgia słowa podaje nam dzisiaj w streszczeniu drogę życia chrześcijańskiego: nawrócenie, wszczepienie w tajemnicę Chrystusa, rozwój miłości.

Pierwsze czytanie (Dz 9, 26–31) opowiada o przybyciu Szawła do Jerozolimy, gdzie „wszyscy bali się go nie wierząc, że jest uczniem” (tamże 26). Lecz Szaweł w drodze do Damaszku „ujrzał Pana, który przemówił do niego” (tamże 27),porażony łaską w sposób nadzwyczajny, z zaciętego nieprzyjaciela stał się żarliwym apostołem Chrystusa. Nie wszyscy nawracają się tak gwałtownie. Zazwyczaj wymaga to długiej pracy, pokonywania namiętności i złych przyzwyczajeń, zmiany mentalności i postępowania. Dla wszystkich jednak jest możliwe, i to nie tylko jako przejście z niewierności do wiary, od grzechu do życia w łasce, lecz także jako praktyka cnót, rozwój miłości, asceza potrzebna do świętości. Pod tym względem nie jest tylko epizodem, ale obejmuje całe życie.

Nawrócenie, umocnione przez sakrament, włącza człowieka w Chrystusa, aby żył w Nim i aby żył właśnie Jego życiem. Jest to temat dzisiejszej Ewangelii (J 15, 18): „Wy trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was — mówi Pan. — Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie — tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie” (tamże 4–5). Latorośl może żyć i owocować tylko wtedy, kiedy będzie złączona z krzewem. Podobnie chrześcijanin tylko trwając w Chrystusie może żyć w łasce i w miłowaniu przynosić owoce świętości. Oznacza to, że człowiek sam z siebie nie jest zdolny do życia nadprzyrodzonego; zależy on całkowicie od Chrystusa. Lecz oznacza to również, że Chrystus chce ożywiać człowieka swym własnym życiem. Dlatego chrześcijanin nigdy nie powinien się zniechęcać. Te siły, jakich nie ma w sobie, znajdzie w Chrystusie tym łatwiej, im bardziej odczuje prawdę Jego słów: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (tamże 5), i im więcej ufa Panu, który chce być całkowicie dla niego. Chrzest i wszczepienie w Chrystusa pochodzą od Niego, są darami darmo danymi. Lecz sprawą chrześcijanina jest żyć nimi, starając się trwać w zjednoczeniu z Chrystusem przez wierność osobistą, jak na to wskazują wiele razy powtarzane słowa: „trwajcie we Mnie”. Ważnym środkiem ułatwiającym wierzącemu trwanie w Chrystusie jest zachowywać Jego słowa (tamże 7) przez wiarę, która skłania do ich przyjęcia oraz miłość, która pobudza do ich spełnienia.

Pośród wypowiedzi Pana jedna ma szczególną doniosłość; wspomina ją drugie czytanie (1 J 3, 18–24): „Przykazanie Jego. jest takie: abyśmy... miłowali się wzajemnie” (tamże 23). Praktyka miłości braterskiej jest znakiem wyróżniającym chrześcijanina, potwierdza bowiem jego życiową łączność z Chrystusem. Rzeczywiście, inaczej nie można by żyć w Chrystusie, gdyż istotą Jego życia jest miłość. Kto nie żyje w miłości, nie przynosi też owoców miłości. Jak Chrystus umiłował Ojca, a w Nim wszystkich ludzi, tak miłość chrześcijanina ku Bogu powinna wyrażać się szczerą miłością ku braciom. Dlatego św. Jan zaleca tak gorąco: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą” (tamże 18). Kto tak miłuje bliźniego — przyjaciół lub nieprzyjaciół — nie ma czego lękać się wobec Boga, nie dlatego żeby był bezgrzeszny, lecz ponieważ Bóg, który jest „większy od naszego serca i zna wszystko” (tamże 20), ze względu na miłość ku braciom przebaczy mu z wielkim miłosierdziem wszystkie grzechy.

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 536

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2009 www.mateusz.pl